DOM Z PAPIERU



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spotkania autorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spotkania autorskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2019

STWARZA ŚWIAT ZE SŁÓW


NIEZWYKŁE SPOTKANIE W NIEZWYKŁYM MIEJSCU
Przybywa klasyk polskiej literatury, sam Maestro – WIESŁAW MYŚLIWSKI :)
Każda jego książka staje się wydarzeniem. Czy dlatego, że pisze prostą, rzeczową polszczyzną, bez ekstrawagancji i wzniosłych czy obcych słów? Czy dlatego, że zauroczony słowem mówionym potrafi przenieść narrację na strony swoich powieści? A może dlatego, że czytelnik wyczuwa, iż Autor daje się ponieść słowom i to one są najważniejsze?  Efekt zachwyca.

Lubię, kiedy WM opowiada o tym, co robi. Jak zamyka się w swojej wieży z kości słoniowej, temperuje ołówek, siada nad pustą kartką, pisze, gumkuje, pisze, poprawia… Zawsze lubił nasłuchiwanie i chaotyczne opowieści przypadkowych osób. Bo to mowa jest podstawą literatury. Nie dosłowność, ale duch mowy. Inspiracją powieści jest życie. Pisarz jest lojalny wobec realiów i nigdy nie pisze o tym, czego nie dotknął w życiu. Rzeczy, zjawiska, wydarzenia zaistniały kiedyś i były impulsem do tworzenia, ale autor broni się przed autobiografizmem! Zatem na nic sandomierskie tropienie szczegółów z „Widnokręgu” czy „Ucha Igielnego”. Może to i lepiej. Niech zwycięży uniwersalny charakter przekazu i kreacja autorska…

Był mi dany dar szczególny – dar spotkania. Nie tylko ze znakomitym pisarzem, ale i dobrym człowiekiem.

piątek, 18 marca 2016

ZBIERA PAMIĘĆ O PISARZACH



Republika książek to wymarzone miejsce na spotkanie z autorem. Czego chcieć więcej?
JOANNA SIEDLECKA zawsze chciała pisać. Wyszła z dziennikarstwa, dopiero potem przyszły książki. Ich siłą jest dociekanie istoty, prawdy bohaterka spotkania się nie boi, a procesów unika, bo okopuje się faktami! Najpierw pochyliła się nad przeszłością Gombrowicza i tak otrzymaliśmy „Jaśnie panicza” (pisanego z osobna, by nie promować jaśniepaństwa)... Potem przekonała nas, że jest sprawiedliwość w literaturze, bo „Malowany ptak” najpierw wyniósł Kosińskiego, a potem go zniszczył. O miłości Ameryki do mitów przeczytamy w „Czarnym ptasiorze”. Moją ukochaną biografią jest ta o poecie niezłomnym, w której autorka pokazała Herberta wielowymiarowo, odczarowując jego czas lwowski czy późniejszy – związany z (nie)przynależnością do AK, bo bez tego „O dwu nogach pana Cogito” nie da się odczytać.
Po 1989 roku, kiedy otwarto archiwa, wykluł się nowy temat, czyli życie literackie PRL-u. Wszak władza komunistyczna wpływała nie tylko na dzieła, ale i na życie osobiste pisarzy. Trafiali oni do więzień, do psychuszki, rozpijano ich, podsyłano fałszywych przyjaciół i prostytutki, sterowano karierami... Zapiera dech w piersiach czytanie „Obławy” czy „Kryptonimu Liryka”... I ostatnio wydane „Biografie odtajnione”...
Ponieważ spotkanie odbyło się w Rzeszowie, nie brakło miejscowych odniesień do literackiego światka. Nie sposób tu pominąć Wiesława Zielińskiego i opisanych przezeń  donosicielskich macek. Temat wymuszonej i dobrowolnej współpracy z bezpieką poruszył w „Bagnie”, a kontynuował w „Sprawie obiektowej – Kryptonim MUZA”. Cała Polska zna też sfilmowaną „Syberiadę”, ale o  prokuratorskiej działalności w czasach Stalina już mało kto wie. Zatem i rzeszowianin - pan Domino - zaistniał przez moment w czasie spotkania. W ogóle trzeba podkreślić, że choć nieliczne, ale jakże elitarne towarzystwo stawiło się w księgarni „Libra”. Przyjemność ogromna!
Warto na podsumowanie przytoczyć słowa Kąkolewskiego (nota bene pani Siedlecka była jego ulubioną studentką i uczennicą największych nadziei), że dziennikarstwo to wytapianie tak cennego kruszcu, jakim jest prawda. I tego życzymy wszystkim reporterom!

sobota, 16 stycznia 2016

MASONERIA, ISLAM, UCHODŹCY – czy czeka nas wielka apokalipsa?


Spotkanie autorskie ze Stanisławem Krajskim z Sandomierzem w tle. Słowa - klucze: masoni, loże, islam, dżihad, hidżra, panteizm, sufizm, antyislamizm, Soros, PO i PiS, Cegielski, Syria, Turcja, Ukraina, Rosja, Chiny, Francja, Niemcy, USA, zdrada, pakt azjatycki, Fallaci, okrągły stół, WSI, pobudka, strzelnica, wartości, chrześcijaństwo, Koneczny...
To było piękne, budujące spotkanie, które poukładało mi pomieszane puzzle.






Może jeszcze cytat z gęsto przytaczanej Oriany Fallaci (Wściekłość i duma):

Zaślepieni krótkowzrocznością i głupotą Politycznie Poprawnych, nie zdajecie sobie sprawy lub nie chcecie zdać sobie sprawy, że toczy się już wojna religijna. Wojna, którą oni nazywają dżihadem. Wojna, która (...) ma na celu podbój naszych dusz i zlikwidowanie naszej wolności. Wojna, która jest prowadzona po to, by zniszczyć naszą cywilizację... (...) Otępieni propagandą fałszu nie przyjmujemy do wiadomości, że jeśli nie zaczniemy się bronić, jeśli nie będziemy walczyć, dżihad zwycięży. (...) Zmiecie naszą kulturę, naszą sztukę, naszą naukę, naszą tożsamość, naszą moralność, nasze wartości.

wtorek, 1 grudnia 2015

Przybieżeli legioniści, landszturmiści, c.k. wojacy...



Wigilie Wielkiej Wojny na Kresach przybliżył Tomasz Kuba Kozłowski – niestrudzony propagator kultury kresowej. W czasie wielu spotkań autorskich ukazuje dziedzictwo historyczne i kulturowe I i II Rzeczpospolitej, próbując odtworzyć je poprzez materiał ikonograficzny. Dokonuje rzeczy niemal niemożliwej – ukazuje panoramę nieistniejącego świata! A grudniowe wieczory poświęca przybliżeniu charakteru Wielkiej Wojny  na Wschodzie. Udajemy się na fronty...
Pierwsze wojenne Boże Narodzenie 1914 roku na froncie zachodnim... Znane, opisane, sfilmowane... Jak chociażby wyjście z okopów w tę wigilijną noc i wspólne kolędowanie żołnierzy z wrogich wojsk! Zbratali się żołnierze z niemieckich i brytyjskich jednostek! To był pokój zawarty wbrew dowódcom, a na około 800 km odcinku frontu, takich przypadków było kilka...
Jednak warto przejść na wschodni front...   Patrole się zbliżyły...Spływały łzy po policzkach Polaków wciągniętych siłą do walczących armii...
I tutaj kolęda szła pod niebo z dwóch wrogich okopów, bo z polskich i rosyjskich... Nieoficjalny rozejm...
Padają nazwiska legionowych poetów, którzy tworzyli kolejne strofy do znanych melodii... Józef Mączka, Józef Andrzej Teslar, Bolesław Pochmarski, Zdzisław Dębicki... Porwani zapałem i tęsknotą kolędowali... Brak filmów, brak książek... Wspomnienia zostały w archiwach niemieckich i rosyjskich... Niedostępnych... Bo „rozdzielił nas los...” i rzucił do obcych okopów...
Powiedz nam, Jezu, przy tej kolędzie,
co też z tą biedną Twą Polską będzie?
Brak publicznego przypomnienia tych kolęd legionowych, a teraz stulecie ich prawykonania! Może pokolędujemy wspólnie?
To był piękny wieczór! Polecam każdemu, komu nasza historia zapada w serca...


sobota, 21 listopada 2015

Kiedyś Zawrocie zawróciło mi w głowie...



A ostatnio miałam okazję spotkać sprawczynię. Hanna Kowalewska snuje poetycką prozę, w której schematom fabularnym towarzyszą emocje. Pierwszy kontakt z twórczością to oczarowanie Zawrociem. Najpierw poznałam trylogię, a teraz „pisze się” już szósta część! Owszem – to czytadła, ale z wyższej półki. Przemawiają, pokazują pulsujący kobiecy świat. Bo która z nas nie marzy o tym, by schować się w wiejskim dworku pełnym tajemnic z przeszłości? Dodajmy, że wymyślonym już w szarym PRL, by ratować się przed napierającą rzeczywistością. Ale to wiemy...

Intrygująco brzmi kolejny tytuł – Kapelusz z zielonymi jaszczurkami... To zbiór opowiadań dla wybrańców, którzy chcą smakować cudzy tekst. Rozpada się życie, a co w środku – zostaje nienazwane... Pęcznieją metafory... Zieloną jaszczurką bywa spływająca łza,  umykający pociąg, czasem pretensja... Intryguje...

Przyznaję, że nie ujęły mnie tomy Letniej akademii uczuć, czemu być może zawinił zbiorowy bohater - młodzież – będący pewnie adresatem.

O ile Tego lata w Zawrociu i dalsze części możemy zaklasyfikować jako dobre czytadła i to dla kobiet, o tyle Julita i huśtawki przestaje nim być i smakuje również mężczyznom. To książka bogata w znaczenia, a bohaterem jest pokolenie 56. Świat pokazany punktowo, bo jak zamknąć kilka dziesiątek lat życia w sposób linearny?  A pełny obraz wyłania się w finale. Momentami bywa psychologicznie, także metafizycznie...
I jak tu nie czytać?

niedziela, 25 października 2015

Czytanie czyni zuchwałym



Największe wydarzenie literackie roku już za mną. Międzynarodowe Targi Książki  przyciągają jak magnes książkowe mole i nie sposób w te dni wysiedzieć w domu. Zatem aparat, gotówka i hajda na Kraków! Czekają goście, spotkania, konkursy, autografy... Książki, książki, książki... I ich autorzy. Rozmawiam, kupuję...  W każdym zakątku pachnie kawą i można zanurzyć się w literackim nurcie... Pycha mnie rozpycha, gdy na jednej z książek widzę dedykację :) Cóżem takiego uczyniła? ;) Tłum gęsty, ale znośny, bo kulturalny... Omijam szerokim łukiem celebrytów i wyłuskuję patriotyczną elitę elit. Rozmawiam z L.Żebrowskim, I.Lisiakiem, S.Michalkiewiczem, J.Szarkową, E.Cherezińską, M.Soleckim, G.Maciejewskim... Dyskutuję o endekach i ich  udziale w Rydze z P.Zychowiczem. Żałuję, że zachorował P.Dakowicz, ale jego tomik „Łączka” i „Afazja polska” lądują w torebce.  Jestem szczęśliwa... :)
Kornie przyjmuję błogosławieństwo ojca Leona. Oprócz kilkunastu książek wraca ze mną do domu ryngraf... Omiatam wzrokiem łupy...


CZYTANIE CZYNI ZUCHWAŁYM (”Lawendowy pokój” Niny George)
to hasło przewodnie tegorocznych Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.

piątek, 23 października 2015

Lasowiacka trylogia



Wiatr mną miotał po kraju ojczystym i nie wiem, skąd ja rodem... Ale na ziemi LASOWIAKÓW dane mi było spędzić lata sielskie... Rozkołysane łany zbóż pokolorowane makami i chabrami, przydrożne Jezuski frasobliwe, umajone kapliczki, wianki oktawne, wieczory pachnące maciejką i nabrzmiałe kumkaniem, podmokłe łęgi i piaszczyste łachy, brody niosące ulgę stopom pokłutym przez ścierniska... Ech, dać się wchłonąć małej ojczyźnie...
Wspomnienia ożyły za sprawą spotkania związanego z promocją trzeciej już części lasowiackiej trylogii. Po „Słowniku gwary” i „Kuchni lasowiackiej” czas na „Obrzędy i zwyczaje...” tej grupy etnicznej zamieszkującej onegdaj widły Wisły i Sanu. Przybyły na spotkanie - a jakże! – przaśne Lasowiaczki w haftowanych strojach, niemalowane, nieupudrowane dziewczyny. Wśród nich babka Hanka, która swą bezpośredniością podbiła serca wcale nie niewieście ;) Bo dawno temu jeździła simsonem i „robiła in vitro”, teraz radzi, jak pozbyć się kurzajek i zaprasza na wiliję z kapustą... A i śpiewać potrafi, na przykład o dziewczynie, co to:
„pobladła, pobladła, już się nie rumieni, po lesie chodziła, chłopcy wianek wzieni..”
Spotkanie gawędziarskie, zacni goście, wspólne śpiewanie o czerwonych makach – wprowadziły w magiczny nastrój i szybko w niepamięci nie zginą. I ja miałam swoją minutę, gdy profesor Gondek pracujący dla PAN wspomniał, jak to nazwałam go na blogu lasowiackim Kolbergiem... Serce roście...
Przestańmy się wstydzić, że jesteśmy  Polakami! Podtrzymujmy lokalne tradycje i lokalną tożsamość!


niedziela, 13 września 2015

Czarnoleska róża nie więdnie...



Wśród pięknych dworów polskich uhonorowany jest Czarnolas. Kolejny raz przyciągnął mnie tam najsławniejszy poeta między poetami... Tym razem gości witała Basia z Podlasia, czyli Barbara Wachowicz, której powyższy tytuł nadali harcerze. Teraz też przybyli tłumnie, otoczyli ją wianuszkiem i usłyszeli:
- Nie ja jestem bohaterką tego spotkania, tylko Jan  z Czarnolasu - zaczęła. - Leczmy serca jego poezją.
Tak potoczyła się gawęda o tym, który chciał serca ucieszyć pieśniami swymi. Dzieciństwo, młodość, służba na królewskim dworze, aż w końcu powrót do ojczystego gniazda. Co nam zostawił w spadku, że do dziś czytamy i recytujemy z pamięci liczne utwory? Gospodyni wieczoru przywołuje poetyckie strofy, pozwala zasłuchać się w głosie Leszka Długosza, by w końcu przekonać wszystkich o niezwykłej żywotności twórczości sprzed pięciuset lat. „Czarnoleskiej ja rzeczy chcę” – marzył Norwid. Echa lirnika z Czarnolasu pobrzmiewają u wciąż gnanego jaskółczym niepokojem Słowackiego, jak i w Mickiewiczowym Panu Tadeuszu... Zazdrościli romantyczni poeci Kochanowskiemu czarnoleskiej sielanki! Ba! Nie chce się wierzyć, że i malarski talent odłożył na chwilę sam mistrz Matejko, by własnymi strofami uczcić imiennika!
Z nostalgią przeglądam Siedziby wielkich Polaków ozdobione dedykacjami i zda się, że widzę, jak idzie ku mnie Jan Czarnoleski. W rękach założonych z tyłu staropolskiej sukni trzyma różę...

Ale, ale... Pani Barbara choćby nie wiem o czym mówiła, to i tak dojdzie do harcerzy! Teraz też przeegzaminowała „bachory”, a maleńki zuszek na pytanie:
- Kto ty jesteś?
- Asia! – odpowiedział.
Starsi zostali przepytani na okoliczność harcerskiej lilijki i liter nań umieszczonych (O.N.C. - nota bene autorstwa Mickiewicza). Nie obeszło się bez przypomnienia Kamieni na szaniec, uczących braterstwa i służby, a także prezentacji najnowszej książki Bohaterki powstańczej Warszawy, której okładkę zdobią słowa Krahelskiej: „My musimy być mocne i jasne”. W końcu okazało się, że przybyła drużyna zdobywa imię bohaterskiej INKI, Danusi pochodzącej również z Podlasia, o której Pani Wachowicz pięknie powiedziała, że powinna cieszyć się życiem, a nie walczyć o życie... Bo:
... jeśli komu droga otwarta do nieba
Tym, co służą Ojczyźnie...
Już na koniec wspólne wzruszające wykonanie pieśni „Jak długo na Wawelu...” Takiego wieczoru się nie zapomina...
PS
Jestem wdzięczna Beatce za udostępnienie informacji o tym czarownym spotkaniu. I druga wiadomość dla czytelników Barbary Wachowicz - powstaje książka o matkach wielkich Polaków! 

niedziela, 26 lipca 2015

Na upał najlepszy łyk... kultury



Sezon ogórkowy w pełni, a tu wiadomość o spotkaniu z Radosławem Romaniukiem. Gdy Sandomierz zaprasza, to się nie odmawia! We wnętrzu stylowego dworku można zapomnieć o upale, choć temperatura wysoka. Wszak dyskutujemy o kobietach i mężczyznach ich życia! Autor książki One. Kobiety, które kochały pisarzy – snuje opowieść o Marii Kasprowiczowej – barwnej, świadomej swego uroku; o Zofii Tołstojowej – co to sprostała byciu z najdziwniejszym człowiekiem stulecia; potem Nadieżda Mandelsztamowa – która żyła jak chciała i w końcu  kochająca i kochana Anna Iwaszkiewiczowa... Na deser próba zdefiniowania szczęścia będącego rodzajem pewnej harmonii. Co było koncepcją organizującą książkę? Życie bohaterek trudne, ale i szczęśliwe. Łączyło je wiele, ale ten element spajający dotyczył na ogół trzech z nich, choćby moment szaleństwa. Ważny był też duch rosyjski, którego obecności doświadczały. A przede wszystkim po śmierci mężów nadal pozostały żonami pisarzy (poza Anną, która zmarła tuż przed Iwaszkiewiczem). Ponadto wszystkie pisały, czyli prowadziły dzienniki, słały listy, które stały się kanwą powstałej książki. Panowie pełnią tu rolę drugoplanową.
 Jaki gatunek prezentuje publikacja? Na jej potrzeby pan Romaniuk ukuł termin – „smutne, ale prawdziwe”... To niezależny gatunek prezentujący literaturę faktu wychodzącą naprzeciw uczuciom, psychologii. Nie jest to książka o parach, ale o wzajemnych relacjach i o życiu przerwanym odejściami. Najwięcej emocji dostarcza szkic o Tołstojowej, bo w tym przypadku mamy do czynienia z momentami opisanymi inaczej przez różne osoby (w domu Tołstojów bywało, że nawet pięć osób pisało równoległe dzienniki!). W efekcie widzimy wielokrotne odbicia w lustrach wspomnień. Niezwykła aura intelektualna książki...

Jeśli kogoś jeszcze nie zachęciłam, to zacytuję ulubiony fragment:
Odkryła leżenie jako sposób na życie we dwoje w ciasnym pokoju i jako sposób na własne wewnętrzne życie. Leżała więc powszednio i odświętnie, czytając Szekspira w oryginale, myśląc, rozmawiając, słuchając rozmów. Nie robiąc nic, śmiejąc się lub płacząc, udając, że śpi, śpiąc lub usiłując spać. Leżała, paląc papierosy i jedząc konfitury ze słoika. Leżała, przyjmując gości, pisząc listy i kolejne niebezpieczne tomy wspomnień. [...] Leżała filozoficznie, konsekwentnie, buntowniczo. Głęboko i poważnie.
Do której z bohaterek pasuje ten opis?

piątek, 17 kwietnia 2015

Ojczyzna mnie potrzebuje...

Do 10 maja całą duszą i ciałem jestem zaangażowana we wspieranie kandydata na prezydenta. Polecam książkę, a dla tych, którzy nie zrazili się patriotycznymi pigułami serwowanymi przeze mnie, krótkie sprawozdanie ze spotkania z Grzegorzem Braunem w moim mieście.



Diament wśród czarnych bryłek węgla...
O kim mowa? O bohaterze spotkania w Rzeszowie, czyli o Grzegorzu Braunie. O wycofanie zgody rektora na wynajęcie auli walczyli zaciekle redaktorzy „Gwiazdy Śmierci”, a tuż przed wykładem pani dziekan napominała jeszcze gościa, żeby jego wykład miał klasę! I miał, choć pewnie nie o taką jej chodziło. Rzeszów przywitał i pożegnał gościa owacją na stojąco. A co było w środku? WIARA – RODZINA – WŁASNOŚĆ to trzy sfery wartości kardynalnych, a stosunek państwa do nich jest probierzem określającym władzę. Władza warszawska – której Braun z patriotycznych pobudek nie nazywa polską – aktywnie działa na szkodę narodu na tych trzech odcinkach. Atak na kościół zawsze łączy się z uderzeniem w rodzinę. Tu kandydat na prezydenta scalił jak w soczewce kierunki działań mające rozbić naszą tradycję: in vitro, eutanazja, pigułka wczesnoporonna, przymusowe szczepienia, konwencja przemocowa... Za tym wszystkim stoi gender wspierane przez gadzinową telewizję, a narybek urabiany jest w szkołach zatrutych  systemem kołłątajowsko-stalinowskim. Jeśli wspomniane wartości nie są bezpieczne, to i przyszłość narodu jest zagrożona. Naszą zgubą jest także brak elit. Gdy Polskę przed laty opuściła Wielka Emigracja, uczymy się o niej w podręcznikach, a wykopanie w ciągu ostatnich lat ośmiu milionów Polaków zamilcza się, a jeśli już wspomina, to w kontekście sukcesu i nikt nie woła, nie upomina się o nich.
Żeby odbudować naród, potrzebna jest baza materialna. O to, by jej nie było, dba gorliwie kondominium niemiecko-rosyjskie pod żydowskim zarządem powierniczym. Władza przywiślańska betonuje życie polityczne i ustala jednolity front dezinformacji Polaków. Pragnie odwrócić trend cywilizacyjny i zepchnąć nas do roli niewolników. Śmieje się przy tym, wszak jesteśmy bezbronni! Prawo do posiadania broni jest ściśle reglamentowane i jeśli na 100 Niemców przypada 30 sztuk broni palnej, to na tę samą liczbę Polaków już ledwie 1,3 sztuki. Nie przeszkadza to wpychać nas w wojnę polsko-ukraińską. Co możemy zrobić? Na przykład uzupełnić wspomnianą triadę o MENNICĘ, by być na swoim i uniezależnić się od kraju leżącego w Palestynie. A przede wszystkim obalić państwo i zmienić konstelację polityczną. Jeszcze nie jest za późno! Ludzie chcą słuchać i działać. Świadczy o tym sala wypełniona po brzegi. Dziękuję za piękne, wartościowe spotkanie! Jak bezpiecznie czułabym się w kraju, którym rządziliby tacy ludzie jak Grzegorz Braun!

niedziela, 29 marca 2015

jestem sobą wśród brzóz i śpiewu...



Napięty grafik pęka, gdy w perspektywie mam spotkanie autorskie. Pojawiam się  zawsze, gdy znam i cenię gościa, nawet jeśli to już kolejny raz. Ks. Isakowicz-Zaleski odwiedził  moją literacką gawrę i tak akuratnie opisałam wrażenia, że lepiej być nie może [tu]. Dlatego dziś pokażę go w odsłonie lirycznej, choć - jak mówi - ...

moja sutanna jest tak samo
czarna jak wszystkie inne
jednak jej poszycie mieni się
barwami mych myśli i oczu

Zatem zaglądam ukradkiem w te oczy i widzę duszę liryczną, nadwrażliwą, która zobaczy więcej, ale i odbierze bolące impulsy wielokrotne. Z każdym wersem głośniej grają w duszy Kresy, odbijają się echa odległych przodków, stukają obcasy na krakowskim bruku...

otrzymałem w spadku ormiańską duszę
lwowski akcent kresowy patriotyzm
ukraińską tęsknotę za Bogiem [...]
to całe dziedzictwo bogate i trudne
pomoże mi być Polakiem

Kolejne strofy przenoszą mnie w odległe zakątki i czasy, bo współodczuwam niczym poeta...

nie potrafię tkwić zanurzony
w wygodnym fotelu bezczynności
obojętny nieczuły
na kotłujące się przed
receptorami duszy sprawy
jestem cząstką tego świata

Uśmiecham się, gdy czytam o ostatniej desce ratunku, jaką jest Anioł Stróż, o nocnym  obchodzie miasta, kiedy Chrystus zbiera swoje talenty z zaśmieconych ulic, pogubione w pogoni za szczęściem, a niekiedy doceniam milczenie...

milczenie jest bukietem kwiatów
które nie więdną
milczenie jest dzbankiem tajemnicy
wypełnionym po brzegi

To milczenie woła, gdy siedzę i oczekuję na tego, z którym pomilczeć można. Może usłyszy?
Przeplatają się myśli wrażliwe, które nie zmieściły się w kazaniach, nie wybrzmiały w świetle dnia, a kotłowały się w noce bezsenne. Wiersze – forma pojemna. Udostępniona nam liryczna przestrzeń zaludniona myślami, wartościami, które są prymarne po wieki wieków. Amen.

czasem niezapisana kartka może być
bardziej wymowna
byleby w jej rogu odcisnąć
własne serce


sobota, 14 marca 2015

Co złego zrobił czas, że wciąż ucieka?



"Głowę pali poduszka,
rękę ciągnie do pisania,
oczy widzą w mroku,
wypatrują poezji w kosmosie
..."

Niedługo na blogu relacja z niezwykłego spotkania z pisarką, która mężowi wręcza Księżyc, z synem wadzi się o literaturę kobiecą, a sama próbuje schwytać czas... – tak na FB zaanonsowałam wpis poświęcony pisarce i poetce – Beacie Kępińskiej. Nadszedł ten czas...

- Jestem młodą pisarką... – zaczęła. Uśmiechnęłam się. Przede mną stała piękna w swojej dojrzałości kobieta, która swoje literackie marzenia mogła zrealizować dopiero po przejściu na emeryturę (skąd ja to znam?). Chwila autoprezentacji i spojrzenie na wydane powieści. Dwa powiązane tomy „Sielsko i anielsko” oraz „Taniec z czarownicą”, a między nimi coś w sam raz dla mnie – „Zaradna”. Dlaczego serce zabiło? Bo Marta -niegdyś atrakcyjna kobieta-  tuż przed operacją odczuwa potrzebę wspomnień i refleksji, a jej burzliwe życie biegło wśród szarych obrazów PRL-u. Wciskam się w fotel i zamieniam w słuch.

- Powiedz, mamuś, co w twojej literaturze mogłoby zainteresować mężczyzn, którzy z zasady wolą literaturę faktu? – na scenę wkracza syn pisarki. Świetny pomysł! Niełatwym zadaniem okazuje się przekonanie faceta, że warto sięgnąć po literaturę kobiecą, żeby poznać lepiej płeć piękną. Panów mogą zainteresować sceny erotyczne (na sali są dzieci, więc mamy jeno przedsmak), a jakże! W powieściach jest również solidne tło historyczne. W końcu też rozrywka. Nie brak aktualnych problemów społecznych, jakimi stają się wyjazdy zagraniczne, pozostawienie w kraju żon, ich samotność w życiu i borykanie się w pojedynkę z dorastającymi dziećmi... Autorka nie stroni od wyrażania swojego światopoglądu i włącza wątki religijne, formuje przekaz związany z aborcją i obroną życia poczętego. Ile grymasów wydawców zobaczyła w związku z tym? Wszak to niemile widziane tematy.

Po chwili syn z wojownika przeistacza się we wrażliwego mężczyznę. Czas na poezji czar...
„Ja” liryczne zwierza się i wyraża niezgodę na starzenie się, choroby, przemijanie i nieodwracalność. Do głosu dochodzi lękliwe „nie zdążę”, bo podstępnie zakrada się Tanatos. Mało tej przygody przede mną... – zda się żalić. Jednak nieśmiało wschodzi pocieszenie: Znalazłam taką ciszę, że jestem bliżej Słowa i dążenie, by zajrzeć w oczy Boga. W końcu spokojnie doradza: Mieszaj światło, wodę, miłość i czas... I zachęca, by czekać, bo warto:
To w nagrodę za długie pożycie,
Za cierpliwość, wzajemne staranie,
Ty mnie kochasz w tej pomiętej skórze,
Ja nie oddam nikomu cię za nic.
Czy jest coś piękniejszego niż takie słowa skierowane do męża po kilkudziesięciu latach bycia razem? To było bardzo ciepłe, rodzinne, wypełnione dobrymi słowami spotkanie.

wtorek, 23 grudnia 2014

A gdzie masz czerwony krawat?

- A gdzie masz czerwony krawat? - pyta studenta Kołakowski (tak, ten Kołakowski).
- Nie mam. Nie należę do ZMP.
Czerwona dwója w indeksie. Drugie podejście:
- Nie masz czerwonego krawata? - docieka egzaminator.
- Nie. Nie jestem zorganizowany - odpowiada kolejny raz student.
Druga dwója na egzaminie oznaczała relegowanie z uczelni. I tak się stało...

Byłam bardzo ciekawa, jak doszło do sytuacji, że taki "autorytet" był wykładowcą renomowanej uczelni. Kto, kiedy i w jakich okolicznościach podmienił nam elity?
Nadarzyła się okazja, bo właśnie rzeszowskie środowiska patriotyczne zorganizowały spotkanie. Musiałam stanąć oko w oko z tym "sympatycznym, łysym, w okularach" - jak określił Leszka Żebrowskiego Płużański.
I dostałam to, na co liczyłam - solidny, wartościowy wykład naszpikowany nazwiskami, przykładami, cytatami, ale też dygresjami dla złapania oddechu (a to pojawiał się Lech Bolesławowicz Wałęsa,  to znów chrabia "Bul" Komorowski, by wrócić do  nazwisk katolików w stanie łaski ubeckiej, jak chociażby do Mazowieckiego...). Niczym w karnym szeregu ustawiały się kolejne miażdżące fakty, budzące strach elity pookrągłostołowej.
Warto zacząć od 1939 roku, gdy Niemcy weszli z poszukiwawczymi listami, a na nich znalazło się  osiemdziesiąt tysięcy zewidencjonowanych działaczy politycznych, ludzi kultury i nauki przeznaczonych do eksterminacji. Egzekucje od pierwszego dnia wojny! Za chwilę obezhołowienie (oberwanie głowy społeczeństwu)  rozpoczęli Sowieci. Była to celowa eliminacja warstwy przywódczej, inteligenckiej, by zapanować nad niewolniczą masą. Spotkały się walka ras z walką klas, a czerwone bandy działały pod niemiecką opieką. Po 44. roku Polacy nadal stawiają opór - powstaje Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe i inne lokalne antykomunistyczne organizacje. Podziemie trwa, działa mimo ponoszonych strat. Sowiecki okupant umacnia komunistyczne struktury, ale też w miejsce eksterminowanych elit podstawia intelektualistów nowego chowu. Przełomowy okazał się rok 48., kiedy eliminuje się resztki kadry naukowej i przywódczej, która przeżyła obie okupacje. Giną najbardziej wartościowi ludzie, bo nie przeżyją okrutnego śledztwa lub więziennych warunków. To m.in. prof. W.Lipiński, prof. M.Grzybowski, K.Pużak, W.Marszewski, gen.A.Fieldorf, A.Doboszyński, por. Jan Rodowicz "Anoda" (aresztowany w Wigilię)... Słabnie opór społeczeństwa...
Wszystko co stare - jest nieprzydatne. Polska zmienia się diametralnie.
Co robiły w tym czasie Kuronie, Michniki, Jaruzelskie, Mazowieckie tuzy? Dziś mają wybielone życiorysy, często zmienione nazwiska, a ich tfurczość z tego okresu trudno znaleźć na półkach (np. Wróg pozostał ten sam współautorstwa Mazowieckiego). Mamy też wyraźny komunikat, że nie wolno nam grzebać w życiorysach, bo to nieetyczne, podobnie jak nie można potomków obciążać za winy rodziców, więc brylują w mediach resortowe dzieci, bezkarne, pilnujące rodzicielskiego etosu. Wymienieni demokraci urodzili się i od razu działali w opozycji. Do dzisiaj są pod ochroną służb siłowych. Gdy jakiś uparty dziennikarzyna chce doprowadzić do przesłuchania prezydenta w sprawie WSI, media szczegółowo relacjonują konsumpcję sałatki na sejmowej sali. A przecież na Informacji Wojskowej opierał się i Jaruzelski, i Kiszczak. To nie było wojsko! To partia i bezpieka w wojsku. Kiszczak (dziś zbyt chory, by stanąć przed sądem) dwoma słowami niszczył ludzi. Jego słynne: Na kafelki! - na zawsze odmieniło życie Kucharskiego. A z kafelków łatwo spłukuje się krew szlauchem...
Jak Polska stała się nienormalna niech świadczy fakt, że Cimoszewicz - syn pułkownika WSI - uzyskał w wyborach prezydenckich  aż 10% głosów. Dlaczego nie publikuje się relacji ofiar?
 Warto też sięgnąć do dokumentacji wytworzonej przez Polskę Ludową. Wszystko się zgadza oprócz sprawców, a zbrodnie dokonane przez AL/GL przypisuje się Akowcom.
"Na bandy" jeździł ten przywołany na początku Kołakowski. Z kaburą i pistoletem paradował w czasie wykładów. Był aktywnym członkiem czerwonych bojówek, które obelgami i kijami przeganiały profesorów Ajdukiewicza, Kotarbińskiego, Tatarkiewicza, żeby zająć ich miejsca. Dziś to wielki autorytet i filozof, który szydził z Biblii i do dziś nie może opublikować swojej pracy doktorskiej o Spinozie. Podobnie jak Ba(ł)man, którego specyficzne metody pracy naukowej odkrył dopiero angielski student. Stefania Jabłońska, która zasiadła na fotelu uniwersyteckim po zamordowaniu przez ubeków poprzednika... Czy choć jeden z profesorów przyznał się,  przeprosił, że się ześwinił?
Dalej - pupilek salonu - Kapuściński, piszący na zamówienie wschodnich sąsiadów. Jego idole to Własow i Korczagin - sowieckie dzieci odznaczone za to, że swoich rodziców wydały w ręce NKWD. Jest dostępne podanie przyszłego mistrza reportażu, w którym przekonuje POP (dla młodych - podstawowa komórka partyjna), że jest znakomitym kandydatem do partii: urodził się w 1932 roku na Zachodniej Białorusi zagrabionej przez sanację (!); wstąpił do "Pioniera" jako siedmiolatek, kształtowały go takie lektury jak Matka Gorkiego i Ojczyzna Wandy Wasilewskiej. A rekomendacji do partii udziela mu sam Geremek!
Był też rok 68., nazwany przez Michnika "drugim Katyniem", wszak kraj został "pozbawiony elit"!  Ok. 11,5 tysiąca osób opuściło kraj, a decydowały o tym partia komunistyczna i gminy żydowskie. Dziś mówi się o wypędzeniu Żydów przez Polaków. Michnik w Szwecji i Wolińska w Wielkiej Brytanii stwierdzili, że do kraju pieców nie wrócą, a świat to kupuje. To propaganda bezkarna do dzisiaj. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że wśród opuszczających nasz kraj byli ubecy, sędziowie, prokuratorzy, propagandyści wojskowi, zamieszani w katowanie Polaków, dziś przez  antypolskie ataki i oszczerstwa chcą wybielić siebie, a ofiary nazywają faszystami i antysemitami. Ich życiorysy są kluczowe dla ich poglądów. Kto za nimi stoi?
Tacy ludzie tworzą nam intelektualne zaplecze dla nowego ustroju!
Co możemy zrobić dzisiaj? Nie kłaniajmy się fałszywym autorytetom i nie idźmy jak owce za wilkiem. Nie dajmy sobie wciskać pedagogiki wstydu. Sięgajmy do przeszłości, by szukać fundamentów ideowych. Możemy być dumni z dokonań przodków, chociażby z wielkiego okresu rozbiorów. Uczmy polskiej kultury w domu. Upowszechniajmy wiedzę. Postawmy na samokształcenie. Nie kupujmy książek lansowanych autorów. Bojkotujmy media rażące propagandą, a rozwijajmy własne. Wykorzystajmy formy cyfrowe, nagrywajmy.  Brońmy się! Miejmy odwagę cywilną i obywatelską - nie bójmy się! Sfery myśli i idei zabić nam nie mogą. Wyjdźmy na zewnątrz. Twórzmy wspólnoty towarzyskie, rodzinne. Jesteśmy u siebie! I wytwarzajmy własne elity! Są dwie Polski, ale przyszłość należy do nas!
Jak pięknie POLSKA nas połączyła:)