Tytułowy zwrot znalazłam u Morstinowej i dotyczył "Krzyżaków", ale dziś piszę o Dmowskim, a tenże z Sienkiewiczem w przyjaźni żył. Zatem pożyczam, bo teraz
endecja w roli głównej.
Roman Dmowski w medialnej walce od lat skutecznie przegrywa w starciu z Piłsudskim. Skoro tak jest, to znaczy, że powinno być akurat odwrotnie.
O miejsce dla Dmowskiego w historii walczył nieustająco Władysław Konopczyński - polecam tego historyka! Był profesorem UJ, autorem m.in. "Dziejów Polski nowożytnej"; był też więźniem obozu w Sachsenhausen. Za niezłomną postawę antykomunistyczną został zdjęty z katedry w 1948 roku. Warto pamiętać o jego sprzeciwie wobec sanacyjnej dyktatury.
Czego dowiaduję się z jego "Życiorysu Romana Dmowskiego"?
Dmowski to wielka postać w historii Polski. Stworzył obóz polityczny Narodowej Demokracji. To wytrawny dyplomata, znawca problematyki międzynarodowej, ideolog. Do swej działalności był wspaniale przygotowany - inteligentny, gruntownie wykształcony. Do historii weszło jego pięciogodzinne przemówienie w czasie, gdy ważyły się nasze losy w Paryżu, a polityk - nie dowierzając tłumaczom - sam przemawiał w kilku językach, wzbudzając ogólny podziw. Jednak już niewielu pamięta, że złożenie podpisu pod traktatem wersalskim to był finał wieloletniej pracy na arenie międzynarodowej, a nie wycieczka do Paryża z piórem w kieszeni. Jego wcześniejsze wykłady, składane memoriały, rozmowy dyplomatyczne otworzyły Europie oczy na sprawę Polski. Nie tylko w potęgę słowa wierzył. Z jego inicjatywy została zorganizowana stutysięczna Błękitna Armia gen.Hallera, która broniła naszych granic (rozwiązana w końcu przez Piłsudskiego, którego legiony w porywach nie przekroczyły liczebności 20 tys.).
Ogromne dziedzictwo, które nam zostawił, to ideologia narodowa. To ona zaprowadziła nas do Wersalu.
Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie... (Myśli nowoczesnego Polaka, 1903) - mawiał i tak czynił. Walczył o odrodzenie narodowe, o naukę prawdziwej historii wśród biednych warstw (wóz Drzymały, Września, "Rota", malarstwo Matejki), budził patriotyzm i z tą ideą docierał do szerokich kręgów społecznych żyjących pod trzema zaborami. Konkurencja obdarzyła je epitetem "
wszechpolaków" i tak zostało. Swój program polityczny oparł o Rosję (nie prorosyjski, jak często dziś się wmawia!), a był to jednoznaczny wybór antyniemiecki. Wierzył bowiem, że w razie konfliktu zaborców Niemcy oddaliby ziemie zaboru rosyjskiego, ale nie Wielkopolskę, Śląsk czy Pomorze. Taka kadłubowa Polska przypominałaby łudząco Księstwo Warszawskie, a pozbawiona dostępu do morza uzależniałaby się od sąsiada. Też jeszcze kilka lat temu nie rozumiałam sytuacji, gdy legiony wkroczyły na Kielecczyznę, oficer zapukał do wrót Oblęgorka, a gospodarz nie otworzył i pouczył, że "po złej stronie chłopcy stoicie"; i dlaczego legioniści śpiewali, że walczyli osamotnieni.
Najcięższy zarzut dziś wytaczany Dmowskiemu to antysemityzm. Prof. Nicieja potwierdza, że tenże Żydów demonizował, jednocześnie wyjaśnia, że takie poglądy jak Dmowskiego w tym czasie w Europie nie były czymś wyjątkowym. Miały kontekst społeczny i ekonomiczny. Proponowane przez Dmowskiego unowocześnienie narodu bazowało na rozbudowie klasy średniej, a ta była zajęta przez społeczność żydowską. Oto źródło konfliktu. Oczywiście po późniejszych doświadczeniach Holocaustu wypowiedzi narodowców miały inny wymiar, warto więc popatrzeć z perspektywy dwudziestolecia, a nie dzisiejszej.
Przegrał Dmowski walkę o pamięć. Odsunął się od życia politycznego, nie przyjmował odznaczeń. Po powrocie z Paryża Piłsudski przyjął go chłodno, nie zaproponował mu żadnego stanowiska. Walka między piłsudczykami a narodowcami zaostrzyła się. Gdy sanacja budowała legendę Piłsudskiego, konsekwentnie przemilczała zasługi Dmowskiego. Dziś twórca polskiej niepodległości doczekał się ledwie jednego pomnika w Warszawie. Pochowany został na peryferiach Pragi, na cmentarzu najuboższych na Bródnie, gdzie spoczywali jego rodzice. Obóz rządzący nie wziął udziału w pogrzebie. Za to szedł w kondukcie wielotysięczny tłum Polaków (źródła przeciwników mówią o stutysięcznym tłumie, a inne o dwustu tysiącach uczestników).
Jeszcze to "Dziedzictwo" zostawił po sobie. Powieść polityczną wydaną pod pseudonimem Wybranowski (zaczerpnięty od nazwy folwarku). Całkiem przypadkowe odkrycie, bo gdzież mi przyszło do głowy, że polityk zajmuje się powieścią! A powstała ona w 1931 roku. Autor zawarł idee i poglądy, tworząc w atrakcyjnej formie wykład. Oto na pogrzeb stryja przybywa z Paryża tajemniczy Zbigniew Twardowski. Od 13. roku życia przebywał poza krajem. Zdobył świetne wykształcenie, odebrał staranne wychowanie. Prowadzi badania naukowe, a odpoczywa podczas górskich wspinaczek. Prawdziwy kosmopolita. Staje teraz nad trumną stryja, dziwiąc się ubogiemu pochówkowi. Wkrótce okazuje się, że odziedziczył nie tylko spory majątek, ale i tajemnicę. Odkrywa ją stopniowo, podobnie jak etapami następuje przemiana w jego formacji duchowej. Zmienia go zetknięcie z Polską, gdy podczas spacerów z dubeltówką po polach odkrywa, że na obczyźnie był jeno rośliną, którą z korzeniami wyrwano z ziemi. Teraz siła potrzebna mu będzie, by zmierzyć się z tymi, którzy zniszczyli stryja. Nie obędzie się też bez romansu z piękną Wandą.
Właśnie ta książka stała się podstawą przyszycia Dmowskiemu łatki (łaty) antysemity, bo to Żydzi okazali się wrogami, z którymi Twardowski musi walczyć. Jeśli weźmie się pod uwagę wcześniej przytoczoną wypowiedź prof. Niciei, to pozostanie pasjonująca lektura.
Ba, dowiedziałam się, że to nie jedyna powieść autora "Dziedzictwa", bo przed nią była jeszcze "W połowie drogi", dotycząca sytuacji w kraju po zamachu majowym. Już w drodze do mnie!
A skoro o zamachu, to w filmiku na You Tube usłyszałam ciekawą interpretację, że to Jaruzelski przywrócił pamięć o Piłsudskim, żeby niejako usprawiedliwić zamach stanu - patrzcie, on tak jak ja...! (prof.Mieczysław Ryba - polecam film "Roman Dmowski - Ojciec Niepodległej Polski").