DOM Z PAPIERU



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Varia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Varia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 marca 2018

W świątecznym nastroju

Wesołego Alleluja :)

piątek, 22 grudnia 2017

ANIOŁ NA NAS WOŁA Z NIEBA...

Mieniących się uśmiechem najbliższych świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim i każdemu z osobna. Pochwalony po wsze czasy!

poniedziałek, 22 maja 2017

HELP



Kochani, oczytani :)
Szukam, tracę bezcenny czas, aż wpadłam na pomysł, że pomożecie.  POMOŻECIE?
Frapują mnie ostatnio dwa tematy. Pierwszy to operacja „Wisła”, bo okrągła 70. rocznica, a głosy jakoś inaczej rozłożone niż w PRL. Drugi to nasz generał Sikorski, na śmierci którego zyskali niemal wszyscy. Szukam dobrych książek na te tematy. Mogą być same nazwiska autorów pod warunkiem, że chadzają po prawej stronie literatury. Z zażenowaniem dodaję zdjęcie posiadanych pozycji dotyczących generała, ale obraz przykuwa uwagę, poza tym może też unikniemy powtórek. Skąd zażenowanie? Bo kilka pozycji  z czasów mojej młodości, a ja prawdy szukam.  Każda pozycja to propozycja (a może odwrotnie)…  Jakoś tak. Liczę na WAS:)

niedziela, 26 lutego 2017

Bycie sześciolatkiem zobowiązuje...

Szóste urodziny i wciąż jestem. "Dom z papieru" żyje... Piszę rzadko, byle trwał, ale wejść jest często więcej niż w czasie, kiedy pisałam. Jestem dumna, bo moje posty gdzieś tam dają się wyguglować i są wysoko pozycjonowane. Ludzie szukają prawdziwej wersji historii i to już impuls, żeby dzielić się dalej.
Mam nadzieję na radykalne zmiany w życiu, czynię kroki w kierunku odzyskania wolności, a ta da mi w końcu upragniony czas. Będę czytać, pisać, czytać...
Pozdrawiam garstkę przyjaciół mojego bloga, a także tych, którzy zajrzeli przypadkiem, przeczytali, zadumali się...
I tak dla pewności, że Książkowiec to ja :)

niedziela, 30 października 2016

ŻEBY CZYTAĆ, TRZEBA BYĆ OTWARTYM…



To hasło tegorocznych Targów Książki w Krakowie. Gościem honorowym targów miał być Izrael, ale nic to! Tradycyjnie pojechałam i przy wejściu niespodzianka! Skanują nas! Chyba miałam antysemityzm wypisany na twarzy, bo pracownicy wiadomej nacji wzięli mnie na bok. Na pytanie, czy mam przy sobie coś niebezpiecznego, buńczucznie odpowiedziałam: „Tak! Siebie!” Przecież są tu tylko książki! - o ja naiwna! Było co ochraniać, bo na stoiskach wydawniczych brylowały elyty i pisarze promowani przez różowy salon. Choćby Miller, Michnik, Biedroń, Stuhr, Wiśniewski, Tokarczuk… No nie będę o nich... 
Dzięki Bogu można było spokojnie podejść do niezastąpionego ojca Leona, porozmawiać z Leszkiem Żebrowskim czy Ireneuszem Lisiakiem.
Z bezliku spotkań w salonikach wybrałam dwa. Jedno „Jezuici kontra dominikanie, czyli kto jest bardziej papieski?”. To była uczta duchowa! Pojedynek na słowa, anegdoty, wzajemne przekomarzanki… Tak mogą mówić wyłącznie ludzie świadomi swojej wiedzy, a jednoczenie głęboko zanurzeni w świecie wartości.


Drugi salonik to dyskusja o ponadczasowym wymiarze twórczości Sienkiewicza. Wszak jego rok! A tu cisza i toniemy w zalewie bestsellerów. Zatem hajda na „Trylogię”! I nie tylko, bo nawet „Rodzina Połanieckich” może nas czegoś nauczyć. Spotkanie zaowocowało zakupem tomu „Sienkiewicz dzisiaj”. 
Przyznaję się do rozpusty, bo ksiąg i książeczek było sporo. Ale takie święto czytelników jeno raz w roku! Bo warszawskich nie lubię…

sobota, 23 kwietnia 2016

Książki w roli głównej...



Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Książki 📖
❔ Czy wiesz że:
- na powstanie jednej 100 kartkowej książki potrzeba 3 drzew;
- najmniejsza książka świata waży 0,064 grama, ma 6,3 mm, 4,5 mm szerokości i składa się z 34 stron, na których wydrukowano wiersze Omara Chaijama;
- największa książka - super book, mierząca 2,74 x 3,07 m została wydana w Denver w stanie Colorado - USA w 1976 r., składa się ona z 300 stron i waży 252,6 kg;
- w średniowieczu za jedną ręcznie pisaną książkę można było kupić kilka wiosek, okładki i brzegi takich książek wykańczane były złotem i drogimi kamieniami.

piątek, 25 marca 2016

EX LIBRIS



Tak się cieszę! Nick „książkowiec” zobowiązuje, a więc wszystko co związane z książkami, nie jest mi obce. Teraz mam swój ekslibris! Wikipedia informuje: „Posługiwanie się ekslibrisem jest uważane za wyraz wysokiego szacunku i dbałości o książki, jak również wysokich potrzeb kulturalnych ich właściciela.” Ba! Raz mogę jej przyznać rację. Pierwsza próba bicia pieczęci nieprzypadkowa. A poza tym - ile pięknych chwil przede mną! To będą najmilsze godziny nadchodzących świąt! Opieczętować tyle miłości...


środa, 23 grudnia 2015

Podnieś rękę, Boże Dziecię...

Aż tu wczoraj kompanija tak se mówiła, 
że Panna Syna na sianku w żłobie powiła.
Potwierdzają tę nowinę i aniołowie,
wyśpiewują dziś Gloryja wdzięczni posłowie.
Jeżeli chcesz i tłustego barana, 
niechaj będzie serce nasze wdzięczne dla Pana. [...]

Kochani! Wszystkim czytelnikom "domu z papieru" życzę, by podczas tegorocznych świąt Bożego Narodzenia u każdego z Was zagościły dobre Anioły: Anioł miłości, Anioł zdrowia, Anioł dostatku...

Nie byłabym sobą, gdybym w taki czas nie nawiązała do miłości najpierwszej.



PODNIEŚ RĘKĘ, BOŻE DZIECIĘ, BŁOGOSŁAW OJCZYZNĘ MIŁĄ... A wiara i nadzieja niech zagoszczą w naszej zniewolonej Ojczyźnie... Bo straż mamy przednią! Czeka i stawi się, gdy Polska w potrzebie...

środa, 25 lutego 2015

Dziś są moje urodziny...

Wybaczcie, że wzruszeniem
Głos mi się zakatarza...
W tej chwili ważną kartkę
Zerwałem z kalendarza - M.Hemar

To już cztery lata, jak powstał Dom z papieru. Wcześniej była papierowa wersja. Raptularz istnieje naprawdę...
To jego tytułowa strona. Oto co zapisałam 25 lutego 2011 roku:
Stało się... Bloguję...
Mój "dom z papieru"   urealnił się. Po co, na co i dlaczego? 
Pisanie jako terapia. Owszem, ale mam przecież tę papierową wersję.  Wirtualne znajomości? Przecież nie zastąpią tych rzeczywistych. Bieżące nowinki ze świata książki? Można zdobyć i bez własnego bloga. Szlifowanie pióra? Tu też pracuję nad stylem. Ucieczka od szarości dnia codziennego? Ekshibicjonizm? Zaistnieć? Nie mam pojęcia. Wszystko po trochu i nic. Czuję wewnętrzny przymus i już. 

Jak daleką drogę przeszłam niech świadczy fakt, że z pierwszych gości nie ostał się nikt! Wykruszali się w miarę okopywania się przeze mnie w narodowych szańcach. W miarę oddalania się od blogosfery zmniejszała się liczba komentujących, ale wciąż rośnie liczba odwiedzających. To daje nadzieję, że problematyka, która mnie zajmuje, i innym jest bliska. Nie zamierzam wracać do "bestsellerów" Kalicińskiej, Nurowskiej czy Picoult, więc żegnam zawiedzionych. Zaś niniejszym zapraszam wszystkich, którym na sercu leży sprawa naszej Ojczyzny. Przy tym trwam. Chętnie przytulę się do innych blogów o podobnej tematyce.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich gości i obiecuję obdarzać was swoją pisaniną, dopóki licznik kręci się...

 

niedziela, 14 grudnia 2014

Cierpliwości, proszę...

Biorę życiowy urlop. Nie martwcie się, bo aktualnie pochłaniają mnie ważne sprawy. Mój marsz przez tekstowy świat hamuje rozmowa z cieniami.
Właśnie odnalazłam tropy wiodące do przeszłości. Znam nazwisko historyka, który zajmował się m.in. organizacją, do której należał mój Ojciec. Żyje i może opowiedzieć mi o tym co ważne świadek - członkini "bandyckiej" grupy, która usiłowała przemocą zmienić obecny ustrój Państwa Polskiego. Jestem tak szczęśliwa, że mogę z nimi pisać, dowiadywać się... Czuję, jakby Tata stał obok mnie i się uśmiechał... Kto zna mój krąg światopoglądowy, nie powinien się dziwić. Moje marzenie? Utrwalić wspomnienia ofiar komuny. Daj Boże, żebym potrafiła! W świetle tego, co dzieje się w naszym kraju - pogrzeb z honorami gen. Jaruzelskiego, szopki z niemożnością skazania Kiszczaka i jemu podobnych, promowanie czerwonych gwiazd przez resortowe dzieci... - trzeba walczyć.

Jednocześnie uspokajam, że białe kruki nadal spływają na moje półki. Pierwszy raz od czterech lat podjęłam współpracę z wydawnictwem, które gwarantuje wysoki poziom, co dla mnie oznacza po prostu pisanie prawdziwej historii. Jedynie czasu nikt nie może dołączyć w pakiecie;)

Byłam, jestem i będę. Pozdrawiam przedświątecznie wszystkich potencjalnych czytelników:)

środa, 26 listopada 2014

Zabawa (teoretycznie)

Miało być zabawowo, żeby rozproszyć późnojesienne smutki, a wyszło jak zwykle - trochę górnolotnie, nieco zbyt poważnie... Koczowniczka toczy blogowy łańcuszek, w który i ja się zaplątałam. Jako że pytania wyłącznie okołoksiążkowe, zatrzymałam się, dzielę się refleksjami. Oto 11 pytań i odpowiedzi.

1. Najbardziej lubisz literaturę... jaką? Polską, amerykańską, japońską, a może jeszcze inną?

Było różnie, ale dziś zdecydowanie literatura polska. Jestem zaabsorbowana kwestiami narodowymi i problematykę polską stawiam w centrum uwagi. Klaruje się misja mojego bloga i z miszmaszu sprzed trzech lat wyłania się  czytelnicze jądro - odzyskiwanie naszej literatury i wyciąganie na pierwszy plan tematów nieobecnych w kraju albo świadomie przemilczanych.
Zawężam moje czytelnicze poszukiwania i okopuję się w Dwudziestoleciu. To był ostatni bastion wolności słowa i czas, kiedy Polska była Polską! Przełomowy był rok 1926, kiedy to obalono demokratycznie wybrany rząd i wprowadzono sanacyjny terror, który w różnych odcieniach trwa do dziś. Cieszę się ogromnie, gdy uda mi się kupić książki prawdziwe, czyli bez szans na wznowienie w powojennej (ponoć wolnej od jakiegoś czasu) rzeczywistości. Takim skarbem jest np. ...
Historia polityczna Polski 1914-1939 Władysława Konopczyńskiego. Z jakim pietyzmem trzymam w ręku egzemplarz, który ma 300 braci? I kto sięgnie po taką książkę? Jakie szanse ma Konopczyński, żeby odkłamać międzywojnie?





Nie błądzę, nie kupuję kota w worku, a światłem w tunelu są podpowiedzi nieocenionego Macieja Urbanowskiego, który prowadzi mnie prawą stroną literatury. Czasem wystarczył jeden cytat, żebym miesiącami czaiła się na allegro. I nigdy się nie zawiodłam!




2. Na pewno zetknęłaś się z książkami pisarza, którego twórczość podziwiasz, natomiast inni nie - bo nie znają go, nie doceniają. Aż serce boli. Chcesz, by został odkryty, doceniony. Jaki to pisarz?

Serce boli, oj tak... Pełną odpowiedzią na pytanie jest cały mój blog, a w skrócie?
Niezmiennie polecam tetralogię Janusza Krasińskiego.
W los Szymona Bolesty autor wpisał swoją biografię i śledzimy los niespełna osiemnastoletniego młodzieńca aż do pisarza ukrywającego się w chatce i w napięciu spisującego wspomnienia, których wyprzeć nie można. A w tle panorama okupowanej przez sowietów Polski. Podobno w rękopisie Krasiński zostawił piąty tom, ale czy się ukaże? Kogo dziś interesuje były więzień lagrów i ubeckich piwnic?
Podobnie zerowy wydźwięk miał mój wpis o Mateuszu Wyrwichu i jego celach śmierci. Identycznie rzecz ma się z Romanem Hrabarem... Jest sens pisania? Jednak jestem.
Może już same nazwiska - Beata Obertyńska, Herminia Naglerowa, Anatol Krakowiecki... - sprowadzam ich z emigracji do kraju, który winien im pamięć.
Jeszcze Dwudziestolecie, które jest dla mnie kopalnią diamentów, bo więcej dowiemy się o czasach z powieści Rodziewiczówny czy Dołęgi-Mostowicza niż od naszych "historyków" czy z mediów. Rośnie stosik z powieściami Adama Grzymały-Siedleckiego, Józefa Weyssenhoffa, Władysława Jana Grabskiego, Jana Strzembosza (kolekcjonuję jego Dzieje dziesięciolecia). Ostatni zakup to Krzyż na piaskach Agnieszki Osieckiej (córka prof.Chrzanowskiego). Chętnie porozmawiałabym z kimś na temat tych powieści...

3. Czy sięgasz po książki "obozowe"?

Lagry, łagry, ubeckie kazamaty to najważniejszy teren moich czytelniczych eksploracji. Martyrologia ludności polskiej i liczne działania aparatu represji utrwalone są w setkach wspomnień tych, co przeżyli, często nie-literatów. Nie można ich tak zostawić aresztowanych, uwięzionych, bezradnych wobec historii. I szukam rozsypanych okruchów człowieczeństwa...

4. Czy jesteś zadowolona ze swojego bloga? Może chcesz coś zmienić?

Oczywiście że mam uwagi do treści i formy. Tylko z sentymentu nie kasuję pierwszych wpisów lub niektórych wspomnień/spotkań z autorami, którymi dziś już bym się nie szczyciła. A zewnętrznie chętnie bym wykorzystała jakąś nakładkę retro. Nawet ktoś mi proponował wykonanie, ale nie poradziłabym sobie ze stroną techniczną, przeniesieniem tekstów:( Coś na pocieszenie:
5. Ile czasu zajmuje ci pisanie recenzji?

Notuję w trakcie lektury, ale i tak post tworzę 2-3 godziny. Oto dlaczego nie piszę opinii po przeczytaniu każdej książki.

6. Czy chętnie pożyczasz innym swoje książki?

Opuszczają moje mury wyjątkowo. Na straży stoją te oto kaczorki. W środku kryją karteluszki z winnymi, którzy dopuścili się niecnego czynu i wyłudzili ode mnie książki.
7. Jeśli książka cię nie interesuje, czy starasz się ją przeczytać do końca, czy też porzucasz bez żalu?

Liczba zakładek tkwiących w książkach sugeruje powroty, ale... przegrywają z brakiem czasu.

8-9. Bohaterzy książkowi, którzy cię bardzo irytują, to...

Tania i Aleksander z Jeźdźca miedzianego - dawno mnie tak nikt nie rozdrażnił! Zachowywali się irracjonalnie, ich losy były niewiarygodne... Nie będę motywować dalej, bo wiem, że lektura ma wielu miłośników.
Może jeszcze Scarlett O'Hara, do której czułam sympatię po filmie, ale po lekturze całe współczucie i podziw wyparowały. 
A z polskich bohaterów? Np. Andrzej Dowmunt z Ostatniej brygady. Jego relacje z kobietami są zgodne z moralnością Kalego. Zresztą Mostowicz w ogóle unikał tworzenia pozytywnych bohaterów.

10. Czy codziennie czytasz przynajmniej kilka kartek?

Staram się. Jeśli nadchodzi taki czas, że nie mam czasu ani sił na czytanie, czuję się wyłącznie organizmem biologicznym na poziomie pantofelka.

11. Polecisz mi jakąś książkę, która mogłaby mnie zainteresować? Postaram się ją przeczytać.

W wyborze kieruję się m.in. dostępnością. Piotra Woźniaka Zapluty karzeł reakcji to kwintesencja powojennego losu akowca. Powinna być zgodna z twoimi zainteresowaniami, bo wiem, że nie są ci obce trudne lektury. A od siebie dziękuję za odkrycie paru, choćby Posmysz. Szykuję recenzję Do wolności, do życia, do śmierci...

Kończę zabawę bez kontynuacji, bo znajome blogerki już zostały nominowane i chętnie przeczytam, co u nich w książkowym świecie piszczy. Koczowniczce jeszcze raz dziękuję za zaproszenie, które budzi mnie z blogowego letargu:)



 


czwartek, 17 kwietnia 2014

Nie każdej niedzieli Wielkanoc

Dzielenie się święconym jajkiem - Maria Konopnicka

Zadzwoniły już dzwony,
dzień nastał wesoły.
Pod święconym pieczywem
uginają się stoły.

Leży jajko święcone,
malowane farbami –
kto też dzisiaj tym jajkiem
będzie dzielił się z nami?

A więc ojciec i matka –
oni pierwsi najpewniej,
potem bracia i siostry,
i sąsiedzi, i krewni.

Potem … nie wiem, kto dalej,
a odgadnąć to sztuka.
Może jakiś gość z drogi
do drzwi chaty zapuka?

Może dziadziuś zgrzybiały,
co się modli w kościele?
To się także tym jajkiem
z biednym dziadkiem podzielę.


Świętowania czas, więc i ja dzielę się z Wami. Dobrostanu świątecznego życzę. Bogu-sława

A sama chowam się w kącik wypełniony starymi/nowymi nabytkami. Wnuki daleko, zatem czasu ci u mnie dostatek.
 Bardzo ucieszyła mnie Literatura i architektura, bo po wakacjach zawsze szukam odwiedzanych miejsc. Piłsudski w roli głównej u B.Urbankowskiego, a także w Warszawie 1920 A.Zamoyskiego. Coś czuję, że u arystokraty sporo prawdy, choć odwołuje się do przyjaciela Normana Daviesa. W podróżach po Dwudziestoleciu postanowiłam wrócić do podstaw i z przerażeniem czytam informacje o epoce podane przez J.Kwiatkowskiego. Jeśli tak zapoznaje się studentów z literaturą epoki, to co się potem dziwić, że nauczyciele spod skrzydeł wypuszczają ... lemingi. Napiszę o tym z pewnością.
Dalej eksploatacja Międzywojnia. Dołęgomania - jak widać - na całego. Chcę też wyrobić sobie zdanie na temat Uniłowskiego i Kadena Bandrowskiego.
Do sygnalizowanych wcześniej książek Hrabara, dotyczących rabunku polskich dzieci w czasie drugiej wojny, dołożyłam opinię strony niemieckiej - W imię ras. Dzieci dla Hitlera. I przeskok do współczesności, gdzie Mieczysław Ryba odkłamuje naszą rzeczywistość.
Na zdjęciu nie zmieściły się kolejne książki Weyssenhoffa i Grabskiego, poezje Sebyły... Nie będę się nudzić. Zanurzam się w świątecznym nastroju...

środa, 12 lutego 2014

Kiermasz rozmaitości - kolejny

To półka z tegorocznymi zakupami. Poczytuję, czytam, a nawet studiuję. A wszystko przez ferie. Nadmiar czasu spowodował poszukiwania, które zaowocowały właśnie tak. Chcę wam przybliżyć moje lektury, bo z pewnością o wszystkich nie napiszę (z różnych powodów).  Czas na rozkład na części pierwsze.


Jerzy Pietrkiewicz - trwa moja fascynacja tym emigracyjnym pisarzem i poetą. Wielki nieznany i zapomniany. A może specjalnie zmarginalizowany? Bo nigdy nie krył antykomunistycznych poglądów. Niektórzy nazywają go drugim po Conradzie mistrzem słowa angielskiego i polskiego. Jeszcze inni widzą podobieństwo losów z Miłoszem - emigracja, studia, zagraniczne wykłady, tłumaczenia - jednak protestuję stanowczo, bo mój bohater żadnego romansu ze wspomnianą  ideologią nie miał. Pisarz osobny z pewnością. Gdybym miała na siłę postawić go w jakimś szeregu, to raczej obok Tymoteusza Karpowicza. Obaj erudyci, autentyści (pochodzenie i twórczość), uwięzieni na wychodźstwie, budujący okopy. Polecam filmik o tajemniczym domu w Andaluzji! Piękny!
Dwie książki do zdjęcia zeszły ze starszej półki i dołączyły do tematu, który mnie gryzie. Pisać? Nie pisać? Bo klimat niesprzyjający. Wypycha się nas z szeregu ofiar drugiej wojny i obwinia o zbrodnie niepopełnione. Tym bardziej trzeba gromadzić świadectwa tamtych dni. Roman Hrabar - zasłużony jak nikt. Uratował około 30 tys. polskich dzieci wywiezionych do Rzeszy. Tyle zdążył, nim zapadła "żelazna kurtyna". Wbrew głoszonej wyższości rasy aryjskiej, jasne włosy i błękitne oczy - choćby polskie - były atrakcyjnym towarem poszukiwanym przez Niemców. Zabierano polskim rodzinom dzieci z domów, ze szkół, ze szpitali, z więzień i obozów. Po serii badań były adoptowane przez niemieckie rodziny. Po kilku latach nie pamiętały już swojego pochodzenia. Na terenie stref okupacyjnych mogło przebywać ponad 200 tysięcy cennych rasowo dzieci! Jednym z najbardziej wstrząsających zeznań jest to złożone przez Alojzego Twardeckiego, który wrócił z niemieckiej ziemi do polskiej. Zbuntowany, niewierzący faktom, a jednak zabiło polskie serce. Do hitlerowskiego rabunku polskich dzieci wrócę z pewnością.

Dwie ważne pozycje. Ewa Kurek pisze o relacjach polsko-żydowskich w sposób rzetelny, oparty na dokumentach. Stefan Nowicki spisał swoje wspomnienia, będąc na emigracji w Australii. Jakże inny od lansowanego obraz wyłania się z lektury tych pozycji! A wszystko to niejako przy okazji dyskusji, których lawinę obserwujemy po zdecydowanej przewadze i wygraniu jednej tury konkursu na Blog Roku 2013. Co teraz zrobią jurorzy? Wszak Piotr Wielgucki (bloger zwany Matką Kurką) jest autorem Berka. Oj, będzie się działo. Chyba że odwrócimy uwagę obywateli w stronę wielokrotnego mordercy, który dziś opuszcza więzienie.
Kresy. Bez kontrowersji, bo tematyka grzeje serca. Magdulka i cały świat to rozmowa biograficzna z prof.W. Kieżunem w roli głównej. Zaraz obok dwie dylogie. Kryspian Pawlikowski - kresowiak z urodzenia - stworzył szlacheckie gawędy kresowe. Mistrzowsko przeplata wątki polityczne, historyczne i obyczajowe. Kto przeczytał Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego, ten sięgnie po Wojnę i sezon. Moim odkryciem (tak myślę, bo blogowa cisza) jest kolejna dwutomowa powieść - Halina i Kiedy krwawią kwiaty. Witold J.Ławrynowicz interesuje się głównie militariami, a czy sprawdził się w roli powieściopisarza, przekonam się. Zachęcił mnie czas akcji, czyli wojna polsko-bolszewicka. Jeśli natknę się na gloryfikację Piłsudskiego, wtedy mój entuzjazm zmaleje, choć mam nadzieję, że nie do zera.
Oto resztówka. Andrzej Bobkowski już tu gościł, teraz bez wulkanu w osobistych notatkach. Niemcewicz z różnych stron;) był po bardzo okazyjnej cenie na poczytaj.pl, więc nie mogłam nie wrzucić do koszyka. Iwona Kienzler znalazła się na mojej czarnej liście i będę się nad nią pastwić, tylko czekam na jeszcze jedną - nieznaną mi dotychczas - biografię Konopnickiej. Czas rozpocząć bój o narodową poetkę. Póki co książka Maria Konopnicka -rozwydrzona bezbożnica zastępuje mi kawę. Gdy dokucza mi niskie ciśnienie, wystarczy, że popatrzę i natychmiast się podnosi. Za to spada w rankingu wydawnictw Bellona, która ratuje się takimi pozycjami.
I gratka wypatrzona przypadkowo po wpisaniu na allegro nazwiska ulubionego pisarza! Bohdan Urbankowski, którego jedenaście tomów akt w IPN musiało odsunąć na margines życia literackiego. Takiego człowieka nie wolno nam pamiętać! - woła salon. Gościł tu przy okazji recenzji Czerwonej mszy, później omówiłam jego Poetę - czyli człowieka zwielokrotnionego  (rzecz o Herbercie). Teraz pisarz pod intrygującym tytułem Pierścień Gygesa ukrył szkice z tajnej historii Polaków. Uwiódł mnie tytuł. Gyges to bohater legendy platońskiej, któremu udało się znaleźć magiczny pierścień dający niewidzialność. I czynił zło. Podobnie jak nasi powojenni "nieznani sprawcy", którzy czuli się bezkarni. To książka poświęcona ludziom działającym z ukrycia. Z pewnością do niej wrócę.

Idę czytać...

sobota, 5 października 2013

Cenzury nie ma, blokady są

Dziś o kanonie czytelniczym. Temat często gości na blogach, portalach... Prześledziłam forum Golden Line, zapoznałam się z rankingiem Salonu Kulturalnego, wysłuchałam debaty krytyków Klubu Trójki. Dyskusje są zawsze gorące i rozjeżdżają się w różnych kierunkach. Teoretycznie łatwo ustalić, że kanon to lista ksiąg o podstawowym znaczeniu. Interlokutorzy zgadzają się z tym, że kanon, klasyka i lista lektur to nie synonimy. Klasyka na ogół nie budzi wątpliwości i nawet licealista wymienia z pamięci znaczące nazwiska. Zestawy lektur - tu też mamy świadomość - są uwikłane w kontekst ideologiczny. Dyskusje nabierają rumieńców, gdy padają nazwiska i przystępuje się do próby ustalenia listy lektur serdecznych. Bo istnieje kanon miłośników literatury fantastycznej, kanon literatury popularnej (ze sztandarową Grocholą), swój kanon mają środowiska uniwersyteckie czy szeroko rozumiani intelektualiści. Ale kogo zaliczyć do tych wykształconych? Czy ma to być osoba z naukowym tytułem, a oczytany absolwent szkoły zawodowej już nie? Może zanegować istnienie elit?  Swoje mody czytelnicze ma też młodzież, która za parę lat dołączy do powyższych grup... Zresztą czy jest ktoś, kto kanon ogarnie, pozna?  Nikt jednak nie odżegnuje się od potrzeby stworzenia list książek, które znać wypada. Wszak kanon pełni rolę doradczą - co czytać?

Pytania się mnożą, a zdań tyle, ilu rozmówców, dlatego ograniczę się do wyrażenia swojego stanowiska w odpowiedzi na dyskurs w Klubie Trójki (26 września `13).  Pierwszy odważny podaje swoich kandydatów, pozostali uzupełniają i tak oto tworzy się kanon (warunek - publikacje po 1989 roku): Pilch, Stasiuk, Witkowski, Filipiak, Masłowska, Chwin, Świetlicki, Sosnowski, Podsiadło, Głowacki, Kapuściński, Szejnert, Mrożek, Herbert, Różewicz, Miłosz, Szymborska, Tokarczuk, Sieniewicz, Hartwig, Lipska... Padają też nazwiska młodych, ale ci - niech się jeszcze "cukrują".
Zastanawiam się, co łączy te nazwiska? Z pewnością to, że o nich głośno, są nagradzani i pełno ich w księgarniach. Ciepło się robi, gdy zaszczytu dostępuje sam Rafał Ziemkiewicz. To nic, że jego twórczość zaliczona została do literatury socjofantastycznej, ale jest. W studiu zawrzało po wypowiedzeniu przez prowadzącego nazwiska - Rymkiewicz! Litościwie pochylono się nad widoczną w jego utworach urodą polszczyzny. Językowo zachwyca, ależ tak, ale to pisarz publiczny, który przypomina, że czasem literatura pełni rolę służebną. W końcu nie wiem, czy doszlusował do kanonu.
Wspomniano za to o literatach emigracyjnych. Kiedyś czytaliśmy ich z wypiekami, dziś  egzemplarze z "Novej" są pamiątką na półce. Ale czy wszystkie?

Teraz garść moich refleksji. Cenzury nie ma - jak zaznaczyłam w tytule - a jednak wielu tytułów na polskim rynku wydawniczym też nie ma. Jak to tak?  Istnieje literatura emigracyjna, ale ta związana z paryską "Kulturą", z londyńskimi "Wiadomościami" już nie. W czym jedni literaci gorsi od drugich? W Paryżu dopuszczono dyskusję z komunistami, a w Londynie emigracja pozostała konserwatywna, bezkompromisowa, jednoznacznie antykomunistyczna!
Przykłady? Proszę bardzo. Ile wydań w Polsce mieli, np. Herminia Naglerowa, Zygmunt Nowakowski, Anatol Krakowiecki...? (pozostałych znajdę!)  To samo dotyczy pisarzy i poetów, którzy znaleźli się na amerykańskiej ziemi, chociażby Wierzyński, Lechoń, Czarnyszewicz. Oni do końca zachowali niezłomną postawę i potępili sowiecką okupację kraju. I trochę później. Komu przeszkadzała autobiograficzna książka Piotra Skórzyńskiego? Dlaczego wstrzymuje się sprzedaż chociażby Nocnika Żuławskiego, Kapuścińskiego non - fiction Domosławskiego, Bagna Zielińskiego i wielu, wielu, o których pewnie nie wiem. Nie ma cenzury, to jest ochrona czyjegoś dobrego imienia. Ktoś się boi tych tekstów, bo za wiele mówią. Nie mam przekonania, że żyjemy w demokratycznym państwie.

Pewnie niektórzy goście bloga byliby zawiedzeni, gdybym nie podała swoich kandydatów. Moje sentymenta literackie ujawniam tutaj dość często, więc teraz posłużę się spisem tworzonym w Internecie przez cenionego Grzegorza Brauna. Oto wybrane nazwiska: J.Mackiewicz, A.Krakowiecki, F.Czarnyszewicz, I.Bączkowska, E.Kurek, R.Gan-Ganowicz, ks.W.Nowobilski, G.Maciejewski. Do tytułów nietrudno dotrzeć. Swoją listę "lektur obowiązkowych" podał też Jacek Bartyzel. Zgadzam się z nim, że Polacy winni się posługiwać kodem kulturowym opartym o naszą literaturę, a w ostatnich dwóch dekadach dochodzi do kulturalnej katastrofy, autentycznej zapaści cywilizacyjnej: bez księdza Robaka i pana Zagłoby Polak osuwa się w totalne neobarbarzyństwo, jego dusza zieje pustką, którą wypełnia jedynie brudny potok wybroczyn i ekstrementów wszechobecnej cywilizacji obrazkowej. I dalej mówi o obronie kanonu, gdyż od dawna jest atakowany pod rozmaitymi pretekstami, skrywającymi zamiar kulturowej amnezji, potrzebnej do tego, aby na ogołoconych duszach uprawiać społeczną inżynierię podług tej lub owej ideologii.

Jeśli pozbawimy kanon lektur naszej narodowej tożsamości, będziemy jak wydmuszki... Czas kompletować biblioteczkę.



środa, 19 czerwca 2013

Byle do wakacji

Chaotycznie i bez polotu dzisiaj. Chcę tylko powiedzieć, że jestem. Nie mam czasu, bo praca miele bezlitośnie wolne godziny. Ale tym, co absorbuje myśli najmocniej, jest przyjście na świat najmłodszej wnusi. Przesiaduję przed ekranem, bo tylko tak mogę widzieć Rozalkę. Chcę wam ją przedstawić...

I jak tu myśleć o czymś innym? Można patrzeć i patrzeć bez końca.
Radość zmieszana ze smutkiem, bo dlaczego tak daleko? Serce się rwie...




Jednak coś tam czytam. Za tydzień ma ukazać się "Bezcenny" Miłoszewskiego. Tymczasem internauci wywęszyli, że powieść będzie plagiatem! Prędko sięgnęłam po wskazaną "Operację Kustosz" Jolanty Marii Kalety. Rzeczywiście już na pierwszej stronie pojawia się Zamek Wawelski i rezydujący tu Hans Frank. Planuje schować to, co najcenniejsze, żeby nie wpadło w łapy czerwonej hołoty. Osobiście wyjmuje z ramy "Portret Młodzieńca" Rafaela, a wsuwa kopię. Później zawiezie bezcenny depozyt do willi noblisty Hauptmanna. Śledzimy dalsze grabieże. Niemcy mają upatrzone schowki w sztolniach, kopalniach Dolnego Śląska. Frontowe zamieszanie sprzyja planom ukrycia cennych dzieł sztuki, złota, starodruków, porcelany, a nawet mebli. Zaskoczył mnie fakt, że Niemcy nie spodziewali się zajęcia Wrocławia przez Rosjan. Dziś wydaje się to oczywiste, ale gdy akcja dzieje się w sierpniu 1944 roku... Potem przeskok do 1989 roku i na planie pojawiają się współcześni bohaterowie. Myśl o odnalezieniu "niemieckiego dorobku kulturowego" nie opuszcza ich i gotowi są posunąć się nawet do... morderstwa. Chociaż mroczno się zrobiło, czytałam z lubością, wszak Dolny Śląsk to moja mała ojczyzna.
Podążyłam też za Leszkiem Adamczewskim i odkryłam "Skarby w cieniu swastyki" oraz pisaną wspólnie z Piątkiewiczem drugą pozycję - "Podziemny skarbiec Rzeszy". Po Miłoszewskim będę specjalistką od złota Wrocławia, Bursztynowej Komnaty i jeszcze nie wiem czego:) Zostaje czekać.