Milan Kundera Śmieszne miłości. Anegdoty melancholijne
"Tak gdzieś między trzydziestką i pięćdziesiątką znajduje się niewidzialny punkt, oznaczający przypuszczalny środek życia. Kiedy ten punkt przekroczycie, wszystko wokół was się zmienia. To tak, jak byście wdrapali się na szczyt góry. Życie, które przedtem ukryte było za widnokręgiem, które było niedostrzegalne i tajemnicze, od którego można oczekiwać jeszcze wielu rzeczy, ukazuje się nagle w całej swojej przytłaczającej małości. Dostrzegacie nagle kres swoich możliwości i sił, i naraz jasno zdajecie sobie sprawę z tego, co jeszcze w życiu zdziałacie, a czego nie zrobicie już nigdy. Ściska się wam serce, ponieważ uświadamiacie sobie raptem prawdziwe rozmiary swego życia i stwierdzacie, że są to tylko normalne, ludzkie rozmiary, małe, nędzne, o wiele poniżej zasięgu waszych marzeń. I doznajecie uczucia, że sięgając wzrokiem aż po kres swego życia, zdaliście egzamin z czegoś w rodzaju pierwszej śmierci, z jakiejś "przedśmierci", egzamin z tego, jak być umarłym."
Mało optymistycznie. Wiem, wiem, ale to mój ulubiony fragment tłumaczący to i owo. Potem już jest tylko lepiej. Zatem dla przeciwwagi polecam Moniki Rakusy "39,9". Wyrówna się.
