Jeśli pomyślałaś(-eś): o Boże, znowu! - to nie czytaj dalej. Jeśli uważasz, że to nie dla ciebie, to wyobraź sobie, że...
Masz 24 lata. Jest upalny maj. Uczysz się do pierwszych egzaminów, dorabiasz, pisząc na maszynie. Prowadzisz aktywne życie. W niedzielę wybierasz się z bratem do znajomych. Pukasz do drzwi i za chwilę zamyka się nad tobą świat. Studia, marzenia, miłość - zostaje pustka oraz bezradność w murach połączona z ogromem bezprawia. Trafiasz na siedem lat do więzienia oskarżona o szpiegostwo. Po stosunkowo lekkim śledztwie (bo tylko wrzaski, wyzwiska, przekleństwa, wmawianie szpiegostwa) trafiasz do katowni polskich kobiet, czyli do Fordonu.
Ewa Ludkiewicz Siedem lat w więzieniu 1948-1955
Autorka opisała siedem "straconych lat" młodości. Poznajemy wielokrotne losy więzienne, bo zmieniane co chwilę cele, praca w różnych miejscach - dawały możliwość obserwacji, rozmów, zadzierzgnięcia więzów, które wyjdą poza więzienne mury, każą pamiętać i utrwalać. W maju dokładnie 20 lat temu przyjechały Fordonianki raz jeszcze, by odsłonić tablicę pamiątkową. Po kolejnych dwudziestu latach prawie nikt o nich już nie pamięta. Uważam, że więzienne wspomnienia z powodzeniem zainteresowałyby młodzież i zmiana w kanonie lektur, np. za gombrowiczowskie wypociny, wyszłaby wszystkim na dobre.
O czym młodzi mogliby przeczytać?
O Hance - sparaliżowanej matce partyzanckiego synka. Bezradną kobietą zajmowały się w celi więźniarki. Synka władze oddały do adopcji, zacierając fakt uwięzienia matki. Gdy po latach umierającej kobiecie udało się zobaczyć chłopczyka, ten zawołał: Mamo, jaka ciocia podobna do mnie!
O karcu - gdzie trafiało się za krzywe spojrzenie na oddziałową.
O stukaniu przez ścianę. I gdy pewnego dnia siedzący w sąsiedniej celi mężczyzna wystukuje: "Wszyscy k.s.". Pięciu mężczyzn dostaje karę śmierci (to jeszcze więzienie śledcze).
O poezji, która może nie była najwyższych lotów, ale pełniła rolę wspornika pamięci. Gdy nie wolno było pisać, powtarzane wielokrotnie rymy zatrzymywały ulotne chwile, by je po latach przywrócić.
O zabranym prawie do godności i intymności w celach, gdy wszelkie czynności trzeba było wykonywać na oczach współwięźniarek.
O kapusiach w celach i żywym oku w wizjerze.
O samobójczych próbach, gdy brakło nadziei.
O listach, w których można było napisać, że "czuję się dobrze", a mama powinna była doczytać resztę, czyli: o codziennym udręczeniu ciasnotą w celach, chłodem w zimie, zaduchem w lecie, o nędznym jedzeniu, o zmęczeniu ogłupiającą fizyczną pracą i o poczuciu zmarnowanych dni, miesięcy, lat. Bez nauki, bez budowania przyszłości, bez kontaktu z ludźmi, z normalnym życiem, o skrywanej głęboko tęsknocie za miłością, za założeniem własnej rodziny...[s.102]
A o czym nie przeczytają?
Z pewnością nie ma tu obrazów znanych chociażby ze słynnego filmu Bugajskiego, np. szukania pocieszenia w ramionach innej kobiety albo uprawiania seksu z oficerem śledczym. Dlaczego? Bo za murami nadal toczyła się walka. Była wyraźna granica: my i oni. My to dziewczyny i kobiety mające poczucie wyższości i dumy z bycia więźniem politycznym. Wyróżniały się poziomem intelektualnym i moralnym. Wykształcone, oczytane, obyte ze sztuką, często rozmawiające w obcych językach (uczyły współwięźniarki). Nawet w nieludzkich warunkach próbowały ożywić życie intelektualne, prowadziły pogadanki, w konspiracji organizowały wieczorki poetyckie. Po drugiej stronie stały prymitywne oddziałowe, oficerowie po kilku latach nauki w szkole podstawowej, często półanalfabeci (dowód to pisma z UB, których inteligent z pewnością nie tworzył). Na każdym kroku polityczne okazywały swoję pogardę dla systemu i nowej władzy, np. poprzez odmowę salutowania, gdy naczelniczka więzienia przechodziła bez munduru, w sukience. To nic, że trafiły do karceru. Są przecież żołnierzami.
I druga sprawa - filozofia chrześcijańska.
Krzyżyk wykonany ze szczoteczki do zębów - pamiątka rodzinna.
To w modlitwie szukały pocieszenia i wsparcia.
Uważny czytelnik zauważy, że wspomnienia Autorki są mi bardzo bliskie. Tak. W tym samym czasie w Fordonie odbywała karę pozbawienia wolności siostra mojego taty. Aresztowana w styczniu 1950 roku, w dniu ogłoszenia wyroku brakowało jej kilkunastu dni do siedemnastych urodzin. Jest w książce na zdjęciu w chwili odsłonięcia tablicy pamiątkowej na murach więzienia. Do celi ze zwiedzającymi nie weszła. Do dzisiaj mówi o współtowarzyszkach niedoli: dziewczyny. Wiele wspomnień zawdzięczam jej, a tu przeczytałam relacje z innych ust.
Nakładają się wspomnienia. Gdy matka p.Ludkiewicz jeździ między jednym więzieniem a drugim - od córki do syna - ja przypominam sobie opowiadanie babci, która jeździła z bochenkiem chleba do trzech więzień - do męża, do syna i do córki. Tak wychowała swoje dzieci.
A dziś słyszę dookoła, że "mnie to nie interesuje", dlatego bardzo trudno tworzy mi się dzisiejszy post. Czas zwrócić honor ludziom, którzy dla nas nadstawiali głowy i utorowali drogę do rozmów w 1980 roku.