Maj nabrzmiały patriotyzmem... Kojący spacer po Łyczakowskiej nekropolii porusza polskie serca i wywołuje pochód cieni. Skupić się na wymiarze historycznym czy artystycznym? Złożyć hołd przedstawicielom nauki czy polityki? Pióra czy pędzla? A może lutni? Tylu ich! Jakże aktualne wydają się słowa Ignacego Krasickiego: Pokażmy światu przez chwalebne blizny, co może miłość chwały i ojczyzny... Tu niemal każdy nagrobek szepcze po polsku... Czasem opasany biało-czerwoną... Bywa i orzeł, który przycupnął na cokole i nie odleciał, choć Lwów poddał się powojennemu porządkowi. Zaciszny mogilnik otwiera zapomniane alejki, nakazuje pochylić się, przeczytać zatarte epitafia choć szeptem... Czas na literackie dziady - wszak 2 maja, czyli wiosenne święto zmarłych, a to blog z literaturą w tle...
Dziady już na zawsze kojarzyć się nam będą z Mickiewiczem, podobnie jak Ordon - patron szańców dzielnie opierających się moskiewskiej zarazie. I recytuję z pamięci: Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze...
Długo moja ukochana Maria czekała na znicz, ale jestem. Poetce ludu polskiego zawdzięczam śpiewne dzieciństwo, łzy nad niedolą szkapy, bajanie krasnoludków, a dziś świadomość zagrożenia ze strony niemieckiej i hymn aktualny wciąż...
Towarzyszy jej Władysław Bełza, który pogodził się w końcu z tym, że został w zbiorowej pamięci li tylko autorem polskiego katechizmu dla dzieci i wciąż - jak nasz kraj długi i szeroki - babcie i dziadkowie pytają małych patriotów:
- Kto ty jesteś? - Polak mały. - Jaki znak twój? - Orzeł biały...
- Kto ty jesteś? Polka mała. - Jaki znak twój? - Lilia biała...
Karol Szajnocha - kto go jeszcze pamięta? A był wybitnym polskim historykiem, a także poetą i literatem. Ówcześni nazywali go "brylancikiem literatury". Dziś już nie błyszczy... Dobrze, że piaskowiec trwalszy od ludzkiej pamięci...
Nie daje o sobie zapomnieć Gabriela Zapolska - aktorka, ale i pisarka! Pomysłodawca nagrobka kazał wyryć na bocznej ścianie tytuły dramatów i powieści. Sporo tego! Pomysł przedni.
Nad innymi góruje zaklęty w kamień Seweryn Goszczyński. Świadczył życiem, co mu bliskie, stąd udział w powstaniu listopadowym, a także płodność pisarska - zostawił po sobie garść niezapomnianych wierszy patriotycznych. Został w naszej pamięci poetą małej ojczyzny, jak również krytykiem Fredry, co to nadawał "niepolski" charakter swoim komediom.
I przeskok do współczesności... Zbałamuciłam przewodnika, bo Lwów nieodmiennie kojarzy mi się z Herbertem. Stanęłam wzruszona nad grobowcem rodzinnym Poety Niezłomnego. Z jego poetyki pamięci:
ocean lotnej pamięci
podmywa kruszy obrazy
w końcu kamień
na którym mnie urodzono
co noc
staję boso
przed zatrzaśniętą bramą
mego miasta
Jeszcze raz wracam myślami do miejsca, gdzie pierwsze kroki stawiał ten poeta wielokrotny... Słynna Łyczakowska 55...
Spacer kończy Łyczakowski Panteon, gdzie spoczywają cztery pokolenia bojowników o naszą wolność: kościuszkowscy i napoleońscy, listopadowi, styczniowi, a w końcu najmłodsi obrońcy Lwowa. To święte pole, gdzie całe bataliony legły pokotem w mogiłach. Jak lwy porwali się do broni, a wobec ich męstwa i pogardy śmierci blednie sława termopilskich zwycięzców...
Orły i Orlęta mają pośród siebie tego, który dowodził obroną miasta w 1918 roku. Ocalił miasto i służył dalej, by jeszcze raz w 1920 roku postawić tamę bolszewickiej nawałnicy. Zwycięski generał Tadeusz Jordan Rozwadowski - podobnie jak wszyscy mężczyźni z jego rodziny wykuwający ostrzem bagnetów przynależność do Rzeczypospolitej - udowodnił, że walka o wolność, gdy raz się zaczyna, z krwią ojca dziedzictwem przechodzi na syna... (A.Mickiewicz).
Wróci ta znakomita postać na łamy bloga...
Jeszcze jedno miejsce, gdzie wycieczki rzadko docierają. Na malowniczym wzgórzu ukryta "ziemia mogił i krzyżów" z czasu powstania styczniowego. Zadbane, odrestaurowane nagrobki dają nadzieję niezapomnienia...
Czas skończyć spacer po lwowskiej nekropolii. Zatrzymuję pod powiekami zasmucone anioły, żałobne płaczki, omszałe pomniki spowite kirem... Wrócę z naręczem kwiatów i zapalę znicze... Znicze pamięci...
DOM Z PAPIERU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M.Konopnicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M.Konopnicka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 maja 2015
sobota, 15 marca 2014
Przeciwko zalewowi niemczyzny
Szła pod rękę z Sienkiewiczem. Czyżby Maria jego życia? W pewnym sensie tak, bo też Maria, ale Konopnicka. Henryk Sienkiewicz był znany ze swych sympatii prawicowych. Oczarowany Dmowskim nawiązał kontakty z endecją i stanął do walki w obronie narodu przed germanizacją i wywłaszczeniową polityką Prus. W ostatniej dekadzie swojego życia Konopnicka dzielnie dotrzymywała mu kroku. Konopnicka z narodowcami? Nie dla wszystkich jest to oczywiste, bo próbowały ją zawłaszczyć różne środowiska, często wbrew intencjom samej poetki. A to oni - Sienkiewicz i Konopnicka - jak pisał "Bluszcz" - wprowadzają nas w nowy wiek.
Można zacząć od Wrześni, ale o tym wszyscy wiemy. O brutalnej polityce Prusaków wobec polskich dzieci dzięki wymienionej parze dowiedziała się cała Europa. Jesteśmy też chyba ostatnim pokoleniem znającym i śpiewającym Rotę. A to właśnie ta pieśń, a nie Mazurek Dąbrowskiego, towarzyszyła zesłańcom, więźniom... Rota pozostała hymnem katolickiej Polski, aczkolwiek władze sanacyjne w 1927 roku zadecydowały inaczej. Sama Lena Magnone przyznała, że słowa zawierają całe imaginarium endeckie krystalizujące się wokół idei piastowskiej.
Oboje poświęcali sobie eseje i szkice. I tak Sienkiewicz napisał chociażby o Panu Balcerze:
... z takiego tylko niepojętego daru wnikania w naturę żywiołów i ludzi mogła powstać ta po prostu przedziwna pieśń o panu Balcerze, w której świetna strofa goni jeszcze świetniejszą, z każdej bije piękność, prawda i siła, wszystkie zaś razem są tak proste jak dusza chłopa i tak szlachetne i doskonałe jak greckie kolumny.
Pani Maria zrewanżowała się i napisała o Sienkiewiczu, że odkopuje polskość z popiołów i zasila nią życie.
Czas na szczegółowe analizy. Niemczyzna wciskała się wszędzie za sprawą małżeństw mieszanych. Wynarodowienie idące przez małżeństwo z Niemcem czy Niemką, porzucanie polskiej mowy i pięknych zwyczajów nie mgło zostać niezauważone. Tym razem nieznane utwory znanej pisarki.
Nowela W Gdańsku
Wszystko zaczęło się od kochania. Polski rycerz poraniony w bitwie leczony był i w mieście został. Zapatrzył się w czarne oczy mieszczaneczki i życia bez niej żadnym kształtem nie widział. Nie w smak to było bogatym gdańszczanom, ale orszak weselny ruszył. Często później Nicolaus klął owo kochanie, co go jeńcem między "Szwaby" trzymało, ale dobrze się młodym działo, Truda folgowała mu we wszelkiej fantazji, więc dzieci obrodziło jak gruszek. Jednak ani synowie, ani córki w mowie za ojcem nie poszli. Tępiały dzieci na polskie dźwięki, a ojciec na klęczkach przed krucyfiksem tłukł się w piersi i wylewał łzy jak grochy.
Pyta go żona, czemu by zaś nie spał? Aż on sierdziście: Bom Polak! Bo mi w szwabskich betach spokoju nie naleźć! Szedł tedy "do królów", co to w oliwskim kościele wymalowani wisieli - czekał Henryk Pobożny, czekał Kazimierz, i Łokietek... I szły na niego starodawne grody, kipiące wrzawą praojczystej mowy, szły mury dostojne, z których każdego kamienia hukało światło i sława; szły rzesze ludu do jakiejś wielkiej a pospólnej pracy... O ziemio rodzona! O miłowana!
Jak odczytywać ten utwór? Można jako utwór narodowy, podejmujący problem zagrożonej polskości w okresie zaborów. Można też jako utwór psychologiczny, ukazujący dramat wielu rodzin poddawanych wynarodowieniu. Można wreszcie mówić o sile staropolskiego obrazu, który tak prześladował Myszkowskiego wżenionego w rodzinę gdańskich Niemców. Perełką niemalże równą noweli jest posłowie Kazimierza Chruścińskiego, które chętnie przytoczyłabym w całości.
Niemczaki - nowela oparta na autentycznym zdarzeniu.
Poszła za Niemca. No, trudno! Tego już nikt nie zmieni.
Nie mógł pogodzić się z tym faktem ostatni dziedzic. Gdy jego córkę - Felcię - upodobał sobie przystojny i pracowity Niemiec, długo bolał skrycie, choć córka była szczęśliwą. Zięcia wciąż "szwabem" albo "kupczykiem" nazywał, a i serca do dwóch wnuków nie miał. Chłopcy wątli byli i delikatni, co matkę martwiło. Krewniaki, u których starszy pan na rezydencji był, uradzili, by dzieci na letnie miesiące zaprosić.
- Guten Tag, liebster Gross-Papa!
Tego było za wiele dziadkowi. Rękę tylko podsunął do pocałowania i zamknął się w pokoju. "Niemczaki" - nazwał chłopców i przylgnęło miano do Gustawa i Henryka. A dziadek wciąż patrzył mrocznie i trzymał rozdział między sobą a wnukami...
Konopnicka poruszała ważkie sprawy. Wprowadzała naród w dwudziesty wiek, ale - moim zdaniem - jej twórczość ani krztynę się nie zestarzała. Jest wciąż aktualna i niech prowadzi nas w wiek dwudziesty pierwszy. Aż do przebudzenia.
Kończę cykl poświęcony Konopnickiej. Nie wyobrażam sobie, że tak łatwo daliśmy ją sobie wymazać z pamięci. Że polskie dzieci nie zaśpiewają Jadą, jadą dzieci drogą, że nie dowiedzą się, że w dobroci i w miłosierdziu największa moc się kryje, że nie pójdą w bór, by nazbierać mamie na imieniny jagód... Wyrugowana z kanonu lektur, ze śpiewników, ze zbiorowej pamięci...
Można zacząć od Wrześni, ale o tym wszyscy wiemy. O brutalnej polityce Prusaków wobec polskich dzieci dzięki wymienionej parze dowiedziała się cała Europa. Jesteśmy też chyba ostatnim pokoleniem znającym i śpiewającym Rotę. A to właśnie ta pieśń, a nie Mazurek Dąbrowskiego, towarzyszyła zesłańcom, więźniom... Rota pozostała hymnem katolickiej Polski, aczkolwiek władze sanacyjne w 1927 roku zadecydowały inaczej. Sama Lena Magnone przyznała, że słowa zawierają całe imaginarium endeckie krystalizujące się wokół idei piastowskiej.
Oboje poświęcali sobie eseje i szkice. I tak Sienkiewicz napisał chociażby o Panu Balcerze:
... z takiego tylko niepojętego daru wnikania w naturę żywiołów i ludzi mogła powstać ta po prostu przedziwna pieśń o panu Balcerze, w której świetna strofa goni jeszcze świetniejszą, z każdej bije piękność, prawda i siła, wszystkie zaś razem są tak proste jak dusza chłopa i tak szlachetne i doskonałe jak greckie kolumny.
Pani Maria zrewanżowała się i napisała o Sienkiewiczu, że odkopuje polskość z popiołów i zasila nią życie.
Czas na szczegółowe analizy. Niemczyzna wciskała się wszędzie za sprawą małżeństw mieszanych. Wynarodowienie idące przez małżeństwo z Niemcem czy Niemką, porzucanie polskiej mowy i pięknych zwyczajów nie mgło zostać niezauważone. Tym razem nieznane utwory znanej pisarki.
Nowela W Gdańsku
Wszystko zaczęło się od kochania. Polski rycerz poraniony w bitwie leczony był i w mieście został. Zapatrzył się w czarne oczy mieszczaneczki i życia bez niej żadnym kształtem nie widział. Nie w smak to było bogatym gdańszczanom, ale orszak weselny ruszył. Często później Nicolaus klął owo kochanie, co go jeńcem między "Szwaby" trzymało, ale dobrze się młodym działo, Truda folgowała mu we wszelkiej fantazji, więc dzieci obrodziło jak gruszek. Jednak ani synowie, ani córki w mowie za ojcem nie poszli. Tępiały dzieci na polskie dźwięki, a ojciec na klęczkach przed krucyfiksem tłukł się w piersi i wylewał łzy jak grochy.
Pyta go żona, czemu by zaś nie spał? Aż on sierdziście: Bom Polak! Bo mi w szwabskich betach spokoju nie naleźć! Szedł tedy "do królów", co to w oliwskim kościele wymalowani wisieli - czekał Henryk Pobożny, czekał Kazimierz, i Łokietek... I szły na niego starodawne grody, kipiące wrzawą praojczystej mowy, szły mury dostojne, z których każdego kamienia hukało światło i sława; szły rzesze ludu do jakiejś wielkiej a pospólnej pracy... O ziemio rodzona! O miłowana!
Jak odczytywać ten utwór? Można jako utwór narodowy, podejmujący problem zagrożonej polskości w okresie zaborów. Można też jako utwór psychologiczny, ukazujący dramat wielu rodzin poddawanych wynarodowieniu. Można wreszcie mówić o sile staropolskiego obrazu, który tak prześladował Myszkowskiego wżenionego w rodzinę gdańskich Niemców. Perełką niemalże równą noweli jest posłowie Kazimierza Chruścińskiego, które chętnie przytoczyłabym w całości.
Niemczaki - nowela oparta na autentycznym zdarzeniu.
Poszła za Niemca. No, trudno! Tego już nikt nie zmieni.
Nie mógł pogodzić się z tym faktem ostatni dziedzic. Gdy jego córkę - Felcię - upodobał sobie przystojny i pracowity Niemiec, długo bolał skrycie, choć córka była szczęśliwą. Zięcia wciąż "szwabem" albo "kupczykiem" nazywał, a i serca do dwóch wnuków nie miał. Chłopcy wątli byli i delikatni, co matkę martwiło. Krewniaki, u których starszy pan na rezydencji był, uradzili, by dzieci na letnie miesiące zaprosić.
- Guten Tag, liebster Gross-Papa!
Tego było za wiele dziadkowi. Rękę tylko podsunął do pocałowania i zamknął się w pokoju. "Niemczaki" - nazwał chłopców i przylgnęło miano do Gustawa i Henryka. A dziadek wciąż patrzył mrocznie i trzymał rozdział między sobą a wnukami...
Konopnicka poruszała ważkie sprawy. Wprowadzała naród w dwudziesty wiek, ale - moim zdaniem - jej twórczość ani krztynę się nie zestarzała. Jest wciąż aktualna i niech prowadzi nas w wiek dwudziesty pierwszy. Aż do przebudzenia.
Kończę cykl poświęcony Konopnickiej. Nie wyobrażam sobie, że tak łatwo daliśmy ją sobie wymazać z pamięci. Że polskie dzieci nie zaśpiewają Jadą, jadą dzieci drogą, że nie dowiedzą się, że w dobroci i w miłosierdziu największa moc się kryje, że nie pójdą w bór, by nazbierać mamie na imieniny jagód... Wyrugowana z kanonu lektur, ze śpiewników, ze zbiorowej pamięci...
sobota, 22 lutego 2014
Dlaczego chcą nam zabrać Konopnicką?
Myślałam, że wyczerpałam już temat, pisząc tu i tu. Tak było do momentu, gdy nieopatrznie w księgarni wzięłam do ręki książkę Iwony Kienzler Maria Konopnicka - rozwydrzona bezbożnica. Już podtytuł podpowiadał, co może kryć środek, a ja na dodatek zerknęłam na wstęp. Już wiedziałam, że nie mogę przejść obojętnie wobec tylu oszczerstw. Byłam zaszczepiona, bo wcześniej szukałam informacji o autorce, rozważając zakup innych pozycji, a jednak ochrona nie zadziałała.
Maria pozuje z wdziękiem i biedna nie wie, że jest tylko na okładce, a w środku rozgościła się jakaś współczesna, pożądana kopia - lesbijka, kobieta wyzwolona, niestroniąca od wolnych związków z młodszymi mężczyznami, autorka daleka od miana "moralnej opoki Narodu", Matka Polka uciekająca od swoich dzieci, którymi zajmowała się z poczucia obowiązku, a nie z potrzeby serca, pogardzająca mężem, feministka i skandalistka, potępiana przez kościół... Konopnicką uwierał "gorset" poetki narodowej, zatem pani Kienzler wzięła się za bary z biografią pełną zakłamań i przemilczeń. Nie tylko rozluźniła męczący gorset, ale przebrała jego właścicielkę tak, że jest nie do poznania. Jaką kobietę nam serwuje? Niech przemówią cytaty.
s.57 - Dla tej rozpalonej duszy młody, inteligentny, obyty w świecie Krynicki okazał się prawdziwym balsamem. Różnica wieku między kochankami była dość duża, Maria przekroczyła już trzydziestkę, ale romanse dojrzałych dam z dużo młodszymi guwernerami ich synów nie należały w owym czasie do rzadkości. Aby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć chociażby do Dzienników Żeromskiego, opisującego swoje doświadczenia "na kondycji". A zresztą, czy miłość liczy lata? - tak oto zyskujemy dowód w postaci odwołań literackich, bo inne córki poetki zniszczyły. I tak już będzie wciąż.
s. 59 - Co ciekawe, Krynicki nie był jedynym mężczyzną, z którym Konopnicka romansowała podczas pobytu w Gusinie. Poznała tam bowiem mężczyznę dojrzalszego i starszego, swego sąsiada, Korneliego Dąbrowskiego, właściciela pobliskiego majątku Kraski.
s. 60-61- 64 - Maria do Szczawnicy pojechała co prawda bez dzieci i oczywiście bez męża, ale w bardzo miłym towarzystwie. Towarzyszyli jej bowiem Konstanty oraz Korneli, a także nieznana z imienia kobieta, być może pani Umińska, która pojechała do uzdrowiska prawdopodobnie w charakterze "zasłony dymnej"...[...] Czy z faktu, że w Szczawnicy razem z Marią byli jej dwaj kochankowie można wysnuć śmiały wniosek, że poetka żyła z nimi w trójkącie? W końcu Krzywicki nazwie ją "niewiastą mocno kochliwą", a Sempołowska powie o niej pogardliwie "ta mężczyźniara". W takiej sytuacji trzeba nieco inaczej spojrzeć na rozkład małżeństwa Konopnickich i uznać, że przyczyną rozkładu pożycia małżonków było, przynajmniej częściowo, rozbuchane libido poetki.[...] ... nie tylko okazywała mu obojętność, otwarcie oskarżała o brak zainteresowania rodziną i, co gorsza, romansowała na prawo i lewo.
Romanse te jednak bledną przy dwudziestoletnim związku z Marią Dulębianką. Autorka długo rozwodzi się na temat "kłamstwa konopnickiego", przytacza dyskusję sejmową dotyczącą ustawy o związkach partnerskich w 2012 roku. Ciekawie rozprawia się z dyrektorem Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu, według którego ekscesom poetki nie sprzyjały ani jej wiek, ani stan zdrowia (gdy poznały się z Dulębianką, M.K. była już dojrzałą kobietą, a w momencie zamieszkania w Żarnowcu miała 61 lat). Nic to według autorki biografii!
s.183 - Urodzenie ośmiorga dzieci nie przeszkodziło jej też romansować ze znacznie młodszymi mężczyznami, poza tym "dojrzałość" nie stanowi żadnej bariery dla miłosnych uniesień, zakochać się można wszak w każdym wieku. Pisarka rzeczywiście chorowała, ale wszelkie "erotyczne ekscesy", czyli po prostu udane życie seksualne, znacznie poprawiają jakość życia, wywierając zbawienny wpływ na ludzkie zdrowie i to w każdym wieku. - cóż za odkrywcza myśl! I nieco dalej: Współcześni psychologowie twierdzą, że często kobieta dopiero w wieku dojrzałym, odchowawszy dzieci i uwolniwszy się od społecznych oczekiwań, jakie nakładało na nią macierzyństwo, może z dystansem i bez uprzedzeń przyjrzeć się swojej seksualności i zrozumieć samą siebie. I dopiero wówczas czasem odkrywa zainteresowanie osobami tej samej płci. Zrywa z dotychczasowym życiem i wiąże się z inną kobietą.
Chwila przerwy. Wobec takiej znajomości tez współczesnych psychologów - mam mały teścik dla autorki i myślących podobnie - co przedstawia powyższe zdjęcie? Dla ułatwienia dodam, że jest to wizytówka stolicy mojego województwa.
Dużo mam dziś do powiedzenia, więc jeszcze tylko kilka zdań na powyższy temat. Biografia Kienzlerowej jest momentami na wyższym poziomie, ale nie są to niestety teksty autorki. Mnóstwo cytatów z Szypowskiej, Grocholi, Magnone urozmaica narrację, ale też wskazuje na brak umiejętności literackich samej autorki, która dokonała kompilacji ogólnie dostępnych źródeł i zszyła całość bardzo nieudolnie. Nie pokusiła się o dotarcie do nowych tekstów, badań, tłumaczeń czy wreszcie o dokonanie własnych odkryć. Ogólniki, infantylizacja, nędzne źródła... Ot, płodna pisarka Bellony.
Jakże inaczej w tym kontekście jawi się wychodząca z cienia kolejna biografia! Zofia Chyra - Rolicz przygotowała książkę z okazji 170. rocznicy urodzin poetki i jest to z całą pewnością Opowieść o kobiecie niezwykłej. Dostajemy rzetelnie opracowany życiorys, podsumę twórczości, rolę pisarstwa Konopnickiej dla współczesnych i dzisiaj. Udało się autorce odnaleźć właściwe miejsce dla poetki, a ona sama zabiera głos wielokrotnie. Taki cytat o narodzie:
Lud, który nie ma ojczystej ziemi pod stopami, narodem być nie może. Ziemia i lud, przynależne sobie, jedno nierozdzielnie na życie i na śmierć - to dopiero naród. Póki ziemi, póty ojczyzny; póki ojczyzny, póty i narodu. - s.179
Dopiero w tej książce widać niedoceniony fenomen Konopnickiej. Bo to ważna postać, intelektualistka, nie tylko społecznie zaangażowana poetka, ale tłumaczka wielkich Włochów, modnej poezji, krytyk literacki odkrywający nowe prądy XIX wieku. To tutaj mogłam prześledzić dzieje hymnicznej Roty. To dzięki tej lekturze sięgnęłam po Pana Balcera w Brazylii. Ten epos chłopski - porównywany z Panem Tadeuszem - niesie słowa wielkiej miłości i przywiązania do ojczyzny. Zasługuje na odrębny wpis, bo komuś zależało, żeby odłożyć go na półkę z etykietką nieudanego wytworu! Pisany przez niemal 20 lat niesie ogrom emocji, ale też informacji o sprzedaniu polskich chłopów w brazylijską niewolę. Najpierw agenci namawiający chłopów do wyjazdu i przejmujący za bezcen ich gospodarstwa. Potem podróż statkiem w warunkach urągających bydłu (scena z chłopką rzucającą się w odmęt oceanu, bo nie chciała oddać martwego Jasia na pożarcie rekinom!). Pielgrzymowanie do "ziemi obiecanej", czyli do kopalń, do karczowania puszczy, na plantacje... Febra, gady syczące w trawie, poczwarne pataty, dziwostwory puszczy, nocny strach, zatrute strzały, ale przede wszystkim wyjąca tęsknota za pozostawioną ziemią, za piaskami, za rodzimą brzozą. Wreszcie decyzja - wracamy! I snuje się upiorny pochód przez stepy, góry. Wreszcie port. Niestety do brzegu dopływa morowy statek. Znajduje się odważny, by go wysadzić w powietrze. Ginie, wykrzykując: Niech żyje Polska! Szukam przyczyny odrzucenia w kąt takiej literatury. Może to?
Maria pozuje z wdziękiem i biedna nie wie, że jest tylko na okładce, a w środku rozgościła się jakaś współczesna, pożądana kopia - lesbijka, kobieta wyzwolona, niestroniąca od wolnych związków z młodszymi mężczyznami, autorka daleka od miana "moralnej opoki Narodu", Matka Polka uciekająca od swoich dzieci, którymi zajmowała się z poczucia obowiązku, a nie z potrzeby serca, pogardzająca mężem, feministka i skandalistka, potępiana przez kościół... Konopnicką uwierał "gorset" poetki narodowej, zatem pani Kienzler wzięła się za bary z biografią pełną zakłamań i przemilczeń. Nie tylko rozluźniła męczący gorset, ale przebrała jego właścicielkę tak, że jest nie do poznania. Jaką kobietę nam serwuje? Niech przemówią cytaty.
s.57 - Dla tej rozpalonej duszy młody, inteligentny, obyty w świecie Krynicki okazał się prawdziwym balsamem. Różnica wieku między kochankami była dość duża, Maria przekroczyła już trzydziestkę, ale romanse dojrzałych dam z dużo młodszymi guwernerami ich synów nie należały w owym czasie do rzadkości. Aby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć chociażby do Dzienników Żeromskiego, opisującego swoje doświadczenia "na kondycji". A zresztą, czy miłość liczy lata? - tak oto zyskujemy dowód w postaci odwołań literackich, bo inne córki poetki zniszczyły. I tak już będzie wciąż.
s. 59 - Co ciekawe, Krynicki nie był jedynym mężczyzną, z którym Konopnicka romansowała podczas pobytu w Gusinie. Poznała tam bowiem mężczyznę dojrzalszego i starszego, swego sąsiada, Korneliego Dąbrowskiego, właściciela pobliskiego majątku Kraski.
s. 60-61- 64 - Maria do Szczawnicy pojechała co prawda bez dzieci i oczywiście bez męża, ale w bardzo miłym towarzystwie. Towarzyszyli jej bowiem Konstanty oraz Korneli, a także nieznana z imienia kobieta, być może pani Umińska, która pojechała do uzdrowiska prawdopodobnie w charakterze "zasłony dymnej"...[...] Czy z faktu, że w Szczawnicy razem z Marią byli jej dwaj kochankowie można wysnuć śmiały wniosek, że poetka żyła z nimi w trójkącie? W końcu Krzywicki nazwie ją "niewiastą mocno kochliwą", a Sempołowska powie o niej pogardliwie "ta mężczyźniara". W takiej sytuacji trzeba nieco inaczej spojrzeć na rozkład małżeństwa Konopnickich i uznać, że przyczyną rozkładu pożycia małżonków było, przynajmniej częściowo, rozbuchane libido poetki.[...] ... nie tylko okazywała mu obojętność, otwarcie oskarżała o brak zainteresowania rodziną i, co gorsza, romansowała na prawo i lewo.
Romanse te jednak bledną przy dwudziestoletnim związku z Marią Dulębianką. Autorka długo rozwodzi się na temat "kłamstwa konopnickiego", przytacza dyskusję sejmową dotyczącą ustawy o związkach partnerskich w 2012 roku. Ciekawie rozprawia się z dyrektorem Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu, według którego ekscesom poetki nie sprzyjały ani jej wiek, ani stan zdrowia (gdy poznały się z Dulębianką, M.K. była już dojrzałą kobietą, a w momencie zamieszkania w Żarnowcu miała 61 lat). Nic to według autorki biografii!
s.183 - Urodzenie ośmiorga dzieci nie przeszkodziło jej też romansować ze znacznie młodszymi mężczyznami, poza tym "dojrzałość" nie stanowi żadnej bariery dla miłosnych uniesień, zakochać się można wszak w każdym wieku. Pisarka rzeczywiście chorowała, ale wszelkie "erotyczne ekscesy", czyli po prostu udane życie seksualne, znacznie poprawiają jakość życia, wywierając zbawienny wpływ na ludzkie zdrowie i to w każdym wieku. - cóż za odkrywcza myśl! I nieco dalej: Współcześni psychologowie twierdzą, że często kobieta dopiero w wieku dojrzałym, odchowawszy dzieci i uwolniwszy się od społecznych oczekiwań, jakie nakładało na nią macierzyństwo, może z dystansem i bez uprzedzeń przyjrzeć się swojej seksualności i zrozumieć samą siebie. I dopiero wówczas czasem odkrywa zainteresowanie osobami tej samej płci. Zrywa z dotychczasowym życiem i wiąże się z inną kobietą.
Chwila przerwy. Wobec takiej znajomości tez współczesnych psychologów - mam mały teścik dla autorki i myślących podobnie - co przedstawia powyższe zdjęcie? Dla ułatwienia dodam, że jest to wizytówka stolicy mojego województwa.
Dużo mam dziś do powiedzenia, więc jeszcze tylko kilka zdań na powyższy temat. Biografia Kienzlerowej jest momentami na wyższym poziomie, ale nie są to niestety teksty autorki. Mnóstwo cytatów z Szypowskiej, Grocholi, Magnone urozmaica narrację, ale też wskazuje na brak umiejętności literackich samej autorki, która dokonała kompilacji ogólnie dostępnych źródeł i zszyła całość bardzo nieudolnie. Nie pokusiła się o dotarcie do nowych tekstów, badań, tłumaczeń czy wreszcie o dokonanie własnych odkryć. Ogólniki, infantylizacja, nędzne źródła... Ot, płodna pisarka Bellony.
Jakże inaczej w tym kontekście jawi się wychodząca z cienia kolejna biografia! Zofia Chyra - Rolicz przygotowała książkę z okazji 170. rocznicy urodzin poetki i jest to z całą pewnością Opowieść o kobiecie niezwykłej. Dostajemy rzetelnie opracowany życiorys, podsumę twórczości, rolę pisarstwa Konopnickiej dla współczesnych i dzisiaj. Udało się autorce odnaleźć właściwe miejsce dla poetki, a ona sama zabiera głos wielokrotnie. Taki cytat o narodzie:
Lud, który nie ma ojczystej ziemi pod stopami, narodem być nie może. Ziemia i lud, przynależne sobie, jedno nierozdzielnie na życie i na śmierć - to dopiero naród. Póki ziemi, póty ojczyzny; póki ojczyzny, póty i narodu. - s.179
Dopiero w tej książce widać niedoceniony fenomen Konopnickiej. Bo to ważna postać, intelektualistka, nie tylko społecznie zaangażowana poetka, ale tłumaczka wielkich Włochów, modnej poezji, krytyk literacki odkrywający nowe prądy XIX wieku. To tutaj mogłam prześledzić dzieje hymnicznej Roty. To dzięki tej lekturze sięgnęłam po Pana Balcera w Brazylii. Ten epos chłopski - porównywany z Panem Tadeuszem - niesie słowa wielkiej miłości i przywiązania do ojczyzny. Zasługuje na odrębny wpis, bo komuś zależało, żeby odłożyć go na półkę z etykietką nieudanego wytworu! Pisany przez niemal 20 lat niesie ogrom emocji, ale też informacji o sprzedaniu polskich chłopów w brazylijską niewolę. Najpierw agenci namawiający chłopów do wyjazdu i przejmujący za bezcen ich gospodarstwa. Potem podróż statkiem w warunkach urągających bydłu (scena z chłopką rzucającą się w odmęt oceanu, bo nie chciała oddać martwego Jasia na pożarcie rekinom!). Pielgrzymowanie do "ziemi obiecanej", czyli do kopalń, do karczowania puszczy, na plantacje... Febra, gady syczące w trawie, poczwarne pataty, dziwostwory puszczy, nocny strach, zatrute strzały, ale przede wszystkim wyjąca tęsknota za pozostawioną ziemią, za piaskami, za rodzimą brzozą. Wreszcie decyzja - wracamy! I snuje się upiorny pochód przez stepy, góry. Wreszcie port. Niestety do brzegu dopływa morowy statek. Znajduje się odważny, by go wysadzić w powietrze. Ginie, wykrzykując: Niech żyje Polska! Szukam przyczyny odrzucenia w kąt takiej literatury. Może to?
A węgiel właśnie trzymały tam Szwaby
I szwabskie statki wpływały do doku.
Powypasało się to jak te schaby,
Przed każdym sadło, by torba obroku,
A do galarów, gdzie w pocie klną raby,
Żaden nie zejdzie sam ani pół kroku,
Wierniki jeno, faktory, agenty.
Bodajżeś sparciał raz, pludrze przeklęty!
I podczas lektury tej książki zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi z tą nagonką na Konopnicką. Dlaczego tak usilnie od kilku lat próbuje się zrobić z niej lesbijkę? Już wiem. Była zbyt polska, zbyt narodowa, zbyt patriotyczna i ukochana przez lud. Wielbiona jak mało kto! Ilu pisarzy Polacy nagrodzili takim darem jak na zdjęciu? Czytali i rodzili się Polakami, krzepili serca, niczym po lekturze Sienkiewicza. W każdym wierszu wersy religijne i ojczyźniane, czyli bliskie, cenione. Zeszła do nich z piedestału - wysłuchiwała, odwiedzała cele, opatrywała chorych, uczyła liter, prowadziła odczyty, walczyła. Gdy dzieciom we Wrześni działa się krzywda, nie tylko napisała wiersz, ale zorganizowała międzynarodowy protest przeciw prześladowaniom. Gdy Ignacy Paderewski ufundował pomnik Grunwaldzki w Krakowie, odsłonięcie uświetniło wykonanie "Roty", a zgromadzony tłum pamiętał. Sanacji nie podobał się hymn, jednak wielu z tych, co to piętnowali słowa o Niemcu plującym w twarz , zginęło z rąk tej nacji. Piękne wspomnienie blogera Maruchy pt. "Synteza polskości" przywołuje Chyra - Rolicz. Żarliwy kult twórczyni "Roty" przetrwał, więc trzeba go zniszczyć! Jak wszystko, co narodowe, co nasze...
Etykiety:
Biografie,
I.Kienzler,
M.Konopnicka,
Z.Chyra-Rolicz
sobota, 18 sierpnia 2012
Kiermasz rozmaitości
Nazbierało się nowinek. Dwie najważniejsze nacechowane jak dwa bieguny. Zacznę od dobrej.
Zaproszenie do Domu Kuncewiczów
Po mojej relacji z odwiedzin w Kazimierzu odezwała się pani Wanda Konopińska - Michalak. Z ogromną przyjemnością pragnę przekazać wszystkim blogerom zaproszenie do Willi pod Wiewiórką. Jeżeli wyrazicie chęć udziału w spotkaniu, podejmiemy dalsze kroki, a teraz proszę o informację, czy jesteście zainteresowani spotkaniem w tym uroczym miejscu? Zdaję sobie sprawę z dzielącej odległości, ale na przykład podsumowanie akcji "Marzec z Marią" akurat tutaj? Coś pięknego!
Druga to ta, że przeczytałam książkę Ciwoniuk Musisz to komuś powiedzieć. Sprawnie napisana powieść dla nastolatków. Znajdą w niej wszystko, czym żyją, czyli pierwsze miłości, narkotyki, szkołę, rodzinę... Ale nie to było impulsem do mojej lektury. Zatem powrót do Konopnickiej. Mam żal do autorki, że posłużyła się postacią poetki, by mówić o homofobii, która wysuwa się na pierwszy plan powieściowy. Nie będę odnosić się do problemu, który jest modny, nagłaśniany i młodzież pewnie wiele wie na ten temat. Jestem poza tym nurtem, bo sprawa dla mnie jest jednoznaczna. Pytam tylko, czy najlepszym pomysłem wydawnictwa było uczczenie setnej rocznicy śmierci Konopnickiej akurat w ten sposób? Gdy sejm odrzucił propozycję obchodów rocznicowych, media przemilczały, szkoły wyrzuciły z kanonu lektur, a młodzieży podsuwa się smaczny kąsek, że była lesbijką? W końcu rozumiem, dlaczego na forach internetowych przewija się wyłącznie ten wątek w komentarzach! Nie zmniejsza rangi problemu bibliografia w książce, podejście dyskusyjne... Ziarno zostało zasiane. Dlaczego Ciwoniuk dla drążenia problemu (nieistniejącego według mnie) nie wykorzystała nazwiska któregoś ze współczesnych "celebrytów", którzy obnoszą się ze swoimi skłonnościami i chętnie opowiadają o partnerach? Są medialni, znani młodzieży i pewnie ucieszyliby się z reklamy. Lepiej uderzyć w miejsce, z którego nikt nie będzie wołał? Żenujące. Rzetelny biograf powinien znaleźć dokumenty albo wprost napisać, że ich nie ma. Tymczasem w przypadku Konopnickiej wyrocznią stał się Tomasik i jego książką posiłkowała się również GW, odpowiadając na list prawnuczki pani Joanny Modrzejewskiej. Raz zamieszczona opinia nabrała rangi dokumentu. Mam prawo do oceniania faktów w jednoznacznych kategoriach i nie interesuje mnie tania sensacja. Oto droga do niszczenia naszej kultury. Po co uczyć wiersza?
Zaproszenie do Domu Kuncewiczów
Po mojej relacji z odwiedzin w Kazimierzu odezwała się pani Wanda Konopińska - Michalak. Z ogromną przyjemnością pragnę przekazać wszystkim blogerom zaproszenie do Willi pod Wiewiórką. Jeżeli wyrazicie chęć udziału w spotkaniu, podejmiemy dalsze kroki, a teraz proszę o informację, czy jesteście zainteresowani spotkaniem w tym uroczym miejscu? Zdaję sobie sprawę z dzielącej odległości, ale na przykład podsumowanie akcji "Marzec z Marią" akurat tutaj? Coś pięknego!
Druga to ta, że przeczytałam książkę Ciwoniuk Musisz to komuś powiedzieć. Sprawnie napisana powieść dla nastolatków. Znajdą w niej wszystko, czym żyją, czyli pierwsze miłości, narkotyki, szkołę, rodzinę... Ale nie to było impulsem do mojej lektury. Zatem powrót do Konopnickiej. Mam żal do autorki, że posłużyła się postacią poetki, by mówić o homofobii, która wysuwa się na pierwszy plan powieściowy. Nie będę odnosić się do problemu, który jest modny, nagłaśniany i młodzież pewnie wiele wie na ten temat. Jestem poza tym nurtem, bo sprawa dla mnie jest jednoznaczna. Pytam tylko, czy najlepszym pomysłem wydawnictwa było uczczenie setnej rocznicy śmierci Konopnickiej akurat w ten sposób? Gdy sejm odrzucił propozycję obchodów rocznicowych, media przemilczały, szkoły wyrzuciły z kanonu lektur, a młodzieży podsuwa się smaczny kąsek, że była lesbijką? W końcu rozumiem, dlaczego na forach internetowych przewija się wyłącznie ten wątek w komentarzach! Nie zmniejsza rangi problemu bibliografia w książce, podejście dyskusyjne... Ziarno zostało zasiane. Dlaczego Ciwoniuk dla drążenia problemu (nieistniejącego według mnie) nie wykorzystała nazwiska któregoś ze współczesnych "celebrytów", którzy obnoszą się ze swoimi skłonnościami i chętnie opowiadają o partnerach? Są medialni, znani młodzieży i pewnie ucieszyliby się z reklamy. Lepiej uderzyć w miejsce, z którego nikt nie będzie wołał? Żenujące. Rzetelny biograf powinien znaleźć dokumenty albo wprost napisać, że ich nie ma. Tymczasem w przypadku Konopnickiej wyrocznią stał się Tomasik i jego książką posiłkowała się również GW, odpowiadając na list prawnuczki pani Joanny Modrzejewskiej. Raz zamieszczona opinia nabrała rangi dokumentu. Mam prawo do oceniania faktów w jednoznacznych kategoriach i nie interesuje mnie tania sensacja. Oto droga do niszczenia naszej kultury. Po co uczyć wiersza?
A gdy Ciebie kto zapyta:
Kto ty taki, skąd ty rodem?
Mów, żeś z tego łanu żyta,
Żeś z tych łąk, co pachną miodem.
Mów, że jesteś z takiej chaty,
Co Piastowską chatą była.
Żeś z tej ziemi, której kwiaty
Gorzka rosa wykarmiła.
Można przecież inaczej: Żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek (s.239). I co?
Jak kiermasz, to do następnego stoiska zapraszam.
Gillian Bagwell Królewska nierządnica trafiła do mnie za sprawą Montgomerry, a Andrzeja Gumulaka Drugie piętro jest prezentem od Maniiczytania. Dziewczyny, pięknie dziękuję i gdy tylko znajdę czas (!), z pewnością napiszę o swoich wrażeniach.
I ostatnie nabytki. Zaraz chyba zacznę Orłosia Dom pod Lutnią, bo szukam każdej okazji, żeby odejść od lektury Szejnert Śród żywych duchów. Tak liczyłam na tę książkę! Niestety. Może dwadzieścia lat temu czytałabym z wypiekami. Teraz - gdy Łączka na Powązkach odkrywa swoje tajemnice - nowinki Szejnert już nowinkami nie są. Miałam nadzieję na rozszerzenie, bo poprzednie wydanie miało ponad sto stron mniej, a tu tylko aneks z listą zamordowanych uległ aktualizacji. Żmudny proces zdobywania informacji, pot reportera, a ja chciałabym zobaczyć efekty tej pracy! Czy nie lepiej, gdyby wznowiono chociażby Z archiwum pamięci Ruty Czaplińskiej, bo klikam od miesięcy bezskutecznie na allegro? Albo marzy mi się, żeby w każdej bibliotece znalazła się tetralogia Janusza Krasińskiego, o której kiedyś z takim bólem pisałam. Ale w stosiku jest też cukiereczek, czyli Łozińskiego Życie polskie w dawnych wiekach. Ach, te gniazdowe posiadłości! I ten język! No i romans z Miłoszewskim trwa. Wczoraj skończyłam Uwikłanie, a kupiłam sobie wcześniejszy Domofon. Nie martwcie się, gdzie ja to wszystko ułożę. Właśnie dzisiaj kolejna półka oplotła ścianę mojego papierowego domu:)
Do poniedziałku. Mówi wam coś data: 20 sierpnia?
Etykiety:
B.Ciwoniuk,
M.Konopnicka,
Moja biblioteczka,
Varia
niedziela, 5 sierpnia 2012
Poleciały pieśni moje...
Dzisiaj zapraszam do Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu.
Odchodzą w zapomnienie poezje, nowele pani Marii. Czy słusznie? Od razu jasno przedstawiam moje stanowisko. Nie wyobrażam sobie historii literatury bez jej osoby. Gdybym w dzieciństwie nie zasłuchała się w śpiewne rymy i rytmy, być może byłabym głucha na odbiór współczesnej poezji. Miłośników i wrogów miała jeszcze za życia. Przez jednych zwana pieśniarką ludu i ojczystej ziemi, a przez innych socjalizującą bezbożnicą. Dziś chcą zrobić z niej tarczę niektóre środowiska, które działają tak skutecznie, że młodzież na forach wyciąga tylko argumenty przytoczone przez Tomasika w jego nędznych Homobiografiach. Autor wije się i kręci, opisując męski ubiór Marii Dulębianki, nazywanie jej Pietrkiem (o Boże! ja do córci wołam Julek!), palenie cygar i choć w końcu przyznaje, że dowodów na "bliższą przyjaźń" obu pań nie ma, ziarno zasiał. Gdyby tylko młodzież. Biorę do ręki styczniowy "Paper Mint" i to samo. Tyle na ten temat. Jestem za tym, by przywrócić poetce należne miejsce w literackim panteonie. W tym roku minęła okrągła rocznica urodzin i niestety nie wykorzystano tej daty. Podobnie dwa lata temu, gdy miała miejsce setna rocznica śmierci. Zda się, że tylko szkoły, którym poetka patronuje, lata te wspominają.
Wczoraj odwiedziłam dom na fundamencie serc. Bo jak inaczej nazwać dar narodu, który wyróżnił dwukrotnie tych, którzy pochylili się nad ich losem ( jeszcze pałacyk w Oblęgorku dla Sienkiewicza). Obiecana krótka fotorelacja.
Pokój stołowy pełen drobiazgów, które wcześniej rozproszone, znalazły swoje miejsce na ziemi, podobnie jak ich właścicielka. Zachowane oryginalne drzwi z narcyzami. W głębi piękny - dla mnie impresjonistyczny - portret poetki autorstwa zaprzyjaźnionej malarki.
Pięterko oddane Marii Dulębiance. Jeśli nie jesteś z wycieczką, masz szansę je zwiedzić. Malarka miała tu swoją pracownię, gabinecik i łazienkę.
Również tylko indywidualne zwiedzanie daje możliwość zajrzenia do kuchni. Jedni zaglądają do alkowy, ja do kuchni wolę. Mogę sobie wyobrazić, jak pisarka prażyła ziarna kawy.
W Żarnowcu jest magicznie. Muzeum mieści się w parku, gdzie spacerując alejkami, możemy jeszcze wejść do Lamusa (drugi budynek muzealny), zrobić zdjęcie przy pomniku poetki, posłuchać szumu tych samych drzew...
Pewnie czytającym przyjdzie do głowy myśl związana z twórczością Konopnickiej. Że ramota, trąci myszką. Nie wybronię całości, ale może kilka słów na temat najpiękniejszej polskiej baśni.
Czy to bajka, czy nie bajka,
Myślcie sobie, jak tam chcecie.
A ja przecież wam powiadam:
Krasnoludki są na świecie.
Pozbawić dzieci tych strof? Nigdy! Dla opornych, którzy boją się trudnego słownictwa, może przyda się informacja, że Janusz Uhma uwspółcześnił i opracował dla nauczycieli tę baśń.
Z chęcią bym pisała i pisała o Konopnickiej. Bo panią Marię cenię, czytam, śledzę losy prawnuków. Żyje pan Jan Bielecki - mężczyzna o biografii, która mogłaby być kanwą wspaniałego filmu. M.in. wspomina wywózkę do Kazachstanu, gdy wagony rozbrzmiewały śpiewem "Roty". Tak przy okazji to znacie czwartą zwrotkę "Roty"?
Żyje też w Łodzi pani Joanna Modrzejewska. To prawnuki po najmłodszym Janie Konopnickim.
Dobrze, kończę już, kończę...
Odchodzą w zapomnienie poezje, nowele pani Marii. Czy słusznie? Od razu jasno przedstawiam moje stanowisko. Nie wyobrażam sobie historii literatury bez jej osoby. Gdybym w dzieciństwie nie zasłuchała się w śpiewne rymy i rytmy, być może byłabym głucha na odbiór współczesnej poezji. Miłośników i wrogów miała jeszcze za życia. Przez jednych zwana pieśniarką ludu i ojczystej ziemi, a przez innych socjalizującą bezbożnicą. Dziś chcą zrobić z niej tarczę niektóre środowiska, które działają tak skutecznie, że młodzież na forach wyciąga tylko argumenty przytoczone przez Tomasika w jego nędznych Homobiografiach. Autor wije się i kręci, opisując męski ubiór Marii Dulębianki, nazywanie jej Pietrkiem (o Boże! ja do córci wołam Julek!), palenie cygar i choć w końcu przyznaje, że dowodów na "bliższą przyjaźń" obu pań nie ma, ziarno zasiał. Gdyby tylko młodzież. Biorę do ręki styczniowy "Paper Mint" i to samo. Tyle na ten temat. Jestem za tym, by przywrócić poetce należne miejsce w literackim panteonie. W tym roku minęła okrągła rocznica urodzin i niestety nie wykorzystano tej daty. Podobnie dwa lata temu, gdy miała miejsce setna rocznica śmierci. Zda się, że tylko szkoły, którym poetka patronuje, lata te wspominają.
Wczoraj odwiedziłam dom na fundamencie serc. Bo jak inaczej nazwać dar narodu, który wyróżnił dwukrotnie tych, którzy pochylili się nad ich losem ( jeszcze pałacyk w Oblęgorku dla Sienkiewicza). Obiecana krótka fotorelacja.
Pokój stołowy pełen drobiazgów, które wcześniej rozproszone, znalazły swoje miejsce na ziemi, podobnie jak ich właścicielka. Zachowane oryginalne drzwi z narcyzami. W głębi piękny - dla mnie impresjonistyczny - portret poetki autorstwa zaprzyjaźnionej malarki.
Fragment gabinetu i zbliżenie na autentyczne bibeloty. Piękny kałamarz na fiołkowy atrament, bo tylko takim pisała swoje utwory. Przycisk do papieru ofiarowany poetce jako dar jubileuszowy.
Również tylko indywidualne zwiedzanie daje możliwość zajrzenia do kuchni. Jedni zaglądają do alkowy, ja do kuchni wolę. Mogę sobie wyobrazić, jak pisarka prażyła ziarna kawy.
W Żarnowcu jest magicznie. Muzeum mieści się w parku, gdzie spacerując alejkami, możemy jeszcze wejść do Lamusa (drugi budynek muzealny), zrobić zdjęcie przy pomniku poetki, posłuchać szumu tych samych drzew...
Pewnie czytającym przyjdzie do głowy myśl związana z twórczością Konopnickiej. Że ramota, trąci myszką. Nie wybronię całości, ale może kilka słów na temat najpiękniejszej polskiej baśni.
Czy to bajka, czy nie bajka,
Myślcie sobie, jak tam chcecie.
A ja przecież wam powiadam:
Krasnoludki są na świecie.
Pozbawić dzieci tych strof? Nigdy! Dla opornych, którzy boją się trudnego słownictwa, może przyda się informacja, że Janusz Uhma uwspółcześnił i opracował dla nauczycieli tę baśń.
Z chęcią bym pisała i pisała o Konopnickiej. Bo panią Marię cenię, czytam, śledzę losy prawnuków. Żyje pan Jan Bielecki - mężczyzna o biografii, która mogłaby być kanwą wspaniałego filmu. M.in. wspomina wywózkę do Kazachstanu, gdy wagony rozbrzmiewały śpiewem "Roty". Tak przy okazji to znacie czwartą zwrotkę "Roty"?
Nie damy miana Polski zgnieść,
Nie pójdziem żywo w trumnę.
Na Polski imię, na jej cześć
Podnosim czoła dumne:
Odzyska ziemię dziadów wnuk,
Tak nam dopomóż Bóg.
Zawsze uważałam, że powienien to być polski hymn. Słowa zawsze aktualne.Żyje też w Łodzi pani Joanna Modrzejewska. To prawnuki po najmłodszym Janie Konopnickim.
Dobrze, kończę już, kończę...
Jeszcze fotki dla tych, którzy dziwią się, że mało piszę. Oto dwutygodniowe stosiki. Czytam dziennie jedną książkę. Oprócz paru nowości z lewej strony, przyszły do mnie kochane, oplecione pajęczyną, zakurzone antykwaryczne starocie. Założyłam na nos filtrujące okulary i pochłaniam biograficzne opowieści Moniki Warneńskiej: o Konopnickiej, Żeromskim, Mickiewiczu, Słowackim, Prusie, Tuwimie, Reymoncie... Wiem, że nie są to naukowe opracowania, ale pełno w nich uczuć, cytatów, myśli... Taka błyskawiczna powtórka biograficzna.
A co następnym razem? Może zwiedzimy prawdziwy szlachecki dworek?
Etykiety:
Literacka mapa Polski,
M.Konopnicka,
Moja biblioteczka
Subskrybuj:
Posty (Atom)
