Bagdad, 8 maja 1943 rok.
Na słupach ogłoszeniowych Al-Raszyd Street pojawiły się trójjęzyczne afisze: polskie, angielskie i arabskie. Na deskach Teatru im. Króla Faisala ma miejsce premiera sztuki Tu jest Polska pióra Herminii Naglerowej. Jest to także inauguracja działalności Teatru Dramatycznego Armii Polskiej na Wschodzie. Sala wypełniona po brzegi. Wyróżniają się arabscy goście w białych burnusach i polscy żołnierze w angielskich mundurach khaki. Na premierze obecni byli m.in. gen. Anders i min. Malholmme. Co mogli myśleć Arabowie, oglądając sztukę, której akcja dzieje się w polskim miasteczku, a na scenie miotają się esesmani? Jednak spektakl odniósł sukces i po scenerii baśniowego Bagdadu powędrował do naturalnych amfiteatrów na pustyni, gdzie stacjonowały polskie oddziały. Tam - niczym Tyrteusz - zagrzewał do walki z Niemcami, pokazując terror panujący w kraju. To sztuka w swej wymowie antyfaszystowska, mieszcząca się w służebnym nurcie teatru.
Jedno jest pewne - nie będzie nam dane odczuć tego, czego doświadczali żołnierze w czterdziestym trzecim roku. Ten spektakl nigdy nie zagości na dzisiejszych scenach. Polska telewizja woli wydać pieniądze podatników na zakłamane niemieckie seriale niż sięgnąć po sprawdzony, ale według niektórych tendencyjny i propagandowy tekst Naglerowej. Bo tu wrogowie Polski pokazani są takimi, jakimi byli: bezwzględni, okrutni, butni, pyszni... I mieli określoną narodowość.
Jan: Nasze sny śpieszą się. Wyprzedzają wydarzenia. Nie można przecież bezczynnie znosić tego, co się dzieje. Walka z Niemcami to walka z potworami, nie z ludźmi. [s.24]
A co mówią o Niemcach sami esesmani?
SS-Leute: Nie ma dziś narodu na świecie, który by się nas nie bał. Tyle zwycięstw - ciągle idziemy naprzód. Teraz na wschód i cała Europa nasza. Potem Azja, Afryka, Ameryka. Cały świat dla Niemców. A dopiero potem pokój. Wielki, niemiecki pokój.[s.29]
I dalej: Dobrze jest być Niemcem. Szczęśliwy, kto się urodził Niemcem. Wszystkie inne narody są plugawe i nikczemne. Zmieszana krew, nieczysta. Będą nam służyć. Co powiesz o Polakach, Hans? [...] Banditenvolk. [s.30]
Jeszcze parę zdań o sztuce, bo tekst praktycznie nieosiągalny. Autorka prezentuje nam losy niewielkiej grupy mieszkańców prowincjonalnego miasteczka okupowanego przez Niemców. W czterech aktach pokazuje stosunek okupantów do Polaków i z drugiej strony - nasze postawy i zachowania. Charaktery bohaterów z konieczności są uproszczone i malują się w białych i czarnych barwach. Ten obraz rozbija Łużanka - volksdeutsch - który wymierzy sobie w końcu judaszową karę. Każdy akt zamyka celna słowna puenta, a cytat ujęty w tytule wypowiedzą raz polskie, raz niemieckie usta. Zabrzmią jak dzwon - Tu jest Polska! Podziwiać należy sprawność techniczną, jaką wykazała się Naglerowa, bo w tak skromnym objętościowo scenariuszu zmieściła ogrom wojennej rzeczywistości: więzienia, obozy, łapanki, egzekucje, represje obejmujące inteligencję, wysiedlenia, losy Żydów, a przede wszystkim istnienie sieci konspiracyjnej, bo naród poddał się patriotycznemu obowiązkowi i obok mężczyzn walczyły kobiety i dzieci, często płacąc cenę najwyższą.
Anna: Jest nas coraz więcej. Po tych aresztowaniach - reakcja niespodziewana. Nie zastraszenie, ale gniew. [s.36]
Zygarowa: A choćby i nie miało być inaczej - nam nie darować im krzywd. Nie wiem, co się stanie po nas, ale my w wojnie - z nimi. Do ostatniego tchu - w wojnie!
Anna: Ja myślę, pani Katarzyno, że to zostanie w pamięci po wiek wieków i już nigdy nie będzie darowane. My Polacy umiemy przebaczać, zapominać. Ale już nie im! Przekażemy to dzieciom, wnukom. [s.37]
Czy przekazaliśmy?
Herminia Naglerowa przeszła szlak bojowy 2. Korpusu. Nigdy nie wróciła do Polski, wybierając status emigranta. Za niezgodne z sumieniem narodowym uznała drukowanie w Polsce "opanowanej przez Sowiety i rządzonej przez władze narzucone z Moskwy". Emigrację traktowała jako służbę wobec ojczystego kraju. W 1956 roku na antenie Radia "Wolna Europa" odpowiedziała "Dlaczego nie wracamy do kraju? Głosy pisarzy polskich w wolnym świecie". Świadoma sytuacji napisała też:
Nie należy łudzić się: w krótkim czasie będziemy pisarzami bez czytelników.
Jej twórczość ocalała dzięki staraniom przyjaciela - Tymona Terleckiego. Po wojnie w Polsce nie wydano ani jednego jej utworu. Recenzowany egzemplarz ukazał się w dziesiątą rocznicę śmierci w Londynie.
W takiej sytuacji chwała Wydawnictwu Uniwersytetu Rzeszowskiego i pani Annie Wal, że mamy monografię poświęconą Naglerowej. Znajdziemy tu szczegółową biografię pisarki i analizę jej utworów. Rzetelna, dociekliwa praca, aczkolwiek bardzo poprawna...
DOM Z PAPIERU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H.Naglerowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą H.Naglerowa. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 listopada 2014
niedziela, 22 września 2013
Przeszła przez Rosję mężnie i godnie
Wyszła z niej jednak ze zrujnowanym zdrowiem, ale i z zasobem wspomnień, które skrzętnie spisała. Wierzyła, że do kraju wróci jej twórczość i stanie się własnością polskiego czytelnika. Stało się jednak inaczej.
Herminia Naglerowa - bo o niej mowa - trafiła chyba całkiem przypadkowo z jednym opowiadaniem (wcale nie reprezentatywnym!) do tomu Więźniowie nocy. I to solowe polskie wydanie albo nie natknęłam się na więcej. Wielokrotnie nazwisko autorki pojawia się w Szkicach o literaturze emigracyjnej Marii Danilewicz - Zielińskiej. Wspomina o niej Czapski w książce Na nieludzkiej ziemi - jak zainteresowała żołnierzy odczytem o Słowackim. W swojej pracy naukowej Anna Wal z Uniwersytetu Rzeszowskiego analizuje dramat Naglerowej Tu jest Polska. Jeśli dodać do tego lakoniczne wzmianki encyklopedyczne, których celem jest niezachęcenie do dalszych poszukiwań, mamy obraz przedziwny i niezrozumiały. Znana każdemu jeszcze po wojnie pisarka zostaje hermetycznie odcięta przez cenzurę od czytelników. Dlaczego ją wymazano z kart literatury?
Urodziła się w 1890 w Zaliskach k. Brodów tuż przy granicy rosyjsko-austriackiej. Była dzieckiem żydowskiej rodziny drobnoziemiańskiej, a od rodziców przejęła "żarliwą polskość". We Lwowie studiowała historię Polski, a później jako doktorantka (rzadko posługiwała się tytułem!) uczyła w średniej szkole. Wyszła za mąż za legionistę Leona Naglera- później wysokiego rangą policjanta. Przenoszą się do Warszawy. Herminia aż do wojny wiedzie spokojne życie, jest panią z dobrego towarzystwa, literatką. Choć pierwsze utwory wydaje pod pseudonimem "Jan Sycz", choć krytykuje się ją za stylistyczną manierę, egzaltację, naśladowanie Kadena, powoli zdobywa uznanie. Największym jej dziełem są Krauzowie i inni.
Zestawienie z Dąbrowską nieprzypadkowe. "Krauzowie" i "Niechcice" konkurowali ze sobą o miano największej sagi rodzinnej. Cykl powieściowy Naglerowej przedstawia życie galicyjskiej rodziny po roku 1865, czyli krótko po upadku powstania styczniowego. Świetne charakterystyki, malowanie czasów i obyczajów ugruntowały pozycję pisarki, jednak planowana seria "Kariery" została jedynie zapoczątkowana "Krauzami" (zgromadzone materiały, maszynopisy zostały zarekwirowane podczas rewizji i przepadły w zamarstynowskim więzieniu we Lwowie). Impulsem do napisania powieści był niepokój o ziemie wschodnie, wrośnięte w Polskę, a także rozpaczliwa tęsknota za krajem lat dziecinnych. Barwa i kształt krajobrazu, architektura miast, śpiewność mowy, ludzie kresowi w ich ugnieżdżeniu w tradycjach - to wszystko było przedmiotem miłości i stało się nakazem pisarskim. Bohaterzy powstali z ziemi i powietrza moich stron - pisze autorka - trwających niezapomnieniem. Egzemplarz na zdjęciu był wydany w 1946 roku w Rzymie i dotarł do mnie nietknięty. Rozcinałam wszystkie kartki. Przez 67 lat nikt po niego nie sięgnął. Gdzie spędził ten czas?
Wojna stała się cezurą w życiu pisarki. Straciła wszystko prócz nagiej egzystencji. Z mężem uciekają do Lwowa. Wkrótce Leon zostaje aresztowany i prawdopodobnie zamordowany. W styczniową noc 1940 roku przychodzą po nią. Zatrzymanie jest efektem denuncjacji dwóch kolegów pisarzy. Gałązka bzu - taki tytuł nosi opowiadanie, w którym opisała śmierć Peowiaczki zamordowanej przez kozaków Budionnego w czasie wojny 1920 roku. To wystarczyło, żeby zamienić życie w koszmar. Sześciomiesięczne śledztwo, kolejne więzienia i propozycja:
Trzeba tylko naprawić to, co się stało i odwołać. Napisaliście nieprawdę o Czeka. Przyznajcie się do tego. Tylko to, nic więcej. Napiszecie i pójdziecie na wolność.
Nie napisała. Skazana na osiem lat zamknięcia w obozie karnym w Kazachstanie. Dama z towarzystwa i wytworna pisarka spadła na dno ludzkiej egzystencji. Przeszła kolejno wtajemniczenia łagiernicze: była robotnicą rolną, stróżem nocnym w składzie trucizn, pracowała przy oczyszczaniu ziarna... Zwolniona z łagru w 1941 roku na podstawie układu Sikorski-Majski, związała się z tworzonym w Sowietach wojskiem i jako żołnierz 2. Korpusu przeszła cały szlak, by po wojnie zamieszkać w Londynie.
Od wyjścia z łagru aż do śmierci osaczała ją jedna sprawa - doświadczenia wojenne. Wkrótce po opuszczeniu łagru napisała sztukę Tu jest Polska, której tematem była okupacja Polski przez Niemców. Skąd temat? Naglerowa była w stanie fizycznego wyniszczenia - obsesja głodu, cynga obozowa, awitaminoza... Zbyt głęboka trauma tuż po wyjściu z łagrów nie pozwoliła podjąć jeszcze tematów sowieckich. Zatem po raz pierwszy wystawiona w Bagdadzie w 1943 roku sztuka pokazała bardzo silne ostrze antyniemieckie. Wszak Korpus miał walczyć przeciw Niemcom! Na premierze byli m.in. generał Anders i min. Mallhome. Później - trasa objazdowa i gorące przyjęcie przez publiczność.
Po zakończeniu kampanii włoskiej osiadła w Londynie i tam zmarła w 1957 roku. Ostatnie lata to walka z chorobą, słabością, samotnością, ale nie zarzuciła pisania. Powstał dwudzielny cykl powieściowy: Sprawa Józefa Mosta (brak zdjęcia) i Wierność życiu. Temat powieści to zamarstynowskie więzienie i wir życia, gdy człowiek nie jest predestynowany na bohatera, lecz zgnębiony okrucieństwem, ugnieciony przemocą, zwycięża pełnią swoich wartości.
I książka dla mnie najważniejsza - Kazachstańskie noce. To pośmiertne wydanie zawiera opowiadania wcześniej publikowane w tomie Ludzie sponiewierani, uzupełnione o Przekroczone granice. To tutaj kreśli najpełniej zesłańczo-łagiernicze dno ludzkie w Sowietach. Straszliwy system, nieludzkie metody, codzienna śmierć zamienione w kompozycję literacką. Bez epatowania okrucieństwem poprzez nakreślone sytuacje, np. marzenie umierającego chłopca o bochenku chleba tylko dla siebie, rozstanie policjantów z psami służbowymi, bombardowanie pociągu pełnego cywilów, żęcie pszenicy w stepie... Jak inaczej pisze autorka! Warto czekać miesiącami na taką lekturę. Bo podkreślam - wszystkie te książki wydano w Londynie. Dlaczego nie w Polsce?
Warto podsumować. Przedstawione utwory mówią o sowieckim systemie władzy i kłamstwa. Autorka życie na wygnaniu poświęciła walce z Moskwą piórem. Nie miała złudzeń i przestrzegała (również w publicystyce) przed komunizmem. Każda odwilż i próba reformy to mistyfikacja stosowana w taktyce komunistycznej, która pozwala więźniowi jedynie zaczerpnąć oddechu. Szerokim echem odbił się jej artykuł "Komu i czemu służą", opublikowany w 1956 roku. Pisze tu o tysiącach Polaków wypuszczonych z łagrów, niedomęczonych, okaleczonych. Przecież ci ludzie mogą mówić i pisać! Jakie pobudki kierowały władzami sowieckimi? Z pewnością nie humanitarne, szlachetne. Otóż widzi w tym akcie pokaz siły, bezkarność, które na Zachodzie sieją strach. Okrucieństwo przynosi korzyści!
Wymowa twórczości Herminii Naglerowej jest jednoznaczna. I wciąż niedozwolona.
W opracowaniu korzystałam ze wstępu Tymona Terleckiego - Wierność życiu, Londyn 1967;
z noty o autorce w Kazachstańskich nocach, Londyn 1958; z przedmowy do Krauzów i innych, Rzym 1946.
Herminia Naglerowa - bo o niej mowa - trafiła chyba całkiem przypadkowo z jednym opowiadaniem (wcale nie reprezentatywnym!) do tomu Więźniowie nocy. I to solowe polskie wydanie albo nie natknęłam się na więcej. Wielokrotnie nazwisko autorki pojawia się w Szkicach o literaturze emigracyjnej Marii Danilewicz - Zielińskiej. Wspomina o niej Czapski w książce Na nieludzkiej ziemi - jak zainteresowała żołnierzy odczytem o Słowackim. W swojej pracy naukowej Anna Wal z Uniwersytetu Rzeszowskiego analizuje dramat Naglerowej Tu jest Polska. Jeśli dodać do tego lakoniczne wzmianki encyklopedyczne, których celem jest niezachęcenie do dalszych poszukiwań, mamy obraz przedziwny i niezrozumiały. Znana każdemu jeszcze po wojnie pisarka zostaje hermetycznie odcięta przez cenzurę od czytelników. Dlaczego ją wymazano z kart literatury?
Urodziła się w 1890 w Zaliskach k. Brodów tuż przy granicy rosyjsko-austriackiej. Była dzieckiem żydowskiej rodziny drobnoziemiańskiej, a od rodziców przejęła "żarliwą polskość". We Lwowie studiowała historię Polski, a później jako doktorantka (rzadko posługiwała się tytułem!) uczyła w średniej szkole. Wyszła za mąż za legionistę Leona Naglera- później wysokiego rangą policjanta. Przenoszą się do Warszawy. Herminia aż do wojny wiedzie spokojne życie, jest panią z dobrego towarzystwa, literatką. Choć pierwsze utwory wydaje pod pseudonimem "Jan Sycz", choć krytykuje się ją za stylistyczną manierę, egzaltację, naśladowanie Kadena, powoli zdobywa uznanie. Największym jej dziełem są Krauzowie i inni.
Zestawienie z Dąbrowską nieprzypadkowe. "Krauzowie" i "Niechcice" konkurowali ze sobą o miano największej sagi rodzinnej. Cykl powieściowy Naglerowej przedstawia życie galicyjskiej rodziny po roku 1865, czyli krótko po upadku powstania styczniowego. Świetne charakterystyki, malowanie czasów i obyczajów ugruntowały pozycję pisarki, jednak planowana seria "Kariery" została jedynie zapoczątkowana "Krauzami" (zgromadzone materiały, maszynopisy zostały zarekwirowane podczas rewizji i przepadły w zamarstynowskim więzieniu we Lwowie). Impulsem do napisania powieści był niepokój o ziemie wschodnie, wrośnięte w Polskę, a także rozpaczliwa tęsknota za krajem lat dziecinnych. Barwa i kształt krajobrazu, architektura miast, śpiewność mowy, ludzie kresowi w ich ugnieżdżeniu w tradycjach - to wszystko było przedmiotem miłości i stało się nakazem pisarskim. Bohaterzy powstali z ziemi i powietrza moich stron - pisze autorka - trwających niezapomnieniem. Egzemplarz na zdjęciu był wydany w 1946 roku w Rzymie i dotarł do mnie nietknięty. Rozcinałam wszystkie kartki. Przez 67 lat nikt po niego nie sięgnął. Gdzie spędził ten czas?
Wojna stała się cezurą w życiu pisarki. Straciła wszystko prócz nagiej egzystencji. Z mężem uciekają do Lwowa. Wkrótce Leon zostaje aresztowany i prawdopodobnie zamordowany. W styczniową noc 1940 roku przychodzą po nią. Zatrzymanie jest efektem denuncjacji dwóch kolegów pisarzy. Gałązka bzu - taki tytuł nosi opowiadanie, w którym opisała śmierć Peowiaczki zamordowanej przez kozaków Budionnego w czasie wojny 1920 roku. To wystarczyło, żeby zamienić życie w koszmar. Sześciomiesięczne śledztwo, kolejne więzienia i propozycja:
Trzeba tylko naprawić to, co się stało i odwołać. Napisaliście nieprawdę o Czeka. Przyznajcie się do tego. Tylko to, nic więcej. Napiszecie i pójdziecie na wolność.
Nie napisała. Skazana na osiem lat zamknięcia w obozie karnym w Kazachstanie. Dama z towarzystwa i wytworna pisarka spadła na dno ludzkiej egzystencji. Przeszła kolejno wtajemniczenia łagiernicze: była robotnicą rolną, stróżem nocnym w składzie trucizn, pracowała przy oczyszczaniu ziarna... Zwolniona z łagru w 1941 roku na podstawie układu Sikorski-Majski, związała się z tworzonym w Sowietach wojskiem i jako żołnierz 2. Korpusu przeszła cały szlak, by po wojnie zamieszkać w Londynie.
Od wyjścia z łagru aż do śmierci osaczała ją jedna sprawa - doświadczenia wojenne. Wkrótce po opuszczeniu łagru napisała sztukę Tu jest Polska, której tematem była okupacja Polski przez Niemców. Skąd temat? Naglerowa była w stanie fizycznego wyniszczenia - obsesja głodu, cynga obozowa, awitaminoza... Zbyt głęboka trauma tuż po wyjściu z łagrów nie pozwoliła podjąć jeszcze tematów sowieckich. Zatem po raz pierwszy wystawiona w Bagdadzie w 1943 roku sztuka pokazała bardzo silne ostrze antyniemieckie. Wszak Korpus miał walczyć przeciw Niemcom! Na premierze byli m.in. generał Anders i min. Mallhome. Później - trasa objazdowa i gorące przyjęcie przez publiczność.
Po zakończeniu kampanii włoskiej osiadła w Londynie i tam zmarła w 1957 roku. Ostatnie lata to walka z chorobą, słabością, samotnością, ale nie zarzuciła pisania. Powstał dwudzielny cykl powieściowy: Sprawa Józefa Mosta (brak zdjęcia) i Wierność życiu. Temat powieści to zamarstynowskie więzienie i wir życia, gdy człowiek nie jest predestynowany na bohatera, lecz zgnębiony okrucieństwem, ugnieciony przemocą, zwycięża pełnią swoich wartości.
I książka dla mnie najważniejsza - Kazachstańskie noce. To pośmiertne wydanie zawiera opowiadania wcześniej publikowane w tomie Ludzie sponiewierani, uzupełnione o Przekroczone granice. To tutaj kreśli najpełniej zesłańczo-łagiernicze dno ludzkie w Sowietach. Straszliwy system, nieludzkie metody, codzienna śmierć zamienione w kompozycję literacką. Bez epatowania okrucieństwem poprzez nakreślone sytuacje, np. marzenie umierającego chłopca o bochenku chleba tylko dla siebie, rozstanie policjantów z psami służbowymi, bombardowanie pociągu pełnego cywilów, żęcie pszenicy w stepie... Jak inaczej pisze autorka! Warto czekać miesiącami na taką lekturę. Bo podkreślam - wszystkie te książki wydano w Londynie. Dlaczego nie w Polsce?
Warto podsumować. Przedstawione utwory mówią o sowieckim systemie władzy i kłamstwa. Autorka życie na wygnaniu poświęciła walce z Moskwą piórem. Nie miała złudzeń i przestrzegała (również w publicystyce) przed komunizmem. Każda odwilż i próba reformy to mistyfikacja stosowana w taktyce komunistycznej, która pozwala więźniowi jedynie zaczerpnąć oddechu. Szerokim echem odbił się jej artykuł "Komu i czemu służą", opublikowany w 1956 roku. Pisze tu o tysiącach Polaków wypuszczonych z łagrów, niedomęczonych, okaleczonych. Przecież ci ludzie mogą mówić i pisać! Jakie pobudki kierowały władzami sowieckimi? Z pewnością nie humanitarne, szlachetne. Otóż widzi w tym akcie pokaz siły, bezkarność, które na Zachodzie sieją strach. Okrucieństwo przynosi korzyści!
Wymowa twórczości Herminii Naglerowej jest jednoznaczna. I wciąż niedozwolona.
W opracowaniu korzystałam ze wstępu Tymona Terleckiego - Wierność życiu, Londyn 1967;
z noty o autorce w Kazachstańskich nocach, Londyn 1958; z przedmowy do Krauzów i innych, Rzym 1946.
Etykiety:
Biografie,
H.Naglerowa,
Historia,
Ocenione wysoko,
Patria
piątek, 5 kwietnia 2013
Reinterpretacja lektur
Trudno przejść obojętnie wobec faktów. Środowiska lewackie przypuściły atak na polskich patriotów walczących z Niemcami. Właśnie dowiedziałam się - dzięki wnikliwości pani Janickiej - że Zośka i Rudy byli homoseksualistami. "Kamienie na szaniec" to sztandarowa pozycja w kanonie lektur, więc czas, by listę uaktualnić zgodnie z genderowymi trendami. Bo jak na faceta można wołać "Zośka"? Albo jak przyjaciel może głaskać skatowanego, umierającego Rudego po ręce?
Podobny los spotkał "Kazachstańskie noce" Herminii Naglerowej. Autorka pisząca o sowieckich łagrach została przez cenzurę hermetycznie odcięta od potencjalnych czytelników. Jeśli jednak zachował się tu czy tam zaczytany egzemplarz, to i ten trzeba opluć. Znalazła się kolejna pani naukowiec (naukowczyni?), która również tropi wątki homoseksualne i z pisarki czyni lesbijkę. Dowód? Proszę fragmencik: Zapadałam w długie, nieznośne majaczenia głodowe. Jarzyny - marchew, cebula, ogórki, kapusta, buraki, kartofle - surowe, soczyste, ich chrzęst między zębami, słodycz w podniebieniu, ostrość ich zapachu, ich mączność wtłaczająca się w przełyk... Osłabiony z głodowania żołądek spełniał urojoną pracę aż do omdlałego zmęczenia. Ten fragment został tak zinterpretowany: Jednak można to odebrać inaczej. Głód może być głodem seksualnym, a warzywa to pochłaniane ciało, w którym bohaterka zatraca się bez reszty. Metafora soczystych warzyw, niczym części pochłanianego w rozkoszy ciała, pozwala zgłębić nam doznania kobiety. I tak dalej, cytując wersy, a jeszcze więcej doszukując się między wierszami.
Gdyby ktoś chciał posłuchać i sam wyrobić sobie opinię, to Radio Wolność udostępnia cały tekst tytułowego opowiadania Naglerowej. [polskieradio.pl - nagrania na temat: deportacje].
W tym świetle jakże łagodne zdaje się być potraktowanie kolejnej lektury, gdy Sienkiewiczowi przyglądamy się przez lupkę i wyławiamy ledwie wątki kolonialny i feministyczny.
"W pustyni i w puszczy" od stu lat czytane z wypiekami, zostało zaatakowane z dzisiejszej perspektywy. Ja tymczasem skupię się na czasie, gdy książka powstawała, bo inaczej nie można. Co działo się w kraju, który pod zaborami powoli zapominał, czym jest wolność? Minęła rewolucja 1905 roku, która była chlubą dla władzy ludowej i w PRL nie wybaczono Sienkiewiczowi krytycznego spojrzenia na te wydarzenia, o czym świadczy przemilczanie powieściowych "Wirów". W powieści PPS pokazana jest jako mafia niosąca śmierć i rzucająca bomby, a socjaliści to siejący nienawiść bandyci. Ostrych słów o socjalistycznych rewolucjonistach nie wybaczył pisarzowi Piłsudski i znalazł sobie innego wieszcza, którego z lubością cytował, czyli Słowackiego. Widzimy tu prawicowe sympatie Sienkiewicza i bycie w kręgu konserwatywnym. Jaki to ma związek z lekturą? Ano ma. Pisarz uważał, że czas najwyższy, by edukować naród, uczyć patriotyzmu i odkopywać polskość z popiołów. Zaangażował się w utworzenie szkolnictwa polskiego w ramach Macierzy Szkolnej. Liczył na uświadomioną politycznie młodzież, na chłopców, którym nieobce będą patriotyczne ideały. I to dla nich - młodzieńców dorastających w zaborczym jarzmie - napisał "W pustyni i w puszczy"!
Poznajemy przeszłość ojca Stasia - powstańca 1863 roku - który zbiegł z syberyjskiego zesłania. Rzutuje to na postawę, gdy patriota uczy tego samego syna. Co dzieje się po zakończeniu akcji? Młodzi małżonkowie wrócili do kraju. Powrót do ojczyzny był patriotycznym obowiązkiem (Mościcki!). Cechą powieści dla młodzieży jest "nagroda za..." - tą nagrodą dla rycerza jest kobieta. Powieść jest adresowana do dzieci i młodzieży, stąd postać chłopca i dziewczynki, czyli dla obu płci. Kali i Mea uprawdopodobniają podróż przez Afrykę. Gdyby autor nie wprowadził tych postaci, trudno byłoby uwierzyć, że ucieczka się powiedzie (nie stworzył postaci z pobudek kolonialnych). Podobnie rzecz miała się z formą powieści, czyli "robinsonadą" - ta forma kompozycyjna też jest akuratna dla adresatów. Widział Sienkiewicz, że morale polskiej młodzieży jest zagrożone, chciał propagować skauting, znał Afrykę z podróży... - to geneza powieści. Stworzył Stasia Tarkowskiego w konwencji małego rycerza, a damą jest Nel. Niczym w koncepcji przedmurza chrześcijaństwa dominuje triada: BOGU-OJCZYŹNIE-DAMIE.
To ona buduje kolejne wydarzenia. Wątki religijne burzą dziś krew antagonistom, bo jakże to biały mógł "przekabacić" towarzyszy podróży (aż się boję napisać - Murzynów!). Giną wątki ojczyźniane, również w filmie, gdzie nie ma mowy o słowach Jeszcze Polska nie zginęła pieczołowicie rytych na skale przez Stasia. Wyparowała też, bo niepoprawna politycznie, teoria moralności Kalego. W książce wzruszały mnie już dawno rozważania na temat, kiedy można zabić drugiego człowieka. Dziś zastąpiono je etyką relatywną. W nowszej wersji filmowej "przerobiono" też kolonialnego Sienkiewicza i teraz to Staś jest głupi, a poucza go - niczym mędrzec - Kali. Nawet w pewnym momencie Staś dziękuje słońcu za uratowanie Nel! Mam wrażenie, że autor powieści w grobie się przewraca...
Odejdę od powieści, ale zostanę przy polityce kolonialnej. Początek XX wieku (powieść ukazała się w 1911) to czas potęg kolonialnych, wśród których dominowały: Anglia, Francja, Rosja, Portugalia, Niemcy, Belgia, Dania, Hiszpania, Włochy, Holandia... Długo by tak wymieniać, ale polskich kolonizatorów nie wytropimy. A może by tak Niemcom przywrócić pamięć? Ot, taka ciekawostka z Afryki, dokładnie wtedy, gdy Sienkiewicz zasiadał, by napisać "kontrowersyjną" (bo kolonialną) powieść, Niemcy prowadzili eksterminację dwóch narodów namibijskich. Plemiona Hererów i Nama przeszkadzały osadnikom i w 1904 roku rozpoczęła się ich rzeź. Ocalałe niedobitki znalazły się w obozach koncentracyjnych, gdzie zabijano nawet kobiety i dzieci, przeprowadzano eksperymenty medyczne, wyniszczano więźniów nieludzką pracą. Gdy niemieccy żołnierze wracali do domów, żartowano, że przemalowują swoje żony na czarno, żeby robić to, co dotychczas. Dziś te wydarzenia wymazano z turystycznych folderów, a z hotelowych tarasów pokazuje się piękny widok na Wyspę Rekinów, nie wspominając, że na brzeg wywożono ciała więźniów, by przypływ zabierał je na pożarcie ludojadom. O tych zapomnianych kartach historii wspomina Wikipedia. Może ci, którym Sienkiewicz nie przypadł do gustu, znajdą w tej historii coś dla siebie. Ach, jaką powieść można napisać!
Dlaczego nasilają się ataki na najbardziej wartościowe książki i ich autorów, którzy wychowali całe pokolenia? Dlaczego podrzuca się nam do recenzowania chłam z wydawnictw, a skazuje na literacki niebyt najlepszych autorów, a tych, którzy jakimś cudem się ostali, których kochamy i cenimy, obrzuca się plugawym jadem? Dlaczego...?
Podobny los spotkał "Kazachstańskie noce" Herminii Naglerowej. Autorka pisząca o sowieckich łagrach została przez cenzurę hermetycznie odcięta od potencjalnych czytelników. Jeśli jednak zachował się tu czy tam zaczytany egzemplarz, to i ten trzeba opluć. Znalazła się kolejna pani naukowiec (naukowczyni?), która również tropi wątki homoseksualne i z pisarki czyni lesbijkę. Dowód? Proszę fragmencik: Zapadałam w długie, nieznośne majaczenia głodowe. Jarzyny - marchew, cebula, ogórki, kapusta, buraki, kartofle - surowe, soczyste, ich chrzęst między zębami, słodycz w podniebieniu, ostrość ich zapachu, ich mączność wtłaczająca się w przełyk... Osłabiony z głodowania żołądek spełniał urojoną pracę aż do omdlałego zmęczenia. Ten fragment został tak zinterpretowany: Jednak można to odebrać inaczej. Głód może być głodem seksualnym, a warzywa to pochłaniane ciało, w którym bohaterka zatraca się bez reszty. Metafora soczystych warzyw, niczym części pochłanianego w rozkoszy ciała, pozwala zgłębić nam doznania kobiety. I tak dalej, cytując wersy, a jeszcze więcej doszukując się między wierszami.
Gdyby ktoś chciał posłuchać i sam wyrobić sobie opinię, to Radio Wolność udostępnia cały tekst tytułowego opowiadania Naglerowej. [polskieradio.pl - nagrania na temat: deportacje].
W tym świetle jakże łagodne zdaje się być potraktowanie kolejnej lektury, gdy Sienkiewiczowi przyglądamy się przez lupkę i wyławiamy ledwie wątki kolonialny i feministyczny.
"W pustyni i w puszczy" od stu lat czytane z wypiekami, zostało zaatakowane z dzisiejszej perspektywy. Ja tymczasem skupię się na czasie, gdy książka powstawała, bo inaczej nie można. Co działo się w kraju, który pod zaborami powoli zapominał, czym jest wolność? Minęła rewolucja 1905 roku, która była chlubą dla władzy ludowej i w PRL nie wybaczono Sienkiewiczowi krytycznego spojrzenia na te wydarzenia, o czym świadczy przemilczanie powieściowych "Wirów". W powieści PPS pokazana jest jako mafia niosąca śmierć i rzucająca bomby, a socjaliści to siejący nienawiść bandyci. Ostrych słów o socjalistycznych rewolucjonistach nie wybaczył pisarzowi Piłsudski i znalazł sobie innego wieszcza, którego z lubością cytował, czyli Słowackiego. Widzimy tu prawicowe sympatie Sienkiewicza i bycie w kręgu konserwatywnym. Jaki to ma związek z lekturą? Ano ma. Pisarz uważał, że czas najwyższy, by edukować naród, uczyć patriotyzmu i odkopywać polskość z popiołów. Zaangażował się w utworzenie szkolnictwa polskiego w ramach Macierzy Szkolnej. Liczył na uświadomioną politycznie młodzież, na chłopców, którym nieobce będą patriotyczne ideały. I to dla nich - młodzieńców dorastających w zaborczym jarzmie - napisał "W pustyni i w puszczy"!
Poznajemy przeszłość ojca Stasia - powstańca 1863 roku - który zbiegł z syberyjskiego zesłania. Rzutuje to na postawę, gdy patriota uczy tego samego syna. Co dzieje się po zakończeniu akcji? Młodzi małżonkowie wrócili do kraju. Powrót do ojczyzny był patriotycznym obowiązkiem (Mościcki!). Cechą powieści dla młodzieży jest "nagroda za..." - tą nagrodą dla rycerza jest kobieta. Powieść jest adresowana do dzieci i młodzieży, stąd postać chłopca i dziewczynki, czyli dla obu płci. Kali i Mea uprawdopodobniają podróż przez Afrykę. Gdyby autor nie wprowadził tych postaci, trudno byłoby uwierzyć, że ucieczka się powiedzie (nie stworzył postaci z pobudek kolonialnych). Podobnie rzecz miała się z formą powieści, czyli "robinsonadą" - ta forma kompozycyjna też jest akuratna dla adresatów. Widział Sienkiewicz, że morale polskiej młodzieży jest zagrożone, chciał propagować skauting, znał Afrykę z podróży... - to geneza powieści. Stworzył Stasia Tarkowskiego w konwencji małego rycerza, a damą jest Nel. Niczym w koncepcji przedmurza chrześcijaństwa dominuje triada: BOGU-OJCZYŹNIE-DAMIE.
To ona buduje kolejne wydarzenia. Wątki religijne burzą dziś krew antagonistom, bo jakże to biały mógł "przekabacić" towarzyszy podróży (aż się boję napisać - Murzynów!). Giną wątki ojczyźniane, również w filmie, gdzie nie ma mowy o słowach Jeszcze Polska nie zginęła pieczołowicie rytych na skale przez Stasia. Wyparowała też, bo niepoprawna politycznie, teoria moralności Kalego. W książce wzruszały mnie już dawno rozważania na temat, kiedy można zabić drugiego człowieka. Dziś zastąpiono je etyką relatywną. W nowszej wersji filmowej "przerobiono" też kolonialnego Sienkiewicza i teraz to Staś jest głupi, a poucza go - niczym mędrzec - Kali. Nawet w pewnym momencie Staś dziękuje słońcu za uratowanie Nel! Mam wrażenie, że autor powieści w grobie się przewraca...
Odejdę od powieści, ale zostanę przy polityce kolonialnej. Początek XX wieku (powieść ukazała się w 1911) to czas potęg kolonialnych, wśród których dominowały: Anglia, Francja, Rosja, Portugalia, Niemcy, Belgia, Dania, Hiszpania, Włochy, Holandia... Długo by tak wymieniać, ale polskich kolonizatorów nie wytropimy. A może by tak Niemcom przywrócić pamięć? Ot, taka ciekawostka z Afryki, dokładnie wtedy, gdy Sienkiewicz zasiadał, by napisać "kontrowersyjną" (bo kolonialną) powieść, Niemcy prowadzili eksterminację dwóch narodów namibijskich. Plemiona Hererów i Nama przeszkadzały osadnikom i w 1904 roku rozpoczęła się ich rzeź. Ocalałe niedobitki znalazły się w obozach koncentracyjnych, gdzie zabijano nawet kobiety i dzieci, przeprowadzano eksperymenty medyczne, wyniszczano więźniów nieludzką pracą. Gdy niemieccy żołnierze wracali do domów, żartowano, że przemalowują swoje żony na czarno, żeby robić to, co dotychczas. Dziś te wydarzenia wymazano z turystycznych folderów, a z hotelowych tarasów pokazuje się piękny widok na Wyspę Rekinów, nie wspominając, że na brzeg wywożono ciała więźniów, by przypływ zabierał je na pożarcie ludojadom. O tych zapomnianych kartach historii wspomina Wikipedia. Może ci, którym Sienkiewicz nie przypadł do gustu, znajdą w tej historii coś dla siebie. Ach, jaką powieść można napisać!
Dlaczego nasilają się ataki na najbardziej wartościowe książki i ich autorów, którzy wychowali całe pokolenia? Dlaczego podrzuca się nam do recenzowania chłam z wydawnictw, a skazuje na literacki niebyt najlepszych autorów, a tych, którzy jakimś cudem się ostali, których kochamy i cenimy, obrzuca się plugawym jadem? Dlaczego...?
Subskrybuj:
Posty (Atom)