DOM Z PAPIERU



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą G.Maciejewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą G.Maciejewski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 sierpnia 2017

Socjalistyczna książka o socjalizmie




Literacki dzień dziś nastał, zatem niech się święci. Z tęsknoty za książką wyszukałam najnowszą pozycję ulubionego blogera, znanego mi od lat. Gabriel Maciejewski, Coryllusem zwany,  zgłębia tym razem ideę socjalizmu, którego istotę stanowi  złodziejstwo połączone z nachalną propagandą.
Kanwą stały się pamiętniki polskich socjalistów pisane w poczuciu całkowitej bezkarności. Warto sięgnąć po oryginały, bo kiedy poznamy WCZORAJ, łatwiej nam będzie zrozumieć DZIŚ.

Zagrała też nutka osobistej dumy, bo pisałam na blogu  o  występujących w książce postaciach - i o Żeromskim, który zawsze szedł pod czerwonym sztandarem, i o Faustynie Morzyckiej, szkolącej się na kursie rzucania bomb, by później stać się pierwowzorem Siłaczki…
Zachętą do przeczytania mogą być bardzo wysokie oceny serwisu „Lubimy czytać”. Co autor nie może, to portal pomoże ;)




niedziela, 27 października 2013

Kto czyta - nie pyta!

Pozdrawiam wszystkich miłośników Targów Książki w Krakowie! Tych, którzy byli i tych, którzy być nie mogli. Tych, którzy mnie widzieli i tych, dla których - zapatrzonych w książki - byłam przezroczysta. Pozdrawiam trzy miłe panie, które zatrzymały się z pytaniem i ja już, w napięciu, że o blogu, albo przynajmniej o książkach porozmawiamy, a panie o...  moje buty spytały;)
Tłumy na targach wciąż każą mieć nadzieję, że nie słabnie żywotność literatury i książki triumfalnie przejdą przez kolejny wiek. Tylko jakie? I tu mój smutek niezmierny... Bo tłumy przy  "gwiazdorzących" ludzikach, a tam, gdzie dobre prawe książki - spokój. Zrobić sobie zdjęcie z medialnym osobnikiem - to jest to! Bardzo niegrzecznie zachowały się przechodzące dziewczyny wobec mojej cichutkiej uwagi skierowanej do męża, że "to ta pani, która dzieci nie lubi". Kogo mijałam, nieważne. I tak wyraziłam się kulturalnie, bez skandalizujących szczegółów.
Z celebrytów zrobiłam wyjątek dla Ewy Wachowicz. Piękna kobieta! Prezentuje się zdecydowanie korzystniej niż w telewizji. Jak można wspaniale gotować i tak wyglądać? Zagadka pozostaje nierozwiązana.







A dalej już tylko książki i autorzy.
Gabriel Maciejewski, czyli Coryllus we własnej osobie! Cieszę się z poszerzenia kolekcji o kolejną "Baśń toczącą się jak niedźwiedź". Dla niektórych to tylko baśń, no bo tytuł taki, więc dalej nie szukają. I szydzą, a wystarczyłoby do poezji Nowaka sięgnąć. Chwila przemiłej rozmowy, bo tuż - dwa metry dalej - fani Cejrowskiego. Obaj panowie wspaniali, więc niech się dzieje. Czego nie wysłuchałam, doczytam. Poszukam w trzecim tomie zatrutych korzeni współczesności.




Spełniło się moje marzenie! Stanęłam oko w oko z Maciejem Urbanowskim! Ile ja się naklikałam na allegro, żeby kupić Dezerterów i żołnierzy, Oczyszczenie, Człowieka z głębszego podziemia czy Prawą stroną literatury polskiej! Tłumów nie było, więc dopytałam o Skiwskiego, Bobkowskiego, Brzozowskiego, Rembeka... A teraz mam z autografem Od Brzozowskiego do Herberta - zbiór studiów o pisarzach wyznaczających nurt antynowoczesny w polskiej literaturze. Prawda, że brzmi wspaniale?




Kira Gałczyńska siedziała zadumana, chyba smutna. Wrócę do jej twórczości na temat znanego Ojca. Bo niektórzy jeszcze lubią poezję... I srebrną Natalię, i zielonego Konstantego.





Joanna i Jarosław Szarkowie pojawili się z synami - wspaniała rodzina. Oboje to historycy i chwała im za to, że zdecydowali się tworzyć książki popularnonaukowe. Do Wołynia we krwi dołączyły z pięknymi dedykacjami opowieści o Żołnierzach niepodległości 1914-1918 i Czarna księga Kresów. Brakuje mi jeszcze tylko Żołnierzy wyklętych, ale dotrą kiedyś. Przywołane w czasie spotkania życiorysy każą pamiętać i szukać dalej. Wrócę do tego wywiadu. Książki pani Joanny z pewnością zasługują na to, by znaleźć się w kanonie patriotycznym Polaka, a seria Kocham Polskę - wśród obowiązkowych lektur najmłodszych.

W czasie każdych targów tradycyjnie zostawiam sobie margines na odkrycia i przypadki. W tym roku miejsce to zajął Ireneusz T. Lisiak. Po krótkiej rozmowie nabyłam książkę Nie musimy płacić Żydom! W domu doceniłam, co mam. Tytuł przyciąga i wyjaśnia to, czego się boi spora grupa Polaków, ale środek! Widać, że historia jest dla autora polem bitwy, bo goszczą tam artykuły o lumpenelitach, o terrorze polit-poprawności i historia o tym, jaki Niemcy ludziom zgotowali los. Dziękuję panom ze stoiska Wydawnictwa Capital, bo zalałam ich falą żalu z powodu nieobecności Leszka Żebrowskiego, a cichutko na krzesełku siedział zacny Autor, którego dzięki mojemu gadulstwu mogłam poznać.

Tak prezentują się moje targowe trofea. Miałam ochotę wykupić całe LTW Łomianki. Planowałam też najnowszą książkę Cenckiewicza o Wałęsie (ale i tak wiem, kim jest ten człowieczyna, bo słyszałam "na własne uszy", jak przyznawał się do podpisania papierów; poza tym wierzę historykowi), ale poczekam na przypływ gotówki. U góry siedzi Lexio - najlepszy przyjaciel prawnika - też targowy. Nie zrobiłam zdjęć licznym zakładkom, kalendarzykom, super koszulkom z Merlina, miarkom...
To dzień w roku, w którym oddalam się od wszystkich przyziemnych trosk, a krążę po lepszym świecie. Nie wierzcie, że tylko gorąco i duszno. Są kąciki - azyle, gdzie można pozbierać myśli. Przeżyj to sam(a)!


niedziela, 9 września 2012

Hans z Czarnolasu

Ostro brzmi, ale to nie prowokacja. Zatem po kolei.
Naiwna byłam, gdy z nadzieją penetrowałam wiek dwudziesty, szukając w nim rozwiązania dzisiejszych kryzysów i zawirowań. Maciejewski cofnął się aż do XVI wieku! Jak to? - spytamy. Wszak to okres polskiej chwały, wielkość absolutna! Właśnie z tym mitem mierzy się autor w drugim tomie Baśni jak niedźwiedź. Uprzedzam, że czyta się trudniej. Wkracza tu gospodarka, bo Rzeczpospolita niemal pępkiem świata była. Mnożą się postacie, nazwiska, odzywa się historia naszych sąsiadów. Jednak oszołomienie nie z ich mnogości się bierze, a z wyciągnięcia wniosków. Zamilczane to dzieje. W szkołach przereklamowano potęgę humanizmu. Żadnego "złotego wieku" nie było! To epoka obskurantyzmu, w której roi się od alchemików, magicznych luster, seansów spirytystycznych, przesądów, które miały zatriumfować nad katolickimi uczonymi. Było to stulecie propagandy, której ostrze mierzyło głównie w katolicki kościół. Autor nie wymyśla żadnych teorii spiskowych, tylko znane nam fakty wyciąga na światło, nadając im rangę. Tu dowiedziałam się, że hołd pruski nie powinien być powodem do dumy (pobłogosławił nową dynastię, otworzył drogę na Węgry), a słynne powiedzenie kalwińskiego teologa, że "Polacy nie gęsi..." uderzało w łacinę, czyli pośrednio w kościół. Już Kopernik napisał, że są cztery sposoby niszczenia królestw. Wszystkie zastosowano wobec Węgier, a później do Polski. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że z takiej potęgi staliśmy się tylko kąskiem dla sąsiadów? Dlaczego upadła Korona? A Węgrom mogliśmy pomóc pod Mohaczem. Nasz Zygmunt wystawił Ludwika na śmierć, a to przecież była rodzina! Ta bitwa miała przełomowe znaczenie w historii Europy, bo po niej nastąpiła likwidacja królestwa Węgier - ostatniego papieskiego królestwa na kontynencie! Czarny pijar Węgier trwa do dziś, bo tak działa propaganda niemiecka. Rodzina Hohenzollernów - trzej bracia - przewija się na kartach książki. To oni stworzyli cały projekt rewolucji religijnej jako narzędzia polityki i gospodarki. Nie istnieje w języku polskim biografia Albrechta, a był przecież siostrzeńcem Zygmunta Starego i założycielem protestanckich Prus. Zbliżam się do tytułu posta.
To tylko kilka myśli, które zjeżyły mi włosy, choć początkowo parsknęłam z niedowierzaniem, ale później zaczęłam sobie przypominać, co mi mówiono w szkole. Tej niższej i tej wyższej. Wszystko zaczęło do siebie pasować. Zostanę przy Kochanowskim. Zanim osiadł w Czarnolesie... Co się z nim działo? XVI wiek to czas marginalizacji znaczenia Krakowskiej Akademii. Rosną za to w siłę uniwersytety niemieckie. Ośrodki kultu protestantyzmu, dodajmy. Do dobrego tonu należy posyłanie doń szlacheckich synów. Najwybitniejszym studentem Akademii Królewieckiej był syn Reja. O Kochanowskim tamże wciąż mało! Mówi się tylko o jego czarnoleskiej poezji. Dlaczego? Co tam robił? Albertowi, założycielowi Albertyny (nazwa od imienia), potrzebni byli ludzie sprawnie władający piórem i popierający ruch reformacyjny w Polsce. W 1551 roku pojawił się w Królewcu nasz Jan.  Hanns Kochanowsky widniał na liście płac kolegium uczonych. Burgrabia wypłacał mu trzy razy po 50 grzywien, by służył Albrechtowi we dwa konie, czyli miał do dyspozycji dwóch pachołków. Albrecht finansował też pobyt poety na uniwersytecie w Padwie, a był tam Jan z Czarnolasu konsyliarzem nie tylko polskiej, ale i niemieckiej nacji. Znów pobyt w Królewcu i wykonywanie "prac intelektualnych" dla Albrechta. Nie cieszył się pruski książę popularnością wśród Polaków, więc Albert łożył na przedsięwzięcie (znane nam z powojennej rzeczywistości), zwane tworzeniem elit. Czy dlatego Kochanowski w Satyrze... każe nam brać przykład z gospodarnych Prusaków? Nigdy potem, czyli już we dworze, nie siedział wyłącznie pod lipą. Brał czynny udział w życiu politycznym i gospodarczym, pożyczał innym olbrzymie kwoty. Nie są znane dokładnie okoliczności śmierci poety. Bardzo dużo tych niejasności.
Muszę ochłonąć, bo lektura bogata, pozwalająca spojrzeć inaczej na historię sprzed pięciuset lat.
Wybieram się na spacer do kolebki polskiej poezji.
 Siedzibą Muzeum Kochanowskiego jest dwór Jabłonowskich. Domostwo poety spłonęło w 1720 roku.
Ekspozycja muzealna zajmuje sześć sal.  Zachwyciły mnie gobeliny. Robiłam zdjęcia naściennym cytatatom poety i jego następców, by przy wyjściu dowiedzieć się, że są zebrane i do kupienia w maleńkim tomiku.




Sercem dworu jest gabinet poety. Scenka jak żywa. Mogło tak być naprawdę.








Obok dworu stoi kaplica wzniesiona na fundamentach domu Kochanowskiego. Główną ekspozycję stanowi scenka tzw. "Mały Wawel'', upamiętniająca pobyt na dworze Zygmunta Augusta. Poeta stoi z boku i wręcza królowi swój rękopis. W krypcie jest kolejna scena - "Rzeczpospolita Babińska".
Na mnie ogromne wrażenie zrobiły muzyka i śpiew sączące się z głośników przed wejściem. To nagrania Pieśni  i Trenów w wykonaniu Warskiej. Rewelacyjne!


Wiele się zmieniło od czasu, gdy byłam tu ostatni raz. Dzięki unijnej dotacji "wyrósł" w parku amfiteatr. Myślę, że to podniesie atrakcyjność miejsca.  O pachnących toaletach przypominających dworek nie wspomnę, a przecież trzeba. W  końcu w Europie jesteśmy.





Będąc w Czarnolesie, warto wyruszyć w niedalekie miejsca związane z życiem poety. Sycyna oddalona jest o 20 km. Można tu zobaczyć miejsce, gdzie stał dwór - miejsce urodzenia Kochanowskiego.







I trzeci wierzchołek trójkąta Sycyna - Czarnolas - Zwoleń.
W krypcie - też pięknie odrestaurowanej - mieści się sarkofag ze szczątkami rodziny Kochanowskich. Chociaż nic nie jest tu pewne. Historia z wędrującą czaszką, która okazała się kobiecą, jest chyba znana.




Kończę spacer po czarnoleskim parku. Nie żegnam się jeszcze z tomem Baśni toczącej się jak niedźwiedź. Nie spodziewałam się, że historia wciąż aktualna i że wiek XVI będzie tak kluczowy dla nowoczesności. Czekam na kolejny tom, by zobaczyć, jak Polska radziła sobie z tym bagażem w kolejnym wieku.

sobota, 8 września 2012

Co nam zabrano i podmieniono

Krajobraz z wilgą
W tej okolicy jest zbyt uroczyście.
Jaskółki kreślą nad wodami freski,
w dzbanie jeziora drzemie chłód niebieski
i usta mówią to, co widzą oczy.
Światło szeleści, zmawiają się liście
na baśń, co lasem jak niedźwiedź się toczy. (...)
- Tadeusz Nowak


Czy znasz to uczucie, gdy podczas układania puzzli brakuje ci jednego elementu? Denerwujesz się, przykładasz, przyglądasz się, sprawdzasz. Nagle... jest! Tak właśnie się czuję. Amatorsko zgłębiam historię i nijak mi idzie ta układanka. Luki, niemożności, zniechęcenie, aż tu staje na mojej drodze Gabriel Maciejewski ze swoimi tomami Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie. Tytuł nie powinien zmylić, choć baśni w środku nie ma. Tytuł ma przykuć uwagę, ma z mocą zakotwiczyć się w wyobraźni. Cóż to za książki? Każda nieco inna, więc o kolejnych tomach z osobna.
Tom pierwszy to sześćdziesiąt trzy luźne, intensywne historie z polskich dziejów. Cofniemy się do XVII wieku, by skończyć gawędą o tym, co ledwie wczoraj. Różni bohaterowie i wydarzenia, o których się nie pisze, nie mówi, a jeśli już, to reflektor z innej strony oświetla scenę. Bo autor przyjął bardzo ciekawy punkt wyjścia - jeśli o kimś się tylko wzmiankuje, oznacza to, że mamy do czynienia z bardzo ważną osobą. Po kilku miniaturach przyznajemy mu rację! To skondensowane obrazki, które rysują nam epizody. Widzimy je w krótkich migawkach, a sami dopełniamy całość. Zostajemy z tym, co wiemy albo biegniemy szukać dalej. W końcu np. dowiedziałam się, dlaczego pałam irracjonalną niechęcią do Gombrowicza czy Wańkowicza. Bo przecież pisarzami wielkimi byli!
Po kilku Wańkowiczowych lekturach czytam "Kundlizm" i wylazło szydło z worka! To szlachtę należy winić za upadek naszej potęgi Rzeczpospolitej, bo jest "z ojca miecza i matki sakiewki". Walnie pisarz przychylił się do niszczenia warstwy ziemiańskiej, która w innych krajach jest chroniona, ceniona.  Nawet w "Szczenięcych latach" brak opisu szlacheckich rytuałów. Czerwonym podobały się opisy uwodzenia służącej czy oddawania swoich żon panom na pierwszą noc. Więc wydali. I zabiegali, by powrócił z emigracji. Ech, idę dalej.
Piękne karty poświęcił Maciejewski Jerzemu Dąmbrowskiemu. Przez żonę i córki nazywany Żorżem. Dla większości był Łupaszką od wyłupiastych oczu (cierpiał na chorobę Basedowa). Pułkownika widzimy w ostatnich chwilach życia. Żołnierz leżący z Łupaszką w więziennej celi opowiada, że pułkownik nie mógł się poruszać, bo miał połamane ręce i nogi, wybite oko, zerwane paznokcie... i czekał śmierci. Z kilku relacji chcemy uwierzyć w tę, gdy doprowadzony do względnego porządku Dąmbrowski prowadzony był na sfingowany proces. Skuty, prowadzony przez uzbrojonych enkawudzistów, zareagował na uderzenie w twarz Ireny Krzywickiej (nie tej od "gorszycielki"). Strzelił w twarz strażnika skutymi rękami, kopnął w jądra i usiadł na ławie oskarżonych. Po odczytaniu wyroku zwrócił się do reprezentanta ZSRR ze słowami:
- Wysoki sądzie! Job waszu mać!
Zabito go tej samej nocy.
Ulubioną opowieścią autora jest ta o bokserach, którzy doszli do finału Mistrzostw Europy. Zdarzyło się, że mieli walczyć Polacy i pięściarze Kraju Rad. A był rok 1953 i rzecz działa się w Warszawie. Publiczność była pilnowana przez panów w gumowych płaszczach, a jednak na trybunach raz po raz rozlegały się okrzyki: bij ruska! Hala ryczała ze szczęścia, gdy polscy zawodnicy wygrywali kolejne rundy. Czekała na to cała Polska!
Siłą rzeczy mnie najbardziej wciągnęły opowieści z literackim rodowodem. Po raz pierwszy usłyszałam o Stanisławie Rembeku, bo pamięć o nim zakopano głęboko. Jak mogło być inaczej, gdy tematyka jego książek dotyczyła relacji pomiędzy Polakami a Rosjanami? Co dzisiaj daje się nam zamiast? Kolejne wydanie Normana Daviesa Orzeł biały. Czerwona gwiazda albo Dziennik 1920 dostępny nawet w kioskach (Izaak Babel). Ciąg dalszy życia autora opisuje Archiwista z Łubianki i właśnie powinniśmy się wzruszyć losem czerwonego uczestnika wojny polsko-bolszewickiej, a nie bohaterstwem czy śmiercią naszych patriotów!
Podobnie rzecz ma się z innym poetą - Zygmunt Rumel nie istnieje w zbiorowej świadomości, tak jak jego wiersze. Jak zginął? Rzecz działa się na Wołyniu.
W nocy z 10 na 11 lipca 1943 roku trzej młodzi mężczyźni, pobici i okrwawieni zostali przywiązani do koni za ręce i nogi. Ktoś krzyknął "wio" albo "hej", albo tylko strzelił batem. Konie ruszyły gwałtownie z miejsca. Wszystko trwało zaledwie kilka minut. Jednym z przywiązanych był Zygmunt Rumel, poeta i żołnierz Batalionów Chłopskich.
To tak przy okazji w odniesieniu do mojej poprzedniej lektury.
Są też znane nazwiska. Jest opis dzielnej, choć morderczej, pięcioletniej wyprawy rowerowej przez Afrykę, a czynu tego dokonał Kazimierz Nowak. Możemy zobaczyć inną twarz majora Henryka Dobrzańskiego, która kojarzyła mi się li tylko z Ryszardem Filipskim. Wraca na karty Maria Rodziewiczówna, dla której najważniejsze były praca i ziemia (choć dzisiaj są tacy, co wiedzą więcej). I Zofia Kossak, która z takimi cechami jak patriotyzm i przywiązanie do katolickiej tradycji powinna wrócić do łask czytelniczych.
Nie wspomnę wszystkich osób, miejsc i zdarzeń ważnych dla naszej historii. Książka i jej autor to moje ostatnie największe odkrycia. Wnikliwi czytelnicy znajdą Coryllusa na moim blogrollu. Można go zobaczyć i posłuchać. Podziwiam, idę jego tropem, choć dużo spraw zostawiam sobie pod rozwagę. Gdy np. dwóch cenionych pisarzy pisze o jednej osobie tak sprzeczne opinie, to jeden pewnie nie ma racji (chodzi o Samuela Zborowskiego opisanego przez Maciejewskiego i Rymkiewicza).
Tom drugi to już całkiem inna baśń. Potoczy się jutro.

Gabriel Maciejewski, Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie, t.I-II, Klinika Języka
Cytaty zaczerpnięte z tomu pierwszego s.16 (wiersz Nowaka) i s. 193 (poeta rozerwany końmi).