Zatroskana jestem o formację duchową najmłodszych. Dużo by mówić o szkolnym kanonie lektur, a najkrócej zmiany można ująć jako rugowanie wartościowych pozycji i zastępowanie ich łatwymi, przyjemnymi, najlepiej niepolskiego autorstwa. Lepiej żeby idolem był Harry Potter niż Staś Tarkowski, Cinderella niż sierotka Marysia, Kubuś Puchatek niż miś Uszatek... Ponieważ w swoich poszukiwaniach preferuję dwudziestolecie międzywojenne, chcę podzielić się garścią dobrych książek dla dzieci i młodzieży, czytanych przez babcie i dziadków. Ci wyrośli na porządnych ludzi, a na dodatek zdali egzamin, gdy Ojczyzna była w potrzebie. Trzeba lepszej rekomendacji?
Zacznę od pytania - jakie znacie książki dla młodzieży poświęcone wojnie polsko-bolszewickiej? A temat groźny i aktualny. Ja mam jedną, ale za to jakże piękną!
Helena Zakrzewska Białe róże
Pierwsze wydanie - 1926 r.
Trwa pochód armii sowieckiej na Warszawę. Ciotki chcą chronić dwoje osieroconych dzieci, więc wysyłają Wandzię do dworku wuja, a Janek jako skaut zgłasza się do służby w łączności, choć miał działać jedynie na zapleczu frontu. Nikt nie wie, że dzieci staną oko w oko z barbarzyńskim wrogiem, zobaczą śmierć, okrucieństwo... Ale mają w ręku broń potężną - miłość do ojczyzny. Czy można jej zbyt wiele ofiarować? W PRL książka zakazana przez komunistyczną cenzurę, a to obowiązkowa lektura dla małych patriotów. Polecam również ze względu na wybitne wartości literackie.
Maria Buyno-Arctowa Ojczyzna
Pierwsze wydanie - 1922 r.
Jest jeszcze jedna! To kolejna ważna książka budująca świadomość historyczną najmłodszych. Bano się jej do tego stopnia, że została objęta zakazem druku i wycofana ze wszystkich bibliotek. Dlaczego? Bo ukazuje cud wskrzeszenia poćwiartowanej ojczyzny, jednocześnie wskazując odwiecznych wrogów - Niemców i Rosjan. Czytamy: największym wrogiem Polski był, jest i będzie Niemiec; w Kraśnikach czekano z trwogą na Moskali lub Niemców; uzdolnieni do systematycznego obrabowywania Polski ze wszystkiego; oddany na pastwę zbliżającego się czerwonego okrucieństwa... Na dodatek akcja dzieje się we dworze, który z chatą wiejską szedł ręka w rękę, wzajemnie sobie pomagając. To wystarczyło, by książka przepadła bezpowrotnie. Już nasze dzieci nie przeczytają o losach braci, którzy próbują ratować ojcowiznę. Młodzi Kraśniccy z Kraśnik w czasie zawieruchy wojennej szukają rodziców, a my dostajemy obraz kolejno pojawiających się oddziałów i próbujemy odpowiedzieć, który bardziej bezwzględny i okrutny - Moskal czy Prusak?
Kornel Makuszyński Złamany miecz
Pierwsze wydanie - 1936 r.
Tu już nie bolszewicka inwazja skazała książkę na niebyt, ale sam autor nieprzystający do nowych elit oraz umiejscowienie akcji w dworku na Wileńszczyźnie. Choć też mamy wspomnienie: Adam Gilewicz żył rok zaledwie na słonecznym bożym świecie, gdy Polska zmagała się w wojnie bolszewickiej. Ociekająca krwią burza przewaliła się nad kresowym miasteczkiem... Główny bohater przypomina wielce "szatana", bo i jego charakteryzują radosna pogoda umysłu, dzielne serce oraz ufność w ludzką miłość. Dzięki tym przymiotom uda mu się zakończyć wieloletni spór z sąsiadami. Barwna, radosna powieść dla kochających pisarza "ze słońcem w herbie".
Zofia Kossak Bursztyny
Pierwsze wydanie - 1936 r.
Ta kolejna wartościowa książka dla dzieci i młodzieży jest zbiorem opowiadań o historii polskich ziem od Mieszka poczynając, a kończąc na XIX wieku. Te fragmenty naszych dziejów przez moment znalazły się nawet wśród lektur uzupełniających. Zbiór urzeka piękną narracją, a stylizacja językowa każe wierzyć, że jest się właśnie tu i teraz. Nie muszę chyba wspominać, że i ta książka nie spodobała się "naszym" władzom po wojnie i zniknęła na lata z bibliotek.
Maria Dąbrowska Dzieci Ojczyzny
Pierwsze wydanie - 1918 r.
To debiut pisarski Dąbrowskiej. Wprawdzie później jej serce biło po lewej stronie, ale w opowiadaniach o polskich wydarzeniach historycznych jeszcze tego nie widać. Nie wiem nic o cenzurze, ale jestem pewna, że czytać można. I to z pożytkiem.
Przedstawiłam tylko wycinek spisu lektur obowiązkowych w edukacji patriotycznej. Są to - jak widać - utwory ponadczasowe, bo miłość do ojczystej ziemi jest niezmienna. Uprzedzam pytanie o dostępność. Są te pozycje w sprzedaży, ale popyt na nie niewielki. Skąd to się bierze? Bo nazwiska autorów na długie lata zniknęły z lektur, z opracowań literackich i nawet jeśli w latach dziewięćdziesiątych jakieś wydawnictwa podjęły ryzyko ich przywrócenia, przestały funkcjonować w czytelniczym obiegu. Kto kupi lub wypożyczy swoim dzieciom książki, których nie zna? Ja znam i polecam je czytelnikom pięknym duchem:)
DOM Z PAPIERU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzieciom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzieciom. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 sierpnia 2014
czwartek, 22 września 2011
Miś na medal
Nieczęsto piszę o książkach dla dzieci, ale dziś zrobię wyjątek. Pozwólcie opowiedzieć sobie historię niedźwiadka, który stał się żołnierzem Armii Andersa.
Palestyna, 1942 rok. Wojskowa ciężarówka sunie przez pustkowia Persji. Przy drodze stoi bosy chłopiec. Ściska w rękach brudny worek. Oddaje go żołnierzom za garść herbatników, konserwę i scyzoryk. Znika. Spomiędzy szmat wystaje kosmata mordka. Maleństwo trafia do obozu 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii i natychmiast zostaje maskotką Korpusu. Miś otrzymuje imię Wojciech, czyli wojownik, któremu walka sprawia radość (co ma z tym wspólnego Jaruzelski?). Rośnie jak na drożdżach, a tak naprawdę zjada podwójny obiad i dokarmiany jest przez wszystkich słodyczami. Jak na polskiego żołnierza przystało, uwielbia piwo i papierosy. Uczy się tańczyć, ćwiczy zapasy, kocha oklaski. Ale służba - ważna rzecz. Czas ruszyć na front. Drugi Korpus Polski trafia do Włoch, gdzie uczestniczy w bitwie o Monte Cassino. Ważący prawie 250 kg miś dzielnie pomaga, dźwigając amunicję i tak zostaje uwieczniony w oficjalnym emblemacie swojej kompanii. Gdy wojna zbliża się do końca, jedzie ze swoimi towarzyszami do Szkocji. Jeszcze wspólne chwile zabawy i ... czas rozstania. Niedźwiadek otrzymuje na specjalnych zasadach miejsce w edynburskim zoo. Mimo dobrej opieki markotnieje, staje się osowiały. Ożywia się, gdy słyszy polski język. Podbiega wtedy do ogrodzenia i czeka z nadzieją. Czasem wskakiwał doń dawny kompan, a przerażeni spacerowicze byli świadkami dziwnych zapasów, kończących się lizaniem weterana po twarzy. O śmierci Wojtka w 1963 roku doniosły wszystkie brytyjskie media. Znało go każde dziecko. Nawet książę Karol czytał swoim synom tę historię. Zachowały się filmiki, zdjęcia, a wśród nich to najważniejsze - z generałem Sikorskim - znalezione w teczce wydobytej z dna morza po tragicznej śmierci. U nas o czworonożnym przyjacielu żołnierzy z Armii Andersa zaczęto głośno mówić 60 lat po wojnie. Pojawiły się pierwsze wzmianki w telewizji, wydano książki, np.: Niedźwiedź Wojtek Aileen Orr, Wojtek z Armii Andersa Maryny Miklaszewskiej. Ja polecam wersję dla małych - Dziadek i niedźwiadek Łukasza Wierzbickiego. To piękne spotkanie poświęcone kartom naszej historii, o której się milczało. Opowiadajcie dzieciom o tym, jak Wojtek został ... żołnierzem. Czas, żeby polskie dzieci w Dniu Pluszowego Misia wymieniły Wojtka obok Puchatka czy Paddingtona.
Palestyna, 1942 rok. Wojskowa ciężarówka sunie przez pustkowia Persji. Przy drodze stoi bosy chłopiec. Ściska w rękach brudny worek. Oddaje go żołnierzom za garść herbatników, konserwę i scyzoryk. Znika. Spomiędzy szmat wystaje kosmata mordka. Maleństwo trafia do obozu 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii i natychmiast zostaje maskotką Korpusu. Miś otrzymuje imię Wojciech, czyli wojownik, któremu walka sprawia radość (co ma z tym wspólnego Jaruzelski?). Rośnie jak na drożdżach, a tak naprawdę zjada podwójny obiad i dokarmiany jest przez wszystkich słodyczami. Jak na polskiego żołnierza przystało, uwielbia piwo i papierosy. Uczy się tańczyć, ćwiczy zapasy, kocha oklaski. Ale służba - ważna rzecz. Czas ruszyć na front. Drugi Korpus Polski trafia do Włoch, gdzie uczestniczy w bitwie o Monte Cassino. Ważący prawie 250 kg miś dzielnie pomaga, dźwigając amunicję i tak zostaje uwieczniony w oficjalnym emblemacie swojej kompanii. Gdy wojna zbliża się do końca, jedzie ze swoimi towarzyszami do Szkocji. Jeszcze wspólne chwile zabawy i ... czas rozstania. Niedźwiadek otrzymuje na specjalnych zasadach miejsce w edynburskim zoo. Mimo dobrej opieki markotnieje, staje się osowiały. Ożywia się, gdy słyszy polski język. Podbiega wtedy do ogrodzenia i czeka z nadzieją. Czasem wskakiwał doń dawny kompan, a przerażeni spacerowicze byli świadkami dziwnych zapasów, kończących się lizaniem weterana po twarzy. O śmierci Wojtka w 1963 roku doniosły wszystkie brytyjskie media. Znało go każde dziecko. Nawet książę Karol czytał swoim synom tę historię. Zachowały się filmiki, zdjęcia, a wśród nich to najważniejsze - z generałem Sikorskim - znalezione w teczce wydobytej z dna morza po tragicznej śmierci. U nas o czworonożnym przyjacielu żołnierzy z Armii Andersa zaczęto głośno mówić 60 lat po wojnie. Pojawiły się pierwsze wzmianki w telewizji, wydano książki, np.: Niedźwiedź Wojtek Aileen Orr, Wojtek z Armii Andersa Maryny Miklaszewskiej. Ja polecam wersję dla małych - Dziadek i niedźwiadek Łukasza Wierzbickiego. To piękne spotkanie poświęcone kartom naszej historii, o której się milczało. Opowiadajcie dzieciom o tym, jak Wojtek został ... żołnierzem. Czas, żeby polskie dzieci w Dniu Pluszowego Misia wymieniły Wojtka obok Puchatka czy Paddingtona.
piątek, 26 sierpnia 2011
"Siłaczka" dużym i małym
10 października 1909 roku. Warszawa, zbieg ulicy Świętokrzyskiej i Placu Wareckiego. Nadjeżdża samochód, w którym miał się znajdować generał rosyjskiej żandarmerii Lew Uthof. Rzucona bomba powoduje zapalenie się samochodu, jednak pasażerowie wychodzą bez szwanku, za to żywcem spłonęła przypadkowa osoba, a wielu przechodniów uległo poparzeniom. Zamach przeprowadziła Organizacja Bojowa PPS, a w akcji brała udział Faustyna Morzycka. Po nieudanej akcji uciekła na Ukrainę. Gnębiona poczuciem winy, straciła wiarę w sens działania, popadła w depresję. Po powrocie do Krakowa w nocy z 25 na 26 maja 1910 roku zażyła cyjanek potasu. Tak skończyło się życie nałęczowskiej "siłaczki".
Znamy ją wszyscy z noweli Stefana Żeromskiego. Autor tak zafascynował się jej zaangażowaniem w szerzenie oświaty wśród ludu, że uczynił ją pierwowzorem literackim Stasi Bozowskiej - wiejskiej nauczycielki.
Biografię miała barwną. Faustyna urodziła się w 1864 roku w głębi Rosji, gdzie ojciec trafił na zesłanie za udział (próbę?) w powstaniu styczniowym. Towarzyszyła mu rodzina, jednak żona po kilku latach zdecydowała się na powrót do Polski. Opiekę nad dzieckiem przejął Fortunat Nowicki. Dziewczynka skończyła pensję w Warszawie, co dało jej patent nauczycielski, a zadzierzgnięte tam więzy przyjaźni zaowocowały chęcią niesienia kaganka oświaty wśród ludu. Jednym z przystanków życiowych był Nałęczów, gdzie doszło m.in. do spotkania z Oktawią Żeromską. Pełna poświęcenia praca na rzecz dzieci, walka z rusyfikacją, twórczość pisarska, odczyty... - dały podwaliny trwałej miłości nałęczowian do panny Morzyckiej. Zawdzięczają jej utworzenie pierwszej szkoły w 1906 roku, prowadzonej przez dwa lata. Jednak nielegalna działalność polityczna (tu: pomoc więźniom politycznym, z których jeden w wyniku tortur ją zdradził) zawiodła ją do lubelskiego więzienia. Dzięki staraniom rodziny wyszła na wolność i wyjechała do Krakowa. Oprócz prowadzenia wykładów i zajęć teatralnych, ukończyła też kurs rzucania bombą. I powrót do góry strony.
Mamy wersję dla dorosłych. Jest też druga - dla dzieci - stworzona przez Wiolettę Piasecką. Dyrekcja Biblioteki w Nałęczowie zwróciła się do pisarki z prośbą o pomoc w przywróceniu pamięci o wielkiej postaci tego miasta. Tak powstała baśń biograficzna o Faustynie Morzyckiej Zasłużyć na fiołki.
Skąd taki tytuł? Ponoć w okresie zaborów, gdy nie wolno było wręczać odznaczeń, bukiet fiołków był wyrazem najwyższego uznania społecznego dla Polaków, dla których dobro ojczyzny było najwyższym nakazem. Wydawnictwo DROZD nadało "Order Bukiecika Fiołków" Faustynie Morzyckiej za szerzenie patriotyzmu, nauki czytania i pisania po polsku w okresie zaborów. [s.4]
Gdy dokładnie przeczytałaś/-eś pierwszą część, to wiesz, przed jakim trudnym zadaniem stanęła autorka. Życiorys skomplikowany, niezrozumiałe dla dzieci wydarzenia polityczne, zawirowania historii. Zapewniam, że bajkopisarka poradziła sobie wyśmienicie. W tekście gęsto o uczuciach, patriotyzmie, roli czytania i pisania w życiu. Chwytają za serce momenty rozstania z ukochanym ojcem, niechęć do babki i jej zimnego mieszkania, rozwód rodziców, ciepło cioci Faustyny, pomoc chrzestnego ojca. Rozrzucone tu i tam zdjęcia w sepii i bukieciki fiołków nadają inny wymiar, czynią też przedstawione wydarzenia wiarygodnymi. Warto zwrócić uwagę na tę książeczkę i inne tejże autorki. Na ubiegłorocznych targach w Krakowie kupiłam również Dwie Małgosie, które przybliżają nam mikołajkowy i świąteczny klimat, a także baśniową biografię Andersena W poszukiwaniu szczęścia. Wszystkie wspomniane publikacje moje dzieci przyjęły z radością i z zaciekawieniem.
Kochane Siłaczki! Ponieważ sporo blogujących to nauczyciele różnych szczebli edukacji, dlatego wpadłam na pomysł, by przypomnieć o naszej misji dźwigania kaganka bez patrzenia na rząd, podwyżki i inne niegodne zauważenia fakty. Rozpoczynamy kolejny rok szkolny i oby minął nam tak samo szybko jak wakacje. I oczywiście pamiętamy o pracy u podstaw. Jeszcze tylko wrzesień, październik, listopad, grudzień, ...
Znamy ją wszyscy z noweli Stefana Żeromskiego. Autor tak zafascynował się jej zaangażowaniem w szerzenie oświaty wśród ludu, że uczynił ją pierwowzorem literackim Stasi Bozowskiej - wiejskiej nauczycielki.
Biografię miała barwną. Faustyna urodziła się w 1864 roku w głębi Rosji, gdzie ojciec trafił na zesłanie za udział (próbę?) w powstaniu styczniowym. Towarzyszyła mu rodzina, jednak żona po kilku latach zdecydowała się na powrót do Polski. Opiekę nad dzieckiem przejął Fortunat Nowicki. Dziewczynka skończyła pensję w Warszawie, co dało jej patent nauczycielski, a zadzierzgnięte tam więzy przyjaźni zaowocowały chęcią niesienia kaganka oświaty wśród ludu. Jednym z przystanków życiowych był Nałęczów, gdzie doszło m.in. do spotkania z Oktawią Żeromską. Pełna poświęcenia praca na rzecz dzieci, walka z rusyfikacją, twórczość pisarska, odczyty... - dały podwaliny trwałej miłości nałęczowian do panny Morzyckiej. Zawdzięczają jej utworzenie pierwszej szkoły w 1906 roku, prowadzonej przez dwa lata. Jednak nielegalna działalność polityczna (tu: pomoc więźniom politycznym, z których jeden w wyniku tortur ją zdradził) zawiodła ją do lubelskiego więzienia. Dzięki staraniom rodziny wyszła na wolność i wyjechała do Krakowa. Oprócz prowadzenia wykładów i zajęć teatralnych, ukończyła też kurs rzucania bombą. I powrót do góry strony.
Mamy wersję dla dorosłych. Jest też druga - dla dzieci - stworzona przez Wiolettę Piasecką. Dyrekcja Biblioteki w Nałęczowie zwróciła się do pisarki z prośbą o pomoc w przywróceniu pamięci o wielkiej postaci tego miasta. Tak powstała baśń biograficzna o Faustynie Morzyckiej Zasłużyć na fiołki.
Skąd taki tytuł? Ponoć w okresie zaborów, gdy nie wolno było wręczać odznaczeń, bukiet fiołków był wyrazem najwyższego uznania społecznego dla Polaków, dla których dobro ojczyzny było najwyższym nakazem. Wydawnictwo DROZD nadało "Order Bukiecika Fiołków" Faustynie Morzyckiej za szerzenie patriotyzmu, nauki czytania i pisania po polsku w okresie zaborów. [s.4]
Gdy dokładnie przeczytałaś/-eś pierwszą część, to wiesz, przed jakim trudnym zadaniem stanęła autorka. Życiorys skomplikowany, niezrozumiałe dla dzieci wydarzenia polityczne, zawirowania historii. Zapewniam, że bajkopisarka poradziła sobie wyśmienicie. W tekście gęsto o uczuciach, patriotyzmie, roli czytania i pisania w życiu. Chwytają za serce momenty rozstania z ukochanym ojcem, niechęć do babki i jej zimnego mieszkania, rozwód rodziców, ciepło cioci Faustyny, pomoc chrzestnego ojca. Rozrzucone tu i tam zdjęcia w sepii i bukieciki fiołków nadają inny wymiar, czynią też przedstawione wydarzenia wiarygodnymi. Warto zwrócić uwagę na tę książeczkę i inne tejże autorki. Na ubiegłorocznych targach w Krakowie kupiłam również Dwie Małgosie, które przybliżają nam mikołajkowy i świąteczny klimat, a także baśniową biografię Andersena W poszukiwaniu szczęścia. Wszystkie wspomniane publikacje moje dzieci przyjęły z radością i z zaciekawieniem.
Kochane Siłaczki! Ponieważ sporo blogujących to nauczyciele różnych szczebli edukacji, dlatego wpadłam na pomysł, by przypomnieć o naszej misji dźwigania kaganka bez patrzenia na rząd, podwyżki i inne niegodne zauważenia fakty. Rozpoczynamy kolejny rok szkolny i oby minął nam tak samo szybko jak wakacje. I oczywiście pamiętamy o pracy u podstaw. Jeszcze tylko wrzesień, październik, listopad, grudzień, ...
wtorek, 31 maja 2011
Koń na receptę
Myślę, że najwspanialszym prezentem dla milusińskich z okazji jutrzejszego święta będzie ... książka. Gdyby każdy z nas polecił dobrą, mądrą lekturę, mielibyśmy co czytać w czasie wakcji. Ja wypatrzyłam Konia na receptę i polecam wszystkim w okolicach 10 lat. Główną bohaterką jest dwunastoletnia Jagoda, ale są z nią mniejsi i więksi amatorzy konnej jazdy obojga płci. Świetny język, humor i pasja autorki zawiodą nas do najbliższej stadniny koni, a kto jeszcze bakcyla nie złapał, po lekturze spotkanie z kobyłą - gwarantowane! W kieszonce dołączono maleńką książeczkę, która zachęci dzieciaczki do podejmowania twórczych prób plastycznych i poetyckich.
Oto krótka notka ze strony Wydawnictwa DREAMS i ... galopem po książeczkę!
Oto krótka notka ze strony Wydawnictwa DREAMS i ... galopem po książeczkę!
Koń na receptę
Agata Widzowska-Pasiak
Miłość do koni bywa lekiem. Przekonała się o tym grupa dzieci spędzająca wakacje na wsi w ośrodku hipoterapii. Między podopiecznymi a zwierzętami tworzy się silna więź. Szczególnie ważny staje się tytułowy koń na receptę, Szogun, którego chce odebrać stadninie jego właścicielka. Dzieci szukają rozwiązania. Rozbijają swoje skarbonki, zbierają w lesie jagody i grzyby. Piszą również wiersze o koniach, malują do nich ilustracje i próbują sprzedać swoje dzieła turystom. Czy ich wysiłki okażą się skuteczne, a zarobione pieniądze wystarczą na wykupienie Szoguna, by mógł nadal służyć ich niepełnosprawnym kolegom?
Koń na receptę to poruszająca opowieść o wielkiej sile przyjaźni, radzeniu sobie z przeciwnościami losu i satysfakcji ze wspólnego działania. Jednak przede wszystkim to historia o miłości pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Miłości, która niesie uzdrowienie.
Agata Widzowska-Pasiak
Miłość do koni bywa lekiem. Przekonała się o tym grupa dzieci spędzająca wakacje na wsi w ośrodku hipoterapii. Między podopiecznymi a zwierzętami tworzy się silna więź. Szczególnie ważny staje się tytułowy koń na receptę, Szogun, którego chce odebrać stadninie jego właścicielka. Dzieci szukają rozwiązania. Rozbijają swoje skarbonki, zbierają w lesie jagody i grzyby. Piszą również wiersze o koniach, malują do nich ilustracje i próbują sprzedać swoje dzieła turystom. Czy ich wysiłki okażą się skuteczne, a zarobione pieniądze wystarczą na wykupienie Szoguna, by mógł nadal służyć ich niepełnosprawnym kolegom?
Koń na receptę to poruszająca opowieść o wielkiej sile przyjaźni, radzeniu sobie z przeciwnościami losu i satysfakcji ze wspólnego działania. Jednak przede wszystkim to historia o miłości pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Miłości, która niesie uzdrowienie.
sobota, 2 kwietnia 2011
Zaczarować czytaniem
Papieskie obchody rocznicy śmierci zagłuszają datę 2 kwietnia jako dzień urodzin Andersena. W tym dniu cały świat obchodzi święto dziecięcej książki. Jednak nie o Andersenie chciałam dziś opowiedzieć. Po raz kolejny wygrywa polska literatura. Z bezliku książek dla milusińskich wyłowiłam serię o panu Kuleczce.
To opowiadania do poduszki pełne piękna, spokoju i codzienności. Nie ma w nich przemocy i właściwie niewiele się dzieje. A to nasi bohaterzy robią porządki, a to palą ognisko, a to gotują zupę. Bo przecież zupa jest jak rodzina.
Tak, to książka o rodzinie. Dla dzieci to oczywiste, choć bohaterami są kłótliwa kaczka Katastrofa, zrównoważony Pypeć i mała Bzyk Bzyk, która nie potrafi mówić. Opiekuje się nimi ciepły i wspaniały pan Kuleczka. Zawsze ma dla nich czas, nie siedzi w fotelu z piwem w jednej ręce i z pilotem w drugiej. Kim jest pan Kuleczka? Może tata? dziadek? rodzic? Skoro kula jest symbolem doskonałości, to może tata i mama w jednym? Są pytania bez odpowiedzi. Jedno jest pewne - dzieci pana Kuleczkę kochają!
Miałam przyjemność uczestniczyć w uroczym spotkaniu z autorem - Wojciechem Widłakiem. W każdym calu dżentelmen - spokojny, uśmiechnięty, z muszką (!). I teraz już sama nie wiem, czy jestem pod większym wrażeniem pana Wojtka czy pana Kuleczki...
To opowiadania do poduszki pełne piękna, spokoju i codzienności. Nie ma w nich przemocy i właściwie niewiele się dzieje. A to nasi bohaterzy robią porządki, a to palą ognisko, a to gotują zupę. Bo przecież zupa jest jak rodzina.
Tak, to książka o rodzinie. Dla dzieci to oczywiste, choć bohaterami są kłótliwa kaczka Katastrofa, zrównoważony Pypeć i mała Bzyk Bzyk, która nie potrafi mówić. Opiekuje się nimi ciepły i wspaniały pan Kuleczka. Zawsze ma dla nich czas, nie siedzi w fotelu z piwem w jednej ręce i z pilotem w drugiej. Kim jest pan Kuleczka? Może tata? dziadek? rodzic? Skoro kula jest symbolem doskonałości, to może tata i mama w jednym? Są pytania bez odpowiedzi. Jedno jest pewne - dzieci pana Kuleczkę kochają!
Miałam przyjemność uczestniczyć w uroczym spotkaniu z autorem - Wojciechem Widłakiem. W każdym calu dżentelmen - spokojny, uśmiechnięty, z muszką (!). I teraz już sama nie wiem, czy jestem pod większym wrażeniem pana Wojtka czy pana Kuleczki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


