DOM Z PAPIERU



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B.Urbankowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B.Urbankowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 czerwca 2012

Po nitce do ... Herberta

Po lekturze Labiryntu nad morzem Herberta chciałam tylko doczytać, kiedy poeta odwiedził Grecję. Sięgnęłam po kolejny tom i stało się.

Bohdan Urbankowski Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony. Szkice o Zbigniewie Herbercie.

To piękna, wartościowa książka, imponująca erudycją. Zawiera właściwie trzy tomy. Pierwszy obejmuje biografię poety, drugi mówi o kreacji i autokreacji, a trzeci - najciekawszy - zatytułowany jest "Norwid schyłku XX wieku". Ponad siedemset stron czyta się jednym tchem.
Rzetelnie przedstawiony życiorys. Bogata bibliografia. Jeśli trudno dotrzeć do faktów, autor wyławia ślady nawet z twórczości. ( I będę tu polemizować z każdym, kto oddziela jedno od drugiego! Pamiętam zajęcia, gdy prowadzący dał nam do analizy wiersz i byliśmy bezradni, dopóki nie wskazał kontekstu biograficznego - inaczej się nie dało)
Zatem zagłębiamy się w opowieść o trzech okupacjach Lwowa, o pierwszych studiach w Krakowie, o kursowaniu między Wybrzeżem i Warszawą. Autor silnie zaakcentował rolę patronów intelektualnych Herberta. Byli to: mistrz Henryk i kochany Jerzy. Opublikowana korespondencja poety z Henrykiem Elzenbergiem i z Jerzym Zawieyskim mówi o pogmatwanych poglądach, religijnym niepokoju, o lekturach, fascynacjach, a wzbogacona o wiersze - czasem nigdzie niepublikowane - stanowi bezcenne źródło informacji. Nie jest to jednak naukowa cegła. Bywa i tak, że wspominając "dumną biedę" i wyjazdy z pogadankami na prowincję, pisze: Ze względu na niski poziom odbiorców spotkania zamieniały się w rozmowy i pogadanki o Maryni, a i to nie o całej. (s.132)
Będzie też o europejskich emigracjach i niespiesznych powrotach do Gomółkowa = Ubekistanu = Ubolandu... Krystalizują się poglądy poety, aż dojdzie do rozmowy z Jackiem Trznadlem...

Hańba domowa - według wielu to powód, że Herbert nie otrzymał Nagrody Nobla. W udzielonym wywiadzie poeta zarzucił polskim intelektualistom zdradę własnej kultury, zdradę etyki, zdradę siebie samych. (s.194)
I zaczęła się nagonka, ale nie na przestępców, którzy dokonali zbrodni na polskiej kulturze, lecz na autorów, którzy o tym przypomnieli.
Coraz bardziej osamotniony poeta nadal toczy pojedynki - o honor Armii Krajowej, o Popiełuszkę, o Kuklińskiego, o niepodległość Czeczeni...
Wziął na siebie też obowiązek prezentacji "pokolenia rozstrzelanych" (nie lubił określenia Kolumbowie). Żył z poczuciem obowiązku wobec tych, którzy zginęli.


poezja córką jest pamięci
stoi na straży ciał w pustkowiu
szelesty wierszy tyle warte
ile jest w nich oddechu tamtych

To samo, w innych słowach, powie Pan Cogito: ocalałeś nie po to aby żyć / masz mało czasu trzeba dać świadectwo... (s.588)

Tych, którym bliskie są te sprawy, odsyłam do książki. Ja wspomnę jeszcze o dwóch rzeczach, nieznanych mi wcześniej. Jedna z nich to zielona pieczątka, której w ostatnich latach Herbert używał w korespondencji z przyjaciółmi. Napis na stemplu głosił:
Dowódca Królewskiej Samodzielnej Brygady Huzarów Śmierci - Pułkownik Zbigniew Herbert. Metafora tyle żartobliwa, co wieloznaczna.
I sprawa kolejna - Siódmy anioł. To projekt ostatniego wieczoru poetyckiego. Organizatorzy, a i sam autor, mieli jeszcze nadzieję na osobisty udział Herberta. Ten zaproponował, żeby jego wiersze były recytowane na końcu po innych poetach. Byli to: J.Kochanowski, F.Karpiński, J.Słowacki, C.Norwid, T.Gajcy, K.K.Baczyński. On miał być siódmy. Sam dyktował teksty, recytował z pamięci wiersze, a plan wystąpienia ma dziś rangę testamentu poety.

Poeta pisze w kamieniu rzymskim, duktem pisma bardzo jasnym i bardzo spokojnym, a są w nim wszystkie odgłosy tej ziemi... (s.476)


Wszystkie cytaty pochodzą z książki: Bohdan Urbankowski Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony. Szkice o Zbigniewie Herbercie, Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2004

sobota, 7 stycznia 2012

Walka o pamięć

Bohdan Urbankowski Czerwona msza albo uśmiech Stalina

Gdy wichry burzliwe wieją,
Gdy w sercu spokoju nie ma,
Idącą wiosną, nadzieją
Palą się gwiazdy Kremla:

W ich blasku jest uśmiech Jego
I oczy pełne troski.
Uczciliśmy Go przysięgą:
Milionem wart stalinowskich. (Artur Międzyrzecki)


Długo zastanawiałam się, czy napisać o tej książce. Przeczytana, oplatała serce, wrastała, nie pozwalała zapomnieć. Więc skąd ta zwłoka? Bo macki tych, którzy chcą, by nie pamiętać, sięgają daleko. O książce cicho, chociaż pojawiło się kolejne wznowienie. To milczenie najlepiej tłumaczą słowa Rafała Ziemkiewicza: Uśmiech Stalina jest szyderczy. Z oczywistego powodu: przecież ci, którzy przed nim  leżeli plackiem i śpiewali na jego cześć, to późniejsze autorytety i wzorce moralne.  Chwaleni, nagradzani, obecni w mediach, promowani przez władzę. Ujawnioną przeszłość próbują wstydliwie zamazać, a swój udział w sowietyzacji kultury zminimalizować. Czasami słyszymy, że to tylko epizod albo błąd młodości. To również zafałszowanie historii, bo sowietyzmu nie budowano z pojedynczych wierszy młodych ludzi, którzy zbłądzili. To był literatów sposób na życie: luksusowe wille, mieszkania z telefonem, sute uposażenia, kliniki rządowe, specjalne sklepy z żółtymi firankami, nagrody państwowe, których nie odrzucili: Woroszylski, Ważyk, Tuwim, Iwaszkiewicz, Słonimski... Przywołani poeci nie opublikowali pojedynczych wierszy. Oni drukowali kilka-kilkanaście książkowych "błędów młodości" - Tuwim (25), Jastrun (21), Broniewski (blisko 20), Woroszylski (15) itd. Oto dlaczego najodważniejsi zaczęli się buntować przeciwko stalinizmowi dopiero kilka lat po śmierci Stalina. Dziś upowszechniają mit (oni i ich obrońcy), że inaczej nie można było, bo wszyscy byli zniewoleni i nikt nie ma prawa ich sądzić. Ba! Kreują się na niepokornych, związanych z opozycją, tworząc zastępczą historię.
Pisanie prawdy o tamtych czasach to niezbędne minimum moralności.

Zatem przejdźmy do historii prawdziwej, znanej mi z lekcji domowych. Książka Urbankowskiego opowiada o kulturze polskiej z lat 1939-1956.  Tłumaczy proces sowietyzacji Polski przy współudziale "inżynierów dusz" z zaakcentowaniem roli poetów.

Jest rok 1939. Pierwszy wiernopoddańczy wiersz Stalin napisał Stanisław J.Lec. To początek twórczości niewolniczej. Najbardziej lizusowski utwór, porównujący Stalina do Boga, wyszedł spod pióra Ważyka. Jednak najlepszy (niestety) wiersz o Wodzu Proletariatu stworzył Broniewski. Omawiana książka zawiera sporo strof - zainteresowanych odsyłam.  Wiersze stalinowskie pisali prawie wszyscy poeci, a jak była możliwa taka współpraca, pomaga zrozumieć myśl Norwida, iż nie można pokonać narodu bez współdziałania tegoż narodu.

Po kolei - podwójna okupacja: hitlerowska i radziecka. Akcja wynaradawiania rozpoczęła się od uderzenia w inteligencję - pochłonęła tysiące nauczycieli, księży (bo dawali nadzieję), działaczy społecznych. Tu autor wspomina tych, którzy zginęli (Pigoń - należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wrogów diamentami), jak również literatów drukujących w gadzinówkach. Poletkiem doświadczalnym sowieckiej kultury, przeszczepionej później na polski grunt, stał się Lwów. Z tego "lobby" wywodzi się większość późniejszych prominentów. Nasi kolaboranci chwalili sowiecką armię za podbój Polski (... w ten dzień wyzwolenia, siedemnasty września - Pasternak). Wierszy chwalących SS czy gestapo nie było, ale w 1954 roku w Polsce powstanie unikatowa książka Wiersze i pieśni poświęcone pracownikom bezpieczeństwa. Dużo w książce takich przykładów i nazwisk. Z ich pomocą rozpoczęło się fałszowanie obrazu polsko-rosyjskiej historii. Wymazywano ze świadomości fakt kolejnego rozbioru. Odwrócono porządek moralny i napad stał się  wyzwoleniem. Zapamiętany obraz Armii Czerwonej "przekuwano" w obraz przyjaznej, ratującej, dzielącej się chlebem i wolnością. Powstał też poemat Pożegnanie Syberii, w którym bohater nie może rozstać się z piękną, gościnną krainą. Następne cele ataków propagandy sowieckiej to tradycje żołnierskie (opluć II RP); Kościół prowadzący "wrogą działalność"; emigracja. Sowieci zdecydowani na działanie długofalowe, walczyli już z przyszłymi pokoleniami, dlatego zwrócili uwagę na szkoły, programy świeckiego nauczania i nowe podręczniki. Tu warto przypomnieć wyrugowanie z nauczania języków obcych, z wyjątkiem rosyjskiego, by odizolować Polskę od Zachodu.

Mieszają się karty historii przetykane poetyckimi strofami. Kilkaset stron faktów, nazwisk, odniesień bibliograficznych. Dla mnie nowością było pojęcie Powstania Antysowieckiego, którego  bohaterami byli  żołnierze wyklęci. Padają nazwiska, które powinien dziś każdy znać. Walczyli z eksterminacją narodu, zastraszeniem, zsowietyzowaniem. Ich tragedią było to, że wróg mówił nie tylko po rosyjsku. A w literaturze dokonywała się zamiana pozycji kata i ofiary. Do wypróbowanych autorów dołączali kolejni twórcy, którzy swym autorytetem i piórem wspierali system władzy: Szymborska, Różewicz, Kapuściński, Tuwim, Słonimski... Lista jest długa. Sprawiedliwość gdzieś czeka.

Korzystałam z jednotomowego wydania Wydawnictwa ALFA z 1995 roku. Obecnie są dostępne wydania już dwutomowe, poszerzone. Ostatnie z 2011 roku wydała PENELOPA.

Mówi się, że PRL trwa dopóty, dopóki żyją ludzie, którzy się w tym czasie urodzili. Dla mnie ta epoka nie jest jeszcze zamknięta. Przegrywamy walkę o pamięć historyczną. Zdaję sobie sprawę z tego, że niewielu będzie zainteresowanych tym postem. Bo po co? Przecież była "gruba kreska", działa IPN. Mamy demokrację i wolność słowa. Ale wielu spytanych o fakty, nazwiska, utwory - milczy. Przechodzimy obojętnie obok "pomników hańby" w wielu miejscowościach, szkołom nadaje się nadal imiona skompromitowanych osób (ile przedszkoli nosi imię Jana Brzechwy?).  Przykłady można mnożyć, np. nad Rzeszowem góruje Pomnik Walk Rewolucyjnych; spacerując ulicą Piotrkowską w Łodzi, znalazłam tablicę pamiątkową poświęconą Armii Czerwonej itd. O świecie książek wydawanych i chwalonych nawet już pisać nie będę. Gdyby ktokolwiek jednak zechciał poczytać więcej, to polecam jako uzupełnienie Czerwonej mszy  - pozycję Cenckiewicza Długie ramię Moskwy. Byłam w grudniu na spotkaniu z autorem. Książka również traktuje o podboju Polski przez Sowietów, ale dużo tam o wywiadzie i Ludowym Wojsku Polskim. Takie dobre chłopaki, bo przecież "Czterech pancernych..." nam co chwilę emitują. A oni "rozładowywali" lasy od 1944 roku, wykonywali wyroki śmierci, przeprowadzili inwazje w 56 i 68 roku; trzymali nas pod lufami w stanie wojennym... Nic, tylko czytać.







Zdjęcie ze strony Księgarni Nova w Rzeszowie - organizatora spotkania.