DOM Z PAPIERU



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I.Newerly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I.Newerly. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 listopada 2015

Tak, na Syberii można żyć!



SYBERIA – kraj od dawna przeklęty, napiętnowany katorgą i zesłaniami, a zarazem najbogatszy kraj świata, gdzie wszystko jest możliwe...
Przekonałam się o tym po lekturze „Wzgórza Błękitnego Snu”. Przeniósł mnie do tego mroźnego świata Igor Newerly (o nim później, bo zasłużył na słów parę). Nazajutrz po Zaduszkach jesienią 1981 roku znalazł się na Powązkach. Chodząc po kwaterze sybiraków, czytał nazwiska tych, którym udało się zza Uralu wrócić. Postanowił wtedy opisać ich losy poprzez pryzmat jednostki. Padło na Bronisława Najdarowskiego...

Poznajemy go w wieku 27 lat, gdy po nieudanym zamachu na cara i czteroletniej katordze, przybył z Akatuja, a miejscem wiecznego zesłania mają być Stare Czumy. I wnika w nową rzeczywistość, próbuje ułożyć sobie życie, zyskuje znajomych i przyjaciół. Jednym z nich staje się ksiądz Leonard, który odgrywa poważniejszą rolę w syberyjskich spektaklach, a nie tylko księdza. Spotykają się u niego zesłańcy, by po sutym obiedzie i szklance nalewki z porzeczki snuć opowieści o straconych obrazach młodości, o losach własnych i towarzyszy... Bo zaznaczyć trzeba, że Bronisław związany był z partią „Proletariat”, a i jego współtowarzysze odgrywali znaczące role w rewolucyjnym ruchu. Czasem dyskusje na temat dróg do socjalizmu czy ruchu kooperatywnego z polską odmianą Abramowskiego przerywają  katorżnicze pieśni rzewne i historie z serca wydarte...

Niewielu Polaków jest jednak tuż obok. Bronek wspomina: Na katordze spotkałem pięknych Rosjan... Do nich z pewnością należał Mikołaj, który uczył go czytać księgę tajgi, by potem wspólnymi siłami wznieść dom na magicznym wzgórzu.

Młody mężczyzna przeżywa też miłości – jak różne! Najpierw Jewka – harda, jasnoblond, kariatyda, która prosi: Pokochaj mnie ładnie, Bronku, pokochaj czule, jak potrafisz... Po przaśnej Jewdokii przyjdzie czas na czyste uduchowienie kobiecości.
Wiera, Wierusia, Wierusałka! W domu firanki, obrusy, chodniki, porozwieszane ręczniki, robótki, na ławkach poduszki... Dom tchnie ciepłem, przytulnością, Wierą!

Książka zachwyca. Czym? Precyzyjnie odmalowaną rzeczywistością syberyjską sprzed stu lat. To był czas kolonizacji tej części Azji, a znaczącą rolę cywilizacyjną odegrali Polacy właśnie. Mnie urzekł język. Widać tu pióro mistrza – pisarza sensualisty – i oderwać się od tekstu nie sposób. Kto dziś tak pisze?!
Pośrodku pożółkłej polanki na mszarach pod srebrzystym szronem polśniewały rubiny. Jak okiem sięgnąć, rubinowym blaskiem mieniły się krzewy dorodnej żurawiny, była tego niesamowita ilość, cała polana zdawała się krwawić żurawiną!
Ponadto strony okraszały liczne rusycyzmy i nie zawracałam sobie głowy słownikiem, by sprawdzić, co znaczą małachaj czy unty. Domyślałam się z kontekstu.
Zaciekawiało też, ale i niepokoiło tajemnicze Błękitne Wzgórze, które okazało się miejscem modlitw Buriatów do bóstwa tajgi...

Cóż dodać o samym autorze? Skąd u mnie Igor Newerly - pisarz socjalistyczny? Ale dodam od razu -  nietypowy. Bo w wieku dwudziestu paru lat niemal nie używał polskiego języka (podobieństwo z Piaseckim?), a jednak osiągnął mistrzostwo. Fundamentem jego powieści stały się wspomnienia z młodości spędzonej na Wschodzie, co uwiarygodniło każdy detal! Być może  powroty te  stworzyły mu pisarski azyl, by schronić się przed zaszufladkowaniem do konkretnego nurtu literackiego w Polsce? A najważniejszą dla mnie okazała się wiara w naturalną dobroć człowieka. Nijak nie przystaje ona do nurtu socrealizmu...

Książka znakomita. Niech mi się dalej przyśni coś błękitnego ze snów starego wzgórza...

Ze swojej literackiej tropy zeszłam dzięki Panu Jacentemu i z pokorą przyznaję, że dobrze piszący autorzy zasiadają w lożach nie tylko po prawej stronie. Jacku – dziękuję :)