DOM Z PAPIERU



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A.Krakowiecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A.Krakowiecki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 listopada 2013

Białe krematorium - Kołyma

Na mojej literackiej tropie zamierzam wydeptać ścieżkę wiodącą do literatów emigracyjnych. I to nie tym od Giedroycia z Paryża - co przytaknęli pojałtańskim porządkom - posty moje poświęcę. Czas burzyć mur otaczający wspaniałych Polaków, którzy do końca pozostali niezłomni, nie godzili się z niepisaniem o Katyniu, o łagrach, o powojennym losie Andersowców czy lotników walczących o Londyn, o okupacji sowieckiej w kraju, o utraconych Kresach... To niepodległościowa emigracja londyńska i nowojorska. Nawet jeśli wspomina się dziś oficjalnie tych pisarzy, to w kontekście ich twórczości przedwojennej. Potem znikają, jak np. Kazimierz Wierzyński czy Zygmunt Nowakowski. Niektórym udało się zaistnieć jakimś jednym wydaniem na fali odwilży, jak np. Beacie Obertyńskiej. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, chociażby przywołana już przeze mnie Herminia Naglerowa czy bohater dzisiejszego wpisu - Anatol Krakowiecki.
Kim był? Wybitną postacią przedwojennego Krakowa. To literat, redaktor, celebrowany przez dziennikarską brać jako organizator barwnych imprez kulturalnych. I Kołymiak. Aresztowany po wkroczeniu wojsk sowieckich do Stanisławowa, ląduje w więzieniu jako "turysta" - pod zarzutem usiłowania przekroczenia granicy. Gdy stanął pod drzwiami celi, trzymając w rękach spodnie pozbawione guzików, stwierdził, że jest na dnie. Jeszcze nie wiedział, że w ciągu najbliższych lat granica dna będzie się wielokrotnie przesuwać i że stanie się katorżnikiem zagnanym na samą krawędź śmierci. Książka o Kołymie to reportaż o zesłańczej odysei poprzedzony mottem:
Przed skamieniałym sumieniem świata składam niniejszym ZEZNANIE... To zeznanie wymusili na nim ci, którzy zwątpili, że wrócą żywi. Przyrzekł im, gdy zaklinali: Jak wyjdziesz, to napisz! Napisz całą prawdę! Niech świat się dowie!  Ale świat nie chciał drażnić sojuszników. Sześć lat rękopis leżał gotowy do druku, aż ogłoszono subskrypcję. Mój egzemplarz ukazał się nakładem Katolickiego Ośrodka Wydawniczego "Veritas" w Londynie (identycznie jak Kazachstańskie noce Naglerowej!). Jednak dlaczego dzisiaj w wolnej Polsce nie słychać głosów zamęczonych?

Kołyma, koło podbiegunowe, tajga... Tajga, która pilnuje i skuwa bezlitośniej niż kajdany. Tajga to gwałt, przemoc i potęga. Bezlitosna tajga, która uciska szyję, dusi serce, torturuje mózg i przyprawia o obłęd. Nie daje nadziei ucieczki, bo jedyny w obrębie kilkuset kilometrów bród obsadzony jest strażą. Są też Jakuci. Dzwonki przy uprzęży reniferów dźwięczą niewolnikom czarną melancholią katorgi. Cenią Polaków, nawet ozdoby nabite przy siodłach nazywają "polskim srebrem", ale... Ale za głowę uciekiniera (dosłownie! bo kiedyś wystarczyło uciąć i przynieść ucho)  oprócz 50 rubli można dostać spirytus i paczkę herbaty. Zima trwa tu dziewięć miesięcy, a pozostałe dzielą się na wiosnę, lato i jesień. Śnieg spada w połowie września, a mrozy dochodzą do 70 stopni. Termometr nie pokazuje jeszcze siły wiatru.  Jedynie ognisko przynosi przerażonym duszom ludzkim oddech nadziei, że śmierć nie przyjdzie jeszcze w tej minucie, że może dopiero jutro... Chociaż suche drewno znaleźć trudno. Przez moment pojawia się łoś - imponujące zwierzę o wspaniałych rosochach - wielki pagórek mięsa oddalający się dostojnie. Kolejne klęski paskudztw dewaluują się, bo komary okazują się być gorsze od zimy, a od komarów gorsze meszki... Nie tylko złowroga przyroda, ale i niedola zgotowana przez strażników: bicie drągami, szczucie psów, izolator..

Ludzie. Pomieszane narodowości i istna Wieża Babel. Najwięcej oczywiście Ukraińców, przecież co drugi człowiek na Kołymie to Ukrainiec, a dopiero druga połowa składa się z kilkudziesięciu narodowości. Krakowiecki bierze sobie do serca słowa Modrego:
- Niech pan mnie posłucha - poucza mnie - a wyjdzie to panu na dobre. Niech pan nie stara się pracować, bo pan nie da rady. To nie dla nas. Niech pan nie zwraca uwagi na to, co pan jeszcze posiada, bo to nie jest ważne. A przede wszystkim niech się pan nie najada, nie obżera. Choćby jedzenia było w bród - jeść tylko do trzech czwartych. [...] Bo jeśli pan rozepcha żołądek, rozpoczną się pańskie cierpienia.
Słowa okazały się prorocze. Autor został okradziony 63 razy! Wyrabiał 30-40 procent normy, co skutkowało zmniejszoną porcją gliniastego chleba, ale oszczędziło siły. Gdy najadł się, bo zdarzyły się szpitalne dni bardziej syte, organizm reagował biegunką. Jednak nadszedł czas, gdy i on stał się widmem, cieniem i łachmanem. Wyniszczenie pracą, mordercza psychoza głodowa...Otworzyło się piekło i dno wraz ze mną runęło w głębinę - pisze. Strażnik woła:
- O, ten stary Polak jeszcze nie zdechł? - miał mi za złe, że zdycham i zdycham, a zdechnąć nie mogę.

Dopiero 12 kwietnia 1942 roku usłyszał słowo "wolność" - osiem miesięcy po wydaniu amnestii dla Polaków. Tysiące kilometrów i dołączył do polskiej armii. Śpiesznie robił notatki, niezręcznie trzymając narzędzie pisarskie w dłoni pozbawionej palców. Książka gotowa. Zrzucona z ramion jak kołymski łachman. Strup oderwany od duszy.  Wydeptał wreszcie chodnik dla swojej książki przez tajgę polskiego sumienia   (Jan Bielatowicz).