Z Kąkolewskim znam się od dawna. Wpadłam w jego reporterskie sieci, gdy odnalazł diament zagrzebany w popiele - pierwowzór Maćka Chełmickiego [tu]. Jednak dawno się nie widzieliśmy, więc wypada tradycyjnie zapytać: Co u pana słychać, panie Krzysztofie?
Oj, dzieje się! Np. TVP-1 wyemitowała w grudniu polakożercze "Pokłosie". W styczniu internauci zorganizowali akcję "Nie idę na Idę", a przed paroma dniami w programie Marka Czyża "Bez retuszu" próbowano omawiać polsko-żydowskie relacje (przy nadreprezentacji jednej strony)... Źródła antypolonizmu biją wytrwale, więc nie zabrać głosu to grzech zaniechania. Nie mogłam przejść obojętnie obok takich wydarzeń, dlatego natychmiast przesunęłam w kolejce Umarły cmentarz, który pokazuje skalę zakłamania tematu.
To kolejne mistrzowskie śledztwo Kąkolewskiego dotyczące pogromu, który miał miejsce w Kielcach 4 lipca 1946 roku. Wiadomo, że w wyniku zajść zginęło 37 Żydów i troje Polaków. Tyle wiemy, a reszta to kłamstwa i mataczenie. Koronkowa robota zszyta dratwą. Arcydzieło zbrodni i propagandy. Wystarczy zajrzeć do Wikipedii, by przekonać się, że nadal podtrzymywany jest mit, jakoby pogrom był dziełem Polaków. W czasie zbierania materiałów do książki autor spotykał się z odmową udzielania informacji lub z zakazem ich publikowania.
- O pogromie nigdy ani słowa - kończyli rozmowę świadkowie.
- Ja nic nie wiem, nic nie widziałem - ucinali.
Inwigilowanie osób zamieszanych w wydarzenia i wycofywanie się informatorów przestaje dziwić w miarę odsłaniania kulis. Świadkowie wiedzą o tym, że żyją spokojnie wśród nich nieukarani zbrodniarze z bojówek PPR-ORMO, cywile, żołnierze przeróżnych formacji, służb... Zostali nosicielami tajemnic i bali się do końca. Najsilniej sprawców pogromu osłaniają publicyści, historycy pogromu, ludzie teatru kieleckiego. Przyjmują oni wersję NKWD/UB z 1946 roku i zrzucają winę na anonimowy motłoch i osoby skazane w czasie tzw. procesu kieleckiego. Kąkolewski stopniowo przedstawia rzeczywistych sprawców mordu i zaangażowanie tajnych służb polskich i radzieckich. Nie zrażają go trudności z dostępem do dokumentacji. W niespotykany dotąd sposób zablokowano wszelkie źródła i zakazano publikacji. Brak wglądu w archiwa rosyjskie, brak protokołów z posiedzeń Biura Politycznego KC PZPR z roku 1946, pożar archiwów... - to tylko niektóre z piętrzących się zapór. Nie wszystkim podobało się, że reporter snuje pajęczą sieć poszlak, aby oczyścić społeczeństwo, zdjąć odium i zrzucić na UB. A jednak się udaje - powoli, żmudnie...
To nie był pierwszy pogrom, ale przygotowany przez służby niemal perfekcyjnie. Wcześniej echa szły z ZSRS, Węgier, Słowacji, wreszcie z Krakowa czy z Rzeszowa (wersja próbna?). Podobne scenariusze zawierają te same co w pogromie kieleckim elementy, które wskazują na rolę tajnych służb. Wystąpienia przeciw Żydom to dzieło prowokatorów, którzy chcieli pokazać światu, iż wojska sowieckie i NKWD wciąż są w Polsce potrzebne do utrzymania porządku i bezpieczeństwa. Komu zależało na pogromie? Najwięcej do zyskania miał Związek Radziecki. Kąkolewski punktuje główne cele:
1. Spowodowanie masowego exodusu Żydów ukazanego jako ich ucieczka z niebezpiecznej Polski.
2. Zasianie przerażenia wśród Żydów-komunistów na najwyższych stanowiskach państwowych w ówczesnej marionetkowej RP.
3. Zasianie przekonania, że andersowcy, księża, chłopi, rzemieślnicy, harcerze tylko czyhają, by ich wyniszczyć, a jedynym obrońcą przed pogromami jest partia komunistyczna.
4. Odwrócenie się od Polski zachodnich sojuszników: Francji, Wielkiej Brytanii, USA. Uzasadnienie okupacji przez siły radzieckie (zawyżanie liczby ofiar pogromów i liczby uczestniczących Polaków).
5. Rozgrywka między światowymi syjonistami i utworzenie Izraela, w którym główną rolę chcieli odgrywać Rosjanie.
Warto wspomnieć o dacie pogromu, bo w tym samym dniu w Norymberdze miała być rozpatrywana sprawa Katynia. Nagłośnienie pogromu i odwrócenie uwagi były Rosjanom na rękę. Natychmiast przyspieszono proces, by zamknąć kwestię odpowiedzialności i winy przez ukrycie właściwych sprawców i obwinienie niewinnych.
Choć jedno z zeznań: Kolega z IW radzieckiej wrócił z Kielc po wykonaniu zadania, którym był pogrom. Po wykonaniu zadania na Plantach musieli jeszcze czekać, by rozstrzelać wszystkich skazanych w procesie (lipiec, lasek pod Kielcami).
Rozstrzelano 14 osób, choć skazano 9 (dołączono 5!). W lasku na Bukówce oczekiwał pluton egzekucyjny (potwierdzenie, że wyroki śmierci były z góry wydane). Jedynym skazanym na śmierć winnym zabójstwa był milicjant Mazur, który - to ciekawe! - miał przepiłowane kajdanki i zrzuciwszy je, zaczął uciekać z miejsca egzekucji. Czy w porę nie dotarł rozkaz, by nie strzelać za uciekającym?
Historia sfałszowania tej sprawy jest prawie równie przerażająca jak sama zbrodnia. Tak wiele zrobiono, by oszukać! A ciągłość jawna i niejawna między reżimem komunistycznym od 1944 roku po dziś dzień powoduje, że ochrona tajnych służb wydaje się równie ważna, co zniesławianie ofiar procesu, utożsamianie ich domniemanej zbrodni ze zbrodniczością kielczan i całego społeczeństwa polskiego. [s.139]
Na budynku, w którym rozegrała się tragedia, wisi tablica z napisem:
Pamięci 42 Żydów zamordowanych 4 lipca 1946 roku podczas rozruchów antysemickich - wmurowana w 44 rocznicę z inicjatywy Lecha Wałęsy Przewodniczącego NSZZ Solidarność.
Cóż mogę dodać? Niech przepraszają ci, którzy zawinili.
Komu polecam książkę? Cierpliwym badaczom. Niepozorna pozycja, a zatrzymała moje czytania, bo gąszcz faktów, ogrom relacji, mnóstwo odniesień. Rzetelna, mrówcza, reporterska praca Potwora z Saskiej Kępy! I chwała Wydawnictwu Von Borowiecky, że nie ugięło się pod presją poprawności politycznej i walczy o prawdę historyczną.
DOM Z PAPIERU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K.Kąkolewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K.Kąkolewski. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 lutego 2015
sobota, 20 sierpnia 2011
Tylko wybrani dostaną się do nieba pamięci
To słowa Jerzego Andrzejewskiego wypowiedziane w rozmowie z Jackiem Trznadlem ("Hańba domowa").
"Popiół i diament" - czy ktoś z nas nie przeczytał tej powieści?
19 sierpnia jej autor obchodziłby urodziny. Kim był Jerzy Andrzejewski? Przed wojną przedstawiciel nurtu chrześcijańskiego, a rozgłos przyniosła mu książka "Ład serca". Wyrósł z tradycji niepodległościowej, co nie przeszkodziło mu w okresie stalinowskim pisać tekstów propagandowych. Po okresie poparcia dla socrealizmu przeszedł do opozycji demokratycznej. Pisarz kontestujący - prawicowy - katolicki - komunizujący - prawicowy... - prawdziwy festiwal zachowań. Pisarz chimeryczny, miotał się jak nikt. Za "Miazgę" oczekiwał Nagrody Nobla, ale sławę przyniosła mu powieść "Popiół i diament", której nie potrafił się wyrzec i która jest uważana za najlepiej napisaną w jego dorobku. Był czas, że uznano ją za świadectwo epoki, porównywano do "Przedwiośnia" Żeromskiego. To był gorący temat - kapitulacja Niemiec i lata po wyzwoleniu. Co dalej? - rozgorzała dyskusja narodowa. Dziś niby wiemy, że to powieść tendencyjna, zniekształcająca rzeczywistość, ukazująca zakłamany obraz powojennej Polski. Dlaczego piszę "niby"? Bo przejrzałam ściągi, streszczenia, recenzje, opinie, dyskusje na forach i jestem przekonana, że powieść nadal (w mniejszym lub większym stopniu, zresztą podobnie jak film) organizuje zbiorowe myślenie o tamtych latach. O ile można znaleźć informacje dotyczące fabuły, trudniej się dopatrzyć zafałszowań i dokonać jednoznacznej oceny moralnej. Książka i film są uznane za kultowe. Bezrefleksyjnie.
"Popiół i diament" - czy ktoś z nas nie przeczytał tej powieści?
19 sierpnia jej autor obchodziłby urodziny. Kim był Jerzy Andrzejewski? Przed wojną przedstawiciel nurtu chrześcijańskiego, a rozgłos przyniosła mu książka "Ład serca". Wyrósł z tradycji niepodległościowej, co nie przeszkodziło mu w okresie stalinowskim pisać tekstów propagandowych. Po okresie poparcia dla socrealizmu przeszedł do opozycji demokratycznej. Pisarz kontestujący - prawicowy - katolicki - komunizujący - prawicowy... - prawdziwy festiwal zachowań. Pisarz chimeryczny, miotał się jak nikt. Za "Miazgę" oczekiwał Nagrody Nobla, ale sławę przyniosła mu powieść "Popiół i diament", której nie potrafił się wyrzec i która jest uważana za najlepiej napisaną w jego dorobku. Był czas, że uznano ją za świadectwo epoki, porównywano do "Przedwiośnia" Żeromskiego. To był gorący temat - kapitulacja Niemiec i lata po wyzwoleniu. Co dalej? - rozgorzała dyskusja narodowa. Dziś niby wiemy, że to powieść tendencyjna, zniekształcająca rzeczywistość, ukazująca zakłamany obraz powojennej Polski. Dlaczego piszę "niby"? Bo przejrzałam ściągi, streszczenia, recenzje, opinie, dyskusje na forach i jestem przekonana, że powieść nadal (w mniejszym lub większym stopniu, zresztą podobnie jak film) organizuje zbiorowe myślenie o tamtych latach. O ile można znaleźć informacje dotyczące fabuły, trudniej się dopatrzyć zafałszowań i dokonać jednoznacznej oceny moralnej. Książka i film są uznane za kultowe. Bezrefleksyjnie.
Komentarz do tych utworów stanowi "Diament odnaleziony w popiele" Krzysztofa Kąkolewskiego. Bardzo cenię tegoż autora (w tle zdjęcia kilka innych pozycji) i książka zasługuje na spopularyzowanie. Obnaża kłamstwa powieści i filmu. Wskazuje pierwowzory. Mówi o czerpaniu materiału przez Andrzejewskiego z ubeckich materiałów. Przede wszystkim jednak autor kieruje naszą uwagę na bohaterów.
Nagromadzenie, spiętrzenie bohaterstwa, nieszczęść i szlachetności po stronie komunistów, podłości, tchórzostwa i zbrodni po stronie niekomunistów, dochodzi w książce Andrzejewskiego do swoistej kumulacji. [s.14]
Komuniści to: Szczuka - więzień kilku obozów koncentracyjnych, bohaterski organizator ruchu oporu, więzień sumienia, człowiek kaleki (a więc budzący współczucie); jego żona Maria - zginęła w obozie, podobnie jak żona przyjaciela, a także jego synowie; Smolarski - zabity niewinnie, stracił dwóch synów; Gawlik - wrócił z robót, potem też zabity. To postacie dodatnie, sympatyczne.
Niepodległościowcy: Kossecki - okrutny kapo w obozie; pani Kossecka - ograniczona kura domowa; Andrzej - syn kapo, okrutnik; Szretter, Janusz, Drewnowski; Święcicki... Są odrażający, budzą grozę.
Dochodzimy do głównego bohatera - Maćka Chełmickiego. To bohater, który utracił wiarę w sens walki. Zakochał się i zapragnął normalnie żyć. Jednoznacznie - godzi się na zniewolenie.
W tym momencie odejdę od streszczania. Najciekawsze u Kąkolewskiego jest to, że odnalazł "Maćka"!
- Więc pan żyje? Nie mogę uwierzyć, że pana widzę, że z panem rozmawiam. Jak to było? Jak się pan wymknął? Scena agonii na śmietniku, gdy Maciek Chełmicki kopie nogami, jest tak sugestywna i od tak dawna wryła się w pamięć, że i mnie zasugerowała. Byłem pewien, że pan nie żyje. Po tym, co pan zrobił, nie miał pan prawa żyć, nie mógł pan żyć, nie może pan żyć. [s.45]
Tak autor zaczyna rozmowę ze Stanisławem Kosickim, który stał się pierwowzorem bohatera powieści. Boże, jak czytałam z zapartym tchem o tym harcerzu Szarych Szeregów, późniejszym żołnierzu AK, oddającym trzy celne strzały, które zmieniły jego życie! Później ucieczka, w której towarzyszy mu Basia. Młodzi zakochują się. Raz zobaczył na Basi płaszczu wesz i zgniótł ją. Dopiero potem w więzieniu dowiedział się, że wesz na czyimś ubraniu oznacza zdradę. Cela śmierci.
Dziwnie było sobie uświadomić, że 19 lat ma być całym życiem. A to nieprzeżyte? Co miało się w nim zdarzyć? Kim miał być? Kim by był? Straszliwa tajemnica, której nigdy nie pozna. Kto byłby jego żoną?(...) Jakie imię by nosiła? Jakie to ciekawe! Miałby dzieci? Ile? [s.89]
Dalsze losy Stasia to agonia rozłożona na pięćdziesiąt lat. To nieprawda, że wszystko działo się dawno temu. Żyłaś już. Żyłeś.
Krzysztof Kąkolewski, Diament odnaleziony w popiele, Wydawnictwo Von Borowiecky, Warszawa 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)