DOM Z PAPIERU



niedziela, 12 czerwca 2011

To lubię...

Z mozołem, ale i z przyjemnością doczepiam kolejne ogniwo blogowego łańcuszka. Dziękuję, Anetko! To miłe podwójnie, bo ktoś jest zainteresowany drugą osobą, a ponadto zmusiłam się do wnikliwego przyjrzenia się samej sobie.

 Wersja podstawowa (w 5 zdaniach)
Staję obok i  widzę: Jej świat to książka, kawa, kanapa. Jej nadwrażliwość uniemożliwia normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Boi się, że braknie jej czasu - na nie wiadomo co. Obdziela ciepłem innych. Uznaje tylko kolory: czarny i biały - bez szarości.

Wersja rozszerzona
Nieco żartobliwie, potem poważniej...

W spodniach mnie nie zobaczycie. Każdy dżinsowy skrawek opuścił moją szafę. Ich miejsce zajmują powolutku koronki. Jestem stuprocentową kobietą.

Kocham książki, podróże, zakupy. Jak widać, nie jestem tania w utrzymaniu. Dlatego sporo pracuję.
Żyję higienicznie. Lubię proste potrawy. Książki kucharskie kupuję tylko na prezenty. Słodycze mogą dla mnie nie istnieć. Wolę piekło w gębie.  Do picia tylko woda, kawa i dobre wino. Żadnych kompocików i herbatek!

Praktycznie nie oglądam telewizji. Usilnie namawiam kogoś do zabrania telewizora z mojego pokoju, żeby zwiększyć książkowy metraż, ale nikt się nie daje namówić.

Chodzę boso. Czerpię energię z ziemi.

Uwielbiam ciepło. Nigdy nie narzekam na upał. Muszę wygrzać się jak jaszczurka, żeby przetrwać zimę. Tę okrutną porę roku najchętniej przesiedziałabym w mojej papierowej gawrze.

Zwierzęta mam w domu zawsze. Troje moich dzieci hodowało psy, koty, rybki, szczurki, myszki, myszoskoczki, królika, papużki... Nie pokochałam tylko patyczaków.

Teraz jestem eurobabcią. Dzięki temu wpadam na wyprzedaże do Londynu albo łypię na fioletowe krowy i podglądam świstaka, kiedy zawija sreberka...

A nieco poważniej...
Cenię ludzi inteligentnych i pracowitych. Chamstwo i tępota odsuwają mnie na bezpieczną odległość. Porażają mnie wulgaryzmy na ulicy czy w autobusie. Zdarza się, że zwracam uwagę przeklinającym i... na ogół ze skutkiem pozytywnym.

Muszę napisać jeszcze o studiach, żeby zachęcić innych do realizowania marzeń. Po maturze chciałam wybrać filologię polską, ale bałam się egzaminu z gramatyki. Wybrałam inny kierunek. Czas leciał nieubłaganie. Gdy skończyłam 40 lat, zdecydowałam się!  Byłam na roku jedyną osobą, która studiowała dla przyjemności. Siedziałam i chłonęłam wykłady. To był najpiękniejszy czas w moim życiu.  Dzięki temu nie ginę w gąszczu książek. Podczytuję sobie Vincenza, idę w oświeceniowym żałobnym orszaku poetów, śmieję się ze średniowiecznych rymowanek... Nie dotarłabym do tego, gdyby nie wspaniali wykładowcy. Gdy ktoś mi mówi, po co mi to było, uśmiecham się...

Mam poczucie dwóch realności świata: moja i równoległa widziana oczyma innych. Zastanawiam się, która jest prawdziwsza...

Mogłabym jeszcze długo: o historii, o aniołach... Ale ciąg dalszy nastąpi. Po odrobinie w każdym poście.

Oto ja: biblioteka, winoteka, nasi bracia mniejsi...


Do dalszej zabawy zapraszam Papryczkę, Bibliofilkę, Monotemę, Lirael, Kasię.eire. Dziewczyny, zabawicie się? Z każdą z Was chciałabym usiąść przy kawce i pogadać:)

czwartek, 9 czerwca 2011

"W mojej epoce już wymieram"

Znów Sandomierz. Kameralne spotkanie w dworku "Alicja". Za oknem Góry Pieprzowe. Siedzimy w saloniku - przytulne siedziska, stoliki nakryte dzierganymi serwetami, aromatyczna herbata, ciasteczka... I On - Jan Polkowski.
Nie kryguje się przed publicznością, nie rozsiewa uśmiechów. Czyta swoje wiersze. I mówi. O dekonstrukcji na poziomie kultury i dzisiejszym dyskursywnym podejściu, kiedy to wszystko jest tematem debaty - graffiti na murze czy Szekspir znaczą tyle samo. Nasza duchowość karleje, ale możliwość trwania daje poezja. Nie jest zadaniem poezji ocalanie zasobu leksykalnego. Ma ona uratować ducha języka - to jej istota. Siłą motoryczną napędzającą pisanie jest niezrozumienie siebie. Wszak zrozumieć siebie byłoby nudno. Potrafimy zaskakiwać pokładami dobra, ale też zła.
W poezji gościa maksymalne odniesienia kulturowe, ciągły dialog z twórcami. Zarzucał mu to m.in. Świetlicki, pytając:
- Ile razy można o Vermeerze?
- A ile razy można o kacu? - zripostował Polkowski.
Warto przypomnieć głośny wiersz Dla Jana Polkowskiego, w którym Świetlicki wylicza słabości sztuki zaangażowanej, uciekającej do wielkich słów, która nie mówi wprost. Sam bohater spotkania odciął się od utworu, nie tłumaczył się, nie podjął tematu, uznając, że nie warto.
Zatrzymuję się, zastygam zawsze, gdy słyszę słowo "samotność". Było i tutaj. Samotny jest twórca, ale odbiór sztuki też. Samotność nie jest w sztuce czymś niezwykłym - jest naturalna, wręcz niezbędna. Tak jak niezbywalną częścią każdej sztuki jest element tajemnicy. Również nadzieja. Aktem nadziei jest nawet katastroficzny wiersz, bo buduje nasze życie. Twórczość poeta nazywa darem Boga. Uwikłany w przeszłość czuje się uczestnikiem wielkiej kultury, której częścią jest Polska.
Spotkanie zwieńczyły strofy dziewicze, nietknięte pazurami recenzentów i przeciwników w walce o poetycki tron. To głosy ludzi, którzy zamilkli. Zapisywanie głosów, które wyblakły, to też rola poezji. Młodszym przypominam, że Jan Polkowski był działaczem "Solidarności", internowanym w stanie wojennym. Zamilkł na 20 lat, a powrót i  ostatnie wiersze potwierdzają, że o tamtych wydarzeniach serce pamięta.
Może próbka poezji? Niedługa, niekrótka, lecz w sam raz:

Nic. Noc. Pełgające języki
losu. Tak wiele oddaje
Ziemia. Już nie proś.
Obracaj się.
Tańcz.

Uczciwie przyznaję, że poezja Polkowskiego łatwa w odbiorze nie jest. Spiętrzenia metafor, odwołania kulturowe, o których wspominałam, brak znajomości odniesień biograficznych - sprawiały mi problem  w rozumieniu. Ale nie w odczuwaniu i to uznaję za sukces.
Chcącym zbliżyć się do osoby i twórczości gościa polecam  Kwestionariusz kultury, który można znaleźć na stronie: http://www.nina.gov.pl/
Tam znalazłam zdanie finalne:
- Zdanie o mnie, które zapamiętałem: St.Barańczaka - Polkowski ma nieprzepartą chętkę mówienia prawdy.
I ja mu wierzę.


sobota, 4 czerwca 2011

Lista książek o książkach

Chwila zadumy. Przebiegam wzrokiem po półkach. Stoją w rządku, przytulają się. Inne rozpierzchły się, bo mają więcej miejsca lub tego samego autora. Oprócz książki Łysiaka, na którą mam dopiero chrapkę, czytaj - zbieram fundusze. Myślę, że lista to dobry początek, żeby zastanowić się nad wyborem do wyzwania. Polecam, bo przekrój szeroki.






Książki o książkach – moja lista:
- Diane Setterfield – Trzynasta opowieść
- Geraldine Brookes – Ludzie księgi
- J.C.Carriere, U.Eco – Nie myśl, że książki znikną
- Umberto Eco – O bibliotece; Imię róży
- C.M. Dominquez – Dom z papieru
- M.A.Shaffer, A.Barrows – Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych  Obierek
- Maria Pruszkowska – Przyślę Panu list i klucz; Życie nie jest romansem, ale…
- N.H.Kleinbaum – Stowarzyszenie Umarłych Poetów
- Anonim – Księga bez tytułu
- Jennifer Lee Carrell – Szyfr Szekspira
- Alexander Pechmann – Biblioteka utraconych książek
- Anatol France – Zbrodnia Sylwestra Bonnard
- Elizabeth Kostowa - Historyk
- Daniel Pennac – Jak powieść
- Jean-Pierre Ohl – Pan Dick, czyli dziesiąta książka
- Jasper Fforde – Skok w dobrą książkę
- Ray Bradbury – 451 Fahrenheita
- Alan Bennett – Czytelniczka znakomita
- Julian Sanchez – Antykwariusz
- Sam Savage – Firmin
- Teresa Monika Rudzka – Bibliotekarki
- Mikkel Birkegaard – Biblioteka cieni
- Andrzej Dobosz – Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia
- Pierre Bayard – Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?
- Anne Fadiman – Ex libris
- Stanisław Stochel – Ksiąg jestem niesyty
- Laura Kalpakian – Klub Wspomnień
- Thomas Wharton – Salamandra
- Jean-Marie Laclavetine – Przeklęta pierwsza linijka
- Jan Tomkowski – Zamieszkać w bibliotece
- Małgorzata Musierowicz – Frywolitki
- John Colapinto – Autor kontra autor
- Małgorzata Łukasiewicz – Rubryka pod różą
- Arturo Perez-Reverte – Klub Dumas
- Zuzanna Rabska – Moje życie z książką
- Ludwik Gocel – Przypadki jej królewskiej mości książki
- Scarlett Thomas – Koniec pana Y
- Kataryn Stockett – Służące
- Marcin Wilk – W biegu… Książka podróżna
- Mikołaj Łoziński – Książka
- Waldemar Łysiak – Empireum
- Walter Moers – Miasto Śniących Książek
- Wisława Szymborska – Lektury nadobowiązkowe
- Bernhard Schlink – Lektor
- Elias Canetti – Auto da fe
- Marcus Zusak –  Złodziejka książek
- Aleksander Kościów – Świat nura
- Carlos Ruiz Zafon – Cień wiatru

piątek, 3 czerwca 2011

Książki o książkach - wyzwanie




 

 

 

 

Rusza kolejne wyzwanie czytelnicze. Dla mnie to dopiero pierwsze, ale za to najlepsze, jakie sobie mogłam wymarzyć. Będą KSIĄŻKI  O  KSIĄŻKACH! Oto zasady ze strony:


"W świecie książek" jest to wyzwanie czytelnicze, którego głównym celem jest przybliżenie jego uczestnikom literatury poświęconej szeroko pojętemu zagadnieniu książki. Mówiąc prościej, będziemy czytać książki o książkach :).


Poniżej znajduje się kilka zasad. Zachęcam do zapoznania się z nimi przed zgłoszeniem się do wyzwania.

1. W wyzwaniu może wziąć udział każda osoba, która lubi czytać.

2. Aby uczestniczyć w wyzwaniu, należy przesłać na adres himilika@hotmail.com e-maila ze zgłoszeniem.

3. Wyzwanie trwa od 1.06.2011 r. do 1.06.2012 r. W tym czasie każdy z uczestników powinien przeczytać przynajmniej 3 tytuły, których tematyka obraca się wokół książek.

4. Podczas wyzwania zostanie zorganizowanych 11 mini-wyzwań. Nie trzeba w nich uczestniczyć, aby ukończyć wyzwanie główne. Więcej informacji pojawi się w osobnej zakładce.

5. W pierwszej notce opisujemy swoje doświadczenia z literaturą "książkową". Można w niej także zareklamować swojego bloga, czy też dodać listę planowanych tytułów.

6. Na blogu W świecie książek zamieszczamy recenzje, link do recenzji, bądź też swoje przemyślenia (lub link do nich) związane z tematyką mini-wyzwań.

7. Książki o książkach - mogą być to pozycje, które w jakiś sposób nawiązują do tematyki wyzwania, np. książki o bibliotece, o czytelnictwie, o powstawaniu pisma, o poszukiwaniu książek. Każdy tytuł jest odpowiedni, jeśli książka odgrywa w nim znaczną rolę (dotyczy to zwłaszcza literatury pięknej).
Już szykuję się do opracowania listy z mojej książkowej półki. Będzie w czym przebierać! Do jutra!

wtorek, 31 maja 2011

Koń na receptę

Myślę, że najwspanialszym prezentem dla milusińskich z okazji jutrzejszego święta będzie ... książka. Gdyby każdy z nas polecił dobrą, mądrą lekturę, mielibyśmy co czytać w czasie wakcji. Ja wypatrzyłam Konia na receptę i polecam wszystkim w okolicach 10 lat. Główną bohaterką jest dwunastoletnia Jagoda, ale są z nią mniejsi i więksi amatorzy konnej jazdy obojga płci. Świetny język, humor i pasja autorki zawiodą nas do najbliższej stadniny koni, a kto jeszcze bakcyla nie złapał, po lekturze spotkanie z kobyłą - gwarantowane! W kieszonce dołączono maleńką książeczkę, która zachęci dzieciaczki do podejmowania twórczych prób plastycznych i poetyckich.

Oto krótka notka ze strony Wydawnictwa DREAMS i ... galopem po książeczkę!

Koń na receptę
Agata Widzowska-Pasiak

Miłość do koni bywa lekiem. Przekonała się o tym grupa dzieci spędzająca wakacje na wsi w ośrodku hipoterapii. Między podopiecznymi a zwierzętami tworzy się silna więź. Szczególnie ważny staje się tytułowy koń na receptę, Szogun, którego chce odebrać stadninie jego właścicielka. Dzieci szukają rozwiązania. Rozbijają swoje skarbonki, zbierają w lesie jagody i grzyby. Piszą również wiersze o koniach, malują do nich ilustracje i próbują sprzedać swoje dzieła turystom. Czy ich wysiłki okażą się skuteczne, a zarobione pieniądze wystarczą na wykupienie Szoguna, by mógł nadal służyć ich niepełnosprawnym kolegom?

Koń na receptę to poruszająca opowieść o wielkiej sile przyjaźni, radzeniu sobie z przeciwnościami losu i satysfakcji ze wspólnego działania. Jednak przede wszystkim to historia o miłości pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Miłości, która niesie uzdrowienie.

poniedziałek, 30 maja 2011

O "Cukierniach..." było już wszystko

Nie lubię słodyczy, jednak permanentnie się odchudzam. Ale bez odbiegania od tematu, wracam do Gutowa. Przeczytałam i milczałam, bo entuzjazmu wykrzesać nie mogłam, a przykrości fanom sprawiać nie chciałam. Zatem - co było nie tak? Do połowy pierwszego tomu brnęłam, co rusz zerkając na drzewo genealogiczne. W końcu pokojarzyłam bohaterów. Później znowu myśli rozbieżne - od zachwytu nad drobiażdżkami wyciągniętymi z czeluści historii aż do złości. Bo po co pisać np., że kościół wybudowano w stylu romańskim, poświęcony w 1208 roku, o surowej bryle z kamieni i czerwonej cegły... i że stoi on ukosem do rynku? Czy to nie pompowanie objętości? Albo każda epizodyczna nawet postać przedstawiona jest pokolenia wstecz po mieczu i po kądzieli? Zdecydowanie wolę podejście amerykańskie, że wisząca na scenie strzelba powinna w którymś momencie wystrzelić. A tu cisza. No nic, czytam dalej. Otwieram oczy ze zdumienia - tu prawdziwych mężczyzn nie ma! Dookoła dzielne kobiety, które gospodarzą, rodzą, wychowują, a facet to tylko lowelas, bawidamek, nieudacznik, który pełni jedną funkcję. Nawet za klasztornym murem pociechę nieszczęśnicy daje druga kobieta. Oj, zapachniało mi feminizmem!
Jednak doceniając sprawne pióro i ogrom włożonej pracy, targana wątpliwościami, postanowiłam stanąć oko w oko  z autorką. Miałam nadzieję, że pani Gutowska-Adamczyk zapunktuje, rozwieje moje podejrzenia. I stało się. Okazała się miłą, uśmiechniętą, otwartą osobą. Pięknie nakreśliła historię budowania postaci w powieści. Próbuje je polubić i zrozumieć. W domu podkreśla ważność kobiety i dostrzega nieobecność mężczyzn w procesie wychowania. Wierzy w kobiety, matki, stąd projekcja takiego modelu w książce.
Nie obyło się bez zgadywania, co czeka łasuchów w trzecim tomie. Zatem motywem przewodnim będą francuskie rożki. A kto ciekaw, kim okaże się mumia z tajemniczym pierścieniem, będzie zaskoczony, że to nie........... Lilith! Chyba nie zdradziłam zbyt wiele?

piątek, 27 maja 2011

Spotkanie z poezją Jana od Biedronki

Czas i miejsce akcji: 22 maja, Sandomierz.
Wieczór poświęcony sylwetce i poezji księdza Jana Twardowskiego (1915-2006) pt. "Życie jak różaniec", które poprowadzi dr Waldemar Smaszcz z Białegostoku - historyk literatury i bliski przyjaciel autora "Znaków ufności". Podczas spotkania można będzie posłuchać prelekcji i wspomnień poświęconych zmarłemu przed pięcioma laty poecie w sutannie.

Tyle oficjalny komunikat. W rzeczywistości był to wieczór magiczny, przeplatany poetyckimi strofami. Uczta dla miłośników liryki księdza Twardowskiego. Na deser podano unikalne zdjęcia, nieznane teksty źródłowe, rękopisy, pocztówki starej Warszawy. Było to jedno ze spotkań, co przychodzą same.

Nie wystarczy być znawcą poezji księdza, trzeba jeszcze się z Nim zaprzyjaźnić, żeby z miłością snuć taką opowieść.

Od dzieciństwa z kochającą matką. Ks. Jan powtarzał: Miałem piękną i świętą matkę. Jej zdjęcie nosił zawsze w portfelu. Jej też zawdzięczał swój artyzm. Nie spełniłem żadnego z oczekiwań mojego ojca - powie kiedyś. Z tego okresu zachowało się jedyne zdjęcie małego Jasia. To fotografia umieszczona przez redaktorów "Kuźnicy Młodych". Stało się tak na prośbę gorliwych czytelniczek, które zagroziły bojkotem pisemka w przypadku, gdyby redakcja się nie ujawniła. No i pokazali się - jako dzieci! Żart okazał się dla nas zbawienny, bo wszystkie inne zdjęcia rodzinne z tego okresu przepadły.
Ławki, tablica, kreda - niewiele wiemy o szkole powszechnej. Chyba jej nie lubił, bo słowem nie wspomina. O gimnazjum - już tak. Tu przyszła fascynacja słowem - redagował "Promień Szkolny" i wspomnianą  "Kuźnicę...". W tejże debiut ukochanego poety - w numerze 32. wiersz pt. Skarga. Teksty również często żartobliwe. Chłopcy np. chwalili ministra za wprowadzenie tarcz szkolnych, bo dzięki nim mogli się dowiedzieć, do której szkoły chodziła upatrzona dziewczyna!
Czas szkoły to także oczarowanie przyrodą. Jaś spędzał wiejskie wakacje w Milanówku (a nie w Druchowie, jak podają źródła!). Tu rodziła się jego wrażliwość. Ot, ciekawostka: był zbyt delikatny i nie chciał na lekcji religii narysować diabła, dlatego pozbawił go rogów. Na pytanie księdza odpowiedział, że to samiczka.
Uważał wakacje za dni najlepsze i najmilsze, podarowane nam przez Pana Boga (trudno się nie zgodzić). Zanurzony w przyrodzie. Las wydawał się żywiołem bez końca i wracał doń w wielu późniejszych strofach. Bo w Polsce horyzont zawsze kończył się lasem (Mickiewicz). Mistyki Boga szukali w lesie poeci nizin, to charakterystyczne.
Nadchodzi trudny czas - wojna. Przypisuje się poecie Armię Krajową. W rzeczywistości nie był zaprzysiężony. Nigdy też nie wystrzelił - pistolet był jeden, a nas dziesięciu. Ranny, wycofał się.         Z bólem pisze, że wszyscy lepsi od niego zginęli. Dlatego został księdzem, żeby się za nich modlić. Powstanie stworzyło też poetę.
I przyszły wiersze nieśmiałe i bose, które zadziwiają prostotą i pięknością, naturalnie przemawiają. Można w nich zamieszkać, czuć się dobrze, a słowa czasem mało eleganckie chronią przed absolutną powagą. Jego poezja rozpoznawalna, bogata, jedyna w swoim rodzaju, "twardowska".
Długo by pisać. Choćby o pokrzywdzeniu miastem. Gdy był u wizytek, zwykł mawiać: "gdy ktoś się poślizgnął na progu, zatrzymywał się dopiero na ołtarzu, tak wizytki sprzątały". Znany wszystkim pokoik, w którym piec był listą gości, leżanka należała do pachołka króla Sobieskiego, a pozostałe meble to zaledwie sekretarzyk, stolik i klęcznik. Jeszcze urokliwe drobiazgi - osiołek, kubek z urwanym uchem, aniołki, drewniane ptaszki i chmary biedronek.

Święty Janie od Krzyża, kiedy pełnia lata
i derkacz się odezwał, głuchy odgłos łąki,
owieczka z dzwonkiem beczy, przepiórka szeleści,
rzuć mi malwę i nazwij Janem od Biedronki

Przyjaciel księdza opowiadał jeszcze o przyjaźniach, choćby o tej najważniejszej - z Karolem Wojtyłą (zaznajomił ich Wojciech Żukrowski w 1946 r.). Mało kto kojarzy nazwisko wieloletniego przyjaciela Jerzego Pietrkiewicza, o którym cisza.

Życie zamknięte jak różaniec...

A ja chciałam jeszcze słowo o prowadzącym spotkanie. Waldemar Smaszcz zapadł mi w serce nie tylko z powodu przyjaźni z księdzem. Podziwiam go za pasję i ciekawość. Że potrafił przez kilka lat zaglądać do antykwariatu, by upolować upragnione roczniki "Kuźnicy...". Że trzy lata zajęło mu dochodzenie, w jakim miejscu wakacje spędzał Jaś Twardowski. Że...
O wielu rzeczach nie napisałam, wszak nikt nie lubi czytać długich postów. Wystarczy, bo tylko my - oczytani analfabeci chlapiemy językiem.

Cytaty pochodzą z prelekcji, jak również z dwóch książeczek W.Smaszcza: Ks. Jan Twardowski, poeta nadziei oraz Ludzie, których spotkałem. Obie mam z autorskimi dedykacjami.