Niby nie jest źle. Książki łatwo dostępne, nie osnuwa ich pajęczyna. Nazwisko pisarki zna niemal każdy Polak... Więc skąd ten tytuł? Bo niedługo może się wszystko zmienić. Już się zmienia i to nie bynajmniej z powodu marnego pisarstwa. Zofia Kossak-Szczucka nadal znajduje się w panteonie pisarstwa historycznego, ale jej umiłowanie polskości i nieukrywana postawa katolicka doskwierają tzw. mediom mainstreamowym. Wszak one tworzą kanon inteligentnego Polaka, zatem już wkrótce może powtórzyć się sytuacja (jak np. z Konopnicką i przyklejoną jej łatką), że o napiętnowanej jako antysemitka i rasistka pisarce nie będzie wypadało wspominać. GW w artykule "Spór o Zofię Kossak" na swoją stronę przeciągnęła nawet córkę pisarki - Annę i cytuje jej wypowiedź: Radio Maryja i wszystkie te ksenofobiczne środowiska nie mają prawa do mojej matki. Ona była dobrym człowiekiem, otwartym na świat. Oni tworzą podziały, dzielą ludzi. Wara im od Zofii Kossak - ucina.
Czytam ze zdziwieniem te słowa i od razu przychodzi mi na myśl próba przyprawienia gęby Zbigniewowi Herbertowi z wykorzystaniem jego żony. [Tak przy okazji dziś mija 16. rocznica śmierci tego Niezłomnego Poety]
Dlaczego trudno mi uwierzyć w brak manipulacji? Bo właśnie skończyłam czytać wspaniałą książkę Był dom... Anny Szatkowskiej i lektura nie zapowiadała tak zasadniczej zmiany poglądów pisarki! Z Polki - Europejka? Z twórczyni Żegoty - antysemitka? Z intelektualistki katolickiej - wróg chrześcijańskiej rozgłośni?
Spór o Zofię Kossak toczy się od kilkudziesięciu lat. Zapoczątkował go Tadeusz Borowski, publikując w 1947 roku artykuł Alicja w krainie czarów. Odnosił się w nim do wspomnień obozowych literatki zawartych w tomie Z otchłani. Pozostało mi tylko owe wspomnienia przeczytać, co niniejszym uczyniłam.
Oświęcim był piekłem, a obowiązkiem ocalonych jest dać świadectwo prawdzie, choć trudno znaleźć w ludzkiej mowie słowa, które pokazują duszę hitlerowską w całej nagości. Nawracanie do przeżyć lagrowych jest bolesne i męczące, ale cel pisania arcyważny: Więzień musi napisać, czytelnik musi przeczytać. Otrzymujemy relację wiernie przedstawiającą warunki lagrowe i opisującą proces odczłowieczenia. Najpierw odebranie osobowości przez nadanie numeru, później stadne życie (człowiek, gdy jest sam - myśli), do tego głód, chłód, brud, pośpiech, plugawa gwara najeżona obraźliwymi epitetami, plaga szpiegostwa i donosicielstwa, wyplenienie wstydu... Szczytem wychowania lagrowego staje się muzułman, odnoszący się do wszystkiego ze zwierzęcą obojętnością. Zabić człowieka jest łatwo, ale spreparowanie tak żyjącego człowieka jest owocem konsekwentnej pracy. Oprawcami bydła w pasy nie byli jacyś naziści i autorka nazywa ich wprost: sadystyczni młodzi rzeźnicy (na bloku doświadczalnym), hitlerowskie Niemcy, Niemcy wierni swemu totalnemu zakłamaniu...
A że często więźniarki szukały pocieszenia w modlitwie albo zachowywały się godnie, nie rezygnując ze swoich wartości, tego Borowski już nie był w stanie pojąć. Co zarzucał autorce wspomnień? Że np.:
- jest bigotką,
- fantazjuje niemal w każdym zdaniu,
- jest nieobeznana z gwarą obozową,
- czyni krzywdę innym narodowościom, wyróżniając Polki, a wśród nich katoliczki,
- wprowadza gąszcz poglądów religijnych, metafizycznych,
- obok mocno naiwnych dywagacji w relacji obozowej umieszcza jedynie okruchy prawdy,
- należy w obozie do uprzywilejowanej kasty i właściwie nie wiadomo, jak to się stało, że przeżyła (nie wiedział, że wróciła na Pawiak i czekała na wyrok śmierci?),
- pisze o Oświęcimiu bezosobowo, nie mając odwagi wprowadzić do powieści i osądzić samą siebie (a przecież Tadek i Maria z jego opowiadań to nie są rzeczywiste postacie, a jedynie zmyli czytelnika przypadkowa zbieżność imion!),
- napisała książkę złą i fałszywą, beznadziejnie słabą literacko, po prostu pamiętnik Alicji z krainy czarów.
Według autora Opowiadań sens Oświęcimia da się rozwiązać jedyną metodą, jaką jest światopogląd materialistyczny. Czy pisał tak tylko dlatego, że proklamował socrealizm? Cynizm więźniów, brutalizacja obrazu życia w lagrze, relatywizm moralny - to cała prawda o obozie? W środowisku literackim zawrzało. Dziś próbuje się nam wmówić, że rozpoczęła się nagonka na Borowskiego. Moim zdaniem to on właśnie wygrał, bo z jego książki do dziś młodzi uczą lagrów. I nie dlatego, że jest lepsza od wspomnień Kossak-Szczuckiej, ale dlatego, że ktoś uparcie ją lansuje i umieszcza w kanonie lektur. Tak jak Gombrowicza czy Białoszewskiego (nie ma lepszych książek o Powstaniu Warszawskim?). A przesiąknięta patriotyzmem i katolicyzmem pisarka uwiera... Walka z wartościami trwa...
Zainteresowanych tematem informuję, że jest książka Dariusza Kuleszy Dwie prawdy. Zofia Kossak i Tadeusz Borowski wobec obrazu wojny w polskiej prozie lat 1944-1948.
DOM Z PAPIERU
poniedziałek, 28 lipca 2014
środa, 23 lipca 2014
Albania - życie w innym wymiarze
To kraj kontrastów. Tu śpiew muezina przenika się z dźwiękiem kościelnych dzwonów, a na drodze osiołek maszeruje obok mercedesa. Kraj na granicy Wschodu z Zachodem. Waleczni mieszkańcy, którym przyszło zmagać się z inwazją otomańską, z włoskim faszyzmem i wreszcie z rodzimym terrorem komunistycznego dyktatora Hodży. Mityczna kraina dzika i ciekawa. Kraj orłów, bunkrów i karabinów. Prawo krwi (Kanun), które skutkuje wielopokoleniową wendetą. Pluszaki zamocowane na dachach i drzewach owocowych, które mają odstraszać złe moce. 30 % terenu w zasięgu telefonii komórkowej. Możesz tylko marzyć o płatności kartą. Wspaniała, zdrowa kuchnia łącząca to co najlepsze - kozie i owcze sery, melony, bakłażany, oliwki, małże, dżem figowy, rakija... I wszechobecna życzliwość. Zapraszam na kolejny spacer.
W centrum Tirany można podziwiać Plac Skanderbega - z pomnikiem bohatera, meczetem Ethema Beja, wieżą zegarową, ale życie miasta zaczyna się w elitarnej dzielnicy zwanej dawniej Blok. Mieszkali tu komunistyczni dygnitarze, a zasieki, milicja i służby specjalne (tzw. Sigurimi) strzegły dostępu i bezpieczeństwa. Dziś nadal jest to ekskluzywne miejsce i ma się wrażenie, że przedstawiciele elit finansowych nigdy stąd nie wyszli. Pełno ich w bankach, firmowych sklepach i luksusowych restauracjach.
Na zdjęciu z bunkrem - zerknijcie w powiększeniu - widać i zasieki, i mundur... Co się zmieniło? Brak dekomunizacji i lustracji spowodował ciągłość sprawowania władzy i nadal rządzą tu pieniądze. Wcześniejsze zdjęcie przedstawia rezydencję dyktatora Envera Hodży. Wygląda skromnie, jednak warto wrócić wspomnieniami do czasu, gdy jeszcze żył ten symbol Albanii. Rzadko też można usłyszeć historię tego domu i 16-kilometrowego tunelu, budowanego przez dziadków i ojców, w którym równolegle mogło ustawić się kilka czołgów. Wyobraźnia fanatycznego przywódcy nie miała granic. Jeszcze za życia kazał wybudować sobie mauzoleum w kształcie piramidy.
Dziś trwają dyskusje nad przeznaczeniem obiektu, a młodzież dziarsko wspina się na szczyt, zbiega, maluje... Chcą okazać pogardę dla osoby i czasu. Bo o czym tu pamiętać? O prawie półwiekowej dyktaturze? O obronie czystości marksizmu i leninizmu i przeciwnikach, którzy trafiali do więzień? O izolacji kraju, do którego nie można było wjechać ani wyjechać? Że przez czterdzieści lat nie wolno było ludziom mieć prywatnych samochodów? Że zakazano wszelkich praktyk religijnych, a Albanię ogłoszono pierwszym na świecie państwem ateistycznym? Rozmiar terroru nieporównywalny z żadnym z krajów postkomunistycznych. Przykład? Kładka z dzwonem na zdjęciu z piramidą - w tym miejscu zamordowano sześć tysięcy patriotów i zrobiono to - poprzez telewizję - na oczach całego narodu!
Kolejny przykład - Katedra św. Pawła w Tiranie. Zbudowana w miejscu, gdzie w okrutny sposób zgwałcono i zamordowano szesnastolatkę. W środku piękne wspomnienie naszego papieża Jana Pawła II i olbrzymi portret Matki Teresy z muszelek. Jest jeszcze krzyż.
Zdjęcia upamiętniające wymordowaną opozycję patriotyczną. Tak pozbywano się elit.
Młodzi nie chcą wracać do przeszłości. Nadzieję widzą w wejściu do UE. Zapatrzeni są też w Amerykę, co daje wymierne korzyści. Widziałam przy autostradzie piękny szpital - amerykański właśnie - gdzie każdy Albańczyk może wejść i bez żadnej rejestracji i czekania jest zbadany i leczony. Bez kolejek do specjalistów i bezpłatnie - jak to egzotycznie dla nas brzmi!
Wypytałam też o zarobki. Nauczycielka średniej szkoły zarabia w przeliczeniu na naszą walutę dwa tysiące dwieście. Niby mniej, ale nie płaci za czynsz, za wodę i za gaz. W tym kraju płaci się tylko za prąd! Zresztą nikt nie zawraca sobie głowy podpisywaniem umów i pilnowaniem rachunków. Po prostu idzie się do najbliższego słupa i podpina kabel.
To powszechny widok. Tam chyba każdy elektryk zasługuje na fotel prezydenta!
Jeśli już mowa o cenach, to jesteśmy w najtańszym kraju w Europie. Na dodatek wszędzie można płacić w euro (tylko dlaczego w Polsce nie?). Warto też podkreślić uczciwość transakcji w każdym hotelu, kantorze czy u przygodnych Albańczyków.
Zbliżam się powoli do pożegnania z tematem. Jeszcze parę ciekawostek. Transport zasługuje na parę zdań z pewnością. Takie pociągi - zdezelowane, z szybami popękanymi od kul - wciąż jeżdżą. Podobnie jak autobusy, które kursują poza wszelkimi rozkładami jazdy. Nie ma rozkładów! Trzeba usiąść i czekać. Za to koloryt w autobusie niezapomniany. Hałaśliwe rozmowy, pokrzykiwania, sprzedaż towarów, a przy tym brak wścibskiego przyglądania się, uśmiechy i chęć udzielenia pomocy.
Środki transportu bywają różne. A przejazd kolejowy zabezpiecza szlaban zrównoważony siatką kamieni. Żadnych zasad w ruchu kołowym. Pierwsza zasada, to właśnie brak zasad. Druga to ta, że pierwszeństwo ma większy pojazd. Jeśli oba są równe, to uprzywilejowany jest mercedes. Wszyscy trąbią i krzyczą. Można jechać pod prąd albo bez świateł, zatrzymać się na rondzie, zawrócić w dowolnym momencie... Wolność!
Taki widok nie zwraca niczyjej uwagi. Brak włazów na jezdniach i chodnikach jest normą nawet w dużych miastach. Nie wiem, jak oni to robią, że nikt nie wpada, nie łamie sobie nóg albo podwozi.
Rozsiane dosłownie co parę metrów serwisy, myjnie samochodowe (tzw. lavazh). Myjnią jest często kawałek chodnika, na którym stoi chłopak z wężem i rozpryskuje wodę, by zachęcić kierowców do skorzystania z usługi.
Niestety bywają i takie domy, a wzdłuż drogi walają się sterty śmieci. To stały element krajobrazu.
Powrót na plażę, gdzie pracuje sympatyczny osiołek.
Na zakończenie - jeden z tysięcy rozsianych po kraju bunkrów.
Nie wiem jak wy, ale ja Albanią i jej mieszkańcami jestem zauroczona. Nie zmieniły tego uczucia spacery i wyjazdy znacznie wykraczające poza program wycieczki.
Czas wracać do książkowego świata...
W centrum Tirany można podziwiać Plac Skanderbega - z pomnikiem bohatera, meczetem Ethema Beja, wieżą zegarową, ale życie miasta zaczyna się w elitarnej dzielnicy zwanej dawniej Blok. Mieszkali tu komunistyczni dygnitarze, a zasieki, milicja i służby specjalne (tzw. Sigurimi) strzegły dostępu i bezpieczeństwa. Dziś nadal jest to ekskluzywne miejsce i ma się wrażenie, że przedstawiciele elit finansowych nigdy stąd nie wyszli. Pełno ich w bankach, firmowych sklepach i luksusowych restauracjach.
Na zdjęciu z bunkrem - zerknijcie w powiększeniu - widać i zasieki, i mundur... Co się zmieniło? Brak dekomunizacji i lustracji spowodował ciągłość sprawowania władzy i nadal rządzą tu pieniądze. Wcześniejsze zdjęcie przedstawia rezydencję dyktatora Envera Hodży. Wygląda skromnie, jednak warto wrócić wspomnieniami do czasu, gdy jeszcze żył ten symbol Albanii. Rzadko też można usłyszeć historię tego domu i 16-kilometrowego tunelu, budowanego przez dziadków i ojców, w którym równolegle mogło ustawić się kilka czołgów. Wyobraźnia fanatycznego przywódcy nie miała granic. Jeszcze za życia kazał wybudować sobie mauzoleum w kształcie piramidy.
Dziś trwają dyskusje nad przeznaczeniem obiektu, a młodzież dziarsko wspina się na szczyt, zbiega, maluje... Chcą okazać pogardę dla osoby i czasu. Bo o czym tu pamiętać? O prawie półwiekowej dyktaturze? O obronie czystości marksizmu i leninizmu i przeciwnikach, którzy trafiali do więzień? O izolacji kraju, do którego nie można było wjechać ani wyjechać? Że przez czterdzieści lat nie wolno było ludziom mieć prywatnych samochodów? Że zakazano wszelkich praktyk religijnych, a Albanię ogłoszono pierwszym na świecie państwem ateistycznym? Rozmiar terroru nieporównywalny z żadnym z krajów postkomunistycznych. Przykład? Kładka z dzwonem na zdjęciu z piramidą - w tym miejscu zamordowano sześć tysięcy patriotów i zrobiono to - poprzez telewizję - na oczach całego narodu!
Kolejny przykład - Katedra św. Pawła w Tiranie. Zbudowana w miejscu, gdzie w okrutny sposób zgwałcono i zamordowano szesnastolatkę. W środku piękne wspomnienie naszego papieża Jana Pawła II i olbrzymi portret Matki Teresy z muszelek. Jest jeszcze krzyż.
Zdjęcia upamiętniające wymordowaną opozycję patriotyczną. Tak pozbywano się elit.
Młodzi nie chcą wracać do przeszłości. Nadzieję widzą w wejściu do UE. Zapatrzeni są też w Amerykę, co daje wymierne korzyści. Widziałam przy autostradzie piękny szpital - amerykański właśnie - gdzie każdy Albańczyk może wejść i bez żadnej rejestracji i czekania jest zbadany i leczony. Bez kolejek do specjalistów i bezpłatnie - jak to egzotycznie dla nas brzmi!
Wypytałam też o zarobki. Nauczycielka średniej szkoły zarabia w przeliczeniu na naszą walutę dwa tysiące dwieście. Niby mniej, ale nie płaci za czynsz, za wodę i za gaz. W tym kraju płaci się tylko za prąd! Zresztą nikt nie zawraca sobie głowy podpisywaniem umów i pilnowaniem rachunków. Po prostu idzie się do najbliższego słupa i podpina kabel.
To powszechny widok. Tam chyba każdy elektryk zasługuje na fotel prezydenta!
Jeśli już mowa o cenach, to jesteśmy w najtańszym kraju w Europie. Na dodatek wszędzie można płacić w euro (tylko dlaczego w Polsce nie?). Warto też podkreślić uczciwość transakcji w każdym hotelu, kantorze czy u przygodnych Albańczyków.
Zbliżam się powoli do pożegnania z tematem. Jeszcze parę ciekawostek. Transport zasługuje na parę zdań z pewnością. Takie pociągi - zdezelowane, z szybami popękanymi od kul - wciąż jeżdżą. Podobnie jak autobusy, które kursują poza wszelkimi rozkładami jazdy. Nie ma rozkładów! Trzeba usiąść i czekać. Za to koloryt w autobusie niezapomniany. Hałaśliwe rozmowy, pokrzykiwania, sprzedaż towarów, a przy tym brak wścibskiego przyglądania się, uśmiechy i chęć udzielenia pomocy.
Środki transportu bywają różne. A przejazd kolejowy zabezpiecza szlaban zrównoważony siatką kamieni. Żadnych zasad w ruchu kołowym. Pierwsza zasada, to właśnie brak zasad. Druga to ta, że pierwszeństwo ma większy pojazd. Jeśli oba są równe, to uprzywilejowany jest mercedes. Wszyscy trąbią i krzyczą. Można jechać pod prąd albo bez świateł, zatrzymać się na rondzie, zawrócić w dowolnym momencie... Wolność!
Taki widok nie zwraca niczyjej uwagi. Brak włazów na jezdniach i chodnikach jest normą nawet w dużych miastach. Nie wiem, jak oni to robią, że nikt nie wpada, nie łamie sobie nóg albo podwozi.
Rozsiane dosłownie co parę metrów serwisy, myjnie samochodowe (tzw. lavazh). Myjnią jest często kawałek chodnika, na którym stoi chłopak z wężem i rozpryskuje wodę, by zachęcić kierowców do skorzystania z usługi.
Niestety bywają i takie domy, a wzdłuż drogi walają się sterty śmieci. To stały element krajobrazu.
Powrót na plażę, gdzie pracuje sympatyczny osiołek.
Na zakończenie - jeden z tysięcy rozsianych po kraju bunkrów.
Nie wiem jak wy, ale ja Albanią i jej mieszkańcami jestem zauroczona. Nie zmieniły tego uczucia spacery i wyjazdy znacznie wykraczające poza program wycieczki.
Czas wracać do książkowego świata...
wtorek, 22 lipca 2014
Gdzie góry kąpią się w morzu
Koralowe gody to dobra okazja, żeby zaszaleć i wybrać podróż w nieznane. Wszak czym jest dla nas Albania? Poświęcę jej dwa wpisy, bo to kraj kontrastów. Dziś o tej bardziej znanej, czekającej na turystów.
Żeby nie było wątpliwości, gdzie jesteśmy. Dwugłowy orzeł i popiersie bohatera narodowego. Skanderbeg w XV wieku przez dziesięciolecia bronił kraju przed imperium otomańskim, a wdzięczny naród upamiętnia go na każdym kroku. Tutaj - zdjęcie z Lezhe zrobione w muzeum, gdzie pierwotnie znajdowało się miejsce pochówku wodza. Jednak tureccy barbarzyńcy grób splądrowali, a z kości bohatera zrobili sobie talizmany.
Wśród malowniczych miejsc, które warto odwiedzić, z pewnością znajdzie się Kruja. To miejsce urodzenia Skanderbega i pierwsza stolica kraju. Nasze przewodniki powtarzają brednie o "drugim Krakowie". Trzeba samemu zobaczyć miasto położone na stoku, ruiny warowni, a potem rozwiązać zagadkę zawartą w polskim przewodniku.
Mnie zachwycił turecki bazar. Wciąż mam w pamięci Mostar i to są miasteczka porównywalne. Zakupy na każdą kieszeń, a kuszą rękodzieła, militaria, sztuka ludowa i ... koniaki. Za 2-3 euro można nabyć atrakcyjny prezent z wizerunkiem bohatera narodowego.
Kolejny obowiązkowy punkt zwiedzania to Szkodra. Miasto jest ostoją katolicyzmu i stąd pochodziła rodzina Matki Teresy. I choć ona sama urodziła się na terenach dzisiejszej Macedonii, wciąż trwa spór o Matkę z Kalkuty. Wspinam się wytrwale na szczyt z nadzieją na malownicze widoki.
I nie zawiodłam się. Widok imponujący - wiekowe mury, rozlewiska, a do tego koncert cykad...
Dogadaliśmy się - antyk z antykiem;)
Parę kilometrów za miastem - zapiera dech w piersiach - piękny, kamienny most. Tylko dla tego jednego zdjęcia warto było przebyć tyle kilometrów!
Czas na stolicę. Tirana ledwie w jednym ujęciu, bo będę pisać jeszcze o krwawym dyktatorze Hodży. Nowoczesne obiekty upamiętniają dwie nowojorskie wieże zniszczone po ataku terrorystycznym. Mają zawsze otwarte okna...
Zostało Durrës - miasto nad Adriatykiem, dawna stolica, główny port morski. Widoczna na zdjęciu Wieża Wenecka jest wizytówką miasta, bo o historię tu nie dbano. Dopiero teraz wynurzają się między nowoczesnymi zabudowaniami pojedyncze kolumny i resztki murów.
Sztandarowym przykładem jest najstarszy na Półwyspie Bałkańskim amfiteatr, który leży wciśnięty między budynkami. Dosłownie!
Dziś miasto otwiera się na turystów. Powstają luksusowe hotele, rozkwita infrastruktura. Trzeba się spieszyć, jeśli nie chcemy znaleźć się w drugiej Chorwacji.
Czy zachwyciliście się Albanią? Jeśli nie, to jutro pokażę jej drugie oblicze.
Żeby nie było wątpliwości, gdzie jesteśmy. Dwugłowy orzeł i popiersie bohatera narodowego. Skanderbeg w XV wieku przez dziesięciolecia bronił kraju przed imperium otomańskim, a wdzięczny naród upamiętnia go na każdym kroku. Tutaj - zdjęcie z Lezhe zrobione w muzeum, gdzie pierwotnie znajdowało się miejsce pochówku wodza. Jednak tureccy barbarzyńcy grób splądrowali, a z kości bohatera zrobili sobie talizmany.
Wśród malowniczych miejsc, które warto odwiedzić, z pewnością znajdzie się Kruja. To miejsce urodzenia Skanderbega i pierwsza stolica kraju. Nasze przewodniki powtarzają brednie o "drugim Krakowie". Trzeba samemu zobaczyć miasto położone na stoku, ruiny warowni, a potem rozwiązać zagadkę zawartą w polskim przewodniku.
Mnie zachwycił turecki bazar. Wciąż mam w pamięci Mostar i to są miasteczka porównywalne. Zakupy na każdą kieszeń, a kuszą rękodzieła, militaria, sztuka ludowa i ... koniaki. Za 2-3 euro można nabyć atrakcyjny prezent z wizerunkiem bohatera narodowego.
Kolejny obowiązkowy punkt zwiedzania to Szkodra. Miasto jest ostoją katolicyzmu i stąd pochodziła rodzina Matki Teresy. I choć ona sama urodziła się na terenach dzisiejszej Macedonii, wciąż trwa spór o Matkę z Kalkuty. Wspinam się wytrwale na szczyt z nadzieją na malownicze widoki.
I nie zawiodłam się. Widok imponujący - wiekowe mury, rozlewiska, a do tego koncert cykad...
Dogadaliśmy się - antyk z antykiem;)
Parę kilometrów za miastem - zapiera dech w piersiach - piękny, kamienny most. Tylko dla tego jednego zdjęcia warto było przebyć tyle kilometrów!
Czas na stolicę. Tirana ledwie w jednym ujęciu, bo będę pisać jeszcze o krwawym dyktatorze Hodży. Nowoczesne obiekty upamiętniają dwie nowojorskie wieże zniszczone po ataku terrorystycznym. Mają zawsze otwarte okna...
Zostało Durrës - miasto nad Adriatykiem, dawna stolica, główny port morski. Widoczna na zdjęciu Wieża Wenecka jest wizytówką miasta, bo o historię tu nie dbano. Dopiero teraz wynurzają się między nowoczesnymi zabudowaniami pojedyncze kolumny i resztki murów.
Sztandarowym przykładem jest najstarszy na Półwyspie Bałkańskim amfiteatr, który leży wciśnięty między budynkami. Dosłownie!
Dziś miasto otwiera się na turystów. Powstają luksusowe hotele, rozkwita infrastruktura. Trzeba się spieszyć, jeśli nie chcemy znaleźć się w drugiej Chorwacji.
Czy zachwyciliście się Albanią? Jeśli nie, to jutro pokażę jej drugie oblicze.
czwartek, 10 lipca 2014
Si jeni?
Pozdrawiam wszystkich sympatyków bloga. Czas na wielkie wagary. Witam się z Adriatykiem, witam się z wami. :) Obiecuję relację po powrocie, a teraz zanurzam się w nicnierobieniu. Serdeczności:-D
piątek, 4 lipca 2014
Z tęsknoty za dziełem totalnym
Czerwiec był trudny, ale ubogaciły go spotkania autorskie. Rzucam wszystko w kąt, gdy usłyszę magiczne słowo - MYŚLIWSKI. I tym razem ukochany Sandomierz gościł znakomitego pisarza. Spotkaliśmy się wcześniej na osiemdziesiątych urodzinach, ale wtedy nie było mi dane wysłuchać rozmów. Teraz zasiadłam w sali ratuszowej jako pierwsza i wyszłam ostatnia.
- Gdybym nie pisał, nie wiedziałbym, kim jestem... - po takich słowach zostaje tylko zamienić się w słuch.
Dziwi ciągłe przypisywanie Myśliwskiego do nurtu pisarzy chłopskich. Po głośnej powieści Kamień na kamieniu był przecież dramatyczny esej Kres kultury chłopskiej ("Twórczość"), a po nim zamknięty krąg człowiek- ziemia-przyroda został przerwany. Ostatnie powieści głoszą prawdy uniwersalne.
I snuje swoją opowieść...
O pisarstwie, które jest wyprawą w przeszłość. Nie interesuje go powieść linearna. Wybiera monolog. Mówi o sobie, bo nie mamy narzędzi badawczych do poznania innego człowieka. To poprzez postacie narrator opowiada siebie. Kim jest? - nie znamy imienia i nazwiska. W kulturze szybkiej obsługi każdy traci cechy wyróżniające go. Zatem wypowiedź literacka jest niezgodą na unifikację dzisiejszego człowieka. Bohater znajduje się w momencie bilansowania swojego życia. Jest on też bohaterem świadomie niedokończonym... Semantyczne polifonie zawarte w tytułach (Widnokrąg, Traktat o łuskaniu fasoli, Ostatnie rozdanie) uruchamiają różność języków, wielość wątków. To dzieła totalne. I książki mądrościowe, bo pytają o to, co ważne, na jakie wartości trzeba stawiać...
Tak jest z Ostatnim rozdaniem. Wyjściowy koncept to notes wypełniony adresami. Ten zwornik narracyjny powtarza się wiele razy. Dotyczy gry w karty, jednak ma też znaczenie metaforyczne. Pyta o drugi brzeg, mamy więc do czynienia z dziełem eschatologicznym. I z pułapką. Porządkowanie notesu winno być czynnością rutynową - zostawić nazwiska, zaktualizować, wyrzucić...? Dręczące zapomniane postacie. Wykreślić umarłych? W notesie wciąż żyją! Rzecz pospolita, banalna kryje przepastne tajemnice, a chęć porządkowania staje się udręką. Złudna to rzecz! Notes staje się kluczem do świata i syntetycznym rozrachunkiem. To książka o porządku, ale i pamięci. Właśnie pamięć pełni rolę kreacyjną i pocieszycielską. Dzięki niej mamy literaturę. Nie ma ona końca, dopóki człowiek będzie chciał opowiadać swoje życie. Opowiadać i być słuchanym to pragnienie immanentne. To opowieść nadaje sens życiu.
- Co pan ma zamiar teraz pisać?
Tego pytania autor bardzo nie lubi. Mógłby napisać np. Alfabet Myśliwskiego. Po wydaniu każdej książki czuje się zmęczony i wyjałowiony. Boi się powtórzeń. Nie wyciąga artystycznych profitów z książek już napisanych. Odcina się i za każdym razem czuje się debiutantem. Stara się, by każda książka była inna. By zmuszała do wysiłku myślowego i językowego. Bo książka jest taka, jaką ją każdy odczyta i sam wypełni dookreślenia. Życie wymaga więcej czasu niż pisanie powieści. Nie spieszy się i czeka, aż jakaś myśl go wybierze, jakieś zdarzenie i tak wykluwa się potencja...
I mój egzemplarz doczekał się personalizacji. Jest już tylko mój! I wiem, co zapakuję do podróżnej torby. Będę szukać syntezy doświadczania człowieka i świata... Każdy moment jest dobry, by dumać nad sensem otaczającego chaosu...
- Gdybym nie pisał, nie wiedziałbym, kim jestem... - po takich słowach zostaje tylko zamienić się w słuch.
Dziwi ciągłe przypisywanie Myśliwskiego do nurtu pisarzy chłopskich. Po głośnej powieści Kamień na kamieniu był przecież dramatyczny esej Kres kultury chłopskiej ("Twórczość"), a po nim zamknięty krąg człowiek- ziemia-przyroda został przerwany. Ostatnie powieści głoszą prawdy uniwersalne.
I snuje swoją opowieść...
O pisarstwie, które jest wyprawą w przeszłość. Nie interesuje go powieść linearna. Wybiera monolog. Mówi o sobie, bo nie mamy narzędzi badawczych do poznania innego człowieka. To poprzez postacie narrator opowiada siebie. Kim jest? - nie znamy imienia i nazwiska. W kulturze szybkiej obsługi każdy traci cechy wyróżniające go. Zatem wypowiedź literacka jest niezgodą na unifikację dzisiejszego człowieka. Bohater znajduje się w momencie bilansowania swojego życia. Jest on też bohaterem świadomie niedokończonym... Semantyczne polifonie zawarte w tytułach (Widnokrąg, Traktat o łuskaniu fasoli, Ostatnie rozdanie) uruchamiają różność języków, wielość wątków. To dzieła totalne. I książki mądrościowe, bo pytają o to, co ważne, na jakie wartości trzeba stawiać...
Tak jest z Ostatnim rozdaniem. Wyjściowy koncept to notes wypełniony adresami. Ten zwornik narracyjny powtarza się wiele razy. Dotyczy gry w karty, jednak ma też znaczenie metaforyczne. Pyta o drugi brzeg, mamy więc do czynienia z dziełem eschatologicznym. I z pułapką. Porządkowanie notesu winno być czynnością rutynową - zostawić nazwiska, zaktualizować, wyrzucić...? Dręczące zapomniane postacie. Wykreślić umarłych? W notesie wciąż żyją! Rzecz pospolita, banalna kryje przepastne tajemnice, a chęć porządkowania staje się udręką. Złudna to rzecz! Notes staje się kluczem do świata i syntetycznym rozrachunkiem. To książka o porządku, ale i pamięci. Właśnie pamięć pełni rolę kreacyjną i pocieszycielską. Dzięki niej mamy literaturę. Nie ma ona końca, dopóki człowiek będzie chciał opowiadać swoje życie. Opowiadać i być słuchanym to pragnienie immanentne. To opowieść nadaje sens życiu.
- Co pan ma zamiar teraz pisać?
Tego pytania autor bardzo nie lubi. Mógłby napisać np. Alfabet Myśliwskiego. Po wydaniu każdej książki czuje się zmęczony i wyjałowiony. Boi się powtórzeń. Nie wyciąga artystycznych profitów z książek już napisanych. Odcina się i za każdym razem czuje się debiutantem. Stara się, by każda książka była inna. By zmuszała do wysiłku myślowego i językowego. Bo książka jest taka, jaką ją każdy odczyta i sam wypełni dookreślenia. Życie wymaga więcej czasu niż pisanie powieści. Nie spieszy się i czeka, aż jakaś myśl go wybierze, jakieś zdarzenie i tak wykluwa się potencja...
I mój egzemplarz doczekał się personalizacji. Jest już tylko mój! I wiem, co zapakuję do podróżnej torby. Będę szukać syntezy doświadczania człowieka i świata... Każdy moment jest dobry, by dumać nad sensem otaczającego chaosu...
wtorek, 1 lipca 2014
Onegdaj...
Zawędrowałam na kielecką ziemię. W ramach Literackiej mapy Polski zapraszam dziś do... No właśnie - jak nazwać to cudo w Oblęgorku?
Dwór, pałacyk, kasztel? Niech będzie pałacyk - szesnastopokojowy, w stylu neogermańsko-wiedeńskim, z dumnie osadzonym posągiem skrzydlatego husarza. Wokół pyszny park i cienisty jar, które można podziwiać z kilku tarasów.
Można ukoić oczy zielenią i zasiąść do pisania "Wirów", "W pustyni i w puszczy" czy "Legionów". Trzynaście lat spędził w tym miejscu Henryk Sienkiewicz. Zapraszał doń rodzinę i przyjaciół, więc wpadali na parę dni i na parę kuropatw.
Jeszcze dziś jest to gniazdo miłe dla oka i duszy.
Czas wejść do środka. Z sieni - zaopatrzona w audioprzewodnik - wkraczam do gabinetu. W większości oryginalne wyposażenie. Przetrwało wojny dzięki pomocy Kościoła i okolicznego chłopstwa. Ci ostatni wspierali rodzinę wiele razy, bo - jak powiedział jeden z nich, który z chłopów wyszedł - Tyś mnie Polski nauczył.
Wchodzę "na pokoje". Tu biegały dzieci - Jadwiga i Henryk Józef. Jeszcze po śmierci pisarza rodzina mieszkała przez chwilę, ale naród dał, naród odebrał. W stworzonym muzeum do dzisiaj kustoszem nie może zostać mieszkająca nieopodal prawnuczka Anna Dziewanowska...
Kolejna sala i "gadułka" opowiada o mebelkach, rzeźbach, obrazach wielkich przyjaciół...
No przecież ja lubię zaglądać do alkowy! Opuszczam dyskretnie to miejsce i przechodzę "na górkę".
Co za zmiana! Znika duch epoki, a pojawiają się niespodzianki. Przede mną tajemne drzwi i szukanie skrytek, w których ukryte są osobiste przedmioty pisarza - pamiątki z podróży, binokle, szklaneczki, sztućce...
Wita sam gospodarz, prezentując w oszklonej gablocie unikalne wydania swoich dzieł. To za całokształt twórczości otrzymał Nagrodę Nobla, a nie - jak jeszcze czasem słyszymy - za Quo vadis. Kopia medalu też do obejrzenia na pięterku.
Zmęczeni spacerem możemy odpocząć na ogrodowym fotelu;)
A po powrocie do domu poczytać Dom Sienkiewicza Barbary Wachowicz. Zrobiłam to z ogromną przyjemnością, rysując sobie w trakcie lektury drzewo genealogiczne noblisty. Gdy doszłam do prawnuków, zatrzymałam się na Bartłomieju Sienkiewiczu. Pomyślałam o stworzonej przez niego nowej trylogii, która krąży w postaci audiobooka (ta z kupą kamieni jako trzeci tom). Co o tym wszystkim myśli słynny Henryk? Jak ma się to do świadomości rodowodu?
I przypominam sobie incydent z 1914 roku, kiedy do Oblęgorka zawitał oddział legionistów. Gdy zapukali do drzwi pałacyku, usłyszeli ponoć od gospodarza: Po niewłaściwej stronie, chłopcy, stoicie... Po latach przydałoby się powiedzieć do prawnuka: Po niewłaściwej stronie, chłopcze, stoisz...
W gabinecie pisarza pojawia się na ścianie piszące pióro, upamiętniające ważkie cytaty. Oto jeden z nich:
Chrystusa nie ma jeszcze w historyi. Gdy do niej zstąpi, rozpocznie się nowa epoka dla chrześcijaństwa i ludzkości. - Henryk Sienkiewicz
Czekam nadal...
Dwór, pałacyk, kasztel? Niech będzie pałacyk - szesnastopokojowy, w stylu neogermańsko-wiedeńskim, z dumnie osadzonym posągiem skrzydlatego husarza. Wokół pyszny park i cienisty jar, które można podziwiać z kilku tarasów.
Można ukoić oczy zielenią i zasiąść do pisania "Wirów", "W pustyni i w puszczy" czy "Legionów". Trzynaście lat spędził w tym miejscu Henryk Sienkiewicz. Zapraszał doń rodzinę i przyjaciół, więc wpadali na parę dni i na parę kuropatw.
Jeszcze dziś jest to gniazdo miłe dla oka i duszy.
Czas wejść do środka. Z sieni - zaopatrzona w audioprzewodnik - wkraczam do gabinetu. W większości oryginalne wyposażenie. Przetrwało wojny dzięki pomocy Kościoła i okolicznego chłopstwa. Ci ostatni wspierali rodzinę wiele razy, bo - jak powiedział jeden z nich, który z chłopów wyszedł - Tyś mnie Polski nauczył.
Wchodzę "na pokoje". Tu biegały dzieci - Jadwiga i Henryk Józef. Jeszcze po śmierci pisarza rodzina mieszkała przez chwilę, ale naród dał, naród odebrał. W stworzonym muzeum do dzisiaj kustoszem nie może zostać mieszkająca nieopodal prawnuczka Anna Dziewanowska...
Kolejna sala i "gadułka" opowiada o mebelkach, rzeźbach, obrazach wielkich przyjaciół...
No przecież ja lubię zaglądać do alkowy! Opuszczam dyskretnie to miejsce i przechodzę "na górkę".
Co za zmiana! Znika duch epoki, a pojawiają się niespodzianki. Przede mną tajemne drzwi i szukanie skrytek, w których ukryte są osobiste przedmioty pisarza - pamiątki z podróży, binokle, szklaneczki, sztućce...
Wita sam gospodarz, prezentując w oszklonej gablocie unikalne wydania swoich dzieł. To za całokształt twórczości otrzymał Nagrodę Nobla, a nie - jak jeszcze czasem słyszymy - za Quo vadis. Kopia medalu też do obejrzenia na pięterku.
Zmęczeni spacerem możemy odpocząć na ogrodowym fotelu;)
A po powrocie do domu poczytać Dom Sienkiewicza Barbary Wachowicz. Zrobiłam to z ogromną przyjemnością, rysując sobie w trakcie lektury drzewo genealogiczne noblisty. Gdy doszłam do prawnuków, zatrzymałam się na Bartłomieju Sienkiewiczu. Pomyślałam o stworzonej przez niego nowej trylogii, która krąży w postaci audiobooka (ta z kupą kamieni jako trzeci tom). Co o tym wszystkim myśli słynny Henryk? Jak ma się to do świadomości rodowodu?
I przypominam sobie incydent z 1914 roku, kiedy do Oblęgorka zawitał oddział legionistów. Gdy zapukali do drzwi pałacyku, usłyszeli ponoć od gospodarza: Po niewłaściwej stronie, chłopcy, stoicie... Po latach przydałoby się powiedzieć do prawnuka: Po niewłaściwej stronie, chłopcze, stoisz...
W gabinecie pisarza pojawia się na ścianie piszące pióro, upamiętniające ważkie cytaty. Oto jeden z nich:
Chrystusa nie ma jeszcze w historyi. Gdy do niej zstąpi, rozpocznie się nowa epoka dla chrześcijaństwa i ludzkości. - Henryk Sienkiewicz
Czekam nadal...
Etykiety:
B.Wachowicz,
H.Sienkiewicz,
Literacka mapa Polski,
Podróże
sobota, 28 czerwca 2014
Spotkanie z "łowcą ubeków"
Czas upamiętnić czerwcowe spotkania. Wyczekanym było to z Tadeuszem M. Płużańskim, który walczy o historyczną prawdę i dobrą pamięć o Żołnierzach Niezłomnych. Najczęściej zainteresowanie tematem wynika z rodzinnych przejść. Tak było i tym razem, gdy los Ojca zadecydował o działalności publicystyczno-historycznej syna. Choć od Ojca wiele się nie dowiedział. Byli więźniowie jeszcze mogli mówić o piekle niemieckim, ale o sowieckim już nie. Uciekali od tematu. Jednak ziarno zostało zasiane, a teraz każda książka Płużańskiego staje się gwoździem do trumny komuny (red.Zychowicz).
Ponieważ spotkanie odbyło się tuż po pogrzebie Jaruzelskiego, temat wracał. To hańba dla państwa i policzek dla patriotów. Okazało się raz jeszcze, jak przestrzeń publiczna pełna jest ducha komunistycznego. Złamano historię Polski i dano nam kolejnego świeckiego świętego ze sfałszowanym życiorysem. Oprócz szeregu faktów przytoczę ten o wykreśleniu z dokumentów informacji, że Krzyż Walecznych w 1946 roku został nadany za walkę z bandytyzmem.
To już wiedziałam, jak powinien wyglądać wpis w moim egzemplarzu.
Warto zapamiętać, że Jaruzelski był prezydentem układu, a nie Polaków. Tłamsił wolnościowe pragnienia narodu, a państwo (i wojsko polskie) go uhonorowało. Człowiek, który zwalczał niepodległościowe podziemie, patronował uwłaszczeniu nomenklatury, realizował interes sowiecki, został pochowany z honorami (mszy nikt mu nie odmawia). Niech go sobie czczą komuniści...
Może teraz jest właściwy moment, by wspomnieć o losach dwóch generalskich córek? Monika Jaruzelska, która robi literacką karierę i Maria Fieldorf - żyjąca na marginesie. Pani Maria - gdy chciała ukarać winnych śmierci Ojca - została namaszczona jako antysemitka (reż.Bugajski). Drugim celem jej życia było odnalezienie szczątków Taty. Chodziła po prośbie do W.Jaruzelskiego, błagała o wskazanie miejsca... To punkt styczny córek generałów.
Zamykając ten temat wspomnę jedynie, że niech każdy przebacza w swoim imieniu. To akt indywidualny. I jeszcze trzeba wiedzieć komu i za co.
Dalej już było tylko o bohaterach dzisiejszych czasów, a towarzystwo czuje się bezkarnie. Stefan Michnik mówi o przeszłości, że to jego prywatna sprawa i wiedzie błogie życie mordercy sądowego. Mońko - brał udział w egzekucji Pileckiego - tłumaczy, że zajmował się pracą kancelaryjną. Domino robi literacką karierę, a przed nim jeszcze napisanie książki o egzekucjach, w których brał udział. Bauman - celebryta w mediach, naukowiec światowej klasy, wykłada młodym własną historię, a ściga się "faszystów", którzy wykład zakłócili... Prokurator powinien być zapraszany na przesłuchania przez prokuratora, a nie na wykład na uczelni! Suproniuk... - dużo ich...
Żyjemy w przestrzeni postkomunistycznej, gdzie ubeckie pokolenia są u steru - osadzeni w polityce, w gospodarce, w mediach. Najważniejsze punkty to pieniądz i propaganda. Mają je. Rządzą resortowe dzieci, a Polska patriotyczna zepchnięta jest na margines. Brak elementarnej sprawiedliwości. A nad grobami Żołnierzy Niezłomnych trwa upiorny taniec radości. Jako prezes Fundacji "Łączka" Płużański wspominał o próbach kolejnych ekshumacji. Wstrzymane, bo teraz rodziny "bohaterów" dzisiejszych czasów powinny się zgodzić na przeniesienie grobów, by wydobyć szczątki ofiar stalinowskich. "Łączka" - kwintesencja dzisiejszej Polski - pokazuje, kto tu rządzi. Czekamy...
Moja kolekcja książek Płużańskiego wzbogaciła się o Bestie 2. Wspaniała historia tego, jak komuniści najpierw mordowali podziemie niepodległościowe, a następnie mordują pamięć o nim. Wyklęci to brakujące ogniwo naszej historii, a ofiara ich życia to kręgosłup narodu.
Niemcy i Rosja starannie pielęgnują swoją politykę historyczną, tymczasem u nas mordercy i zdrajcy należą do towarzystwa, a bezkarność zapewniła im gruba kreska. Stalinowcy po 56 nie rozpłynęli się, a czerwony terror zarzynał tych, których nie zdążył zlikwidować terror brunatny. Dziś buduje się panteon narodowej hańby. Książki Płużańskiego wywołują nazwiska i publikują zdjęcia. Nazywają ich tak, jak na to zasłużyli. Najnowszą publikacją jest Lista oprawców. Jeszcze jej nie mam, ale ze względu na obecność biogramów wielu postaci z Podkarpacia, planuję. A o czym są kolejne Bestie? Np. o oświęcimskich kłamstwach - sprawa napisu na bramie, którego źródłem są łagry stalinowskie, o zagładzie Polaków starannie pomijanej, o wykorzystaniu obozu przez nową władzę. Można przeczytać też o "gumowej" stodole w Jedwabnem (i o głowie Lenina - skąd tam wziął się pomnik!!!), a zaraz potem o mordach w Nalibokach i Koniuchach, o których Polacy nie powinni pamiętać. Sporo też o Syberiadzie z Domino w roli głównej... Trzeba to przeczytać.
Co możemy zrobić dziś?
Liczyć na IPN, w którym po śmierci Kurtyki zablokowano śledztwa w sprawie komunistów, a nowe wytyczne to zbrodnie niemieckie i holocaust?
Trzeba bić się o lokalne upamiętnienia. Przed zamkiem lubelskim jest informacja o tym, że była tu katownia gestapo, ale - o ubeckiej już cisza.
Zadbać o miejscowe "Łączki"! W każdym mieście, gdzie stanęło NKWD, jest zarośnięta i zapomniana "Łączka"! Trzeba je przekopać i wydobyć naszych żołnierzy! UPAMIĘTNIĆ!
Te książki są warte spotkania.
Ponieważ spotkanie odbyło się tuż po pogrzebie Jaruzelskiego, temat wracał. To hańba dla państwa i policzek dla patriotów. Okazało się raz jeszcze, jak przestrzeń publiczna pełna jest ducha komunistycznego. Złamano historię Polski i dano nam kolejnego świeckiego świętego ze sfałszowanym życiorysem. Oprócz szeregu faktów przytoczę ten o wykreśleniu z dokumentów informacji, że Krzyż Walecznych w 1946 roku został nadany za walkę z bandytyzmem.
To już wiedziałam, jak powinien wyglądać wpis w moim egzemplarzu.
Warto zapamiętać, że Jaruzelski był prezydentem układu, a nie Polaków. Tłamsił wolnościowe pragnienia narodu, a państwo (i wojsko polskie) go uhonorowało. Człowiek, który zwalczał niepodległościowe podziemie, patronował uwłaszczeniu nomenklatury, realizował interes sowiecki, został pochowany z honorami (mszy nikt mu nie odmawia). Niech go sobie czczą komuniści...
Może teraz jest właściwy moment, by wspomnieć o losach dwóch generalskich córek? Monika Jaruzelska, która robi literacką karierę i Maria Fieldorf - żyjąca na marginesie. Pani Maria - gdy chciała ukarać winnych śmierci Ojca - została namaszczona jako antysemitka (reż.Bugajski). Drugim celem jej życia było odnalezienie szczątków Taty. Chodziła po prośbie do W.Jaruzelskiego, błagała o wskazanie miejsca... To punkt styczny córek generałów.
Zamykając ten temat wspomnę jedynie, że niech każdy przebacza w swoim imieniu. To akt indywidualny. I jeszcze trzeba wiedzieć komu i za co.
Dalej już było tylko o bohaterach dzisiejszych czasów, a towarzystwo czuje się bezkarnie. Stefan Michnik mówi o przeszłości, że to jego prywatna sprawa i wiedzie błogie życie mordercy sądowego. Mońko - brał udział w egzekucji Pileckiego - tłumaczy, że zajmował się pracą kancelaryjną. Domino robi literacką karierę, a przed nim jeszcze napisanie książki o egzekucjach, w których brał udział. Bauman - celebryta w mediach, naukowiec światowej klasy, wykłada młodym własną historię, a ściga się "faszystów", którzy wykład zakłócili... Prokurator powinien być zapraszany na przesłuchania przez prokuratora, a nie na wykład na uczelni! Suproniuk... - dużo ich...
Żyjemy w przestrzeni postkomunistycznej, gdzie ubeckie pokolenia są u steru - osadzeni w polityce, w gospodarce, w mediach. Najważniejsze punkty to pieniądz i propaganda. Mają je. Rządzą resortowe dzieci, a Polska patriotyczna zepchnięta jest na margines. Brak elementarnej sprawiedliwości. A nad grobami Żołnierzy Niezłomnych trwa upiorny taniec radości. Jako prezes Fundacji "Łączka" Płużański wspominał o próbach kolejnych ekshumacji. Wstrzymane, bo teraz rodziny "bohaterów" dzisiejszych czasów powinny się zgodzić na przeniesienie grobów, by wydobyć szczątki ofiar stalinowskich. "Łączka" - kwintesencja dzisiejszej Polski - pokazuje, kto tu rządzi. Czekamy...
Moja kolekcja książek Płużańskiego wzbogaciła się o Bestie 2. Wspaniała historia tego, jak komuniści najpierw mordowali podziemie niepodległościowe, a następnie mordują pamięć o nim. Wyklęci to brakujące ogniwo naszej historii, a ofiara ich życia to kręgosłup narodu.
Niemcy i Rosja starannie pielęgnują swoją politykę historyczną, tymczasem u nas mordercy i zdrajcy należą do towarzystwa, a bezkarność zapewniła im gruba kreska. Stalinowcy po 56 nie rozpłynęli się, a czerwony terror zarzynał tych, których nie zdążył zlikwidować terror brunatny. Dziś buduje się panteon narodowej hańby. Książki Płużańskiego wywołują nazwiska i publikują zdjęcia. Nazywają ich tak, jak na to zasłużyli. Najnowszą publikacją jest Lista oprawców. Jeszcze jej nie mam, ale ze względu na obecność biogramów wielu postaci z Podkarpacia, planuję. A o czym są kolejne Bestie? Np. o oświęcimskich kłamstwach - sprawa napisu na bramie, którego źródłem są łagry stalinowskie, o zagładzie Polaków starannie pomijanej, o wykorzystaniu obozu przez nową władzę. Można przeczytać też o "gumowej" stodole w Jedwabnem (i o głowie Lenina - skąd tam wziął się pomnik!!!), a zaraz potem o mordach w Nalibokach i Koniuchach, o których Polacy nie powinni pamiętać. Sporo też o Syberiadzie z Domino w roli głównej... Trzeba to przeczytać.
Co możemy zrobić dziś?
Liczyć na IPN, w którym po śmierci Kurtyki zablokowano śledztwa w sprawie komunistów, a nowe wytyczne to zbrodnie niemieckie i holocaust?
Trzeba bić się o lokalne upamiętnienia. Przed zamkiem lubelskim jest informacja o tym, że była tu katownia gestapo, ale - o ubeckiej już cisza.
Zadbać o miejscowe "Łączki"! W każdym mieście, gdzie stanęło NKWD, jest zarośnięta i zapomniana "Łączka"! Trzeba je przekopać i wydobyć naszych żołnierzy! UPAMIĘTNIĆ!
Te książki są warte spotkania.
Etykiety:
Historia,
Patria,
Spotkania autorskie,
T.M.Płużański,
T.Płużański
Subskrybuj:
Posty (Atom)
