DOM Z PAPIERU



czwartek, 12 listopada 2015

11 LISTOPADA BEZ PIŁSUDSKIEGO...



Co naprawdę świętujemy tego dnia? Przekazanie przez Radę Regencyjną zwierzchnictwa nad wojskiem Piłsudskiemu. Nie jego dziełem było odbudowanie Polski, bo to owoc polityki prowadzonej od lat przez wielkich tej miary co Dmowski czy Paderewski. Piłsudski znalazł się w Polsce niepodległej, ale tylko sprawował władzę. Czy znalazł się przypadkiem? O tym dzisiaj...

Koniec wojny zastał go w internowaniu w Magdeburgu. Wróćmy do 22 lipca 1917 roku i do momentu „aresztowania”. Nie ma lepszej propagandy dla graczy politycznych niż ich uwięzienie (sam prosił Niemców o uwięzienie – pismo do Beselera z 18 lipca). Tak stało się w przypadku Piłsudskiego, który natychmiast stał się „więźniem sumienia” (niczym Wałęsa w Arłamowie czy reszta opozycji demokratycznej –   w obliczu klęski, widząc w Piłsudskim nadzieję na zneutralizowanie powstającej Polski. Misji mediacyjnej podjął się hrabia H.Kessler, który odwiedził więźnia 9 listopada i zapowiedział odwiezienie go i Sosnkowskiego specjalnym pociągiem (salonką – jak Lenina) do Warszawy. Niespodzianki nie było, bo już dwa tygodnie wcześniej w egzemplarzu „Die Woche” Piłsudski zobaczył swoją fotografię jako ministra wojny! Czy rzeczywiście wysiadł z czerwonego tramwaju na przystanku „niepodległość” – jak sam to określił?  Absolutnie! Już następnego dnia po przyjeździe do Warszawy spotkał się z partyjnymi towarzyszami. Gdy 14 listopada RR przekazała mu władzę cywilną, przystąpił do tworzenia rządu. Misję tę powierzył socjaliście Daszyńskiemu, choć ten toczył także rozmowy z endecją. Po jego rezygnacji na czele kolejnego rządu stanął również socjalista i były oficer I Brygady – Moraczewski. Lewicowy rząd miał być mniejszym złem dla odradzającej się Polski, prób scalania organizmu po doświadczeniach trzech zaborów i nieuniknionych sporów. Tak samozwańczy marszałek został w legendzie jako zbawca, który twardą ręką wygasił sejmowe kłótnie i wielu marzy o sklonowaniu go, by stał się  antidotum na dzisiejsze polskie waśnie w rządzie. I tu czas powiedzieć o silnej opozycji wobec rządzącego obozu politycznego. Była to Narodowa Demokracja od 1928 roku występująca jako Stronnictwo Narodowe. Zarzucała ona ekipie Piłsudskiego zaprowadzenie w kraju dyktatury i brutalne łamanie prawa. Ostateczny zamach na demokrację dokonał się w 1926 roku, a skutki odczuwamy do dziś...

Michnik, Kuroń, Modzelewski...). W powszechnym wyobrażeniu cierpiał w celi twierdzy magdeburskiej. Naprawdę miał do dyspozycji trzypokojowe lokum w budynku służbowym, ogród, pobory w markach, a przydzielony ordynans przynosił mu z hotelowej restauracji posiłki i robił zakupy. Mógł pisać, czytać, zwiedzać miasto, korzystać z zabiegów rehabilitacyjnych... O takich warunkach uwięzieni po zamachu majowym na jego rozkaz generałowie mogli tylko pomarzyć. Wypoczynek trwał 16 miesięcy i podobno dłużej niż był ustalony z gen. Beselerem. Niemcy przypomnieli sobie o brygadierze.

Co jednak z naszą ledwie odzyskaną wolnością?
Wróćmy do listopada... W Warszawie władzę objęli niemieccy agenci realizujący pakt nienaruszalności ziem byłych zaborów austriackiego i pruskiego.  Wielkopolska czy Śląsk same musiały wywalczyć prawo przynależności do Polski! Nasz drogi wódz skierował wzrok  na wschodnią stronę i zadbał o rodzinne Wilno, by potem zaraz wywołać awanturę kijowską, ale Lwów już wsparcia nie otrzymał! Rozwadowski dwukrotnie otrzymał rozkaz poddania miasta i dzięki Bogu go nie wykonał, a połowa pochowanych na Cmentarzu Orląt to ofiary obojętności Piłsudskiego...
Dla niedowiarków garść cytatów, jak ten z przemówienia na zjeździe legionistów w Krakowie z lata 1922 roku: „Duma moja milknie zupełnie, gdy pomyślę, że nie my, nie Polacy, nie nasze wysiłki ten szalony przewrót uczyniły, że dziś w Krakowie, w Wilnie czy w Poznaniu (...) hymn polski się rozlega (...)”. Pytam głośno – jeśli nie Polacy, to kto nam tę Polskę wywalczył?! Piłsudski nie wiedział, bo był zajęty zdobywaniem władzy i tworzeniem państwa policyjnego, a odbudowa niepodległej Polski była dla niego niespodzianką! Nie wiedział, że 28 grudnia w momencie wybuchu powstania w Poznańskiem nie było  ani jednego polskiego oddziału, a jedynie pospolite ruszenie cywilów, które po pięciu miesiącach  zamieniło się w dwustutysięczną armię? Podobnie było w Krakowskiem, Kieleckiem, Lubelskiem, czy w odciętym i oblężonym Lwowie, który wspomnę raz wtóry. I dalej w tym samym przemówieniu Naczelnik wypowiedział swe słynne słowa o wyrzeczeniu się Wielkopolski: „Braci Wielkopolan z góry musiałem ze swego rachunku wykreślić”. W jego mniemaniu było niczym w piosence wojskowej: „I ni z tego, ni z owego, była Polska na pierwszego”. Nikt nie walczył, nikt kraju nie odbudowywał, a powstał on automatycznie. Bez wiedzy marszałka – powiedzmy to w końcu uczciwie. I nie umieszczajmy go na plakatach czy w memach związanych z listopadowym świętem...

środa, 4 listopada 2015

Tak, na Syberii można żyć!



SYBERIA – kraj od dawna przeklęty, napiętnowany katorgą i zesłaniami, a zarazem najbogatszy kraj świata, gdzie wszystko jest możliwe...
Przekonałam się o tym po lekturze „Wzgórza Błękitnego Snu”. Przeniósł mnie do tego mroźnego świata Igor Newerly (o nim później, bo zasłużył na słów parę). Nazajutrz po Zaduszkach jesienią 1981 roku znalazł się na Powązkach. Chodząc po kwaterze sybiraków, czytał nazwiska tych, którym udało się zza Uralu wrócić. Postanowił wtedy opisać ich losy poprzez pryzmat jednostki. Padło na Bronisława Najdarowskiego...

Poznajemy go w wieku 27 lat, gdy po nieudanym zamachu na cara i czteroletniej katordze, przybył z Akatuja, a miejscem wiecznego zesłania mają być Stare Czumy. I wnika w nową rzeczywistość, próbuje ułożyć sobie życie, zyskuje znajomych i przyjaciół. Jednym z nich staje się ksiądz Leonard, który odgrywa poważniejszą rolę w syberyjskich spektaklach, a nie tylko księdza. Spotykają się u niego zesłańcy, by po sutym obiedzie i szklance nalewki z porzeczki snuć opowieści o straconych obrazach młodości, o losach własnych i towarzyszy... Bo zaznaczyć trzeba, że Bronisław związany był z partią „Proletariat”, a i jego współtowarzysze odgrywali znaczące role w rewolucyjnym ruchu. Czasem dyskusje na temat dróg do socjalizmu czy ruchu kooperatywnego z polską odmianą Abramowskiego przerywają  katorżnicze pieśni rzewne i historie z serca wydarte...

Niewielu Polaków jest jednak tuż obok. Bronek wspomina: Na katordze spotkałem pięknych Rosjan... Do nich z pewnością należał Mikołaj, który uczył go czytać księgę tajgi, by potem wspólnymi siłami wznieść dom na magicznym wzgórzu.

Młody mężczyzna przeżywa też miłości – jak różne! Najpierw Jewka – harda, jasnoblond, kariatyda, która prosi: Pokochaj mnie ładnie, Bronku, pokochaj czule, jak potrafisz... Po przaśnej Jewdokii przyjdzie czas na czyste uduchowienie kobiecości.
Wiera, Wierusia, Wierusałka! W domu firanki, obrusy, chodniki, porozwieszane ręczniki, robótki, na ławkach poduszki... Dom tchnie ciepłem, przytulnością, Wierą!

Książka zachwyca. Czym? Precyzyjnie odmalowaną rzeczywistością syberyjską sprzed stu lat. To był czas kolonizacji tej części Azji, a znaczącą rolę cywilizacyjną odegrali Polacy właśnie. Mnie urzekł język. Widać tu pióro mistrza – pisarza sensualisty – i oderwać się od tekstu nie sposób. Kto dziś tak pisze?!
Pośrodku pożółkłej polanki na mszarach pod srebrzystym szronem polśniewały rubiny. Jak okiem sięgnąć, rubinowym blaskiem mieniły się krzewy dorodnej żurawiny, była tego niesamowita ilość, cała polana zdawała się krwawić żurawiną!
Ponadto strony okraszały liczne rusycyzmy i nie zawracałam sobie głowy słownikiem, by sprawdzić, co znaczą małachaj czy unty. Domyślałam się z kontekstu.
Zaciekawiało też, ale i niepokoiło tajemnicze Błękitne Wzgórze, które okazało się miejscem modlitw Buriatów do bóstwa tajgi...

Cóż dodać o samym autorze? Skąd u mnie Igor Newerly - pisarz socjalistyczny? Ale dodam od razu -  nietypowy. Bo w wieku dwudziestu paru lat niemal nie używał polskiego języka (podobieństwo z Piaseckim?), a jednak osiągnął mistrzostwo. Fundamentem jego powieści stały się wspomnienia z młodości spędzonej na Wschodzie, co uwiarygodniło każdy detal! Być może  powroty te  stworzyły mu pisarski azyl, by schronić się przed zaszufladkowaniem do konkretnego nurtu literackiego w Polsce? A najważniejszą dla mnie okazała się wiara w naturalną dobroć człowieka. Nijak nie przystaje ona do nurtu socrealizmu...

Książka znakomita. Niech mi się dalej przyśni coś błękitnego ze snów starego wzgórza...

Ze swojej literackiej tropy zeszłam dzięki Panu Jacentemu i z pokorą przyznaję, że dobrze piszący autorzy zasiadają w lożach nie tylko po prawej stronie. Jacku – dziękuję :)

niedziela, 1 listopada 2015

Nie dajmy zginąć poległym... - Z.Herbert



"Przystajem na cichych mogiłach,
Słuchamy, azali z ich wnętrza
Jakiś się głos nie odezwie,
Jakaś nadzieja najświętsza."

Jan Kasprowicz

czwartek, 29 października 2015

ZBIGNIEW HERBERT, czyli poeta zwielokrotniony

Na dziś, z okazji urodzin...


"Żyliśmy w czasach które zaiste były opowieścią idioty
Pełną hałasu i zbrodni
Twoja surowość łagodna delikatna siła
Uczyły jak mam trwać w świecie niby myślący kamień
Cierpliwy obojętny i czuły zarazem"

niedziela, 25 października 2015

Czytanie czyni zuchwałym



Największe wydarzenie literackie roku już za mną. Międzynarodowe Targi Książki  przyciągają jak magnes książkowe mole i nie sposób w te dni wysiedzieć w domu. Zatem aparat, gotówka i hajda na Kraków! Czekają goście, spotkania, konkursy, autografy... Książki, książki, książki... I ich autorzy. Rozmawiam, kupuję...  W każdym zakątku pachnie kawą i można zanurzyć się w literackim nurcie... Pycha mnie rozpycha, gdy na jednej z książek widzę dedykację :) Cóżem takiego uczyniła? ;) Tłum gęsty, ale znośny, bo kulturalny... Omijam szerokim łukiem celebrytów i wyłuskuję patriotyczną elitę elit. Rozmawiam z L.Żebrowskim, I.Lisiakiem, S.Michalkiewiczem, J.Szarkową, E.Cherezińską, M.Soleckim, G.Maciejewskim... Dyskutuję o endekach i ich  udziale w Rydze z P.Zychowiczem. Żałuję, że zachorował P.Dakowicz, ale jego tomik „Łączka” i „Afazja polska” lądują w torebce.  Jestem szczęśliwa... :)
Kornie przyjmuję błogosławieństwo ojca Leona. Oprócz kilkunastu książek wraca ze mną do domu ryngraf... Omiatam wzrokiem łupy...


CZYTANIE CZYNI ZUCHWAŁYM (”Lawendowy pokój” Niny George)
to hasło przewodnie tegorocznych Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.

piątek, 23 października 2015

Lasowiacka trylogia



Wiatr mną miotał po kraju ojczystym i nie wiem, skąd ja rodem... Ale na ziemi LASOWIAKÓW dane mi było spędzić lata sielskie... Rozkołysane łany zbóż pokolorowane makami i chabrami, przydrożne Jezuski frasobliwe, umajone kapliczki, wianki oktawne, wieczory pachnące maciejką i nabrzmiałe kumkaniem, podmokłe łęgi i piaszczyste łachy, brody niosące ulgę stopom pokłutym przez ścierniska... Ech, dać się wchłonąć małej ojczyźnie...
Wspomnienia ożyły za sprawą spotkania związanego z promocją trzeciej już części lasowiackiej trylogii. Po „Słowniku gwary” i „Kuchni lasowiackiej” czas na „Obrzędy i zwyczaje...” tej grupy etnicznej zamieszkującej onegdaj widły Wisły i Sanu. Przybyły na spotkanie - a jakże! – przaśne Lasowiaczki w haftowanych strojach, niemalowane, nieupudrowane dziewczyny. Wśród nich babka Hanka, która swą bezpośredniością podbiła serca wcale nie niewieście ;) Bo dawno temu jeździła simsonem i „robiła in vitro”, teraz radzi, jak pozbyć się kurzajek i zaprasza na wiliję z kapustą... A i śpiewać potrafi, na przykład o dziewczynie, co to:
„pobladła, pobladła, już się nie rumieni, po lesie chodziła, chłopcy wianek wzieni..”
Spotkanie gawędziarskie, zacni goście, wspólne śpiewanie o czerwonych makach – wprowadziły w magiczny nastrój i szybko w niepamięci nie zginą. I ja miałam swoją minutę, gdy profesor Gondek pracujący dla PAN wspomniał, jak to nazwałam go na blogu lasowiackim Kolbergiem... Serce roście...
Przestańmy się wstydzić, że jesteśmy  Polakami! Podtrzymujmy lokalne tradycje i lokalną tożsamość!


niedziela, 18 października 2015

Cześć, chwała i wieczny spokój Orłu między Orlętami...



Dziś poświęcam wspomnienie temu, który był PIERWSZY MIĘDZY WSZYSTKIMI. To generał Tadeusz Jordan Rozwadowski. Czas uczcić pamięć tego  wielkiego Polaka, genialnego wodza i żołnierza z krwi i kości w rocznicę jego skonu. Zatem garść faktów z życia, by zapoznać z tą świetlaną postacią.
Wydała go podkarpacka ziemia. Przyszły  wielki wódz ujrzał świat w polskim dworku stojącym na skraju ruskiej wsi Babin. Bystry umysł chłopca chłonął opowieści ojca - gorącego patrioty - o czynach przodków, o wojennych wyprawach i nieszczęśliwej ojczyźnie. Stąd potem decyzja, aby po ukończeniu lwowskiego gimnazjum kształcić się wojskowo, by Polsce się przysłużyć. Uformowany w szkołach oficerskich, w trakcie manewrów i w wojennych zawieruchach budził zachwyt cesarzy – Wilhelma II, cesarza Franciszka Józefa i króla rumuńskiego Karola I (przyczyna późniejszej zawiści Piłsudskiego?).
Aż nadszedł czas pierwszej próby, gdy Lwów broczył krwią i oczy patriotów zwróciły się na generała, widząc w nim jedyny ratunek sprawy narodowej. Nie zawiódł. Cztery twarde miesiące bitew i bitewek, wypraw i zasadzek oraz genialne posunięcia pozwoliły wyzwolić miasto spod ukraińskiego knuta, choć dwukrotnie z Naczelnego Dowództwa otrzymał wskazówki, by pozostawić miasto własnemu losowi. Jednak po zwycięskiej obronie Lwiego miasta odebrano mu to zwycięstwo i wysłano z misją do Paryża. Gdy jednak w lipcu 1920 roku łapy hajdamaków wyciągały się w stronę Warszawy, Naczelnik Państwa w owej krytycznej chwili postawił najwłaściwszego człowieka na właściwym miejscu. Gdy inni zawiedli, Rozwadowski powiedział: ZWYCIĘSTWO RÓWNA SIĘ WOLI. Wygrał, choć przegrał, bo i ta gloria spłynęła na Piłsudskiego.
Aż nadszedł dzień, który zadecydował o przyszłości generała. Wypadki warszawskie 1926 roku – to zamach na legalną i demokratycznie wybraną władzę. Rozwadowski opowiedział się po rządowej stronie, co skutkowało aresztowaniem i przewiezieniem do więzienia na Antokolu w Wilnie. Wrócił do ukochanego Lwowa, schorowany, nie doczekawszy się uniewinniającego procesu. Śmierć usunęła go z gry małych interesów i małych ambicji. Stanął przed Sędzią Najwyższym. A za trumną szedł Naród cały...
Tekst powstał na podstawie książki „Generał Rozwadowski” (reprint z 1929 roku).