DOM Z PAPIERU



wtorek, 19 lipca 2011

One Lovely Blog Award

Miło, że zostałam przez Ewę wybrana. Wszak bloguję niespełna pół roku, a tu takie wyróżnienie! Dziękuję:)
Oto - niczym Oskar - nominacja do Nagrody:

Jakie są zasady nowej zabawy?
1.Na swoim blogu dodaj notkę dotyczącą nominacji, pamiętając, by zaznaczyć, kto Ciebie wytypował.
2. Napisz w siedmiu punktach o sobie coś, czego inni nie wiedzą.
3. Tak jak ja - nominuj 16 osób - pomijając tę, która wytypowała Ciebie.
4. Umieść na blogach wszystkich przez Ciebie nominowanych komentarz dotyczący tego, że zostali szczęśliwymi wybrańcami.

Zatem bawimy się!

Magiczna liczba siedem. Zaczynamy odliczanie:

1. Nie umiem jeździć na rowerze. Nie mam też prawa jazdy. Za to świetnie pływam.

2. Męża poznałam w Raju (wprawdzie w świętokrzyskim, ale...). Mam nadzieję, że do raju dojdziemy.

3. Z kilku posiadanych zawodów najbardziej mi odpowiada bycie... logopedą.

4. Jestem pedantką. Codziennie ścieram kurze, a ściereczka wisi złożona w kancik. Czasem jedynym ratunkiem jest niezakładanie okularów. Podkradli mi biografię i wykorzystali w scenariuszu "Dnia świra".

5. Gdy skaczę po kanałach tv, zawsze zatrzymuję się na serialach: "Daleko od szosy" i "Noce i dnie". Barbara Niechcic to ja.

6. Marzę o tym, by utkać gobelin, namalować anioła i wydać książkę.

7. Dzień bez książki i lampki wina jest dniem straconym.

To już mnie macie na widelcu! Czy jeszcze czegoś nie powiedziałam?

A do nagrody nominuję - w dowolnej kolejności - następujących Blogerów:
Tadadaaam!

6. Virginia :)
7. Aneta :)
8. Iza :)
9. Lirael :)
11. Chichiro :)
12. Anek7 :)
13. Naia :)
14. Marta :)
15. Barbara :)
16. Kasia :)

Wiem, że dopiero każdy był przepytany i zabawa podobna, ale dobrze się czytało i dlatego ciągle mało! Mamy lato, bawmy się! :)))

niedziela, 17 lipca 2011

W labiryntach samotności

Czy taka piękna, uśmiechnięta kobieta mogła napisać powieść pełną bezbrzeżnej samotności i melancholii? Jednak tak.


Delphine de Vigan "Ukryte godziny"

Ludzie zdesperowani się nie spotykają. No chyba że w kinie. W prawdziwym życiu mijają się, muskają w przelocie, zderzają. Czy tak będzie i tym razem?

Mathilde w wieku 30 lat przeżyła śmierć męża. Teraz ma 40 i sama wychowuje trzech synów. Codziennie przemieszcza się zatłoczonym, paryskim metrem i kolejką, by utrzymać posadę pozwalającą im godnie żyć.
Thibault jest lekarzem ostrego dyżuru. Chciał być chirurgiem, ale w wypadku stracił palce, a razem z nimi - marzenia. Żyje w toksycznym związku z Lilą. On jest wrażliwy, zaangażowany, uczuciowy. Ona - nie została zaprogramowana, żeby się w nim zakochać. Tak naprawdę nie byli razem. Spotykali się i odtwarzali te spotkania. Przegrał, bo kochał kobietę, która go nie kochała. Miłość pozbawiona treści. Zacząć od nowa. Jeszcze raz. Czy to jest możliwe?

Paryż, poniedziałek, 20 maja - w tym dniu ich życie się odmieni. Powinni się spotkać. Mathilde znajdzie dość siły, by podnieść się z łóżka i pojechać do pracy, a Thibault zdecyduje się na rozstanie z Lilą. I tylko ten dzień spędzimy z bohaterami. Jednak wystarczy, by poczuć do nich sympatię i trzymać kciuki, by się spotkali.  To nie będzie łatwe, bo oboje są zbyt zmęczeni, żeby walczyć.

W zamierzeniu autorki miała to być powieść o różnych rodzajach samotności. I jest. Jednak drugi, bardziej rozbudowany wątek, wysuwa się na pierwszy plan. To mobbing w pracy. Obserwujemy misternie nakreślony proces, studium niemalże, jak pewna siebie, błyskotliwa kobieta w ciągu kilku miesięcy staje się przezroczysta, maluczka... Jak do tego doszło? Początek niegroźny, niezauważalny. Na ogólnym zebraniu firmy Mathilde ma inne zdanie niż dyrektor. Jeszcze nie wie, że już przegrała. Rozpoczął się powolny proces niszczenia, który dopiero po wielu miesiącach potrafiła nazwać. Uruchomiony mechanizm był cichy i bezlitosny. Miał ją złamać. Niby nic - ostentacyjne spojrzenie na zegarek, gdy się spóźniła; unikanie rozmów i wyjaśnień; odbieranie projektów;  nieinformowanie o zebraniach; redukowanie kontaktów w zespole; ignorowanie... Milczała. Pracowała coraz więcej. Nikomu się nie skarżyła. Powoli zaczynała rozumieć, że facet chce ją wykończyć. Przywykła. Nauczyła się żyć w obiegu zamkniętym wraz z dziećmi. Zrezygnowała z kontaktów towarzyskich. Zniknęli sojusznicy. Przymus spędzenia 10 godzin we wrogim otoczeniu powodował chęć ucieczki.  Uciec w nieznane.
Przejmujący, dotąd niespotykany w literaturze obraz molestowania.

Książka piękna. Skończyłam czytać przedwczoraj i nie mogę odłożyć na półkę. Wciąż patrzę na zamgloną okładkę. Samotni w wielkomiejskim tłumie...

czwartek, 14 lipca 2011

Domy oplecione półkami książek

Biesiadę literacką zaczynam od deseru. Podano do stołu...

Książki i ludzie; rozmowy Barbary N.Łopieńskiej

To dwadzieścia pięć prezentacji domowych księgozbiorów, należących do polskich intelektualistów. Gdy zobaczyłam listę rozmówców, najeżyłam się nieco, bo nie wszyscy byli moimi ulubieńcami. Jak się jednak okazało, temat zniósł wszelkie bariery i uprzedzenia. Ba! Wręcz wpadłam w zachwyt! Jak pięknie mówili o książkach i czytaniu - mądrze, ze swadą, z humorem.
Próbowałam wyprowadzić jakieś uogólnienia, choć ze względu na styl i klasę rozmówców, zadanie zdawało się niewykonalne.

Po pierwsze - nieprzeliczalność zbiorów. Mniej więcej kilkutysięczne. Nieporadne sumowanie panoszących się stosów, półek, teczek, walizek... - z góry skazane na klęskę. Podobnie jak ich uporządkowanie. A na temat rozmieszczenia księgozbioru według jakiegoś logicznego klucza, można by napisać poemat. Według wielkości czy problemowo? Alfabetycznie czy chronologicznie? Więc zazwyczaj leżą bez ładu i składu, czasem zsyłane do piwnicy. A gdy jakaś książka jest akurat potrzebna, to najłatwiej znaleźć ją w bibliotece.

Po drugie - źródła zasilania. Niewiele bibliotek domowych przetrwało wojenne zawieruchy. Podziwiam próby ich rekonstrukcji i wyłapywanie białych kruków - nawet własnych! - u zaprzyjaźnionych antykwariuszy. Szerokim strumieniem płyną egzemplarze autorskie z wydawnictw. Wielu pytanych to niewolnicy książek z dedykacjami, które przywracają wspomnienia. Jest też najczęściej dreptanie do ulubionej księgarni i zakupy ponad miarę. Zdarzają się (o zgrozo!) kradzieże, a panuje tu moralność Kalego: Jak ktoś mi ukradnie książkę, to źle; jak ja komuś... I potrafią o tym mówić. Jedno jest pewne - gromadzenie książek nigdy się nie kończy.

Kolejna, wspólna dla większości, cecha - nie lubią swoją biblioteczką dzielić się z innymi. Jeśli ktoś już pożycza, to zapisuje tytuły, a potem walczy o zwrot aż do skutku.

Najtrudniej napisać o zawartości księgozbiorów, bo jest tam wszystko. Cenna klasyka, wielojęzyczne oryginały i przekłady, albumy, ale też lekceważone śmiecie, których jednak pozbyć się nie sposób. Wyrzucić, zniszczyć, oddać książkę? Praktycznie niemożliwe.

Przymierzam się do cytatów, ale wtedy musiałabym stukać i klikać, a tu upał. Wspomnę tylko, jak pięknie mówił Kapuściński o ginącej cywilizacji książki; Hertz wymienił kilka książek, które warto mieć; Tazbir ujął mnie sentymentem do happy endów i pojęciem melioracji alfabetycznej; Hartwig po kobiecemu przyznała, że wspólna biblioteka ratuje przed rozwodem; Brandys na grypę polecił Prusa; Drawicz wspomniał o roli metaliteratury w życiu; Holoubek odnalazł zdumiewające piękności u Iwaszkiewicza; a przebiła wszystkich Szymańska, która swojego męża określiła jako skrzyżowanie człowieka z chomikiem.

Odrobinę tych klimatów można znaleźć w książce Ex libris A.Fadiman. Zajrzałam też do bibliotek naszych pisarzy dzięki Markowi Boruckiemu i jego Polskim gniazdom literackim. Nic jednak nie jest w stanie dorównać urokowi tej książki. Jestem szczęściarzem, bo mam ją na własność. Mogę podkreślać, stawiać wykrzykniki, a przede wszystkim wracać w dowolnym momencie, by utwierdzić się w przekonaniu, że warto zamieszkać w... papierowym domu.

niedziela, 10 lipca 2011

Kalimera!


Myślę, że wróciłam. Jednak to wcale nie jest takie pewne, bo ciało już tu, ale serce jeszcze tam. Oj, moja słowiańska dusza dostała dotkliwego kuksańca! Zakochać się w obcym kraju!
Grecja - widoki jak w reklamowych folderach; oślepiająca jasność; wody we wszystkich odcieniach błękitów - szmaragdy, turkusy, lazury; co krok ruiny. Kraj zanurzony w starożytności, z burzliwą historią, ale wymagający turysta znajdzie całą gamę przyjemności wszelakich.
Jak oddać słowem koncert cykad, łomot fal, cudowność ikon, urok wszechobecnych waz, moc ruin, płochliwość stada owiec, zapach portu, uśmiech Greka...? Nie potrafię.


Plaża u stóp Olimpu.

I skrót atrakcji: plażowanie w Olimpic Beach; spacery do pobliskiej Paralii; Saloniki z Białą Wieżą , Łukiem Galeriusza i pomnikiem kochanego przez Greków Aleksandra (są oburzeni filmem!); rejs wokół Góry Athos ze słynną "republiką mnichów" (faceci potrafią - zakaz wstępu istotom płci żeńskiej większym od kur); potężne, unoszące się w powietrzu klasztory -  Meteory; Epidauros; Termopile; Kanał Koryncki i trzy dni na Peloponezie; wreszcie Ateny z Akropolem...
Jednak w sercu tkwi również drzazga. Gdy dotarliśmy do Myken, pilot wskazał ruiny i stwierdził, że tam wiele więcej nie zobaczymy. Zaprezentował zdjęcie Bramy Lwów, podał cenę biletu (8 euro) i... wszyscy zadowoleni pojechali do Lidla. A ja ryczałam w autokarze i tym sposobem nie zobaczyłam najstarszej monumentalnej rzeźby europejskiej. Zostałam sama ze swoimi marzeniami. Ból ukoił dopiero spacer po Akropolu.
Nie brakło też psiej niedoli. Widok policjanta przeganiającego pałą karmiącą sunię mam pod powiekami cały czas. Taka już jestem:(
Zdaję sobie sprawę z tego, że bogactwo doznań czyni niemożliwym stworzenie rzetelnego posta. Czas wrócić do rzeczywistości. W tle Syrtaki, a ja zasiadam do literackiego biesiadowania.



wtorek, 5 lipca 2011

Zaraz wracam:)))

Smutno mi bez Was! Będę za trzy dni. Cudny upał i beztroska.

czwartek, 23 czerwca 2011

Opętany milioner

Oto czym karmiłam się ostatnimi czasy:


Irving Stone - przedstawiać nie muszę. Książki też, bo wznowienie w 2008 roku ulokowało ją wysoko w blogowych rankingach. Stąd tylko w skrócie.

Jak zareagowałaby dzisiejsza 17-latka na prośbę zawartą w liście?
Zaklinam cię: wybierz dla mnie żonę o anielskim charakterze (...). Powinna być uboga, ale wykształcona, musi podziwiać Homera i mieć entuzjastyczne nastawienie wobec odrodzenia mej ukochanej Grecji. Znajomość języków obcych jest bez znaczenia. Ale powinna być w typie greckim: o czarnych włosach i - jeśli to możliwe - dużej urodzie. Jednak moim podstawowym wymogiem jest dobre, kochające serce. Może znasz jakąś sierotę bądź córkę uczonego - zmuszoną przez okoliczności do pracy w charakterze guwernantki - posiadającą cnoty, na jakich mi zależy.

Tak pisał do przyjaciela 47-letni Henryk Schliemann. Zofia z woli rodziny wychodzi za mąż i tworzą udany związek, słynny w świecie z odkrycia Troi i grobowców królewskich w Mykenach. Żyli, przywracając minione piękno skarbom wykopanym z ziemi.
Frapujące obie postacie.
On - zmagał się z druzgocącą krytyką swoich teorii i wykopalisk; walczył ze skorpionami, stonogami, malarią, a największą słabością był... entuzjazm. Tkwił uwięziony w górze Husarlik, a potwierdzenia kolejno dokonywanych odkryć szukał w "Iliadzie" (zawsze wychodził do pracy z egzemplarzem w kieszeni, a w przyszłości ta książka tkwić będzie pod poduszkami dzieci - Andromachy i Agamemnona).
Ona - wierna towarzyszka. Piękna, mądra i dobra - jak sobie wymarzył. A po jego śmierci od razu wiedziała, że  czeka ją długie wdowieństwo i że nigdy już nikogo nie pokocha.
Dzięki nim przebywałam w dwóch wymiarach czasowych i ... zatęskniłam za Helladą. Uwielbiam tak podaną historię! Wynotowałam mnóstwo fragmentów, np. ten:
W dzisiejszej gazecie wydrukowano ogłoszenie, że ci, którzy spóźniają się z oddawaniem książek do Biblioteki Narodowej i zmuszają jej pracowników do odbierania książek w ich domach, nie będą mogli wypożyczać niczego w przyszłości. :)))

Okazuje się też, że moje obawy związane z wyjazdem i trudną sytuacją polityczną nie są niczym nowym. Kiedy Zofia i Henryk wypływali do Troady, w Grecji upadł rząd premiera (...). Teraz, po ich powrocie, do dymisji podał się kolejny rząd (...). Rozwiązano parlament, a na luty 1872 roku rozpisano nowe wybory. Widać, problemy stare jak... demokracja w Grecji.

Zatem jadę tam, gdzie słońce nie obraża się na turystów. Będę łowić widoki, smaki, zapachy, dźwięki. Będę zażywać kąpieli, bo - jak mówią Grecy - trzydzieści morskich kąpieli na rok zapobiega katarom, a po sześćdziesięciu będziesz zdrów jak ryba.

Wracam za dwa tygodnie. Wymarzone wakacje:) Możecie życzyć mi: kalo taksidi!

wtorek, 21 czerwca 2011

Anioły Mądrego Życia - cd.


Anioł Niedziałania
Drogą do "zrobić" jest "być". (Tao Te Ching)
Jest czas działania i niedziałania. Niedziałanie to też decyzja, wybór, głos w biegu życia. To też przejaw odpowiedzialności za swoje życie. Czasami potrzebujemy się wycofać, zaczekać, przyjrzeć się, poddać się biegowi wydarzeń. Wtedy coś dojrzewa, nabiera mocy, osiąga crescendo, po to, aby za chwilę zmienić się w działanie, dynamikę, decrescendo. To naturalny cykl w życiu: być-działać-być-działać-być.