DOM Z PAPIERU



poniedziałek, 20 sierpnia 2012

W literackim Nałęczowie

Nie muszę jeszcze leczyć serca w uzdrowisku, ale i tak lubię nałęczowskie spacery. Po raz kolejny zajrzałam do Chaty Żeromskiego, jednak o tym w przyszłości. Dziś garść nowinek z Muzeum Prusa w Pałacu Małachowskich. To muzeum biograficzno-literackie, ale i regionalne, bo Prus Nałęczów ukochał, spędził tu 28 sezonów, więc odwdzięczał się sporo, pisząc i reklamując uzdrowisko.  Pięknie jest w Alpach, pięknie nad morzem, ale w Nałęczowie jest mi dobrze - pisał. Czuł się tu dobrze, mimo agorafobii, która tak życie mu utrudniała.

Dla nałęczowian był "dziadziem Prusem". Dzisiaj też co chwilę ktoś robi zdjęcie z pisarzem, choć ten już cukierków nie rozdaje. Z ławeczką wiąże się anegdota. Nazajutrz po odsłonięciu pomnika, wczesnym rankiem do pracy szła jedna z pielęgniarek. Zobaczyła dziwną postać i wbiegła do sanatoryjnego budynku przestraszona, wołając do koleżanek, że jakiś menel siedzi na ławce przed pałacem.
To i ja zrobiłam sobie zdjęcie z "menelem".


Jak zwykle musiałam zerknąć na biurko. Dopiero później dowiedziałam się, że ani ono, ani maszyna do pisania, nie są tymi, które użytkował Prus. Biurko zrekonstruowano na wzór warszawskiego, a maszyna jest z tamtych czasów. Nowinek technicznych pisarz się nie bał. Nieźle posługiwał się aparatem fotograficznym, sensację budził też swoją jazdą na...





...welocypedzie (bicyklu?) Że trudno było na czymś takim jeździć, to zrozumiałe, ale jeśli dodać do tego wadę wzroku pisarza i podwójne okulary, to nic dziwnego, że jego wycieczki kończyły się często w krzakach.





Tylko serwantka chroni za szybą oryginalne pamiątki - drobiazgi, pamiątki rodzinne. W dwóch salkach możemy przyglądać się dokumentom, fotografiom, rękopisom, materiałom dotyczącym adaptacji teatralnych i filmowych, jubileuszowym medalom i pierwodrukom. Mali kuracjusze i wycieczkowicze zerkają na świadectwo maturalne, bo każdy ciekaw, jak to z tą matematyką czy zachowaniem było.






Ciekawym zabiegiem, by zwiększyć powierzchnię wystawy (bo tylko dwie salki zajmuje muzeum), jest zastosowanie ekranów stylizowanych na parawany. Również na ścianach roi się od cytatów, co pisarz ważnego powiedział i co inni mieli do powiedzenia na jego temat.  Moją uwagę zwróciły słowa Zygmunta Szweykowskiego: Twórczość Prusa nie była przez ogół współczesnych mu dostatecznie doceniona.
I poszłam tym tropem. Rzeczywiście sam pisarz nie był ukontentowany chociażby przyjęciem "Lalki". Cóż to za powieść?

Nie umiem chodzić w szeregu. Wolę prawą stronę literatury polskiej [1]. Idee pozytywizmu poznawane w szkole wydawały mi się postępowe do czasu, gdy z ust cenionego poety usłyszałam wypowiedź, że "Lalka" została wypromowana w PRL, a wcale arcypowieścią nie jest! Brakło okazji, by roztrząsać problem, więc zostałam z nim sama. Siedział, wiercił, aż dojrzał. Oto garść moich zauważeń.
Skoro powieść jest "zwierciadłem przechadzającym się po ulicy", to dlaczego w Warszawie nie było Rosjan? Ani jedno wydarzenie nie rozgrywa się na Starym Mieście, gdzie miały siedzibę władze carskie. Obecność Rosjan daje się zauważyć jedynie poprzez rosyjskie nominały (ruble srebrne, jednostki miary i wagi). Zbojkotowana została zaborcza rzeczywistość, a mamy do czynienia z powieścią realistyczną! No przecież cenzura - zawołają obrońcy. Pisarz posłużył się mową ezopową, polegającą na milczeniu i pomijaniu - tłumaczą. A ja na to - Wokulski Rosjan polubił! Źle wspomina Polaków na Syberii, nie uważa tych lat za stracone. Nawet z jednym się zaprzyjaźnił. Suzin jest przedsiębiorcą w spółce handlowej, a nowe stosunki gospodarcze z Rosją to jedno z głównych haseł pozytywistycznych (praca organiczna).
Dalej - jeśli powieść zawiera kompletny obraz społeczeństwa, to dlaczego brak reprezentacji duchowieństwa? Są motywy religijne w powieści - powiedzą obrońcy. Tak, ale sceny rozgrywające się  w kościele pomijają  obrzędy, ceremonie, nie pojawiają się księża. To również poglądy pozytywistów, którzy uwierzyli w siłę racjonalnego rozumu, w potęgę "szkiełka i oka". Część akcji dotyczy kwesty dobroczynnej w Wielką Sobotę. Zbiórka pieniędzy jest jednak jedynie okazją do spotkań, plotek. Jak rozmieszczone jest światło w kościele? Mroczny grób Chrystusa, a światło pada na tace.  Światło świec oświetla też twarz Chrystusa jaśniejącą przy zbliżaniu się ubogiego, a ciemniejącą, gdy odzywają się arystokratki. Praktyki modlitewne dotyczą interesów (panna Łęcka modli się o nową suknię, Łęcka i Krzeszowski o pomyślny przebieg licytacji, Krzeszowska o karę dla Wokulskiego...). Szczerze modlą się tylko ubodzy.
No właśnie, arystokracja. Poddana ostrej krytyce. Każdy maturzysta wyrecytuje bez zająknięcia, że arystokracja i szlachta to warstwy anachroniczne, pasożytnicze, próżne, zdegenerowane. Interesuje ich tylko zbytkowy styl życia, wyścigi, zatargi, a panny czas spędzają na plotkach i na szukaniu mężów. O patriotyzmie mowy nie ma! To oni są winni upadkowi kraju, bo dbają wyłącznie o własne sprawy.
Dostało się też rodzinie. Nie ma jej w powieści! Są wdowy, panny, rozwodnicy, porzuceni, kawalerowie... - cała parada samotnych postaci.
Za to są bardzo sympatyczni studenci o wyraźnych poglądach socjalistycznych. Podobnie jak Klejn. Również Niemców autor ukazał w ciepłych barwach. To Rzecki opisuje rodzinę Minclów, chwaląc ich zaradność, oszczędność i pracowitość.
To chyba jakieś krzywe zwierciadło? Czy to naprawdę realistyczny obraz społeczeństwa, obarczonego winą za upadek kraju? Przestaję się dziwić, że Prus był zły z powodu złego przyjęcia powieści przez współczesnych. Gdy jeszcze żywe były tradycje powstańcze, gdy represje w pamięci, autor neguje poświęcenie, oskarża, napomina... A później w PRL wszystkie hasła akuratne. Nie ma rosyjskich okupantów - są przyjaciele zza Buga, bogaci to kułaki, religia wyparta przez materializm, negowana wartość rodziny... Powieść idealnie wpasowała się w ustrój.
Inne to moje spojrzenie na "Lalkę". Warto się zastanowić nie tylko w Roku Prusa.

[1] Maciej Urbanowski, Prawą stroną literatury polskiej. Szkice i portrety, Kraków 2007

63 komentarze:

  1. Świetny i cenny post.
    A jak dzisiaj to wygląda, czyż nie podobnie się sprawy mają, tyle, że bardziej nowocześnie.Rodziny się nie ceni, urosła kasta ponad ludzi, w tym polityków którzy używają życia za niezarobione pieniądze , kościół , jak przestał być potrzebny się jawny sposób zwalcza.
    Do głosu dochodzą socjaliści związani z Krytyką Polityczną itd.itd.
    Historia się kołem toczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dziś jest to wczoraj. Dokładnie tak. Mam nadzieję, że post będzie impulsem do przemyśleń. Nadal "Lalka" jest dla mnie ważną powieścią, ale ogólny wydźwięk uległ zmianie.:)

      Usuń
  2. Argument "cenionego poety" mnie powalił swoją logiką :-) równie dobrze można stwierdzić, że i "Pan Tadeusz" był promowany za PRL i to daleko bardziej niż "Lalka" i czy z tego ma wynikać, że "epopeją narodową" nie jest? :-). W ten sposób można "skasować" pewnie większość polskiej klasyki wliczając w to "Nad Niemnem" i "Noce i dnie" :-). Co do argumentów merytorycznych, to już całkiem inna historia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Nie lubisz podpierania się autorytetami? Dla mnie to ważne. To był Polkowski i nadal go cenię. Na spotkaniu autorskim rozmowa dotyczyła jego poezji, więc na temat "Lalki" usłyszałam dokładnie tyle, ile napisałam. I chwała mu za to, bo dalej stałabym z rozdziawioną gębą przed arcypowieścią. Promocja "Pana Tadeusza" była zrozumiała, bo autor napisał też "Do przyjaciół Moskali" i Puszkina lubił. Pozostałe dwie powieści pozytywistyczne - moje ukochane zrsztą - chyba nie dźwigają uraz Prusowych.

      Usuń
    2. Nie mam nic przeciwko autorytetom w ogólności ani przeciwko Janowi Polkowskiemu w szczególności, bo rozumiem, że o niego chodzi. Ale od tego, kto mówi wydaje mi się ważniejsze co mówi :-). Zdecydowanie ważniejsze, niż rzucona przez niego "złota myśl" są, moim zdaniem, Twoje merytoryczne uwagi :-). Dla jasności :-) "Lalka" i moim zdaniem arcypowieścią nie jest ale niewiele polskich powieści jest w stanie się z nią zmierzyć. A to czy była czy nie była drukowana w czasie PRL-u dla oceny jej wartości, tak jak i innych książek ma niewielkie znaczenie.

      Usuń
    3. ~ Tak, to ten Polkowski. Jak dla mnie, to on mówi nawet swoim milczeniem. Co do uwag, to mam nadzieję, że mimo uwag prześwituje między wierszami podziw dla powieści. Nie przekreślam jej, tylko próbuję ukazać w innym świetle. Jak napisałam, chadzam raczej prawą stroną po literackim labiryncie, więc socjalistyczne idee jednoznacznie potępiam. Sam Prus przed śmiercią w "Dzieciach" chyba dostrzegł w końcu zło płynące ze wschodu, ale o tej powieści w PRL milczano.

      Usuń
    4. Błąd językowy w trzecim zdaniu. Ale nie będę poprawiać, a co tam:(

      Usuń
    5. Spoko, spoko :-) złóżmy to na karb emocjonalnej dyskusji :-)

      Usuń
    6. ~ :-D
      Tu pisałam o Polkowskim: http://dom-z-papieru.blogspot.com/2011/06/w-mojej-epoce-juz-wymieram.html

      Usuń
  3. Świetna notka i zdjęcia. Ja kojarzę tylko posąg Prusa w Warszawie na Starym Mieście. Tak przygarbiony, sympatyczny dziadek :)
    Ostatnio, podczas Nocy Muzeów, było u mnie dużo wystaw o autorze Lalki. Można było zobaczyć pierwsze wydania jego dzieł, czy jego własne egzemplarze. Była też ekspozycja: Warszawa Plusa, Paryż Wokulskiego. Miło wspominam.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ W Warszawie chyba więcej pamiątek niż w Nałęczowie, ale atmosfera uzdrowiska sielska:) I o ile Prusa w Nałęczowie wspomina się jako uśmiechniętego, sympatycznego dziadka - jak piszesz - w stolicy bywał kłótliwy, złośliwy, potrafił krzyczeć w redakcjach. No, no, panie Prus.
      Serdeczności:)

      Usuń
  4. Kocham Nałęczów, do którego zaglądam kiedy tylko mogę (a mam z Lublina niedaleko). Czuję tam "literackiego ducha" i tym bardziej dziękuję za ten post.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ O, z Lublina? To masz bliziutko też do Kazimierza. Zastanawiamy się nad zjazdem blogerów w Domu Kuncewiczów. Będę pamiętać o tobie:)
      Dziękuję za dobre słowa:)

      Usuń
  5. Kolejny powód by odwiedzić Nałęczów.

    OdpowiedzUsuń
  6. ~ Moniko, jest wiele powodów, by zajrzeć do Nałęczowa. Najgorszy to sanatorium. Chyba bym umarła z nudów albo bym rabatki plewiła. Ale weekend byłby piękny! Woda mineralna w palmiarni, karmienie łabędzi, ławka z książką... Rozmarzyłam się:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię Lalkę, nie umiem jej tak analizować jak Ty, ale widzę w niej trochę austenowskie spojrzenie na społeczeństwo, wyciąganie różnych przywar, pokazywanie w krzywym zwierciadle arystokracji. A poza wszystkim to jest po prostu 'page turner' jakby tu powiedzieli. Wyobrażam sobie, że w latach, kiedy była wydana, trudno było ją odłożyć, zaliczano kolejne rozdziały z wypiekami na twarzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Kasiu, fakt, to trochę inna analiza niż w szkole. Ja do dziś pamiętam żelazne tematy: Wokulski - romantyk czy pozytywista? arystokracja w "Lalce"; tłumaczenie tytułu itd. Szkoda, że nie zostawało marginesu na własne spojrzenie. Z okazji Roku Prusa w końcu zmobilizowałam się, żeby wrócić. Książkę i film zawsze stawiałam wysoko, ale z wiekiem widać wyraźniej niektóre problemy. Chociaż skądinąd wiadomo, że ludzie z większymi wypiekami czekali na kolejne odcinki Trylogii, bo Sienkiewicz nade wszystko. Mam nadzieję, że mojej miłości do pozostałych powieści pozytywistycznych nic nie zmąci. :)

      Usuń
  8. Ależ ciekawe spojrzenie na "Lalkę"! Aż mnie korci, żeby sięgnąć po nią raz jeszcze! Pozostawiła dobre wrażenia. To była jedna z nielicznych lektur, po której się pobeczałam.

    Zaciekawiłaś mnie - podziwiam wnikliwą, merytoryczną argumentację. Trudno mi zmierzyć się z nią w tej chwili, więc zostawiam po sobie tylko achy i ochy! :)

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Płakałaś? Ja byłam zła na Wokulskiego, denerwował mnie! Moim idolem był Rzecki. Oj, napiłabym się z nim węgrzyna, posłuchałabym gitary:)
      Tak na marginesie, to rzadko wracam do wcześniej czytanych książek (po co ja to wszystko zbieram!), ale warto. Jestem ciekawa opinii innych, którzy odświeżą lekturę. Cały czas jeszcze planuję "Noce i dnie", bo zawsze deklaruję, że ukochane, że Barbara to ja, a może okazać się, że... O, nie! Tyle nowości czeka:)

      Usuń
    2. Za Rzeckim też płakałam, nawet bardziej! Bardzo go lubiłam, o wiele bardziej niż Wokulskiego. Ogólnie tak na końcówce mnie wzięło. Młoda byłam, egzaltowana i nadwrażliwa... :)

      Też rzadko wracam do przeczytanych książek. Ale może powinnam robić to częściej. W końcu dojrzewamy, nasze doświadczenia wpływają na odbiór książek. Ale ile lektur można w taki sposób odczarować...! Może lepiej nie wracać... :))

      "Noce i dnie" przede mną. Wersja serialowa mnie zachwyciła, ale chcę przeczytać.

      Usuń
    3. ~ Właśnie przeczytałam, że dotarły do ciebie "Zdumiewające błyski barw", to może jednak nie odczarowuj przeszłości, tylko do przodu! Ja obiecuję sobie powroty na emeryturze. Mam większe szanse doczekać niż wszystkie biedne młodsze dziewczyny, ha! Dobrej nocy:)

      Usuń
    4. Dobrej nocy! :-) I miłego nowego dnia, który zaraz się rozpocznie... ;)

      Usuń
    5. ~ A ja myślałam, że późno chodzę spać. Oto zawitał piękny ranek i odwieczny dylemat: co by tu dzisiaj przeczytać? Pięknego dnia:)

      Usuń
  9. Kolejna zacna wizyta udokumentowana fotką:)Myślę, że w Nałęczowie i przez tydzień nie byłoby nudno, gdyby się miało zapas lektur.
    Po Twoich argumentach o "Lalce" zastanawiam się jak ta książka była oceniana w międzywojennej, wolnej Polsce. Jak ją omawiano w szkole. Czy wiesz coś o tym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Doczytałam tylko, że właśnie w międzywojniu wpisano ją do kanonu lektur w gimnazjum. Ale też mam wrażenie, że przylegała do panującej władzy.
      A w Nałęczowie czas płynie w innym wymiarze:)

      Usuń
  10. Byłam w Nałęczowie lata temu i mam zdjęcie na kolanach:)
    Pięknie napisałaś...

    A ja obiecałam i spełniłam obietnicę:) Pamiętasz?:)

    SERDECZNOŚCI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Lata temu, to może dziadek by wytrzymał , ale już jestem za duża:)
      OPINOGÓRA?! Biegnę zwiedzać. Dzięki:)))

      Usuń
  11. Pani Bogusiu a dlaczego w Pani brogrollu ciągle na górze jest Sabinkowe czytanie? Z tym samym postem? Czy ja mam czytać jej post 10 razy pod rząd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Nie wiem. Ja nad okienkiem Sabinki mam już trzy inne blogi. Może aktualizacja "wchodzi" co jakiś czas. Proszę czekać, a jeśli coś nie tak, to czekam na podpowiedź od innych blogerów.

      Usuń
  12. chyba trochę za daleko idące wnioski - Lalka propagowana w PRL? Sienkiewicz też? Tam też lewactwo i socjalizm? Przesada i to spora. Pomijanie obecności Rosjan i śladów zaborcy w Warszawie chyba byłoby raczej wskazaniem na niechęć do nich, a nie miłość. Co do wątków religijnych - to ciekawe, bo ja też zwróciłem tym razem na to uwagę, wynikają one jakoś postawy i stosunku głównego bohatera do Kościoła... Studenci - w sumie zabawny wątek, ale zauważ , że sporo tam jest też niechętnych komentarzy wobec takiej działalności (jeden ze sprzedawców). Nie jest to wiec wszystko takie proste do interpretacji. Na pewno warto sobie stawiać takie pytania, no i czytać Lalkę, bo co by nie mówić to jedna z lepszych naszych powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dzięki za ustosunkowanie się do argumentów. A do takich wniosków doszłam, niestety. Tylko że Sienkiewicz jest w najlepszym porządku!!! Jego nie ruszam. Czerwono jest natomiast wokół Prusa i Żeromskiego. Żeromski przecież był masonem, wojował z kościołem, działał w PPS... Prus otaczał go opieką, zapoznał z Oktawią, był świadkiem na ich ślubie, załatwił pracę za granicą.... Dużo tego było. Że ówczesnym warszawiakom "Lalka" się nie spodobała, nietrudno znaleźć. Wiem, że to inne spojrzenie, niżby wypadało z okazji Roku Prusa, ale tak właśnie myślę. I nie znaczy to, że nie czytałam powieści z przyjemnością:)

      Usuń
    2. cóż, nie do końca się z takim spojrzeniem i oceną zgadzam, ale przecież wartość dzieła nie jest zależna jedynie od tego czy zgadzamy się z wizją i wartościami jakie wykreował i podkreśla autor. A co do promowania w PRL - to jakoś tak wybiórczo skoro twierdzisz, że Prusa prmowano za to, że był po myśli, a Sienkiewicz nie był dla nich po myśli i też miałby byc promowany? Te argumenty i związki np. Prusa z Żeromskim to trochę naciągane - czy mam się oburzać np. na pana x, bo jego córka wybrała za partnera lewaka i aferzystę? Bez przesady. Gdyby Prus był literackim miernotą to prędzej bym uwierzył w to, że go promowano. Ale wartość wielu jego rzeczy naprawdę jest niezaprzeczalna - to że nie doceniali tego mu współcześni czasem może być tylko dowodem na plus, a nie na minus.

      Usuń
    3. ~ W żadnym miejscu nie napisałam, że Prus był miernotą! Bardzo sprawnie machał piórem. W PRL zależało rządzącym, żeby utrwalać stalinizm dobrymi piórami i autorytetami. Dlaczego zabiegano o powrót Tuwima czy Wańkowicza do kraju, skoro tu mieli całe zastępy pryszczatych piszących na komendę? Ale to temat rzeka. To mój konik i pewnie jeszcze wiele razy wrócę do niego. Opisując relacje z Żeromskim, chciałam pokazać, że pracowali w tym samym czasie dla tej samej sprawy w Nałęczowie właśnie. Kiedyś też wspominałam o Faustynie Morzyckiej - prototypie Siłaczki. Występuje w biografii każdego pisarza. Podobnie Oktawia i wielu, wielu innych... I opisane są sprawy, o które walczyli. Partia też jest nazwana. Masz prawo do swojej opinii. Wiem, że rewolucji nie zrobię i "Lalki" do lamusa nie odeślę (i nawet nie chcę), ale też mam prawo wyrazić swoje zdanie.

      Usuń
    4. a ja też nie wmawiam Ci, że to napisałaś. Zauważam tylko, że prędzej bym wtedy w to uwierzył gdyby Prus marnym pisarzem był. Zbyt mało znam być może jego życiorys i całą twórczość by dostrzec tak jak Ty walkę Prusa w imię jednej partii (i to nazwanej). W Lalce kompletnie moim zdaniem tego nie ma, stąd moje zdziwienie i stwierdzenie, że to jednak nadinterpretacja... być może trzeba by było dłuższej dyskusji by dostrzec do sedna problemu - w krótkich komentarzach to trudne i nie chcę byśmy się chwytali za słówka.
      Masz oczywiście prawo mieć własne zdanie, przecież tego nie neguję - napisałem komentarz właśnie dlatego, że mnie to zainteresowało i chciałem pociągnąć temat. Romans z fascynacją ideami lewicy przeżywało wielu, ale oskarżać ich o to, że służyli systemowi to trochę inna sprawa. Gdzie Lalka, Prus, a gdzie PRL. Żeby widzieć ten związek trzeba by udowodnić co konkretnie negatywnego brali z jego twórczości "na swoją korzyść". Inaczej ja mogę snuć podobne dywagacje na temat: Sienkiewicza, Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Krasińskiego, Kochanowskiego i setek innych, których podobnie jak Prusa "promowano" w PRL

      Usuń
    5. ~ No właśnie chyba wyraźnie napisałam, co brali w PRL z jego twórczości. Obiecuję powrót do tematu, bo odwiedziłam też Chatę Żeromskiego. A masz pojęcie, o ilu pisarzach nas (piszę "nas", bo kanon od lat się bardzo nie zmienia) w szkole w ogóle nie uczono? Właśnie mam zamiar też przywrócić ich pamięci. Jeżeli całą twórczość objęto cenzurą, dziś nikt ich nie szuka. Co do Jana z Czarnolasu to właśnie czytam o tym, jak przez dwa lata był na liście płac u Hohenzollerna (50 srebrnych marek) i wykonywał zlecone "prace intelektualne". Bardzo ciekawa jest historia literatury. Będę pisać i bronić z pasją:)

      Usuń
    6. ale choćby patrząc na Lalkę uważam, że to argumenty przesadzone - ani tam chwalenia socjalizmu, praca u podstaw wcale nie wygrywa, lud prosty jakiś marny, słaby i ogłupiony itd nigdzie nie widać tego co miałoby świadczyć o promowaniu wartości lewicowych. Pytam raz jeszcze: czy każdy kto pisze o rozwodnikach, rozbitych rodzinach był Twoim zdaniem promowany w PRL? Czy wszyscy, którzy byli promowani są "umoczeni" bo w ich twórczości lub życiorysie można wskazać coś "lewackiego" (vide Sienkiewicz)? Jeżeli nie, to takie wybiórcze udowadnianie w jednym przypadku, a w innym nie po prostu nie ma sensu. Komuniści na pewno uważnie dobierali sobie różne rzeczy aby je wykorzystać przemilczając lub uwypuklając pewne aspekty (np. Krzyżacy gdy biskupi zaczęli mówić o pojednaniu polsko-niemieckim) ale mówi nam to tylko to aby czytać uważnie w nowym kontekście bez tamtych haseł i naleciałości samemu decydując co nadal może mieć jakąś wartość.

      Usuń
    7. ~ Dla mnie autor z jego życiorysem i napisane przez niego dzieła tworzą całość. Co robili nasi panowie w Nałęczowie? Przyjmowali emisariuszy z Rosji przygotowujących grunt dla idei socjalistycznych, wspierali więźniów, załatwiali im ucieczki, dokumenty, organizowali odczyty, pogadanki dla ludu właśnie, tworzyli świecką oświatę... Socjalizm w PRL nie wybuchł nagle, bo były przygotowane ideologicznie zastępy. Wydawano pisarzy nie tylko lewackich, ale też "bezpiecznych", jak Sienkiewicz, który uciekał w historię. A czytałeś coś np. Ferdynanda Goetla? A dlaczego nie? Były tabuny przemilczanych i niewygodnych. Nadal w PRL atakowany był kościół, rodzina (każde dziecko miało miejsce od żłobka, bo to najlepsze instytucje wychowania), autorytety. Co gorsza, według mnie ten okres trwa nadal. Dziś też myślenie nie jest w cenie, co widać m.in. w programach nauczania czy w kanonie lektur. Kosztem języka polskiego dzieci mają więcej w-f, ruguje się też przedmioty artystyczne, bo aktywizują prawą półkulę (wyobraźnia, uczucia, myślenie kreatywne). Prosty lud da się sterować. Według mnie to ciągłość procesów historycznych, a podział na epoki jest dla teoretyków. Odeszłam od "Lalki", ale ja w niej wszystko to widzę. Jeszcze socjalizm raczkujący, ale jest. Prus cały oddał się "maluczkim". Co pisze chociażby w "Anielce"? Jaki obraz szlachty, rodziny? Kogo czyni bohaterami nowel? itd. Nie mam czasu, bo bym zacytowała - o zbieraniu pieniędzy na ochronkę, o koncertach, co ludzie wówczas mówili, jaki ksiądz miał stosunek, dlaczego był problem z pochówkiem Adasia Żeromskiego... Polecam kilka biografii obu panów.

      Usuń
    8. Zgoda, ale nie wszystko co nam się wydaje teraz "umoczone" wtedy takie było - potrzeby były ogromne a Państwo i Kościół często robiły niewiele by to zmienić - były zainteresowane utrzymaniem status quo. To pewnie temat do szerszej dyskusji (na którą mam nadzieję, bo jest bardzo interesująca, uwierz nie różnimy się w ocenie współczesnych wydarzeń pewnie tak bardzo jak myślisz), ale dla mnie to, że ktoś chciał wtedy pomagać innym i krytycznie oceniał tamtą rzeczywistość nie znaczy od razu, że pragnął rewolucji światowej. Co jest negatywnego w takiej działalności? cyt. z życiorysu "Brał też aktywnie udział w wielu akcjach oświatowych i społecznych (np. w organizowaniu Kasy Przezorności i Opieki dla Literatów i Dziennikarzy, obywatelskiej pomocy dla robotników pozbawionych pracy po strajkach w 1905 r.). Propagował tez turystykę pieszą oraz rowerową. W testamencie ufundował stypendium dla zdolnych dzieci wiejskich – wypłacane do dziś". Czy Korczak i wielu wielu innych też uważasz za "niepewnych, albo umoczonych w lewactwo?". To jak osądzać Orwella, który nawet z karabinem walczył za sprawę?
      Ferdynanda Goetla nie znam - może szkoda, ale to też pytanie czemu po 89-tym nikt go nie odkrywa na nowo? Przecież teraz zupełnie inne czynniki i wartości kształtują naszą rzeczywistość?

      Usuń
    9. ~ Rzeczywiście na horyzoncie widzę zbliżenie poglądów:)
      Trudno oceniać wybory z dzisiejszej perspektywy, gdy Prus w tym czasie myślał i widział inaczej. To tak jak aktualna dyskusja nad Powstaniem Warszawskim i gdybanie, gdy znamy ciąg dalszy historii. Jednak rok 1905 w Polsce to nie tylko strajki i tu ostro krytykuję PPS, która wykorzystała robotników, agitowała, a potem wystawiła pod karabiny Rosjan. To nie były strajki, a rewolucja, która niosła śmierć. To m.in, działalność w tym czasie Piłsudskiego i jemu podobnych. Wspominałam, że Prus próbował zabrać głos pod koniec życia ("Dzieci" - krytyka rewolucji) i to mam mu za plus.
      Dzisiaj - nadal nie mówi się o ważnych książkach i autorach. Jaki cel ma promowanie książek deprawujących, o skandalicznych treściach, których zalew na rynku? Zachwyt nad wulgarnością czy zboczeniem nie jest czymś normalnym, a taka antysztuka ma odebrać człowiekowi poczucie godności. I takie książki się lansuje, nagradza. Cel? Zmienić świadomość młodego pokolenia. Wielu autorów nie zaistnieje już pewnie wcale i prawie nikt - zgadzam się z tobą - o nich nie mówi. Zresztą dotyczy to również innych dziedzin sztuki, choćby teatru. Wrażliwość "zabito dechami" - jak mówił prof.Jaroszyński.
      Nie odniosę się do całości, bo mało wiem, choć uczę się całe życie i boleję nad ograniczeniami (praca, czas, dostęp do źródeł). Gdybym mogła, siedziałabym, czytała i pisała, żeby komukolwiek ten mój świat przybliżyć.

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Sama pisz! nie tylko bloga (choć i tu widać ile dobra można zrobić vide blog Biszopa), ale może szersze rzeczy! Pamiętam niektóre Twoje posty i wiem, że były bardzo dobre - odkrywać zapomnianych bohaterów, ich twórczość, tłumaczyć kontekst, pokazywać kulisy i intencje, przyczyny i skutki - to w historii jest najciekawsze - w literaturze też! Nawet w czasach gdy można mówić wszystko nadal często historią się manipuluje.

      Dobrze powiedziane - trzeba budzić wrażliwość. Nie da się tego na pewno zrobić prezentując ostre sądy, opinie, miotając oskarżenia, ale zadając pytania i każąc samemu znaleźć odpowiedzi. Każdy z tych argumentów z Twojej notki moim zdaniem warto by było obejrzeć dokładnie - może ta różnica w ich ocenie nie byłaby wtedy tak ostra.

      PS Jednak rok 1905 w Polsce to nie tylko strajki i tu ostro krytykuję PPS, która wykorzystała robotników, agitowała, a potem wystawiła pod karabiny Rosjan. To nie były strajki, a rewolucja, która niosła śmierć. - tak samo ocenić w takim razie by należało np Solidarność i przywódców strajków - czy to nie przesada? Takim językiem mówił Urban...

      Usuń
    12. ~ Dzięki za zachętę i dobre słowa w odniesieniu do moich notek:) Blog Biszopa bardzo cenię, ale ile on ma teraz problemów z prawami autorskimi! Tutaj sobie cytujemy, a z książką to już pewnie inna sprawa. Ale też przyznję, że zawsze przy wprowadzaniu do obiegu czytelniczego jakiejś "zmarzliny" mam dylemat, czy to komukolwiek się spodoba, komu to potrzebne... Ilu blogujących wprost mówi - to nie książka dla mnie, nie interesuje mnie to. Jednak moje serce jest przy niszowych wydaniach. Właśnie wspomniany Goetel (zresztą wszyscy trzej literaci-świadkowie Katynia), Ossendowski, Krasiński (ten od "Na stracenie"...), pisarze i poeci emigracyjni albo ostatnie odkrycie - Gabriel Maciejewski, który za cel sobie wziął właśnie manipulacje historią! Inne te moje tropy literackie, sam przyznasz. I szybko się o nich nie pisze, bo trzeba szukać, łączyć nitki. Nawet nie wiesz, ile wlałeś w moje serce nadziei i wiary w sens tych poszukiwań - w końcu nick zobowiązuje:)
      PS
      W czasie "ruchawek" w 1905 roku pepeesowcy zwoływali manifestację, mieszali się z tłumem idącym z kościoła, rozrzucali ulotki, a gdy zjawiali się konni z karabinami, bojówkarze chowali się do kościoła, a strzały padały do nieświadomych ludzi. Oni wprost dosłownie wystawiali ich na odstrzał! Podsumowując ten okres, płakali, że tak niewielkie poparcie ruchu było i że zamieszki były zbyt nikłe w porównaniu z tym, czego życzyli sobie towarzysze rosyjscy.

      Usuń
    13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    14. a propos PS - cóż bywało i tak, a czasem wśród tych aktywistów PPS były po prostu wtyki policji i specjalnie to robili by rozwalać ruch od środka. Moje być może dalekie nawiązanie do strajków Solidarności zauważ, że może być podobnie oceniane - wszak oprócz x. Popiełuszki rzadko ginęli przywódcy i ludzie z pierwszego szeregu - kule padały na normalnych robotników, którzy szli przodu często nieświadomi tego co ich czeka. Ale masz rację - są dokumenty pokazujące ile było obłudy i cynizmu w tych działaniach "na rzecz ludu pracującego". Tylko co innego inteligenci (choćby Prus), którzy angażowali się w to ideowo i tamtym nic nie wiedzieli. Na dodatek u nas to była walka z władzą, która była obca - a działania u podstaw, miały być nasze, polskie, społeczne...

      A co do bloga - nie trać ducha, warto to robić! Ja rzadko komentuję, ale często czytam, zapisuję sobie różne lektury (podobnie jak z bloga fotel przy kominku tytuły "sił sensu"). Spod stosów ciężko się wygrzebać i nie zawsze dam radę szybko sięgnąć (masz rację, że tu i do czytania i recenzowania trzeba dużo czasu i uwagi), ale zawsze mogę wrócić do Twoich zapisków. Próbowałem Kąkolewskiego, ale nie trafiłem tytułem za dobrze, będę szukał tego co Ty recenzowałaś. Wiele nazwisk notuję i pewnie przyjdzie taki czas, że wrócę do tego co kocham bardzo, a co trochę zarzuciłem z braku czasu, czyli do historii...

      Usuń
    15. ~ W takim kontekście to rzeczywiście w obu ruchach są podobieństwa. Od razu myślę: Solidarność i KOR. Już Konopnicka zauważała, że "jak poszedł król na wojnę...", to inaczej było niż z chłopem.
      A najbardziej się cieszę, że przyznajesz się do miłości do historii! Na blogu tego nie widać. Z czasem przekonuję się, że to co robimy, to nie jest zawsze to samo, za czym tęsknimy i trzeba naprawdę wrócić do swoich marzeń. Sama czuję, że pisanie o tym, co lubię, daje o wiele ciekawsze posty. Ba, one same się piszą! Są nasycone emocjami. Ostatnio przeczytałam "Dom pod Lutnią" Orłosia i wyłowiłam zdanie, które pasuje do twojego spojrzenia na pozytywizm (choć dotyczy powojennej Polski): "Teraz trzeba, żeby naród przetrwał - mówił Bronowicz. - Biologicznie, pan rozumie?". Moja romantyczna dusza jednak mówi, że to mało.
      A Kąkolewskiego może wziąłeś reportaże kryminalne? Ja rozprawiałam się z "Popiołem..." Andrzejewskiego, ale wstrząsajace są też relacje "Co u pana słychać?". Z bloga "Fotel przy kominku" też spisuję to i owo, ale ostatnio zatrzymaliśmy się na dyskusji o wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Ile ja już godzin poświęciłam na rozgryzienie Piłsudskiego! I wciąż nie mam odwagi, żeby o nim napisać, bo odezwą się historycy, którzy zmiażdżą moją amatorszczyznę. A ja chciałam tylko po kobiecemu odezwać się, oddać uczucia. Chyba tylko emerytura mnie ratuje, bo bez czasu nie ma mowy o kontekstach. Tylko jakiś kryminał albo romansik można zreferować w biegu.

      Usuń
    16. no ba - historia wciąż w moim obszarze zainteresowania - sporo kupuję, ale dużo mniej czytam, a już prawie nic nie piszę... Bo to cholernie trudne - jestem amatorem i pewnie łatwo by mi wytknąć potknięcia i fascynacje jedną, czy dwoma lekturami gdy ktoś przeczytał ich setki. Więc na blogu tego nie widać. Może kiedyś... Bo zawsze mnie pasjonowały biografie, dyskusje na temat różnych wydarzeń - właśnie w kontekście przyczyn i skutków. Uważam też, że wbrew pozorom nasz stosunek do różnych wydarzeń ma wpływ na życie obecne, że możemy z tego wyciągać wnioski.
      Romantyzm a pozytywizm i różne postawy i punkty widzenia obrony ojczyzny, obowiązku, wartości i ich przekazywania przyszłym pokoleniom - ech temat rzeka! Czytałaś pewnie dzieje głupoty Bocheńskiego? Świetne są też niektóre teksty Kaczmarskiego na temat postaci historycznych - nieźle oddają te dylematy - zdrajca czy praktyk, który chciał zrobić coś dobrego w obszarze wąskiej wolności? bojownik o wolność czy po prostu wariat i samobójca ciągnący za sobą innych?
      Nie identyfikuję się tak bardzo z postawą pozytywistyczną, ale też wydaje mi się, że trochę rozumiem tych ludzi, nie jestem zdolny by ich potępiać.
      A Kąkolewskiego trafiłem na powieść Mięso papugi

      Usuń
    17. ~ I ty się boisz pisać?! Leci ci to jak z nut! Widzisz, co znaczy dosiąść swojego konika? A twoje słowa: "nasz stosunek do różnych wydarzeń ma wpływ na życie obecne, że możemy z tego wyciągać wnioski" to jakbym słyszała wczoraj - polecam blog: grzegorzbraun.pl i rozmowę z Gabrielem Maciejewskim. Pod ich wpływem zamówiłam już "Baśń jak niedźwiedź" i mam nadzieję rozjaśnić się co nieco. To nie tak łatwo znaleźć prawdę, kto patriota, a kto zdrajca. Gdy wydaje się, że np. Stanisław August jest postacią jednoznaczną, Hen pisze książkę "Mój przyjaciel król". Długo i głęboko trzeba szukać i błądzić w labiryncie literackim. Tak łatwo to nie jest. Zgadzam się. I pewnie - nie obraź się - ale mężczyznom jest łatwiej. Ja przez wiele lat wychowywałam dzieci i pięłam się po edukacyjnej drabinie, a w końcu teraz mogę myśleć o sobie. Wciąż powtarzam, że mam mniej czasu i dlatego muszę czytać tylko dobre książki.
      Bocheńskiego nie czytałam oczywiście, więc dopisuję, bo tytuł uroczy i zawsze aktualny.

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witaj, Alu, w papierowym domu. Dziękuję za wnikliwą analizę mojej notki i konkretne wnioski. Też cenię pisarstwo Prusa, cokolwiek wyżej napisałam. Czytam bardzo różne książki, choć często z góry wiem, jakie idee są bliskie autorowi. Przede wszystkim kryterium doboru jest dla mnie dobre pióro. Jeśli świetny styl, to i fabuła mi nawet nie jest do szczęścia potrzebna. A wracając do Prusa. Właśnie do Nałęczowa przyjechał leczyć agorafobię. Tu czuł się bezpiecznie. O wadzie wzroku wiedziałam, ale że tak wpływała na twórczość, to mnie zaskoczyłaś! Jego udział w powstaniu - no tak, miał wtedy 16 lat, a potem odżegnywał się od wspomnień i nie nadawał temu wydarzeniu jakiejkolwiek wartości. Mówił wręcz, że stał się "ofiarą społecznego oszustwa". Seanse spirytystyczne były bardzo modne w epoce pozytywizmu, co właśnie świadczy o odejściu od życia religijnego. Śluby kościelne owszem, brali wszyscy, ale cywilnych nie było. Tak czy siak, wychodzi na to, że był niezwykle barwną postacią. W tym się chyba wszyscy zgadzamy:)

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ BN-ki żal, że znika:(
      Książeczkę Tokarczuk mam. Oryginalna rzeczywiście. I chyba tylko jedyna autorka - wśród szerzej dostępnych - która odważyła się inaczej spojrzeć na powieść. W każdym razie rozwodu z Prusem nie biorę:)

      Usuń
  15. http://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/674859,Lalka-wciaz-porusza - dziś wieczorem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słuchał ktoś? całkiem ciekawe, choć pewnie można by dyskutować o tej książce godzinami. zaintrygowała mnie refleksja, że tam nie ma prawie dzieci i szczęśliwych małżeństw z interpretacją taką iż to głęboki pesymizm i brak nadziei dla przyszłych pokoleń - ich już nie będzie...
      ja jutro też o Prusie...

      Usuń
    2. ~ Nie słuchałam:( Dzieci moje - biedne eurosierotki dzwoniły. Ale opisz jutro wszystko! Zaskoczyłeś mnie tymi dziećmi, małżeństwami... Ja też przecież pisałam, że brak tu szczęśliwych rodzin. Interpretacja inna, ale punkty zbieżne.

      Usuń
    3. ale moim zdaniem dużo celniejszy strzał - bo tym razem mi też jakoś rzeczywiście dużo posępniejsza, smutna wydała się ta powieść. Świat Rzeckiego odchodzi wraz z nim, a Wokulski, choć ma być może jakieś ambicje jest odrzucany przez społeczeństwo i skazany na klęskę. Ani to pozytywistyczne, ani już na pewno nie lewicowe...

      Usuń
    4. ~ Tylko głupi nie zmienia zdania. Zgadzam się z tym i jeśli ktoś mówi rzeczowo, to się poddaję. Jednak teraz moje argumenty najbardziej mnie przekonują. Jeszcze...

      Usuń
    5. całe nagranie klubu trójki na temat Lalki już do odsłuchania na ich stronach!

      Usuń
    6. ~ Wysłuchałam:)
      W studiu siedzieli sami admiratorzy powieści, ale słuchałam z ciekawością, choć najgoręcej było, gdy kończyli. Nie przekonuje mnie, że powieść napisał Prus z okazji 25. rocznicy powstania styczniowego. Wiem, że brał udział, ale szybko mu celowość walk i idea wywietrzały z głowy. O nieścisłościach typu śmierć Minclowej czy czerwone ręce Wokulskiego czytałam i łatwo rozgrzeszyć błędy, gdy wiadomo, że pisał odcinkami (podobnie jak Sienkiewicz swoje dzieła). Po stwierdzeniu nieobecności matek w powieści natychmiast otworzyłam książeczkę Tokarczuk. To chyba jedyny punkt zbieżny z moją opinią. Za to nabrałam ochoty na wydanie Biblioteki Narodowej, ale nie wiem, jak będzie, bo mam w domu już dwa inne wydania. Podobało mi się określenie Nibylandii, bo według mnie to był rzeczywiście dziwny świat. "Kto Lalkę przeżył, wiele przeżył" - zgadzamy się?
      Dzięki za monitorowanie mojego Prusowego stanu świadomości. Poddaję się edukacji zawsze ochoczo;-)

      Usuń
    7. z przyjemnością służę, bo i dla mnie to przecież wciąż odkrywanie, nie jestem znawcą

      Usuń
  16. Książkowcu- omijam na razie dyskusję, ale ja też mam pewien problem z tzw. klasyką (XIX wieczną). Jak nie spirytyści- czyli okultyści (nie pamiętam już , czy Prus się zajmował tym na poważnie, ale Reymont na pewno), to np darwiniści (zola ze swoją inżynieri ą społeczną).
    A waszystko elegancko podane.
    Co do Rosjan, to wydawało mi się, że omija się ich z powodów cenzuralnych (przynajmniej tak sobie to tłumaczę przy Kraszewskim), ale może się mylę?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dokładnie jak piszesz. Ba! Zanurzyłam się jeszcze głębiej, bo błogo myślałam, że odrodzenie, humanizm to takie piękne hasła! Okazało się, że wtedy panował okultyzm, katolicyzm wypierany był przez protestantyzm, karierę robili alchemicy, wywoływano duchy... Aż boję się tych studiów historycznych!
      A Rosjan omijał przez cenzurę, owszem, ale dlaczego w takim razie jedynego przedstawiciela obdarzył sympatią? Mogło go też nie być.

      Usuń
  17. Bardzo się cieszę, że tu trafiłam. Ile pięknych artykułów, ile podroży, spotkań...
    Odwiedziłam Nałęczów zimą (odwożąc rodziców do sanatorium) i pospacerowałam urokliwymi alejkami, przysiadłam na ławeczce obok pana Prusa, nawet siadłam na bicyklu. Jak umiałam, tak siadłam, wyszło - śmiesznie.
    Będę zaglądać z przyjemnością!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witam w "papierowym domu". Muzea literackie zasługują na większą uwagę i nawet odrębny blog, ale - ze względów czasowych - zostałam przy etykietach "Literacka mapa Polski". Marzyło mi się, żeby każdy koło siebie przyjrzał się i opisał pałacykom, dworkom, gdzie bywali nasi pisarze. Sama zrobię niewiele, ale i to lubię.
      Dziękuję za odwiedziny, miłe słowa i zostawiam drzwi szeroko otwarte. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń

Komentarze mile widziane.