DOM Z PAPIERU



niedziela, 25 sierpnia 2013

"Tam Polak z honorem brał ślub"

Czy widzisz te gruzy na szczycie?
Tam wróg twój się kryje jak szczur.
Musicie, musicie, musicie
Za kark wziąć i strącić go z chmur. (...)

Słowa znanej pieśni spokoju mi nie dają. Spoglądam z klasztoru na Cmentarz Polskich Żołnierzy i myślę: czy musieli? 

Każdy Polak na dźwięk słów Monte Cassino przywołuje z pamięci rzędy białych krzyży i nuci o czerwonych makach. Tymczasem warto zatrzymać się chwilę i zwiedzić klasztor. Założony przez św. Benedykta około 529 roku, przeżył na przestrzeni wieków bogatą historię świętości, kultury i sztuki. Po licznych kolejach dziejowych odradzał się na nowo. Tak było również po drugiej wojnie światowej, która monumentalne opactwo przemieniła w rumowisko. Jak do tego doszło? Wszak Niemcy szanowali neutralność opactwa, a strefa zdemilitaryzowana rozciągała się do 300 metrów. 15 lutego 1944 roku nadciągnęły setki ciężkich bombowców i używając bomb burzących, zamieniły szczyt w piekło ognia i płomieni. Nie zginął ani jeden Niemiec, bo ich tam nie było! Zbrodnia wojenna? Największa pomyłka w czasie drugiej wojny? Konieczność? - do dziś zastanawiają się historycy. A stos gruzów ułatwił Niemcom sytuację i okopali się, zyskując dogodny punkt strategiczny. Komu zależało na zagładzie wiekowego klasztoru, zasłużonego dla rozwoju cywilizacji, słynnego na cały chrześcijański świat? (bombardowanie najstarszego na kontynencie klasztoru można obejrzeć na You Tube).

Później historia notuje nieudane próby zdobycia klasztoru, aż w maju wkraczają do akcji żołnierze 2. Korpusu. Generał Anders miał 10 dni na podjęcie decyzji o wykorzystaniu polskich wojsk. Nie konsultował  się z premierem ani Naczelnym Wodzem! Chciał, by o walczących Polakach usłyszał świat, by nie mówiono, że polski żołnierz czeka i boi się walczyć z Niemcami. A może marzył też  o własnej sławie i odznaczeniach? Ruszyły przygotowania do bitwy. Generał zaniechał rozpoznania terenu (co spowodowało śmierć wielu żołnierzy), chcąc ukryć przed Niemcami obecność polskiego wojska. Czytam u Aleksandra Topolskiego ("Bez dachu" s.217):

Przyszła kolej na nas. Sprawy zaczęły nabierać tempa. Jedyne uczucie, jakie pamiętam z tamtego okresu, to duma, że zostaliśmy wybrani do takiego zadania - duma, że uznano Drugi Korpus za wystarczająco dobry, aby szukać teraz wsparcia właśnie jego żołnierzy. Byli jednak ludzie patrzący na nadciągające wydarzenia z innej perspektywy - sztabowcy, którzy słali depesze z rozkazami budowania szpitali polowych, stawiania punktów opatrunkowych i ewakuacji rannych. Przez nasze ręce przechodziły również zamówienia trumien i pól grzebalnych. Wszystko to obliczano na około pięciu tysięcy zabitych i rannych.

Co czuli wówczas ci chłopcy, którzy mieli świadomość, że będzie to marsz w jedną stronę? Ginęli z daleka od ojczystej ziemi, gdy los Polski w Teheranie i Jałcie został przypieczętowany. Z wojskowego punktu widzenia bitwa była niepotrzebna. Szturm polskich jednostek od 12 maja skończył się siedemnastego, a rankiem 18 maja żołnierze zawiesili biało-czerwoną flagę i zagrali krakowski hejnał. Dziś już wiadomo, że nie "zdobyli", ale "zajęli" Monte Cassino. Niemcy opuścili w nocy ruiny, bo po przerwaniu przez wojska francuskie linii Gustawa  z obawy przed okrążeniem, przeszli na linię Hitlera.

  Zostali na obcej ziemi. Już w 1944 roku towarzysze z pola walki opodatkowali swój żołd i własnymi rękami zaczęli ustawiać białe bryły trawertynu. Uroczyste otwarcie Cmentarza odbyło się już pierwszego września 1945 roku.
Dziś serce mocniej bije w tym miejscu. Mało zniczy, bo w upalnym słońcu wosk topi się bardzo szybko. Tu i tam zawieszone różańce, polskie chorągiewki...

Stoję wśród krzyży, czytam napisy, zapisuję w myślach wiek...
Modlę się i oddaję im hołd.








Wzrok nieustannie ucieka do tego, który chciał być ze swoimi żołnierzami do końca - generał Władysław Anders. Niżej urna z prochami jego drugiej żony. Podczas uroczystości pięćdziesięciolecia bitwy żołnierze szerokim łukiem obchodzili generałową "młodszą". Czas napisać o przejmującej historii, która oburzyła londyńskich emigrantów.





Generał Władysław Anders to postać z pewnością ponadprzeciętna, ale i kontrowersyjna. Boję się, czy nie użyję argumentów sowieckiej propagandy, więc ograniczę się do omówienia książek. Nie zarzekam się, że do tematu wrócę, gdy zmienię kąt patrzenia. Teraz będę wierna przekonaniu, że człowiek jest jednostką integralną i na Andersa patrzę nie tylko jako na żołnierza, ale i człowieka.



Wymawiamy z czcią jego nazwisko, bo wywiódł "z domu niewoli" tysiące Polaków. Jednak gdy gen. Sikorski szukał zwierzchnika tworzonych sił wojskowych, myślał o gen. S.Hallerze, który jednak podzielił los oficerów w Katyniu. Zatem traf sprawił, że dowództwo dostało się więzionemu na Łubiance generałowi. Dbał o żołnierzy i oni kochali go z wzajemnością. Oprócz żołnierzy do miejsc  tworzenia polskiej jednostki trafiali cywile wyrwani z łagrów. Tworzono polskie szkoły, pomocniczy korpus kobiet, teatr... Generał był w sile wieku, miał magnetyczne spojrzenie... Wypatrzył Renatę Bogdańską (pseudonim artystyczny)- artystkę rewiową - i zaprosił ją na kolację; zaczął się romans. Oboje byli w związkach. Generał ostatni raz widział się z rodziną we Lwowie. Ożenił się w 1923 roku z Ireną Jordan-Krąkowską. Mieli dwoje dzieci - Annę i Jerzego. W 1946 roku do Ankony dotarł najpierw syn Jerzy, a potem żona Irena z córką, jej mężem i wnuczką. Sytuacja stała się dramatyczna. Wielu oficerów miało "żony wojenne", ale na ogół odprawiali je. Zakochany generał nie odmówił artystce, która była niemal w wieku jego córki. Co będzie dalej? Irena przyjmuje pracę daleko od Ankony, córka z mężem i wnuczką generała wyjeżdżają za granicę, podobnie postępuje Jurek. Syn już nigdy nie nawiąże kontaktu z ojcem; Anna po latach, co opisuje w swoim pamiętniku. Nadchodzi rok 1947 i Polacy wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii. W 1948 roku Anders żeni się z Reną i teraz w Londynie mieszkają dwie panie generałowe Ireny Anders. Ta pierwsza, starsza, odsuwa się w cień. Młodsza rodzi córkę - kolejną Annę (!). Teraz konia z rzędem temu, który wyszuka w sieci informacje na temat Ireny Anders!!! Nie pomaga nawet dopisanie nazwisk Jordan-Krąkowska. Niezmiennie wyskakuje Irena Anders młodsza, która wyparła starszą  żonę. "Zastąpiona" to tytuł rozdziału w Londyńczykach Ewy Winnickiej. I tak rzeczywiście jest. Zastąpiła druga Irena starszą Irenę, po śmierci generała stała się instytucją reprezentującą męża i to ona pochowana jest dziś na cmentarzu Monte Cassino. Czytam nekrologi po jej śmierci - wzór Polki, ikona emigracji... Ja nie chcę takiego wzoru! Ani to Polka (z wyboru - jak piszą biografowie, bo Rusinką była), ani ikona. Po szczegóły odsyłam do wskazanych pozycji.

Co z tym Andersem, o którym Wieczorkiewicz mówił, że był rosyjskim agentem; Stalin - "Anders? Anders eto głupyj kak kawaleryjskaja łoszad"; a Polacy, że był niczym Mojżesz...
Dla mnie był człowiekiem honoru do momentu, w którym napisał o pierwszej żonie:
Powiedz Renie, że pierwsza jest dla mnie Polska i Honor, a druga Ona [Anna Anders-Nowakowska, Mój ojciec generał Anders,s. 94]. Obstaję przy integralności człowieka.

50 komentarzy:

  1. Witaj, dodałem bloga do obserwowanych, zapraszam też do siebie na imperium książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witaj w "papierowym domu". I zastanów się, z kim się zadajesz, bo z moim widzeniem świata tego dzisiejszego i wczorajszego przeważnie jestem OBOK.
      Zajrzałam; miło, że ciekawi cię historia. O tym nigdy dość. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. Ja również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Dzisiaj upada wiele mitów, które były wznoszone po wojnie. Wówczas rządziły emocje te z prawej i te z lewej strony. Budowano pomniki. A dzisiaj przychodzi czas na pozbawione emocji wyjaśnianie zdarzeń, ale te wyjaśnienia są niejednokrotnie dla nas czasem nawet szokujące.
    Nie znam postaci Andersa, nigdy historia nie interesowała mnie na tyle by ją drążyć. Dlatego z przyjemnością i zaciekawieniem czytam zawsze Twoje dopracowane i interesujące posty.
    Przykre wydaje mi się to, że być może ta wojna pochłonęła może niepotrzebnie aż tyle istnień, ale
    kto dzisiaj po za Bogiem potrafi to osądzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrej niedzieli Bogusiu Ci życzę.

      Usuń
    2. ~ Otarłaś się o temat w ostatniej lekturze. Gdy szukałam odpowiedzi na dręczące mnie pytania, rzeczywiście dużo opinii było rozbieżnych. Dopiero w latach sześćdziesiątych historycy ustalili, że bombardowano pusty klasztor i że nie przyniosło to aliantom żadnych korzyści w sensie militarnym. U stóp Monte Cassino są jeszcze cmentarze innych żołnierzy i też zadaję sobie pytanie: czy musieli ginąć? Anders jeszcze wróci w moich czytaniach z pewnością. Zastanawiam się nad jego książką "Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939-1946", ale czy o sobie można pisać obiektywnie? Wszak każda podjęta decyzja wydaje się być słuszna. Jest też pozycja Berberyusz, jednak czytałam sprzeczne opinie... Już nawet nie śmiem poruszać stosunków z generałem Sikorskim.
      Chyba odsapnę na zakończenie urlopu. Miłego dnia:) I namów męża, żeby dalej wgryzał się w "Ślady krwi", bo to na pewno książka dla niego;)

      Usuń
    3. Mimo wszystko te wspomnienia Andersa z pewnością są interesujące.

      Usuń
    4. ~ Ważne, ale po wakacjach muszę zaciskać pasa (kto nie?), a w Empiku czekają najnowszy Myśliwski i starszy Piasecki. Tych gości cenię, lubię, więc mają pierwszeństwo.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Czytałam przez kilka tygodni, co mi wpadło w ręce i w oczy. Niektórzy piszą wprost, że sam Anders był ruskim agentem, bo dlaczego - będąc na Łubiance - nie podzielił losu innych oficerów; o czym rozmawiał z Berią; czy coś podpisywał... A podsuwanie facetowi atrakcyjnej kobiety jest znane od tysiącleci (ba! w "Biblii"!). Chyba dość wstrzemięźliwie napisałam o Irenie Drugiej, ale wspomniane autorki nie zostawiają na niej suchej nitki. Ponoć sam generał szczęśliwy nie był, ale faceci uwielbiają święty spokój;) A Irena Pierwsza przed podróżą do Włoch wydała majątek na nowe zęby, żeby być atrakcyjną dla męża! Damą była do końca.

      Usuń
  4. bardzo piękne ostatnie dwa wpisy...dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkowcu, nieodmiennie mnie zaskakujesz :-) ale to w zasadzie stałe wrażenie więc w sumie powinienem się przyzwyczaić :-) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Wow! Myślałam, że cię już nie zaskoczę;) Wszak jestem integralna. I zdradź - proszę!!! - który moment do mnie nie pasuje? Też pozdrawiam cieplutko:)

      Usuń
    2. Ależ przecież nie twierdzę, że post do Ciebie nie pasuje :-) wręcz przeciwnie :-). A co do zaskoczeń - wydawało mi się, że jeśli już to Anders chyba powinien przestać być dla Ciebie człowiekiem honoru nie od momentu gdy złożył deklarację co do swoich uczuć lecz od momentu kiedy je okazał. Co do Ireny Anders jako Rusinki (rozumiem, że chodzi Ci o to, że jej ojciec był Rusinem), to daleko idący wniosek - pewnie obruszyłabyś się na stwierdzenie, że Chopin był Francuzem bo jego ojciec był Francuzem ale może Francuzi mają rację :-). Co do samej decyzji Andersa to wydaje mi się, że jakaś paralela z decyzją o wybuchu Powstania Warszawskiego. Olbrzymie doraźnie straty i wielki pomnik pamięci następnych pokoleń.

      Usuń
    3. ~ Iryna - bardzo polskie imię, a Bruntal - bardzo polskie miasto;) Polski to zwyczaj, że dokumenty bezwzględnie wymagają imienia ojca. Ojciec był Rusinem i przy tym obstaję.
      O powstaniu warszawskim Anders bardzo źle się wyrażał, nazwał je głupotą, ale daremnie przelanej krwi pod Monte Cassino już nie żałował, bo pracowało to na jego sławę i dumnie wyprężał pierś do orderów. Inaczej wśród tych grobów myśleć nie mogłam:(
      Generalnie w literaturze nie przypisuje się tej bitwie znaczenia militarnego, a polityczne. Z zabijaną Warszawą było inaczej, o czym wspomniałam we wcześniejszym poście.
      Może odniesiesz się do zacierania pamięci po pierwszej żonie? Może gdyby młodsza generałowa nie poparła właściwego komitetu wyborczego, dziś media nie stałyby murem za nią i nie rozniecano by kultu Bogdańskiej.

      Usuń
    4. Książkowcu, przecież nie kwestionuję tego, że jej ojciec był Rusinem, twierdzę tylko, że przy konsekwentnym Twoim podejściu Chopin powinien być uznany za Francuza bo jego ojciec był przecież Francuzem i tylko tyle. Ale oczywiście można uważać, że narodowość przechodzi z ojca i uznawać że była Rusinką a Chopin (bardzo polskie nazwisko) Francuzem :-) ewentualnie, że przesądza o niej miejsce urodzenia bo do tego chyba zmierzasz ale wówczas np. Władysława Mickiewicza nie powinno się uważać za Polaka bo urodził się w Paryżu. Rozumiem jednak, że nie chcesz twierdzić, że jeżeli ktoś urodził się poza Polską to nie może być już Polakiem. Nie bronię decyzji Andersa ale nie rozumiem dlaczego twierdzisz, że z Powstaniem było inaczej skoro decyzja o jego wybuchu jak i całej akcji "Burza" miała podłoże ściśle polityczne. Nie dostrzegam również "zacierania" pamięci o pierwszej żonie Andersa, po prostu nie była z nim razem w najważniejszym dla niego czasie, to po pierwsze, po drugie naturalne jest, że mówi się o żonie aktualnej a nie byłej. Równie dobrze można mówić o "zacieraniu pamięci" o jej pierwszym mężu, którego porzuciła dla Andersa ale jak to powiadają "kto mieczem wojuje ten od miecza ginie."

      Usuń
    5. ~ Przystaję, że była pół-Polką. Była z mężem w najważniejszym czasie? To Irena Pierwsza żyła z Andersem kilkanaście lat, a potem rozpaczliwie szukała go w sowieckich więzieniach, aż znalazła we lwowskim szpitalu, gdzie praktycznie była z nim więziona. Po wojnie w przebraniu przedzierała się przez granice, by wrócić na przynależne jej miejsce u boku męża. Jej pierwsze rozstanie z mężem wyglądało całkiem inaczej i nie opuściła syna. Kim byłaby Rena Bogdańska, gdyby trwała przy boku poślubionego Boruckiego? Trafił się generał i rola małżonki wielkiego Polaka świetnie jej pasowała. Przez lata spijała śmietankę. Jak widać, trwale zapisała się w pamięci potomnych, bo o pierwszej żonie wiedza znika. Weź też pod uwagę stanowisko współczesnych - wielu oficerów było oburzonych postępowaniem generała; w Londynie parę dotykał ostracyzm...
      Powstanie Warszawskie nie było jedynie aktem politycznym, a głównie gestem samoobrony. Trudno było patrzeć spokojnie na rzeź warszawiaków i czekać na "oswobodzicieli". Oczywiście są osoby, które deprecjonują znaczenie tych walk, jak np. pan Zychowicz, ale dostał parę trafnych ocen w prasie, więc nie będę przytaczać ponownie argumentów.

      Usuń
    6. Książkowcu, druga Irena żyła z Andersem ponad 20 lat a wyjście z armią z Rosji również nie było sielanką itd. To że postępowanie Andersa w sprawach osobistych pozostawiało wiele do życzenia ale kochał swoją drugą żoną i trudno robić z tego zarzut. Nie wiem o jakiej rzezi warszawiaków mówisz - chyba o permanentnym terrorze, który był przed powstaniem bo rzeź rozpoczęła się na skutek wybuchu powstania i w jego rezultacie okazało się, że nie miał już ani kto, ani gdzie czekać na "oswobodzicieli". Dla jasności - nie deprecjonuję walk a jedynie odnoszę się do politycznych decyzji o ich rozpoczęciu.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Ok - co prawda to jedna wikipedia przeciwko drugiej wikipedii :-) ale uznajmy, że masz rację i była Ukrainką - tylko czy to jest argument przeciwko niej albo przeciwko Andersowi? Nie wyciągam żadnych daleko idący wniosków z tego, że Polak żeni się z Ukrainką, Rosjanką, Niemką, Angielką itd. i na odwrót. Żona Jasienicy była przecież Polką a donosiła na niego. Stwierdzenia w rodzaju "a kto wie, czym jeszcze była ..." obraca się w kręgu spekulacji, przypuszczeń i insynuacji, zwłaszcza że sama piszesz "Nie wiem, ile w tym prawdy, ale tak mówią..." więc trudno z tym dyskutować. Decyzje Andersa dotyczące życia osobistego trudno mi ocenić, to w końcu bardzo prywatna sfera ale rozumiem, że jako babiarz i rozwodnik może nie budzić Twojej i Książkowca sympatii :-)

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. ~ Marlow, nie spłycaj problemu. Wracam do cytatu z posta, gdy stwierdziłam, że Iryna Jaroszewicz nie jest dla mnie wzorem Polki i ustaliliśmy, że żadna z niej Polka. I tu nie chodzi wyłącznie o sympatie do kobieciarza, tylko o stosunek do podstawowych wartości, jak honor czy rodzina. Iryna potrafiła padać jak Reytan, gdy generał miał zobaczyć się z żoną (bo a nuż wróci?), wysyłała tragiczne liściki przez adiutanta... Wszak to aktorka! Co bardziej złośliwi forumowicze piszą wprost, że "złapała" go na bobaska, bo faktycznie dziecko i ślub w tym samym roku. Zdjęcie na okładce książki Winnickiej pokazuje starszego, niepewnego pana! Szczęście ich było wątpliwe; przynajmniej tak opisują autorki. A w tle ogromny dramat rodziny - tej pierwszej - i upokorzenie Ireny Anders, nieobecność na salonach, ale też spokój, dystans, bycie damą w każdym calu.
      Dobrze, niech będzie osobiście - jeśli mężczyzna 50+ porzuca rodzinę i wiąże się z młodą kobietą, to jest dla mnie żałosny. Dotyczy to też dzisiejszej rzeczywistości. Mężczyźni pewnie widzą to inaczej.
      A wracając do Powstania. Rzeź Warszawy zaczęła się we wrześniu 1939 roku i do dzisiaj niektórzy historycy nie mogą doliczyć się 200 tys. mieszkańców. Co dla ciebie jest skutkiem, dla mnie przyczyną. Wystarczy zapoznać się z planem Pabsta dotyczącym likwidacji Warszawy z 6 lutego 1940 r. i rozkazem Himmlera z 16 lutego 1943 r. o "zredukowaniu" liczby mieszkańców do 500 tysięcy. Czy w takiej sytuacji mieliśmy dać się wyrżnąć bez słowa? Polecam lekturę "KL Warschau" Trzcińskiej. Zresztą z okazji rocznicy wybuchu Powstania dużo padło mocnych słów.

      Usuń
    12. ~ Mario, dziękuję za podpowiedź:)
      Łączą się we wpisie relacje z książek i moje własne, ale też uderza sposób przedstawiania romansu i drugiego małżeństwa na stronach internetowych. Nawet myślę, że gdyby pierwsza Anna nie napisała w porę wspomnień, to nikt o niej ani pierwszej Irenie by nie pamiętał! A postać Anny wspaniała! Walczyła w wojnie obronnej w 1939 roku - pisze, jak przedzierała się konno w męskim przebraniu... Potem udział w Powstaniu Warszawskim. Przyrodni brat poległ we wrześniu. Piękna karta:)

      Usuń
    13. Mario, rzecz w tym, że Twoje przypuszczenia, jak sama piszesz, nie są niczym konkretnym poparte. Równie dobrze mogła nie być "bardziej podatna na knowania radzieckich służb specjalnych" zwłaszcza, że Ukraińcy też nie byli przychylni Rosjanom i wielu walczyło po stronie Niemiec. Póki co jednak nikt nie twierdzi, że została podsunięta Andersowi przez Abwehrę :-) chociaż można pewnie snuć teorie i na ten temat :-).

      Usuń
  6. Piękne. I miejsce i wpis. A pieśń Konarskiego cały czas pobrzmiewa mi w głowie, kiedy tylko myślę o Monte Cassino.
    Anders zdecydowanie był dość kontrowersyjną osobą, ale chyba najważniejsze jest jednak to, że dzięki niemu tylu chłopców jakoś wydostało się z Rosji i dzięki niemu mogli walczyć w swojej armii. Oni naprawdę byli szczęśliwi pod jego dowództwem (mam zdjęcia pradziadka z jego kolegami, który walczył właśnie w 2. Korpusie).
    Acz, mnie to zdanie: "Powiedz Renie, że pierwsza jest dla mnie Polska i Honor, a druga Ona" nie razi. Żołnierze zawsze ślubują Polsce i ja, osobiście, zawsze uważałam, że przysięga małżeńska jest jednak tą drugą. Zawsze uważałam to za coś pięknego, oddanie krajowi większe niż komu innemu. Trochę jak z księżmi, tyle że żołnierze mają rodziny. I tu jest zrozumiały konflikt, bo gdy wybucha wojna, co taki żołnierz i mąż powinien zrobić.
    Pozdrawiam :)
    P.S.:Koniecznie muszę przeczytać książkę jego córki, ale na razie utkwiłam w świecie tradycji antycznych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ To bardzo ważny dla mnie wpis. Przenoś się szybciutko z antyku w dwudziesty wiek.
      A cytując to zdanie, nie miałam na myśli postawienia Polski na pierwszym miejscu przed żoną, bo to oczywiste, gdy ojczyzna w potrzebie! Chodziło mi o słowa generała w odniesieniu do pierwszej żony, o której tak pięknie napisał, a chwilę potem zostawił ją dla dziewczęcia. Decyzja Andersa była dramatem całej rodziny, z którym bliscy zmagali się do końca swych dni. Ulec urokowi pięknej, młodej dziewczyny, to ludzkie, ale tkwić w takim związku to już nie honor. Takie moje rozumienie, choć dzisiejszy świat uważa taką sytuację za normę.
      Jeśli pisałam skrótowo i zmieniłam czyjś tor myślenia, to o wybaczenie proszę. Starałam się streszczać, a to historia na książkę. Polecam wspomnienia córki. I nie neguję roli wybawiciela, bo wiem, czym była dla więzionych łagierników wiadomość o tworzącej się jednostce. Bardzo chciałabym poczytać więcej na ten temat, bo jest on bardzo jednostronnie potraktowany w literaturze.

      Usuń
    2. To najwyraźniej ja już gorzej odbieram przekaz pisemny. Przepraszam! Jak bardzo bym Andersa ceniła, to jednak jego prywatne życie nie było normalne. Skoro był honorowym człowiekiem, to mógł uszanować przysięgę małżeńską. I mówię to jako młoda osoba - są rzeczy święte, a jedną z nich jest właśnie małżeństwo, nawet jeżeli współcześnie już nic nie znaczy. Niestety takie czasy.
      Niestety od antyku nie oderwę się aż do tak zwanej kampanii wrześniowej, ale muszę przyznać, że to też jest ciekawe! Ale jak tylko będę miała trochę wolnego, to koniecznie będę musiała przybliżyć sobie sylwetkę generała. Tyle ciekawych postaci w historii Polski, a tak mało czasu :(
      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. ~ Ważne, że wyjaśnione:)
      Ja z kolei do antyku zapędzam się rzadko. Ostatnio za sprawą "Tajemnic i sensacji świata antycznego" S.Kopra, ale czuję już przesyt tym autorem i chyba sfolguję z kompletowaniem jego serii.
      Co do "Monte Cassino" to odwiedziłam dziś bibliotekę i mam opowieść o bitwie Matthew Parkera. Autor nie nasz, więc wyłowiłam strony o polskich działaniach w czasie bitwy. Ciekawe spostrzeżenia. Generalnie też bitwę uznał za zbędną rzeź, wspomina o zaburzeniach psychicznych żołnierzy, szczególnie piechoty... W bibliotece o Andersie zero:( Nowości nie kupuje się od grudnia, czyli zapaść. Zostają zakupy własne, jak zwykle zresztą. Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Na cos natrafilam
    http://www.patronanders.pl/?p=196
    piekna historia

    OdpowiedzUsuń
  8. ~ Kołysanko, obejrzałam i na stronę wrócę:) Okruchy o Drugim Korpusie wyłapuję tu i tam. To o niedźwiadku Wojtku, to o Broniewskim, czytałam też z łzawiącami oczyma "Tułacze dzieci" H.Ordonówny, a w następnym tygodniu w roli głównej HERMINIA NAGLEROWA. Jestem szczęśliwa, bo wyklikałam jej "Kazachstańskie noce". Też służyła w Armii Andersa i trafiła do Londynu. Tylko że los się o nią nie upomniał:(
    O generale myślę wciąż i z pewnością będę dociekać dalej. Dziękuję za link:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Droga(i) Książkowcu,
    tym razem twój post mocno zbił mnie z pantałyku. Pierwsza moja reakcja była taka, że to naprawdę jakiś "obłęd 2013". Zaczęłam szperać (chociaż rzeczywiście o książki o Andersie jakoś trudno, do Nurowskiej nie sięgam od czasów, gdy wypisała stosy głupot o Kuklińskim, zresztą nigdy jakoś jej pisarstwo mnie nie przekonywało) i po lekturze "Londyńczyków", "Dziennika...." Herlinga-Grudzińskiego, "Spraw i trosk" Z.Siemaszki i kilku innych drobiazgów wyszperanych w domowej biblioteczce, tak naprędce wypowiem się tak:
    - Władysław Anders nie był postacią ciekawą
    - generał Anders był dobrym dowódcą i miał rację podejmując decyzję o udziale 2 Korpusu w bitwie pod Monte Cassino.
    Żeby uzasadnić moją opinię posłużę się tym co wyczytałam u Siemaszki. Anders był dowódcą na drugorzędnym froncie i dowodził jednym z wielu korpusów w wojsku alianckim, a jednak "powstała legenda(...). Stał się reprezentantem czegoś większego, jakiejś Sprawy". Dziś na tej legendzie, tak jak na legendzie Powstania Warszawskiego, możemy budować naszą godność i tożsamość. A że już przed wojną Anders dał się poznać jako osoba raczej krnąbrna, to bardzo dobrze. Może dzięki temu uratował wiele tysięcy Polaków nie wykonując latem 1942 r. rozkazu Sikorskiego o wstrzymaniu drugiej ewakuacji wojska z Sowietów.
    Wiem,że mój wpis jest bardzo emocjonalny, ale będę szperać dalej(żeby tylko czas pozwolił) i być może moje oceny się zmienią. Życie już nie raz dokonało wręcz szokujących korekt:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Anders ciekawą postacią był z pewnością. Sama mam dużo wątpliwości w odniesieniu do niego, dlatego zastrzegłam, że szukam i wrócę do tematu. Doceniam też decyzję o wyjściu wojska z Sowietów - jak najbardziej! Ale wracając do Monte Cassino.
      Po przełamaniu linii obrony przez Francuzów na rzece Liri, Niemcy musieli się wycofać z klasztoru. Gdyby Polacy nie atakowali i tak doszłoby do tego. Gdy tak stałam wśród krzyży, to pytanie postawione w poście: "czy musieli?" - wciąż do mnie wracało.
      Generał jako osoba prywatna jest dla mnie maleńki. Takie mam zasady. Nie opieram się tu wyłącznie na Nurowskiej, która zresztą czerpała garściami z pamiętnika córki. Zostawić żonę w niedostatku, zerwać kontakt z dziećmi, bo młódka u boku - tak nie zachowuje się prawdziwy mężczyzna.
      Do legend mam stosunek ambiwalentny. Na moich oczach tworzyła się legenda Wałęsy i co z niej zostało? Wolę dociekać prawdy, bo tylko ona nas wyzwoli. Nie twierdzę, że mam patent na wszechwiedzę o Andersie, ale wątpliwości dużo. Gdy szukałam w sieci informacji o Irenie - tej mi bliższej - byłam zszokowana nikłością danych! To zaakcentowałam w poście. Zastanawia mnie jeszcze fakt, że gdyby druga żona nie poparła komitetu wyborczego obecnego prezydenta, czy sytuacja byłaby taka sama? Cenię też opinie osób, które znały bohaterów, a nie dzisiejsze gdybanie i w tej sytuacji również nowa żona nie znalazła poparcia wśród większości londyńczyków. Teraz wymierają i można budować kolejne mity.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że moje zdanie o generale odbiega od tego, czego spodziewać się mogą moi stali goście. Nie mogę jednak pisać wbrew sobie, co jednak nie znaczy, że to raz na zawsze ustalony pogląd.
      Jeszcze o Nurowskiej. Gdy czytałam jej książkę o konflikcie Miłosz-Piasecki, zastanowiło mnie, że wysuwa na pierwszy plan porzuconą kochankę. Czy jednak to była prawdziwa przyczyna waśni między pisarzami? Czy przypadkiem nie ze względu na poglądy Piasecki nazwał Miłosza "poputczikiem"? Wszak pisał, że Stalinowi, a nie Polsce służy. O tym Nurowska już nie wspomniała. Podobnie rzecz miała się z Kuklińskim, może więc Anders...
      Jak piszesz, życie jest najlepszym korektorem. Będę czekać na twoje doczytania:)

      Usuń
    2. No to mam za swoje. Jak się buszuje w internecie po nocach, zamiast spać jak normalny biały człowiek, to się wypisuje głupoty, które potem trzeba prostować. Chodzi mi o ocenę Andersa jako osoby prywatnej. Tutaj w pełni podzielam Twoją ocenę. Chciałam napisać, że był osobą nieciekawą, czyli niekoniecznie wzbudzającą sympatię, no a wyszło to co wyszło. Te cechy Andersa, które na co dzień nie ułatwiały pewnie życia jego otoczeniu (nadmierna ambicja, krnąbrność, zamiłowanie do wesołego życia itd.) działały "na plus" w sytuacjach bojowych.
      Udział Polaków w bitwie pod Monte Cassino miał znaczenie:
      - militarne - pierwsze natarcie w nocy z 11 na 12 maja (zakończone 13 maja) związało główne siły niemieckie i ułatwiło XIII Korpusowi brytyjskiemu sforsowanie rzeki Rapido
      - polityczne - Anders chciał przekonać świat, że wbrew agresywnej propagandzie sowieckiej Polacy chcą walczyć i walczą z Niemcami. I to się udało. Wraz z polskim zwycięstwem napastliwa propaganda zamilkła. Ten trop podsunął mi Dariusz Baliszewski, który ponadto podkreślił, że nawet negatywne oceny Andersa "nie zmienią faktu, że w tej wojnie był jedynym zwycięskim polskim wodzem, w jedynej polskiej zwycięskiej bitwie".
      - psychologiczne - tutaj powołam się na Herlinga-Grudzińskiego:
      ta bitwa "była, po Teheranie, politycznie bezużyteczna; żołnierze wiedzieli o tym lepiej od Andersa (...). Psychologicznie była nieunikniona, żołnierze pragnęli jej równie gorąco jak Anders (...). Przygotowywaliśmy się do niej przez lata na Bliskim Wschodzie, marzyliśmy o niej w namiotach na pustyni, pękłoby coś bardzo istotnego, gdyby została w ostatniej chwili odwołana."
      W ocenie Andersa jako dowódcy póki co na tym poprzestanę, ale temat mam na wokandzie i tylko mam nadzieję, że nie będę po raz kolejny musiała swych ocen weryfikować.
      Pozdrawiam "licząc na dalszą współpracę" :)

      Usuń
    3. ~ Przestudiowałam "Monte Cassino" M.Parkera. Ponad 400 stron, o Polakach kilka. To dla nas była bardzo ważna bitwa, ale czy Herling-Grudziński oddaje sprawiedliwie nastrój? Marzenie o rzeźni? - bo tak te walki nazywali żołnierze innych narodowości. Już 22 lutego Churchill przedstawił ustalenia z Teheranu, że "Sowieci przejmą przedwojenne terytorium Polski na wschodzie, a Polska otrzyma w zamian niemieckie terytorium na zachodzie." Zatem byli łagiernicy przeczuwali, że nie wrócą z ziemi włoskiej do polskiej. Anders o tym wiedział. I po trzech miesiącach - następny cytat:"Gdy natarcie w dolinie Liri było już w toku, opactwo można było ominąć lub zablokować. Jeśli nowy polski szturm był konieczny, to bardziej z psychologicznych lub politycznych nie czysto operacyjnych względów."
      Zgadzam się natomiast w pełni ze stwierdzeniami, że bitwa stała się źródłem patriotycznej siły duchowej Polaków, że czerpaliśmy z niej wolę walki i wiarę w przyszłość. Tylko - skoro obie widzimy analogię z Powstaniem Warszawskim - to dlaczego Anders nazwał je głupotą?
      Co do życia prywatnego generała mamy zdanie identyczne, więc nie ustajmy w poszukiwaniach prawdy o bitwie. Tylko czy to możliwe?
      Jeszcze przypomina mi się podręcznikowy wiersz Konopnickiej, jak to z królem i chłopem na wojnie było, czyli "A jak poszedł król na wojnę, grały jemu surmy zbrojne..." (czy jakoś tak, bo z pamięci). Inaczej bitwę będzie oceniał oficer siedzący w bezpiecznym, oddalonym bunkrze, a inaczej piechur wspinający się pod ostrzałem, czołgający się między poszarpanymi zwłokami kolegów. Za Wańkowicza to już wcale się nie brałam, choć żołnierzem podobno był.
      Żadne wizyty na historycznych forach nie przybliżyły mnie o jotę do celu...
      Odezwij się po nowych odkryciach:)

      Usuń
    4. Jeszcze 3 linki
      http://wiadomosci.onet.pl/prasa/sen-o-bialym-pioropuszu/vq8lq
      http://www.konserwatyzm.pl/artykul/10136/czy-widzisz-te-gruzy
      http://prawica.net/34366
      Chyba tylko gen. Maczka i gen. Sosabowskiego mozna szanowac, za dobre dowodztwo i nie szastanie zyciem ani zolnierzy ani ludnosci cywilnej, ktora wyzwalali.

      Usuń
    5. ~ To obie trzymamy rękę na pulsie. Ja kupiłam "Monte Cassino. Walki 2. Korpusu Polskiego" Z.Wawera. Tylko jeszcze nie wiem, czy to z prawa czy z lewa opisane. Temat wciąż niezamknięty. Będę czytać:)

      Usuń
  10. W mojej rodzinie Anders jest Wybawcą. Najstarszy brat mojej mamy aresztowany przez NKWD wywieziony z wyrokiem śmierci do Archangielska, gdzie jego niepełnoletnia córka na równi z dorosłymi musiała pracować w kopalni , ocalał tylko dzięki Andersowi. Trafił do jego wojska. Walczył pod Monte Cassino. Był ranny.I tu pytanie .Jeżeli nie było tam Niemców to kto strzelał do żołnierzy Andersa? Osobiste życie generała to inny rozdział. Niestety ,jak historia podaje, większość wybitnych mężczyzn nie była "wybitnymi mężami" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Minęły dwa lata od zamieszczenia tego wpisu, a ja wciąż drepczę po Andersowych śladach. Ostatnio z okazji startu w wyborach do Senatu Anny Anders (tej młodszej). Ale wracając do generała. Niestety nadal nie mogę się doszukać pozytywów. Dziś obejrzałam film "NIKT" Andrzeja Kępińskiego. Wspomina się tam o wyprowadzeniu armii Andersa za przyzwoleniem Stalina i na życzenie Churchilla, który tej polskiej armii potrzebował do ochrony irańskich pól naftowych. Jeszcze raz wraca sprawa niesubordynacji generała Andersa wobec Sikorskiego, za co mógł stanąć przed plutonem egzekucyjnym. No i fakt, że bitwa o Monte Cassino nie była konieczna... A po bitwie ok. 250 tys. polskich żołnierzy zostało poza krajem. Czy inaczej wyglądałaby sytuacja naszego państwa, gdyby wrócili z Berlingiem i byli tu w 1945? Ponadto tajemnic Łubianki strzegą do dziś moskiewskie archiwa, a Gibraltaru - angielskie...
      PS
      Niemców nie było w ruinach klasztoru w momencie wkroczenia wojsk polskich i to nie podlega dyskusji. Bitwa trwała kilka dni.

      Usuń
    2. Mój nieżyjący Ojciec był żołnierzem II Korpusu. Pamiętam, że opowiadał o tym, że żołnierze plotkowali o romansie żonatego generała z mężatką. I nie pochwalali tego. O Bogdańskiej opowiadano niewybredne żarty, nazywano ją niepochlebnymi określeniami. Po wojnie w Londynie Bogdańska chciała robić karierę - a talent miała nie najwyższych lotów, sama uroda to za mało - i jej próby "artystyczne" oceniano jako ośmieszanie generała. Ostatecznie występowała w polskim klubie, bo nie wypadało jej odmówić, natomiast ów klub wcale nie był jakimś "elitarnym" miejscem, wręcz przeciwnie. Jednak magia nazwiska "Anders" jest taka, że pani Anna Maria Anders Costa (tak podobno się nazywa), o mało co nie wygrała wyborów do Senatu. A co o niej wiemy? nic. Nie wiadomo jakie ma wykształcenie, jaką ma rodzinę, co robiła przez całe swoje życie, jaki ma zawód, jakie osiągnięcia.... mimo braku podstawowych informacji o niej Polacy ochoczo wsparli ją w wyborach....

      Usuń
    3. ~ Przepraszam za opóźnienie w komentowaniu. Od czasu wpisu o gender nie otrzymuję powiadomień o komentarzach na pocztę i nie działają mi linki. Komuś nie spodobał się mój wpis...
      A wracając do tematu - cieszę się, że otrzymałam relację świadka, bo wtedy nikt legendy nie wybielał i ludzie komentowali na bieżąco sytuację. Powiem krótko - gdy córka Andersa nie dostała się do Senatu - odetchnęłam z ulgą... Uffff... Na FB zebrałam cięgi za taką postawę, ale i sporo osób zainteresowało się przeszłością kandydatki. I o to chodzi, żeby szukać, wyjaśniać, uzupełniać luki. Bo tylko u nas boją się "grzebania w życiorysach", które w cywilizowanych krajach są ujawniane w szczegółach do kilku pokoleń wstecz. A nasi kandydaci urodzili się i od razu startują do koryta.

      Usuń
  11. witam.mialem zaszczyt rozmawiac kilka lat temu z wteranem spod M>Cassino.dosyc sporo mi opowiedzial i swierdzil ze to Anders zabil Sikorskiego(chodzi o wypadek nad Gibraltarem).byc moze byl faktycznie ruskim agentem....to by sie ukladalo w pewna calosc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witam w "papierowym domu" :) Z opóźnieniem, bo po publikacji na temat gender mam zablokowane powiadomienia o komentarzach. Ale lepiej późno niż później;) Spotkania ze świadkami mają rangę najwyższą. Mimo odległości czasowej od momentu powstania tego posta o Andersie - śledzę dalej jego tropy i wątpliwości się mnożą zamiast rozwiewać. Jestem pewna, że przy jego charyzmie, którą niewątpliwie miał, był ambitnym, jednak zadufanym w sobie dowódcą. Czasem też nieudolnym. A do największych grzechów zaliczam rozproszenie po wojnie 150-tysięcznej armii! Po przyjrzeniu się gen. Pattonowi rozmarzyłam się, że obaj jednakowo nienawidzili Sowietów, więc mogli wejść do Polski w 45 roku! Może wtedy nie zainstalowałaby się czerwona okupacja, nie wymordowano by naszych elit, uratowalibyśmy całe podziemie niepodległościowe... Oddziały Pattona były już w Dolinie Kłodzkiej, a wojska Andersa przejeżdżały transportami przez Niemcy! Tyle tysięcy wyszkolonych żołnierzy, tęskniących za rodzinami w kraju, za polską ziemią... Jakby to było... :(

      Usuń
  12. To teraz córeczka powróciła.... Polska racja stanu, Pani Costa opowiada się za bazami amerykańskimi w Polsce...będzie chronić pamięć o żołnierrzach... Żenada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witaj i przepraszam za opóźnienie w komentowaniu [patrz wyżej;)]. O Annie Młodszej piszę i temat wraca, bo po uldze i pierwszej przegranej w wyborach, szykują się następne - uzupełniające. Ciekawe, że zmieniła taktykę. Jeśli w pierwszej turze głośno mówiła o wsparciu dla baz NATO w Polsce, później wyciszono i wyczyszczono te wypowiedzi, a media eksponują walkę np. o centrum handlowe obok Monte Cassino. Nie mówi już o sobie, że jest apolityczna, co ją kompromitowało jako kandydata na senatora. Szkolenia skuteczne. Ze swojej strony będę nadal próbować przypominać wspaniałą Annę Pierwszą i lada dzień wpis jej poświęcony. Serdeczności :)

      Usuń
  13. Brat mojego dziadka walczył pod Monte Cassino. Żałuję bardzo że miałem siano w głowie kiedy jeszcze żył...
    Tutaj, trochę w temacie Andersa: http://www.ekspedyt.org/pokutujacy-lotr/2016/01/29/45515_anna-maria-costa-vel-anders-kandydatka-pis-do-senatu-czy-jaroslaw-kaczynski-polknal-haczyk.html#comments

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Nie przejmuj się! Ja też nie chciałam słuchać Taty, gdy opowiadał mi o ubeckich kazamatach, które znał z autopsji! Teraz już go nie ma i nadrabiam. Nigdy nie jest za późno. Dziękuję za link. Cieszy mnie ogromnie fakt trzeźwego spojrzenia Polaków na pojawiającą się z kosmosu Annę Marię, która objawiła się nagle niczym kiedyś Stan Tymiński z czarną teczką. Będę się przyglądać, a póki co piszę o pierwszej żonie Andersa i ich dzieciach niemal wymazanych z sieci. Pozdrawiam:)

      Usuń
  14. W pełni podzielam Twoją opinię zawartą w komentarzu z 16.02.2016 - mnie też ta pani, kojarzy się z Tymińskim - wyskoczyła jak króliczek z kapelusza... Dziękuję Ci za przypominanie pierwszej pani Anders - Ireny, oraz jej dzieci Anny i Jerzego. Nie potrafię zrozumieć dlaczego Anders dał drugiej córce takie samo imię jak pierwszej? czy to nie było podłe? zwłaszcza, że i żony mylono - Irena i Iryna... I jeszcze jedno - odsyłam Cię do wywiadu z Anną Marią Anders Costa w Polityce w 2011 roku. Ciekawy tekst. Pani Costa opowiada w nim m.in. o relacjach z przyrodnim rodzeństwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witaj! Miło, gdy ktoś podziela poglądy, bo bywa i tak, że jakakolwiek krytyka legendy odziera mnie (w oczach innych) z patriotyzmu. Dziś ostatni dzień walki z Anną Marią Costą i zobaczymy, za kim opowiedzą się wyborcy jutro. Każdy kolejny wywiad czy wystąpienie tej pani utwierdzają mnie w przekonaniu, że się nie mylę - jest Polką z przypadku, a prawdziwe jej ojczyzny to kraje anglojęzyczne i Ukraina (po matce). Wypowiedzi w świetle kamer żenujące, a polszczyzna żałosna. Dziękuję za zainteresowanie tematem i pozdrawiam :)

      Usuń

Komentarze mile widziane.