DOM Z PAPIERU



sobota, 3 listopada 2012

Psy szczekają, karawan(a) jedzie dalej

Uprzedzam - kto nie lubi Łysiaka, niech nie czyta, bo będzie "ku czci".
Najnowsza produkcja Waldemara Łysiaka KARAWANa literatury w zapowiedziach miała zadziałać jak  granat wrzucony w środowisko. I tak jest. To rozprawa o stanie współczesnej literatury. Już sam tytuł nośny, pojemny, oddający temperaturę opinii i zapowiadający, że nudno nie będzie. Oj, nie będzie! Analiza celna, dosadna, z pewnością wywoła lawinę głosów. Łysiak potrafi. Tylko tutaj mieszanka wybuchowa erudycji i kolokwializmów, cytatów i kontrowersji. Jestem dumna z siebie, że "przylegam" w wielu opiniach, że pojawiały się na moim blogu nazwiska wywoływane przez autora, a przemilczałam "dzieła", które nie zasługują na rozgłos. Pewnie czekacie na konkrety.
Zacznę delikatnie. Próbka stylu. Wspominałam ostatnio Goetla i Wańkowicza. Te dwa tuzy nie darzyły się sympatią, jednak literaci potrafili subtelnie wymierzać ciosy. Na pytanie w ankiecie londyńskich "Wiadomości" - Kim chciałbyś być, gdybyś nie był pisarzem? - Goetel odpowiedział: Chciałbym być Wańkowiczem. I tak już będzie - inteligentnie, dowcipnie, choć chwilami powieje smutek.
Z początkiem zgodzimy się pewnie wszyscy, że kulturę - szczególnie wysoką - dotknął kryzys. Przyczyn jest wiele. Bardzo bolesną jest ta, że to sami "literaci" mordują naszą literaturę. W szkole nauczyli się czytać i pisać, a potem już nie męczą się stylem ani gramatyką. Dla nich to autor ukuł określenie, że są twórcami literatury laptopowej (bo jedzie sobie pani/pan w pociągu i klika, tworząc kolejny bestseller). A czytelnik często gęsto myli pseudoliteraturę z prawdziwą literaturą. Dalej wymieniamy: hołdowanie "multi - kulti"; umasowienie studiów wyższych produkujących ćwierćinteligentów nie mających pojęcia o dorobku cywilizacyjnym; mylenie wolności ze swobodą, co skutkuje emancypacją pornografii i zboczeń... Jak nie przytaknąć, gdy miałam ochotę wyjść z teatru, bo spektakl zaczął się od sceny masturbacji! (zresztą ostatnio nagłaśniany film "Obława" też pokazuje akowców jako prymitywnych ludzi z zaburzeniami psychicznymi, którzy zachowują się podobnie). A "młodzi, wykształceni z dużych miast" świecą światłem odbitym i nie są zdolni do rozumienia aluzji, obrazów, odwołań kulturowych (też obserwacja z tego tygodnia - kierowca przez CB pyta o ulicę Boya-Żeleniewskiego!). Powstają także dobre książki, ale te są zamilczane przez media. Cisza recenzencka to śmierć literacka takich autorów, jak chociażby Narbutt, Urbankowski, Kąkolewski, Zalewski... (pisałam, pisałam! - oprócz Zalewskiego). Profesor J.Staniszkis celnie puentuje: Chodzi o to, aby ważne sprawy mówili tylko swoi. A wywoływany również przeze mnie wielokrotnie B.Urbankowski dodaje: Trwa akcja wyrzucania z publicznego dyskursu J.M.Rymkiewicza, W.Łysiaka, B.Wachowicz. Nie tylko autorzy są objęci aksamitnym totalitaryzmem, ale także tematy. Niemile widziane jest pisanie chociażby o ludobójstwie na Wołyniu czy o współpracy z bezpieką.  Na wszystko radę miał Hemar i jego wiersze przeplatają tekst Łysiakowy często:
Jedna jest na to rada, jedyna kuracja:
Humor i wykształcenie, i cywilizacja.
Czas na świętych literackiego Salonu  RP. To duże nazwiska: Miłosz, Lem, Szymborska, Mrożek, Barańczak, Brandys, Konwicki, Kapuściński, Gałczyński, Zagajewski, Kornhauser, Gombrowicz, Szczypiorski, Kosiński... Straszą te upiory PRL-u, nie wolno ich karcić, trzeba klaskać. Musimy wybaczyć, nie wracać, nie grzebać...
Po kanonizacji gwiazd promuje się nowych pupili (Gretkowska, Tokarczuk, Kuczok, Tryzna, Huelle, Chwin, Pilch, Stasiuk...). Ci literaccy faworyci sprzedają bełkot zwany intelektualnym terroryzmem. Jeśli ktoś ośmieli się mieć inne zdanie, zostaje oszołomem i wysyła się go do Ciemnogrodu. Ten dzisiejszy parnas Łysiak obudowuje cytatami, a nader często posiłkuje się Nocnikiem Żuławskiego. Nocnik - to odwrotność dziennika, bo nocą pisany. To również naczynie na nieczystości. Na tyle wstrząsnął hierarchiami literackimi, że został wycofany z księgarń, a zdobyć go można jedynie za horrendalną cenę. Żeby zneutralizować opinie Żuławskiego, w szranki stanęła Manuela Gretkowska, pisząc Trans. Akurat tej książki nie czytałam, bo już po wcześniejszej lekturze Polki wiedziałam, że po tę autorkę nie sięgnę. O pojedynku - w Karawanie...
Później czas na rankingi. Na ile są wiarygodne, niech świadczy fakt, że w plebiscycie na wokal wszech czasów w 2007 roku zwyciężyła Doda, jaką zatem wartość ma demokratyczny wybór przez literacki salon Gombrowicza jako pisarza wszech czasów? Zatem niewiele wspólnego z dobrą książką mają listy, kanony, sondaże sprzedawalności, co  uzasadnia we fraszce S.J.Lec:
Najwyższa stajenna ranga
nie zmieni osła w mustanga.
Że nagrody są upolitycznione, widać chociażby na przykładzie Nagród Literackich imienia  J.Mackiewicza oraz Nike, gdy ta druga ma wsparcie 90% mediów. Wspomnę tutaj wręczenie nagrody w 2009 roku za tomik Piosenka o zależnościach i uzależnieniach, gdy moje raptularzowe pisanie nie mogło ujrzeć światła dziennego (i nie ujrzy), ale zdradzę fragment dotyczący  AM, który z uśmiechem wyraził chęć zaspokojenia ciekawości, jak smakuje  gulasz z orła białego. Bardzo śmieszne to było. Od tego czasu transmisji nie oglądam. Czekam natomiast na werdykt 11 listopada z nadzieją, że laureatem zostanie Płużański, o którym oczywiście pisałam. Podobnie jak o Krasińskim, Rymkiewiczu, Myśliwskim, Wenclu...
Nie inaczej wygląda sprawa z Noblem. Trafione werdykty to około 20% laureatów. Tu decydujące znaczenie mają łapówki, lobbing, naciski, a dzięki kompromisom nagrodę dostają trzecioligowcy, o których nikt dziś nie pamięta. O zasługach naszych noblistów - nie po raz pierwszy - pisze Łysiak. Literatów niegodnych laurów pocieszą rymy Hemara:
Musi być jakieś za życia
Odszkodowanie
Dla tych, z których po śmierci
Nic nie zostanie.
Czas na wycenę generalną. Bardzo spodobało mi się określenie A.Nasiłowskiej - literaturka. Mówi wiele o stanie najnowszej polskiej literatury. Gdy się nie cmoka, to się nie jest człowiekiem kulturalnym, inteligentem. Beletrystyka coraz dalej odchodzi od pięknego stylu i szeleści papierem, miast śpiewać talentem. Bo dziś pisać każdy może. Tu kłaniają się reminiscencje targowe, gdy przejścia zablokowali fani produktów książkopodobnych, powołanych do życia przez dziennikarzy, polityków, sportowców, aktorów... To pisarstwo niepisarzy sprzedaje się tak samo jak dobra literatura!
To oczywiście tylko niektóre problemy poruszone przez autora. Bo jest jeszcze o wojence z Rymkiewiczem, o relacjach z Ziemkiewiczem (bo jak endek może dogadać się z piłsudczykiem?). Sporo miejsca zajmuje sprawa lustracji i tu autor nie oszczędza też siebie (wspomina o werbowaniu jako agentki żon literatów, tu: żona autora!; o rozstaniu pisał wcześniej w powieści Dobry). Odsłania drugą twarz kultowych gwiazd mediów, z czym nie wszyscy umieją się pogodzić...
Czy pocieszeniem może być fakt, że opisywane zjawisko pozostawania z tyłu literatury przez duże L jest globalne, nie tylko nasze polskie? Że bestsellerami są produkty Rowling, Tolkiena, Browna, Coelho, a publika daje się nabrać na pseudoartystyczną pseudogłębię? Mnie to nie poprawia humoru.
Zdaję sobie sprawę, że wiele osób z powyższymi poglądami się nie zgadza. Pisałam onegdaj w komentarzach, że wobec Łysiaka nie można być letnim. Wybór to gorący lub zimny. Ja w dalszym ciągu trwam wiernie w Klubie Łysiakomanek, chociaż dzieli nas ... Piłsudski. O tym w przyszłości.

Wszystkie słowa wyróżnione kursywą są cytatami z książki Waldemara Łysiaka Karawana literatury, Wydawnictwo Nobilis, Warszawa 2013




103 komentarze:

  1. cóż Łysiaka bardzo lubię i być może uda zdobyć mi się i tą pozycję, ale nie ze wszystkim w Twojej notce się zgodzę (nie wiem na ile to Łysiakowe porównania). Stawiać Tolkiena na równi z Rowling, albo Lema z Kosińskim dowodzi jakiejś intelektualnej degrengolady - no chyba, że są jakieś pozaliterackie argumenty, które by ich mogły zrównać.
    Warto rozmawiać i piętnować konkretne pozycje, konkretnych autorów ich wypociny, albo chwalić innych, ale jechać po wszystkich bez rozdzielania - to mi się nie podoba i we mnie na to zgody nie ma. Czym innym polityka "promująca" pewne tytuły, a czym innym sami pisarze - nie każdy kto się najdzie na liście chwalonych sam jest godzien potępienia.
    Oj wrzucasz granat. Ale może to dobrze, bo rozmawiać jest o czym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Niektóre nazwiska wymieniane są hurtowo, a o polskich pisarzach jest więcej. Recenzja to jednak skrót. A Lem i Kosiński mają sporo wspólnego. Przede wszystkim byli ulubieńcami Salonu. Gdyby tak chciał ustawiać literatów na drabinie zgodnie z hierarchią, to dla każdego musiałby być osobny szczebel. Każdy z nas ma inny gust i jakie kryteria obiektywne trzeba by stosować? Łysiakowi przeciwnicy mogą sporo zarzucić, ale z pewnością nie to, że nie zna się na literaturze. Zresztą sam pisze, że nie jest krytykiem, tylko pisarzem i w książce żongluje cytatami: co? kto? kiedy? gdzie? o kim napisał? Szczegółowa analiza tekstów poszczególnych autorów nie jest możliwa w jednotomowym wydaniu i nie o to chodzi. Dla mnie te "sznureczki" nazwisk są bardzo czytelne.

      Usuń
    2. obaj mają tyle wspólnego ze sobą, że obaj byli wydawani za granicą, choć Kosiński moim zdaniem ewidentnie przereklamowany... Ale definiowanie kogoś jako "ulubieńca salonu" moim zdaniem przy takim ciągu nazwisk to raczej dość przypadkowa i mało racjonalna teza - stawiać na równi tych, którzy z Salonem byli za pan brat i klaskali przy tym samym oraz naprawdę ciekawe postacie, które nigdy specjalnie nie angażowały się w żadne rozgrywki i ich ocena samego Salonu była dość nieprzychylna. Lada chwila i Kisielewskiego nazwą ulubieńcem Salonu. Zresztą Łysiak figuruje na większości list najlepiej sprzedających się autorów - to znaczy, że też jest "umoczony">?

      Usuń
    3. ~ Całe moje dzieciństwo i młodość to PRL, a wtedy też Lem. Nigdy go na półkach nie brakowało! Ani w kanonie lektur. Łysiak owszem - istnieje na liście najlepiej sprzedających się autorów - ale jeszcze do niedawna nie było go w słownikach pisarzy. To bardzo polski paradoks. W PRL-u dostępny był tylko spod lady.

      Usuń
    4. bez przesady - Łysiak i wtedy był i wydawany i dostępny - przypomnij sobie choćby Konkwistę, która była wszędzie - nakład to grubo ponad 100 000 egz. A Lema dano na siłę do lektur jedynie Bajki robotów - jaki to dowód na cokolwiek>? Chyba raczej na bagatelizowanie wielkiego autora. Jak sama widzisz gdyby tak patrzeć to na wszystko znajdziesz dowód. Kapuściński też był spod lady i co? A ja miałem w latach 80-tych jako lekturę dodatkową (oficjalnie w programie jeżyka polskiego) Herberta - i na co to dowód? Zamiast zbierać dobre argumenty i piętnować to co trzeba, takimi bzdurnymi podziałami ten nasz, a ten Salonu samemu sobie można strzelić w stopę. Powody wydawania/niewydawania w PRL też były różne. Łysiak za PRL wydał 16 czy 17 pozycji i naprawdę niektóre na stałe wpisane w kanon czytelniczy. Co to za twierdzenie że nie było go w słownikach pisarzy? Skąd to wiesz? Znany jest głównie jako historyk i wykładowca ale jako pisarz wymieniany jest w nawet w każdej encyklopedii. Mogłabyś sprawdzić zanim zaczniesz z niego robić represjonowanego męczennika. Sam świadomie zrezygnował z różnych mediów udzielając się tylko tam gdzie chce, od lat wojuje ze środowiskiem GW, które go gnoi, ale przecież jest to postać takiego formatu, że niepotrzebne mu recenzje w GW - ma szacunek ludzi i dobre pióro, nie trzeba robić z niego dodatkowo kombatanta bo to akurat mało trafne...

      Usuń
    5. ~ "Mogłabyś sprawdzić, zanim zaczniesz z niego robić represjonowanego męczennika."
      Sprawdziłam. Mam w domu dwa słowniki pisarzy i Łysiaka tam nie ma. Podobnie jak w encyklopedii PWN z 1982 roku. O swoich wieloletnich zmaganiach z cenzurą PRL pisze w powieści "Lepszy" z 1990 roku (posiadam). Zresztą niektórzy zarzucają mu wybujałe ego, więc i to wykorzystam. W "Karawanie..." jest mnóstwo fragmentów, w których Łysiak pisze o sobie samym, czyli przytacza słowa pochlebne, ale i krytyczne, np. jak guru GW nazwał go "trzeciorzędnym grafomanem". Podaje daty i tytuły blokady cenzury, pisze o czasie niepublikowania w prasie po ogłoszeniu stanu wojennego aż do 1989 roku (słowa dotrzymał!). Czy to źle, że sam decyduje o miejscu swoich wypowiedzi? Szkoda, że nie znam treści dokładnie jak świadkowie Jehowy Biblii - otwierasz i masz. Zapewniam cię, że na wszystkie twoje zarzuty jest odpowiedź w książce, bardzo wyczerpująca.
      A Lem był wielkim autorem? Chyba żartujesz. No i na której półce go teraz ustawimy? Tak można z każdym. Dla niektórych lepsza o niebo jest Kalicińska... Masz babo placek:(

      Usuń
    6. dla mnie kilku z tam wymienionych to pisarze dobrzy a nawet wizjonerzy. Lema spokojnie bym w tym gronie postawił - ile czytałaś jego pozycji, że stwierdzasz że tak nie jest? napisałaś że Łysiak: ale jeszcze do niedawna nie było go w słownikach pisarzy - tzn do kiedy? bo w mojej encyklopedii jest. i w PRL był bardziej popularny niż Lem właśnie jako pisarz. Jakoś nie odniosłaś się do liczb, nakładów... Sama musiałabyś stwierdzić, że Łysiak w żaden sposób nie może twierdzić, że był bardziej dyskryminowany niż niektóre z postaci przez Ciebie wymienianych np. Konwicki któremu za Małą Apokalipsę się mocno dostało. Z tym jego wybujałym ego to fakt niezaprzeczalny - mam w domu kilka tomów wywiadów z nim więc to świetna lekcja nie tylko o jego poglądach. Ale byłbym ostrożny z tym równaniem wszystkich do jednego poziomu tylko dlatego, że Łysiak coś tam na nich znalazł, pamiętaj, że nawet polecany przez Ciebie i przez niego Rymkiewicz też był w ZMP...

      Usuń
    7. ~ Co czytałam Lema? Fantastykę przed laty i bez zachwytu. Potem wmawiano mi, że wielki, dlatego stoi na półce "Tako rzecze Lem" - wywiad z Beresiem. Zakładka w środku, czyli nie doczytałam. "Ładunek intelektualny jego dzieł" przekracza moje kompetencje. A Łysiak o nim pisze: "Lem gromił zachodni system rządzenia terrorem, przekonując, że całkowicie odmiennie jest w społeczeństwie budującym socjalizm". Tyle o nim. O Konwickim też sporo w "Karawanie...". Na s.48 - "Tadeusz Konwicki, zawzięty stalinowiec ("Nasza miłość do Stalina nie jest abstrakcyjna"), reżimowy peerelowski żandarm "na odcinku kultury" - w "Kalendarzu i klepsydrze" tłumaczył, że wredne czasy wymuszały wredność ludzi parających się prozą i poezją." S.60- nazywa go socweteranem prozy. itd. Na s.33 jest tekst decyzji KC PZPR o nieuwzględnianiu Łysiaka w encyklopediach i tak było do roku 1989. Egzemplarz "Dobrego" z 1990 roku ma białe strony z pieczęcią Mysiej. O przemyceniu Katynia w formie rebusu wzmiankuje nawet Wikipedia. "Wyspy bezludne" w PRL ukazały się okrojone, a pełną wersję reaktywował autor w 94 roku. Co z tego, że wydawał w PRL, jeśli tekst cięły cenzorskie nożyczki? Na stronach 21-22 pisze o zabiegach władz, by wciągnąć pisarza do ZLP. Przetrwał bez "dania ciała". Zachęcam do samodzielnej lektury, bo ilość tekstu przekracza formułę komentarza. A Rymkiewicz w ZMP? Ja też kiedyś chodziłam na capstrzyki, pochody, śpiewałam rosyjskie piosenki, składałam kwiaty pod pomnikiem Bieruta... Może też mi to ktoś wyciągnie kiedyś. To był PRL lat 70-tych! Zaprawdę było inaczej niż w stanie wojennym i po, gdy wolność słowa już się obudziła.

      Usuń
    8. no to teraz rozumiem - ocena Lema po jednym zdaniu wyrwanym z kontekstu - brawa za obiektywizm - czy o wszystkich jest równie "merytorycznie"? nie wiadomo z jakiego to okresu, nie wiadomo skąd... Mogę się jedynie domyślać, że Łysiak nigdy fantastyki nie lubił i nie rozumiał stąd krytyka tak Lema jak i Tolkiena(może jak i Ty?) - sam żartował sobie z niej w swojej książce wydanej w PRL w sporym nakładzie. A to ci męczennik - brać kasę i pozwalać by cenzura cięła ci teksty. Ja odkrywałem SF bo tam często cenzura czuła się bezradna i prawie nie ingerowała - poczytaj np. świetne teksty Zajdla. Również u Lema można znaleźć świetne przemyślenia na temat kondycji człowieka, jego starań by stworzyć coś samemu i bezradności wobec pewnych sił uniwersalnych. Rozumiem, że Ty wolisz wprost i koniecznie musi być o historii, ale w takim razie Łysiak też musiał być dla Ciebie koszmarem - tyle tam patologii, udziwnień, a o historii jakoś mimochodem...
      Jednych bronisz (Rymkiewicz), a innym to samo wypominasz - zdecyduj się co świadczy o winie. Salon jak dla mnie powstał po 89-tym i tak naprawdę budowany był wokół GW, podzieliła ludzi tak naprawdę sprawa lustracji (wtedy np. Salon skreślił Herberta) - co ma do tego Lem, czy Mrożek??? Wydawanie kogoś w PRL pewnie o czymś świadczy,ale nie gwarantuje nam tego że ktoś był świnią lub bohaterem - nadal nie odniosłaś się do nakładów Łysiaka. Ważniejsze jest to czy ktoś chciał iść pod rękę z "prawdziwą inteligencją", która wmawiała, że ma prawo do jedynie słusznych ocen moralnych

      Usuń
    9. ~ Robercie, chyba dyskusja rozbiega się w zbyt wielu kierunkach. Już nie wiem, czy być adwokatem Łysiaka, czy Rymkiewicza, czy zakładać togę prokuratorską przeciw Lemowi i Mrożkowi... Nie wiem, czy Łysiak lubił SF. Mogę mówić za siebie - ja nie lubię. O swoim stosunku do Lema pisałam; zbyt malutka jestem. Pamiętam jeden telewizyjny wywiad, gdy wypowiadał się na temat płci, kopulacji i to było obrzydliwe. Odebrałam to tak jako kobieta. To nie Lem jest głównym aktorem i nie dziwię się, że autor nie wytacza armat. Podobnie z innymi przywołanymi nazwiskami. Przy każdym cytacie Łysiak podaje źródło i można sięgnąć. Mnóstwo tego! Ja już zamówiłam kilka pozycji ksiązkowych. Ale wracam do tematu. Wydaje mi się, że powinniśmy odnieść się do "Karawany...", a nie do całej twórczości Łysiaka, jego nakładów, walki z cenzurą - opisanych w innych powieściach. Główny temat najnowszej publikacji to stan polskiej literatury współczesnej. Przeżywa ona kryzys, podobnie jak zapaść ogarnia inne sfery naszego życia publicznego, i tu winna być skupiona nasza uwaga. Pięknie autor kończy książkę. "Ciężko się po setkach takich opinii uwolnić od niewesołej konstatacji, iż dzisiejszą literaturę polską najlepiej charakteryzują tytuły trzech powieści: "Trociny" (Vargi), "Dolina nicości" (Wildsteina) i "Gnój"(Kuczoka). Czytelnicy już wystawiają tej zapaści rachunek, nabywając coraz mniej książek. Publiczność bowiem [...] wybacza zdrady, ale nigdy nie zapomina grafomanii."
      PS
      Nie podoba mi się zdanie o mnie, że ja wolę wprost i koniecznie musi być o historii. Przejrzyj dziesiątki moich postów od stycznia ubiegłego roku, to może zmienisz zdanie. Że nie pojawiły się takie nazwiska jak: Grochola, Kalicińska, Szwaja, Gretkowska, Pilch, Mrożek, Barańczak i wiele, wiele innych - czy to świadczy o ograniczoności moich poglądów? Zatem oświadczam, że jestem dumna z moich wpisów poświęconych Narbuttowi, Kąkolewskiemu, Krasińskiemu, Herbertowi, Urbankowskiemu,Burkowi, Urbanowskiemu, Maciejewskiemu ... Może czasem trzeba wprost, bo ludzie tego potrzebują. Tylu blogerów zajmuje się innymi gatunkami literackimi, że wypełniam niszę. Moją własną, bo czyją?

      Usuń
    10. ależ jasne, że Twoją i masz do tego prawo, ale zauważ, że odnoszę się tylko do Twoich wpisów - to Ty wymieniasz jednym tchem w notce Rymkiewicza czy Wachowicz, a oni głównie o historii. Zaglądam od czasu do czasu i widzę, że o historii lubisz i to Twój ulubiony temat - stąd moje wrażenie. Nie obrażaj się, ale po prostu nie mogę przejść spokojnie obok takiego uogólniania - Twój śmiech jakoby Lem nie był wielki, nazywanie Tolkiena pseudoartystyczną głębią. Ten stek pomyj jaki wylewa się jednym gestem na każdego jest niesmaczny, bo jak sama widzisz z naszej rozmowy można te same rzeczy zarzucić wielu - grafomaństwo również samemu Łysiakowi, bo niektóre pozycje ma bardzo słabiutkie i tworzy niektóre powielając te same chwyty. Poruszony Twoją notką powtarzam - pewnie po książkę sięgnę, ale po kilku zdaniach wystawianie oceny człowiekowi jest dla mnie żenujące - zwłaszcza gdy ktoś samych książek danego autora nie czytał i bazuje na plotkach i cytatach wyrwanych z kontekstu (jak choćby to o Lemie). Nie mam pretensji o całość tezy i generalną ocenę zjawiska, ale raczej o błędy jakie można popełnić przez stawianie wszystkich, których nie rozumiem, nie podobają mi się w jednym szeregu ze sprzedawczykami czy grafomanami. A mam wrażenie, że Łysiak to robi.Sama widzisz ile zamieszania robi Twój post - "Dzięki za nazwanie po imieniu kim był np. Lem" (komentarz poniżej). Nie zapamiętuje się tych najgorszych, ale tych, których nazwiska są znajome. Masz cytaty i dowody to oświeć mnie kim był Twoim zdaniem Lem, bo na razie to jakieś półsłówka i zero konkretów - nie daję zgody by zrównywać wszystkich, nawet jeśli przyjmiemy Twój argument szczebli drabiny. Poniżając nawet tych co nie zawinili trzeba by skazać na zapomnienie wszystkich umoczonych, czyli tych którzy zarabiali w PRL na wielkich nakładach - Łysiaka też.

      Usuń
    11. ~ Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że to mnie atakujesz, a nie Łysiaka. Wybiórczo odnosisz się do moich komentarzy, chociaż staram się odpowiadać konkretnie. Gdy dam cytat, mówisz, że zdanie wyrwane z kontekstu. Gdy nie dam, żądasz liczb, tytułów... Ja cały czas o ulubionej historii, a ty o Lemie. Piszesz:"żenujące - zwłaszcza gdy ktoś samych książek danego autora nie czytał i bazuje na plotkach". Przecież napisałam, co czytałam i dlaczego nie czytam więcej, że "jestem zbyt malutka" i jego "ładunek intelektualny przekracza moje kompetencje", i że go nie lubiłam jako człowieka. A w momencie pisania, że nie jest wielki, chodziło mi o podkreślenie, że to zależy, dla kogo taki był, bo można za większego pisarza uznać np. Kalicińską. Nie jest na orbicie moich zainteresowań, choć to historia. Żadnego wylewania pomyj tu nie widzę. Wszystkie określenia typu "pseudoartystyczna głębia" czy sznureczki nazwisk należą do Łysiaka, ale się z nimi zgadzam.
      Jeśli rozumiem twoje zakończenie, to stawiasz w jednym szeregu tych, którzy drukowali w PRL z tymi, którzy pisali wierszyki wielbiące Stalina? To pokaż mi tych, co nie zawinili. Bardzo jestem ciekawa. Tylko obawiam się, że po ujawnieniu nazwisk, gdy podam argument, powiesz znowu, że to pomówienia i półsłówka. Jakich dowodów ci trzeba? Czy mówiąc o pisarzu, nie wystarczy przytoczenie słów, które napisał?
      I nie dziw się, że ludzie chcą poznać prawdę o znanych osobach. Nic nie mówią tysiące nazwisk donosicieli w tajnych teczkach, ale gdy padały nazwiska znane, to w mediach wrzało. Łatwiej pogodzić się z zaprzaństwem przysłowiowego Kowalskiego, ale gdy była mowa o ulubieńcach, np. o Miodku czy Wołoszańskim, to słyszałam właśnie o wylewaniu pomyj. Bo przecież inaczej w tych czasach nie można było funkcjonować - prowadzić prac naukowych, wyjeżdżać za granicę... Więc musieli. Naprawdę? I o tę prawdę będę beznadziejnie walczyć.

      Usuń
    12. ale ja właśnie nie daję zgody na te sznureczki, bo nie wszyscy moim zdaniem tam są tak samo "umoczeni" - chyba, że Łysiak ma dowody na to, że wszyscy byli agentami. Tego się przyczepiłem i będę się czepiał - nie daję na to zgody, by np. Lema za jakiś cytat nie wiadomo z jakiego okresu stawiać z takim Nienackim. I nie rozumiem jak można do jednego worka wrzucać Tolkiena i Coelho. To dowód na nierozumienie literatury, a przynajmniej samego gatunku SF czy fantasy gdzie przecież są rzeczy wielkie. I proszę Cię nie rozśmieszaj mnie wielkością Kalicińskiej. O formacie pisarza świadczy nie ilość sprzedanych książek, a to jak inspirowały i jak były odbierane jego dzieła. I tu Lem jest niezaprzeczalnie wielki.
      To ja mam wrażenie, że wciąż nie odnosisz się do konkretnych moich pytań - jeżeli o Lemie jest tylko ten jeden cytat to gdzie dowód na to, że można go stawiać w jednej linii z tymi, którzy całą duszę oddawali by walczyć o "sprawę" postępu.
      Nie dziwię się, że ludzie chcą znać prawdę, ale jakoś tej prawdy w tym przypadku nie widzę. Powtarzam to Ty chcesz stawiać w jednym łańcuszku tych, którzy coś tam kiedyś powiedzieli z tymi, którzy się sprzedali całym życiem i argumentowałaś, że to ma sens, bo inaczej to byłoby dzielenie drabiny na szczebelki. Bogusiu droga - to jak to jest? Nie atakuję Cię tylko pytam o Twój odbiór tej listy łańcuszkowej - czy się z nim zgadzasz i dlaczego- bo dla mnie jest żenujący. Sugerowanie, że oto jest lista "brzydkich" pisarzy, a potem okazuje się, że winą kogoś było tylko to, że drukował w PRL?

      Usuń
    13. ~ Czytaj Lema, nic lepszego nie ma. - to wierszyk mojego ucznia. Ładny? Zerknęłam do Wikipedii. Odczłowieczony ten człowiek Lema, bardziej organizm biologiczny, chyba bez religii. No i o pisaniu zgodnie z regułami socrealizmu wspominają. I o krytykach. Nie wchodzę w szczegóły, bo nie poświęcałam większej uwagi tej osobie.
      Co do łańcuszków z nazwiskami. Ten pierwszy od Miłosza do Kosińskiego - zgadzam się całkowicie. O każdym coś czytałam, zasłużyli się ludowej ojczyźnie. Z drugiego, gdzie nowi, młodsi pupile, nie czytałam dwóch autorów. Chwaleni przez wiodącą gazetę, kochani przez Salon, wierzę Łysiakowi, bo erudytą jest i ma więcej czasu na czytanie i wyciąganie wniosków. Co do zagranicznych pisarzy - rzadko się nimi zajmuję. Mam zwyczaj, że za granicą wchodzę do każdej napotkanej księgarni, by zobaczyć polskich autorów. Oczywiście przeważnie ich nie znajduję, ale wszędzie prężą się Coelho czy Rowling, czyli coś jest na rzeczy z tym grafomaństwem.
      Kończę na dziś, bo pobudka o 4.20. Jutro chętnie bym poczytała o tych kolejnych łańcuszkach, o których nie wspominasz nawet. Z ogromną przyjemnością zabiorę głos w sprawie Narbutta, Urbankowskiego, Urbanowskiego, Krasińskiego (tak!tak! tak!), Płużańskiego, Maciejewskiego, Wachowicz, Rymkiewicza, J.Mackiewicza, Kossak-Szczuckiej, Herberta, Wierzyńskiego,Siedleckiej, Trznadla... Aż mi uśmiech na twarz wypłynął. Mamy dobrych pisarzy:)

      Usuń
    14. Są rzeczy lepsze od Lema - i ja to też wiem. Nie pozwolę Ci się żartami wykręcić :)
      niewiele mogę powiedzieć na temat tych kolejnych łańcuszków - mało znam, nie chcę się wypowiadać, na razie jedno podejście do jednego z Panów u Ciebie znalezionych nieudane - czyste grafomaństwo, ale będę próbował - obiecuję. Nadal jednak twierdzę, że jakoś wymigujesz się od odpowiedzi i zdawkowo pomijasz moje pytania o konkretnych pisarzy? Ja o Tolkiena,Ty o Rowling, ja o Lema, a Ty że wszyscy się zasłużyli. To jest odpowiedź? Że wyczytałaś że u Lema człowiek tylko biologiczny? Pozostawię bez komentarza bo brak słów. W SF Rzadko pojawia się Bóg jako konkretna siła nazwana po imieniu, ale powracające pytania o kondycję człowieka, jego słabość, kruchość dają nieraz więcej do myślenia niż lektura filozofów. Poczytaj Zajdla, Millera, Dicka, Dukaja. A w Polsce możesz spytać setki albo tysiące inżynierów, profesorów, specjalistów zajmujących się nauką i wielu powie Ci, że fascynacja zaczynała się od Lema - tam stawianych pytań. A odpowiedzi każdy z nas szuka, bo przecież myśli samodzielnie. Bardzo lubiany przez mnie Ziemkiewicz wyrósł na tym samym poletku. I szkoda, że bezpodstawnie ktoś przekreśla wartość takich autorów czy tekstów tylko dlatego, że ich nie rozumie (czy też nie lubi SF)... Nie spiesz się, nie popędzam, nie atakuję, ale nadal dopominam się o konkrety - jak można stawiać na równi zaprzańców i tych, którzy się nie sprzedali, próbowali robić po prostu swoje. Czyżby kolejna osoba chciała mieć monopol na osądzanie kto jest dobry a kto zły? Kogo czytać, a kogo nie?

      Usuń
    15. ~ To jeszcze na dobranoc wspomnienie z PRL-u. Było to dawno, dawno temu, kiedy większości blogujących jeszcze na świecie nie było. Bibliotekę odwiedzałam kilka razy w tygodniu i wychodziłam objuczona książkami. Niczym żarłoczny mól zmiatałam z półek systematycznie: podróżnicze, fantastyczno-naukowe, obozowe, kryminały, romanse, obyczajowe...Wszystko! Wtedy był Lem, który wypadł w moim rankingu... gorzej od innych. Ale był też Tolkien, którego świata bałam się ogromnie, a wsysał niczym czarna dziura! To było dawno. Co ja teraz będę pisać o SF, które mnie wcale, a wcale nie interesuje? Sapkowski, Dukaj i cała reszta to są dla mnie puste słowa. Możesz pisać co chcesz o moim myśleniu o Lemie, a ja się poddaję, bo wiem mniej niż dzieci! Mogłam dyskutować 40 lat temu, a nie teraz. Dziś mam już mało czasu i wybieram. Sam zauważyłeś, że jestem dość monotematyczna. Owszem, zdarzają mi się lżejsze lektury, ale szkoda mi czasu na ich opisywanie. Tutaj trafiają te najlepsze i najgorsze, z akcentem na te pierwsze.
      No i jeszcze raz - ja nie nakazuję, co czytać, a co nie. Ja piszę o moich upodobaniach. Jeśli ktoś myśli i czuje podobnie, sięgnie po wspomniane lektury. Tak zaczęłam post. Zerknij na pierwsze zdanie. Dobrej nocy i międzyplanetarnych snów z Pirxem za sterami:)

      Usuń
    16. ale przecież ja też lubię Łysiaka wiec o co chodzi? Pytam tylko o sens takich łańcuszków i ani od siebie ani od Łysiaka na razie nie dałaś nic co by dawało prawo to rzucania takich ocen. Pisałem już - porównanie Coelho, Rowling i Tolkiena świadczy o ignorancji i normalnej głupocie. Nie ta klasa, nie ten poziom. Skasowało mi mój post, bo sieć się zerwała, wiec dokończę już jutro, nie mam siły na więcej. Dziwię się tylko, że nie rozumiesz o co mi chodzi i wmawiasz jakobym nie chciał słuchać prawdy o salonie. Nie martw się - słucham i zgadzam się z ocenami Łysiaka, czy Ziemkiewicza. Ale też nie mam zamiaru pozwolić na sianie dziwnych tekstów stawiających obok siebie sprzedawczyków i normalnych pisarzy, nawet jeżeli Twoim zdaniem nie należą oni do Sił Sensu. Ale nie należą też do sił nonsensu. Samo pojęcie salonu też chyba rozumiemy inaczej. Gdy pisałaś, że Łysiak pisał bezpiecznie o historii a gdy dotknął tylko salonu to się skończyło, dopiero solidarność z niego zdjęła cenzurę, mało nie prychnąłem ze śmiechu. Przecież dopiero po 89-tym ten salon zaczął się tworzyć, a i o samym Łysiaku już też trochę Ci sprostowań dałem...
      Nie chcę Cię atakować, kłócić się, ale nie przestanę pytać bo takie sądy mają swoją wagę i warto pilnować słów - widziałaś jak to może być przeinaczane w tym co ci posłałem o Tochmanie. Gdy mówisz: prawda o kimś to warto ją pokazać, a nie mówić półgębkiem i ogólnikami. Nadal o Lemie nie masz nic oprócz jednego cytatu jakoby potępiał reżimy zachodnie (toż to zbrodnia!) twierdząc, że socjalizm jest inny?

      Usuń
    17. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    18. Brawo Przy nadziei. Logiczne i rzeczowe argumenty. Niestety odpowiedzi na nie świadczą o kompletnym niezrozumieniu, albo niechęci zrozumienia zagadnienia.

      Usuń
    19. Dzięki anonimowy
      @Droga Alicjo - bardzo emocjonalnie ale jakoś niewiele w tym konkretów. To, że Ty palisz w piecu SF to Twoja sprawa, ale nie wpływa ona w najmniejszym stopniu na wartość niektórych pozycji. Jest tam sporo śmieci i czystej rozrywki, ja też wielu rzeczy się pozbyłem, bo tak się składa, że też pamiętam pierwsze numery Fantastyki, więc pamiętam i to co się wydawało w latach 80-tych i 90-tych. Ale Kantyczka dla Leibovitza , Człowiek z Wysokiego zamku, Orwell, Strugaccy, Zajdel i wielu wielu innych to dzieła i autorzy nie tylko z kanonu SF ale literatury jako takiej. Nie będę się powtarzał dlaczego uważam, że te pozycje mogą inspirować i uwrażliwiać - przecież poruszają sprawy uniwersalne, a SF jest często jedynie dekoracją. Poczytaj http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/kultura/sf_wierzy_w_boga.html albo http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/kultura/klerykal_fiction.html - pierwsze z brzegu. Nie będę zniżał się do poziomu Twojego zacietrzewienia i nie będę mówił co moim zdaniem nadaje się do palenia w piecu.
      A co do Salonu - drążąc tak możesz dotrzeć i do Protokołów Mędrców Syjonu. Trochę rozsądku aby oddzielić jedno od drugiego - mówimy o Salonie, który od kilkudziesieciu lat próbuje manipulować opinią społeczną w zakresie tego co mamy mysleć, co czuć, co uważać za ważne - nawet jeżeli różni ludzie, którzy w tym siedzą mają korzenie lewicowe, wiele spraw pojawiło się dopiero po 89 i przemiany społeczne ruszyły wtedy (również przez rozwój mediów) na skalę masową. Trochę inne cele, inne problemy, inny wartości więc ja zdecydowanie oddzielam ten Salon moralno-kulturalno-polityczny od tego co robiło się w PRL - często ci ludzie, którzy teraz tworzą Salon wtedy nie mieli na nic wpływu...
      Łysiak może podkreślać łączność i punkty styczne, ale nawet po to aby lepiej zrozumieć te zjawiska lepiej je oddzielać. Na pewno masz rację w jednym - punktem stycznym jest historia - Salonowi zależy by dzieci uczyły się historii ale tylko ich wizji historii.
      pozdrawiam i cieszę się z włączenia w dyskusję. Może Ty znasz odpowiedź na moje pytanie czemu w łańcuszku z takim zapałem Łysiak umieszcza ludzi, którzy się sprzedali oraz tych, którzy byli normalnymi pisarzami, tak jakby ich wina była taka sama?

      Usuń
    20. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    21. ~ Anonimowy,właśnie twoja odpowiedź świadczy o kompletnym niezrozumieniu. Poza ostatnią "bajką na dobranoc", która miała rozładować atmosferę, bardzo rzeczowo próbowałam odpowiedzieć na argumenty Roberta. Np. chciał o Konwickim - dałam cytat, źródło, a w następnym komentarzu ani słowa odniesienia. Zafiksował się na SF, które mnie kompletnie nie obchodzi. Zaraz będę szczegółowo mu odpisywać. Ćwicz czytanie ze zrozumieniem - patrz pierwsze zdanie postu. Chyba zabłądziłeś.

      Usuń
    22. ~ Alu, dzięki za włączenie się do dyskusji w sprawie, którą obchodzę z daleka, bo się nie znam. Z resztą zgadzam się całkowicie. Chyba stracę resztę wiernie mi kibicujących od ponad roku blogerów, ale nie potrafię zaprzeczać sama sobie. Niech się dzieje, co chce. Będę sobą, chociażby licznik stanął w miejscu. Zresztą mogłam się spodziewać, że lemingi są w większości:(
      A dobra wiadomość? Dziś dokupiłam kolejne dwie książki Łysiaka, w tym "Mitologię..." Pyszna lektura:)

      Usuń
    23. ~ Robercie, czas na moje "niezrozumienia". Sprowadziłeś naszą dyskusję do SF i Lema, które to klimaty mnie wcale nie obchodzą. Lem dla ciebie wielki, a dla mnie żałosny. To, że "wszyscy" go cenią, to nie jest dla mnie argument. "Jedzmy gówno, bo miliony much nie mogą się mylić" - to też Łysiaka. Kocham to zdanie, bo sprawdza się w życiu. Zatem Lema zostawiam daleko. Nie odniosłeś się do żadnych moich argumentów, np. dotyczących Konwickiego, mówiących o Łysiaku (np. jego popularność w PRL mierzona umiejscowieniem w słownikach i encyklopediach). Błądzisz po salonach - ten czerwony był już w PRL, a po 89 roku i "okrągłym żłobie" zmienił barwę na różową (popłuczyny, nazwijmy rzecz po imieniu). Chyba jednak nie jesteś takim miłośnikiem Łysiaka, jak to deklarujesz, skoro twoja wiedza o Salonie jest taka niepełna. Polecam też książki W.P.Szymańskiego, który dla odmiany nazywa Salon dworem, co w końcu na jedno wychodzi. Nadal obstaję przy wypominaniu laurek ku czci Stalina. Nie spodziewaj się, że trzymam teczki na twoich ulubieńców i będę sypać cytatami. Owszem, mam kilka książek dotyczących postaci, które mnie zbulwersowały, np. Nobel dla naszych poetów, pochówek na Skałce... Chyba że napiszesz, że Majda to żaden profesor, nie to co inny nieprofesor - autorytet Salonu.
      Proponuję powrót do dyskusji po lekturze "Karawany...", bo poruszyłam w poście kilka tematów, które przemilczałeś. Dlaczego? Dla mnie najważniejsza jest kondycja naszej kultury, a literatury w szczególności, bo nie tylko historię czytam. Znam Tokarczuk, Pilcha, Gretkowską, Nurowską... i całą plejadę. Oszczędzałam, nie pisząc. Teraz czuję, że stracę wszystkich sympatycznych komentatorów. Trudno:(

      Usuń
    24. nie obrażaj ludzi i nie nazywaj lemingami Bogusiu droga tylko staraj się normalnie rozmawiać. Wcale się nie zafiksowałem na SF tylko cały czas pytam o sens i logikę takiego łańcuszka - nie raczyłaś odpowiedzieć a jedynie się motasz i robisz uniki. Pytałem o Lema, Tolkiena, bo te mnie najbardziej poruszyły - nie rozumiem, jak można mieszać klasykę z miernotami typu Coelho. To nie ja pytałem o Konwickiego, ale tylko go wspomniałem by ci pokazać, że nawet tacy jak on popełnili rzeczy, które cenzura zablokowała a drugi obieg hołubił, gdy Łysiak wydawał spokojnie swoje rzeczy... Teraz Może sobie szukać śladów prowokacji w życiorysach tych co siedzieli w pudle, gdy sam nie spędził tam ani roku, rzeczywiście bohater i bojownik o prawdę. Nie umniejszam jego pisarstwa, ale też krew mnie zalewa gdy wyciąga czasem niestworzone historie po to by mieć kasę z kolejnej książki czy felietonu. Powtarzam po raz n-ty - czy zgadzasz się na to by jednym tchem wymieniać ludzi piszących co do których nie masz żadnych oskarżeń oprócz tego, że nie lubisz, nie rozumiesz i tych, którzy za pieniądze donosili na innych, albo całym swoim "talentem" służyli kłamstwu. Nie odpowiedziałaś ani razu konkretnie na to pytanie więc słusznie anonimowy ocenia to albo jako niezrozumienie albo udawanie niezrozumienia... Cały czas kreślisz się jako bojowniczka o prawdę, tak jakbyś miała na to monopol - proszę bardzo rzucaj dalej tymi kamieniami w innych. Ale wolę Cię prawdę mówiąc gdy piszesz o zapomnianych, bo często gdy krytykujesz (spieraliśmy się już o interpretacje Prusa i wpierałaś, że był "zabrudzony" w brzydkie sprawy bo wspierał ochronki dla biednych) mam wrażenie, że wyciągasz z mało konkretnych rzeczy, cytatów, wydarzeń daleko idące wnioski. Gdy są dowody (ostatnio Nienacki) będę szedł ręka w rękę i pióro w pióro z Tobą - ale pozwól tez czasem pytań gdy ja lub ktoś inny ma pytania, wątpliwości, a nie od razu najeżdżasz, że ludzie są ślepi, głusi, głupi, a sama robisz za męczennicę. Ja chcę rozmawiać i pytać. Jeżeli uważasz, że nie mam do tego prawa to mogę u ciebie ograniczyć się do czytania...

      Usuń
    25. widzę że moje posty znikają... szkoda...

      chętnie wrócę do rozmowy po lekturze - nie wiem kiedy zdobędę - ale nadal upieram się, że to Ty się migasz od odpowiedzi. Popularnośc autora nie mierzy się tylko obecnością w słownikach, ale nakładami, a te szły w setki tysięcy - brał za to kasę nawet chyba w stanie wojennym. Jakoś wolałaś to przemilczeć - powtarzam: w mojej encyklopedii jest ma ona ponad 20 lat, więc nieprawdą jest to co napisałaś, że do niedawna nigdzie nie był wymieniany. Co do definicji salonu - nie martw się znam teorie Łysiaka, ale naprawdę uważam za zbytek kurtuazji nazywać komuchów Salonem - tam nie było nic salonowego. Dlatego mimo, że dostrzegam poglądy, motywację, przeszłość różnych ludzi (gdzie napisałem, że tak nie jest?), wolę definiować prawdziwy salon czyli to co zadziało się po 89 - zawłaszczenie "inteligencji" i prawa do ferowania wszelkich sądów, opinii jako ostatecznych. Nie chcesz to się nie zgadzaj, dla mnie tak jest czytelniej.
      Nie wiem co Ci jeszcze napisać, byś lepiej mogła zrozumieć o co mi chodzi. Dostrzegam Twoje zacietrzewienie i "merytorykę" argumentów czemu to niby Lem albo Tolkien są salonowi. Żałosny? Cóż widzę, że poziom argumentów masz niczym z Gazety Wyborczej - nazwij go jeszcze trzeciorzędnym pisarzyną. Ja nawet nie zacząłem dyskusji o wartości jego pisarstwa, ale uzasadnienia dlaczego niby ma stać między sprzedawczykami. Ale jak widzę zamiast odpowiadać wolisz odwracać kota ogonem.
      Ala skasowała swój post na temat żydów i spiskowej teorii dziejów, a szkoda bo zaczynał tu pasować. Tylko czemu to takie wybiórcze ocenianie? Nie rozumiem kto dał dyspensę Rymkiewiczowi za ZMP, a nie daje wybaczenia za wierszyk dla partii, przymyka oko za kasę zarabianą na publikacjach za PRL a komu innemu chce to wypominać. Zacznę sam grzebać w różnych rzeczach, bo póki co u Ciebie odpowiedzi nie widać. Jedynie insynuacje jakobym wierzył jakimś "gorszym" profesorom niż przez Ciebie wskazywani. Może i nie mogę się powołać na profesorów, ale do zadawania pytań skłania mnie mój własny rozsądek. A gdy mam wątpliwości przypominam sobie dwie rzeczy: jak łatwo można skrzywdzić człowieka pomówieniami - komuniści robili to kiedyś, a teraz równie łatwo podobne sądy i opinie ferują niestety i ci z prawa i ci z lewa. A druga rzecz to Ewangelia: nie sądźcie abyście nie byli sądzeni. Nie zawsze potrafię i dla mnie niestety świnia i kłamca jest już mało godny zaufania choćby na mszę dzwonił (ogonem). Ale uczę się. Gryzę się w język. Może nie zawsze mam odwagę bronić, bo i argumentów brakuje - przecież nie przeczytałem wszystkiego, ale przynajmniej będę pytał dlaczego...
      pozdrawiam ciepło
      dziękuję za to, że miałaś cierpliwość, nawet jeżeli ją już wyczerpałem

      Usuń
    26. ~ Gdzie znikają? Nie żartuj. Siedzę, czytam, myślę! Nigdy jeszcze nie usunęłam niczyjego komentarza, choć czasami mi smutno i byle jak, czuję się niezrozumiana... Mam nadzieję, że Blogger zaktualizuje ci stronę:)

      Usuń
    27. ufff jest. Dzięki! Wierzyłem, że byś tego nie zrobiła. Jestem świadom, że dyskusja nam się rozjeżdża, przepraszam i ja za to, ale tyle we mnie emocji, tyle też frajdy z tej rozmowy. Bo dla mnie ona jest ważna - by zrozumieć Twoje stanowisko, przemyśleć swoje, być może odkryć jakieś nowe argumenty. Nie wiem czy kogolwiek poza nami jeszcze to interesuje i czy nie powinniśmy się po prostu umówić kiedyś na kawę, ale dziękuję za to co już.

      Usuń
    28. ~ No, kiepska jestem z techniki i nie potrafiłabym wyczarować komentarza po zniknięciu:)
      Tak sobie myślę i nie mogę zrozumieć, jak dwoje inteligentnych ludzi czyta to samo i wyciąga różne wnioski? Rzeczywiście może rozmowa wyglądałaby inaczej. A tak ja patrzę na jedno zdanie, ty na inne i nawijamy. Wtedy wydaje mi się, że ja o czymś innym, a ty tak samo. Emocji nie brakuje. Już wiem, dlaczego nie lubiłam nigdy rozmawiać przez GG - co ja piszę, to ktoś przeczyta za chwilę, a pisze o czymś innym.
      Nie obrażaj się za lemingi. To dla mnie bardzo sympatyczne zwierzątka, tylko nie wiedzą, że krawędź przepaści tuż i nie zdają sobie sprawy z zagrożenia. Jestem przerażona polską sytuacją w każdym zakresie, a mam wrażenie, że ludzie śpią. Czytam czasem bardzo reakcyjne opinie, np. Dariusza Rohnki, Henryka Pająka... Szukam, może błądzę, ale rozpaczliwie szukam wyjaśnienia, prawdy. Nawet teorie spiskowe nie są mi obce. Byłam w pracy, gdy Ala napisała coś tam, więc nie wiem, ale wcale się nie dziwię, bo trzeba mieć odwagę, żeby przemówić wprost. Dawid nie bał się Goliata, bo miał za sobą Boga, a ja mam wrażenie osamotnienia. W każdym razie determinacja dyktuje mi słowa, które odbierasz jako "męczeństwo"(?). Nie umiem wyjaśnić, skąd takie skojarzenie.
      PS
      Co do Prusa, to nie zgadzam się z tym, że wspierał ochronki dla biednych ot, tak sobie, z dobroci serca. W Nałęczowie (i nie tylko, ale o Prusie mówimy) trwała walka o wyrwanie wychowania i edukacji z rąk Kościoła. Do czego to doprowadziło, przekonaliśmy się.

      Usuń
    29. no jeżeli co któryś post lub komentarz czytam, że teraz to już mnie wszyscy czytelnicy porzucą, zostanę sama na placu boju itd to czy to nie jest trochę robienie z siebie męczennicy? Św Franciszek zaraz by huknął - myśl o bliźnich i o bogu, nie o sobie :) To samo pewnie by powiedział do mnie.
      PS co do Prusa to właśnie kolejna podobna sytuacja jak przy Lemie - ja po prostu nie wiem - nie siedziałem w jego głowie i w sercu ale wiem, że różni ludzie podejmowali swe działania z róznych pobudek - czemu szukać w dobrych rzeczach tylko tych złych? Bo ktoś Ci powiedział, że tak to ocenia? Nawet jeżeli ktoś kto to tworzył miał inne cele, nie wiemy czy sam Prus robił to jedynie "na złość" Kościołowi. Były potrzeby - trzeba było działać. I tyle. Czy teraz też mamy dzielić pomagaczy na dobrych i złych? Wiem, że np. Łysiak strasznie naigrywa się z Ochojskiej, ale ja jednak szanuję ja za to co robi. Z dobrych uczynków będziemy sądzeni. Jeżeli tak oceniać Prusa, to Korczaka tak samo? Wielu ludzi flirtowało z lewicą - Piłsudski też, tyle, że przejrzeli na oczy w odpowiednim momencie albo widzieli w tym jedynie narzędzie do innych celów - nie tyle rewolucja światowa, ale polepszenie warunków dla ludzi w moim otoczeniu, kraju. Nazwij mnie naiwniakiem. Ale wierzę w to. I tak jak o Prusa pytałem - skąd mam to wiedzieć na 100%, co go przekreśla jako wartościowego człowieka, pisarza, tak pytam i o Lema. Jak Tomasz - pokażcie mi dowody a uwierzę. Waga nie tylko ta Boga, ale ta u ludzi powinna być sprawiedliwa (zresztą u Boga Jego miłosierdzie może nas zadziwić) - czyny, słowa, cele, wartości, zaangażowanie, kierowanie innych itd itd. A Ty jednym zdaniem z Łysiaka twierdzisz, że facet nie tylko nic nie wart jako pisarz, ale "trefny" jako człowiek... dla mnie mało. Nie znałem tylu szczegółów o Konwickim, więc nie mam zamiaru go bronić. Sprawdzę, poszukam i będę wiedział. Ale właśnie na takim poziomie konkretów chciałbym aby każde nazwisko z takiego łańcuszka było umotywowane. Rozumiesz? Jedno zdanie. cóż niby świadczy o niedojrzałości, może głupocie, ale popatrz na ludzi takich jak Kukiz, Muniek czy inni - to co mówili i śpiewali kiedyś a teraz. To samo dotyczy pisarzy. Jeżeli nie ma w tym jakiegoś fałszu, warto wierzyć w drugą szansę - taką dajesz przecież też Rymkiewiczowi, który "spowiadał" się w "Hańbie domowej"

      Usuń
    30. ~ A, to te słowa:( To naprawdę tak wygląda? Dla mnie miały konkretne przełożenie, bo za mówienie wprost zamilkły dwie wspaniałe, ulubione blogerki. Usunęły komentarze:(((
      Mam problem z utrzymaniem na wodzy słów, gdy sprawa wydaje mi się oczywista, a warta tego, by walczyć.
      Piszesz o szansie danej Rymkiewiczowi, ale wcześniej słusznie zauważyłeś, że się wyspowiadał. I to jest najważniejsze! Polak wybaczy, ale przed wybaczeniem są: szczera spowiedź, żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. A tego wielu pisarzy nie uczyniło. Takim grubej kreski nie postawię. Powiedziałeś fundamentalną rzecz.

      Usuń
    31. fakt, ale czasem warto pytać na ile spowiedź jest szczera. Z okresem komunizmu Miłosz też Zniewolonym umysłem się spowiadał, podobnie jak Kuroń, Michnik i wielu innych. Ale co z tego. Inni wolą udawać, że nic nie było, albo, że "zmądrzeli", albo, że "wszyscy wtedy...". A gruba kreska mi się źle kojarzy :) ale wiem o co chodzi.

      skasowały komentarze i obraziły się u Ciebie? W sumie trochę szkoda, ale ich wybór. Może zabrakło cierpliwości?

      Usuń
    32. ~ Jedna za Wańkowicza, druga za Łysiaka:(
      Za to u nas morze - co ja mówię! - ocean cierpliwości:)

      Usuń
    33. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    34. Polecam więc np. Lekturę Pawła Śpiewaka "Żydokomuna" - sam się do tego przymierzam bo już zakupiłem - dobrze obudowane wyjaśnienie skąd te związki tak ścisłe...
      Może kiedyś będzie okazja się spotkać nie tylko wirtualnie :) Ja dyskutować uwielbiam, a z tymi co się nie obrażają, mają swoje zdanie, ale i potrafią słuchać to i pogadać miło

      Usuń
    35. ~ Alu, dzięki za myślenie do przodu. Tak mogło być:(
      Wiele razy krążę wokół tematu i balansuję, żeby nie użyć słów, które wyskoczą w wyszukiwarce. Wprawdzie zamieszczam zdjęcia, używam imienia (tak, tak), ale i bez tego znaleźć właściciela bloga to żadna trudność. Niektórzy nie lubią, jak się o nich pisze. Z zamieszczaniem opinii w przypadku, gdy się nie zgadzam, też się pilnuję, choć czasem z mizernym skutkiem. Z tego samego powodu skasowałam komentarz u ciebie. Ha ha:D

      Usuń
    36. ~ Śpiewaka namierzałam na allegro. Kilka książek na temat mam. Szukam, szukam... Tylko kiedy to wszystko połączę logicznie, poukładam sobie w łepetynie?

      Usuń
    37. skasowałaś u mnie? Na jaki temat? A ja tak lubię dyskutować i rozmawiać :( nawet miałem ochotę przy poście o Konopnickiej u Ciebie ale się powstrzymałem, bo mam o niej takie samo myślenie jak Ty o Lemie - żenua, najgorsze wspomnienia i do pieca z tymi ramotami bo bez wartości. Ale widzisz ja się powstrzymałem, bo pomyślałem sobie - dla mnie nie jest ona wielka, ale może ja za mało ją znam? i nie napisałem

      Usuń
    38. ~ Robercie, skasowałam u Ali. Ty grzecznie piszesz, więc i wpisów kontrowersyjnych nie prowokujesz;)
      Konopnicka wzbudzała już za życia skrajne opinie, ale ciekawą osobą była. Od czasu, gdy o niej pisałam, nie udało mi się kupić listów do dzieci. Kiedyś może do niej wrócę, gdy uruchomię "poetycki zaścianek", jak planuję. Długi dzień pracy mnie dzisiaj czeka. Mam nadzieję, że będziecie grzeczni i nikt tu nikogo nie będzie kasował, pobudzał do walki. Do lektury "Karawany..." tudzież innych Łysiaków;)

      Usuń
    39. Człowiek z Wysokiego zamku, Orwell, Strugaccy, Zajdel, Lem, Sapkowski, Tolkien...

      oj czytało się, czytało, trudno wyobrazić sobie bez tej literatury młodość

      a Łysiak po prostu boi się waginy i rzeczywistości...

      Usuń
    40. ~ Myślę, że ta dyskusja poszła w kierunku analizy nazwisk, a każdy ma swoich ulubieńców, więc po kanonie odrzuconych szturm na Łysiaka. Według mnie - wystarczy popatrzeć na chłam zalegający księgarniane półki i wrócimy do głównego nurtu dyskusji, czyli lamentu nad stanem polskiej literatury. A jest się czemu dziwić, że tyle byle jakich nazwisk robi karierę i jeszcze oklaski na blogach zbierają. Nikt nie odniósł się chociażby do wspomnianych Narbutta czy Urbankowskiego, tylko huzia za Gretkowskie i Grochole.
      A SF sama zafascynowana kiedyś byłam, więc sentyment do wymienionych przez ciebie nazwisk też noszę w sercu:)

      Usuń
    41. jestem heterykiem a Gretkowską(Kabaret metafizyczny,Polka, scenariusz do Szamanki)lubię, Łysiak nie pisze o literaturze tylko głosi...
      nie wyobraża sobie jak kobieta może pisać, pisać o sobie i nie daj boże o dwóch łechtaczkach na raz...
      maniera korowodu przypomina styl notek na pudelku...

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ To mnie wyczułaś, bo od wczoraj krążyłam wokół książki, aż w końcu schowałam się w "Dzieciach peerelu" Maciejewskiego. Tak jakbym się bała tej recenzji! Lemingi są zawsze w liczebnej przewadze, więc odsiecz może się przydać:) Zaglądałam do komentarzy, gdy pisałaś o wspomnianych autorach i włosy zjeżyły mi się na głowie! Też tak można "dyskutować"? Oby nie. Myślę, że to książka dla ciebie! Bardzo:D

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. ~ Zawsze polscy autorzy mają u mnie pierwszeństwo:) Nowości też zamawiam w Empiku, bo bez kosztów wysyłki i kilka zł taniej. Odbicia książki w prasie raczej się nie spodziewam, bo by mu reklamę niepotrzebną zrobili. Na takich najlepsza "cisza recenzencka".

      Usuń
  3. Zamówiłam również czekam na przesyłkę :)) Dzięki za przetracie szlaków. Nie mogę się już doczekać.

    Również nie zgadzam się ze wszytskimi poglądami Łysiaka, i masz rację - to wybór albo gorący albo zimny. Do mnie nadal jednak przemawia i cenię sobie ten cięty język.

    "literatura laptopowa" - to mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Będę wyglądać notki! Lubię wyraziste postacie, klarowne poglądy, cenię otwartość i konsekwencję - to cały Łysiak. Czasem mówi dosadnie, ale tak trzeba, bo sprawy arcyważne. Cieszy mnie niezmiennie fakt, że pisałam recenzje, które powinnam i że nie napisałam o tych, o których lepiej milczeć, by ich nie reklamować. Z określeń - nowych dla mnie - bardzo spodobała mi się też "literaturka". Że ja na to wcześniej nie wpadłam!

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. ~ A w literatce czysta literatura, np. "Pan Tadeusz":)

      Usuń
  4. Musi to być ciekawa pozycja, wrzuciłam już sobie do koszyka:) Pani Basia Wachowicz była w Trójce 2 listopada. Opowiadała cudnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Z panią Wachowicz widziałam się już kilka razy i nigdy dość:)))
      Bardzo ciekawa jestem innych opinii o książce Łysiaka, bo czuję się dziwnie na pierwszej linii frontu;)

      Usuń
  5. Czytam go ostatnio w "Uważam Rze". Niestety muszę przyznać, że nie zawsze nadążam za jego tokiem myślenia, ale cóż to erudyta, a ja zwykła kura domowa, która z literaturą miała do czynienia w liceum za socjalizmu.A wiadomo o kim wtedy nie słyszeliśmy w ogóle. Niestety mam ogromne braki,ale chętnie je uzupełniam. Zgadzam się ze wszystkim o czym piszesz w poście.Niestety czasy wydają się jeszcze gorsze niż za socjalizmu, gdyż to media kreują gusta wszelkie w tym również literackie i filmowe, a komercja bierze górę, a może specjalnie naród się ogłupia, by łatwiej można było nim manipulować.
    Dawniej akowców izolowano, mordowano a w "wolnej" Polsce się ich wyśmiewa. Cz\y może być gorzej.
    Nie tylko "Obława" jest porażająca, również nowy film Pasikowskiego, który przedstawia nas jako antysemitów.
    Te filmy trafią na różne festiwale i w świat.
    Komu zależy na tym by nas tak przedstawiać.
    Dobrze, że Łysiak jest taki bezpardonowy .)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ W naszych szkolnych czasach Łysiak mógł bezpiecznie pisać o Napoleonie, jak Herbert o starożytnej Grecji. To była jedyna możliwość zaistnienia pisarza o innych poglądach. Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na sprawy kultury ogólniej, nie tylko w kontekście książki. Mnie też to boli i właściwie zaczynam się od tej kultury - lepiej "kulturki" - izolować. Wpływ mediów przeraża, a jeszcze bardziej to, że ludzie tego nie widzą. Dawniej każdy wiedział, kto wróg, kto przyjaciel. Dziś wszystko zakamuflowane. Sama się boję, że napiszę o kimś dobrze, zawierzę słowu, intuicji, a wyjdzie inaczej. Ogromnie smutno mi było, gdy dowiedziałam się o współpracy z bezpieką np. Odojewskiego, którego bardzo ceniłam. Ilu takich jeszcze?

      Usuń
    2. To podobnie jak ja, gdy przeczytałam co Łysiak napisał ostatnio w Uważam Rze prof.Szaniawskim.
      Ja nie znam prof. ale po peanach na jego cześć na mszy pogrzebowej i tym co pisano nawet na stronach niezależnych nie pomyślałabym, że Łysiak go określi go jednoznacznie. Nawet mam odczucie, czy faktycznie powinien takiego słowa użyć. W swym cotygodniowym felietonie powołał się na książkę "Być szpiegiem" z 1994 roku, którą warto byłoby przeczytać.
      To prawda, że tak się porobiło, że dzięki "bezkrwawej rewolucji", którą się szczycą Ci co na górze nie wiemy z kim prawdziwie mamy do czynienia.
      Ale najgorsze jest zachowanie większości rodaków, którzy nie chcą tego widzieć.)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. Miedzy innymi o tym pisze w swym felietonie.
      Jednym słowem upadają autorytety.)

      Usuń
    5. ~ Alu, Natanno, o Szaniawskim też w książce jest. Najbardziej zdziwiło mnie to, że obaj byli admiratorami Piłsudskiego i nawet ta miłość ich nie połączyła. Na tym przykładzie widać, jak łatwo kogoś wrzucić do jednego worka, bo to np. patriota=faszysta, moher, ciemnogrodzianin, katol, słuchacz Radia Maryja...

      Usuń
  6. Łysiaka znam bardziej od strony jego malarskich zainteresowań i te książki interesują mnie najbardziej MW, Malarstwo białego człowieka. Cenę jego erudycję i trafne spostrzeżenia. Co do kondycji współczesnej literatury trudno mi się wypowiadać, bo nie czytuję (sporadycznie), więc zdania nie mam, choć przeczucie (intuicja) podpowiadała, że jest właśnie taka, jak współczesny teatr, kino, film. Oczywiście nie należy generalizować, ale moje zdanie np. o teatrze znasz. Ja nie tylko chciałam wyjść - ja wyszłam po I akcie, bo poziom przedstawienia był jak dla mnie żenujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ To znasz Łysiaka od najpiękniejszej strony; ja - od najważniejszej (dla mnie).Podczas lektury cieszyłam się jak dziecko, że w końcu w jednym miejscu ktoś pisze tyle "mojego"! Te same nazwiska, te same zauważenia dotyczące PRL-u, nagród, upadku kultury wysokiej... O czym ja szeptałam cichutko mojemu kajecikowi, Łysiak powiedział głośno. To jedna z najważniejszych książek w mojej biblioteczce.
      Dyskusję o teatrze pamiętam, a jakże:)Tydzień temu grupa przyjaciół poszła - znowu beze mnie - i było jeszcze gorzej. Też niektórzy zażenowani mieli wyjść. Odwagi osobistej zazdroszczę:)

      Usuń
  7. Na bibliotekę nie mogę liczyć. Trzeba zamówić z dostawą pod choinkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Na bibliotekę to ja nigdy nie mogę liczyć. Do świąt daleko. A może list do Mikołaja?

      Usuń
  8. Jaka dyskusja tu się toczy!!!:) Jestem teraz w Rzeszowie i "ukradłam" bratu laptopa na chwilkę, żeby zajrzeć na moje ulubione blogi. Tak tylko przelotem jestem... Jak tylko wrócę, uważnie wszystko przeczytam i podzielę się swoimi refleksjami. Tymczasem pakuję się i do pociągu... Wracam do Krakowa. Niestety bez książki Łysiaka. Próbowałam ją kupić w Rzeszowie w trzech miejscach i nigdzie jej jeszcze nie ma:(:(:( Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Wydaje mi się, że książka jest w kręgu twoich zainteresowań, więc polecam i chętnie wysłucham. Ba, podyskutuję! Na targach była w przedsprzedaży. Nawet jako datę wydania ma rok 2013 (nie pomyliłam się). Jak miło myśleć, że jesteś tak blisko! Czyli istnieje możliwość, że kiedyś tam wypijemy kawkę w "Da Vinci":) Miłej niedzieli:D

      Usuń
    2. Witaj, droga łysiakomanko! Kupiłam dziś "Karawanę"!:) Będę czytać i myśleć, czytać i myśleć, a refleksjami nie omieszkam się podzielić w naszym klubie fanek:). Postaram się zachować krytycyzm i dystans do wywodów Łysiaka, ale to raczej będzie trudne, bo już z pierwszym zdaniem jego "Karawany" się zgodziłam;).
      Mam nadzieję na spotkanie przy kawce w Da Vinci!:)

      Usuń
    3. ~ Wezmę z ochotą udział w dyskusji, której z pewnością nie unikniesz. Krytycyzm zawsze w cenie, bo to równoważnik myślenia w ogóle. Byle argumenty na miarę, rzeczowe. Dokupiłam dalsze "fetysze" - "Mitologię świata bez klamek" i "Konkwistę". Klub musi mieć solidne fundamanty:D
      Dla spotkania gotowam rzucić wszystko:)

      Usuń
  9. Bogusiu, trzymam za Ciebie kciuki! Ty dyskutujesz za nas, atakują Cię bo masz odwagę powiedzieć po imieniu kim był Lem, łysiak, Rymkiewicz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Anonimowa duszyczko, dziękuję za wsparcie, które - jak widać - jest potrzebne. To nie tak, że mam odwagę, bo łydki mi się trzęsą. Chodzi o to, że jeżeli jestem do czegoś przekonana, to będę bronić idei do końca. Zdaję sobie sprawę z tego, że po kontrowersyjnym wpisie będę nagabywana bez końca (tak np. jest do tej pory w sprawie "homoseksualizmu" Konopnickiej). Nic to! Po to założyłam blog, żeby znaleźć ludzi myślących, wyrażać swoje zdanie, a nie żeby klaskać, bo wszyscy tak robią. Serdeczności:)

      Usuń
  10. O Łysiaku porozmawiam jak poczytam, choćby tę "Karawanę..." ( bo nadal jest to autor mi nieznany - w sensie tekstów, nie nazwiska). Myślę, że chyba wolałabym sięgnąć po jego książki o malarstwie niż te o poglądach. Nie orientuję się w salonach, nie-salonach.
    Czytuję "literaturkę" i lubię "intelektualny terroryzm", cóż poradzić ;-) dobrze przynajmniej, że Schulza kojarzę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Ja też czytałam garściami literaturkę, tylko mam wrażenie, że czas mi już za szybko płynie i skupiam się na innych lekturach. Za to Schulz nie kojarzy mi się najlepiej. Musiałam kiedyś przeczytać... Właśnie to "musiałam" zdradza mój entuzjazm. Bardzom ciekawa opinii o "Karawanie...", bo wszyscy krytykują, a nikt nie przeczytał. Pozdrawiam zapłakana (deszczem):)

      Usuń
    2. Z tym Schulzem, to zaraz wyjaśnię, o co mi chodzi - bo dla postronnego czytelnika to tak brzmi "od czapy" zupełnie.
      Akurat wczoraj pisałam o Miesiącu Brunona Schulza i ktoś w komentarzu napisał, że nie kojarzy nazwiska. To mi się skojarzyło z Twoją wypowiedzią, opartą na tekście Łysiaka, o kryzysie literatury wysokiej, o nieznajomości dorobku cywilizacyjnego. Mniejsza o to, czy się prozę Schulza lubi, czy nie, grunt, że się kojarzy kto zacz ;-)
      I nie tylko o tego pisarza chodzi, ale ogólnie o klasykę, ba, nawet kanon lektur szkolnych ;-)
      Po prostu są nazwiska, które ( w moim mniemaniu wypada znać)niezależnie, co się lubi czytać na co dzień.
      Pozdrawiam, ściskam i zapowiadam, że wizyt tu nie zaniecham :-)

      Usuń
    3. ~ To tak jak z cytowanym wyżej Boyem-Żeleniewskim;)
      To ja jeszcze do "Karawany..." wrócę, bo tak celnie Łysiak napisał o filarach i kanonach cywilizacji: "Dawniej głupek po studiach mylił Cortazara z Cortezem, a dziś ten głupol, zmultiplikowany do hordy, nawet nie zna owych nazwisk, jak również nazwisk geniuszy twórczych, nie obiły mu się o uszy, niepotrzebny mu taki balast." Potem trochę dosadnie w odniesieniu do romantycznych Heloizy, Izoldy, Julii, Laury, gdy przeciwstawia je dzisiejszym nastolatkom i wampirom. Dużo o tej haniebnej ignorancji. Schulza oprotestowałam ze względu na Drohobycz, który tylko z nim jest kojarzony. A Wierzyński? Ja znowu swoje, ale staram się, czytam, bo Nutta tak pięknie kreśli swoje obrazy, impresje o pisarzu...:)

      Usuń
  11. To, ja jeszcze raz. Podobnie jak Agnesto raczej sięgnę po kolejne tomy Malarstwa białego człowieka Łysiaka, bo bardzo je lubię, a moje czytelnicze preferencje są nieco inne niż Twoje. Na literaturkę brakuje (żałuję) czasu. Sama wiesz, co czytam (sporo klasyki, biografii, trochę historycznych powieści). Ale od czasu do czasu mi się zdarza przeczytać coś (żeby nie było tak dosadnie- bo nie lubię dosadnych ocen, bo nie mam monopolu na rację) lekkiego, łatwego i przyjemnego i nawet czasami mi się to spodoba. I wcale się tego nie wstydzę, trąbię wszem i wobec o swojej słabości do paru pisarzy, których czytanie podobno nie uchodzi. Bardzo ciekawa dyskusja się tu wywiązała, jestem ciekawa swojej oceny, może kiedyś, jak już przeczytam com zaplanowała dojdę i do karawany. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Piękno tkwi w różnorodności. Nie ośmieliłabym się zabrać głosu w sprawie, która byłaby mi obca, gdybym nie czytała. Każda książka miała u mnie swoje pięć minut. Nie neguję żadnej lektury i chociaż ubolewam, że syn czyta Mastertona, a córcia Rowling, to sama im kupuję. Kiedyś może dojrzeją do tego, by sięgnąć do maminej biblioteczki. Czy ja naprawdę wychodzę tu na kurę z wyższej grzędy? Chyba napiszę o ostatniej powieści Delphine de Vigan. Piękna!
      Po dyskusji ciśnienie mi wzrosło, ale lepiej dyskutować niż milczeć. Tego mi brakuje w realu! Sama tego chciałam:)

      Usuń
    2. Rowling da się przeżyć, Masterton to już rzeczywiście trochę grafomania (horror i porno na dodatek) :) ale masz rację nie zawsze jest łatwo "podrzucać" lektury, szkoda, że z tych co dzieci wybierają, o niektórych to nawet i pogadać nie ma o czym (żeby do czegoś się odnieść)...

      Usuń
    3. ~ Nic nie mówię w myśl zasady, że dobrze, żeby w ogóle czytali. Ale nie cenzurowałam i wystraszyłam się tego porno! Niby dzieciątka dorosłe, ale jest tyle innych pięknych książek. Tylko że ja w ich wieku też historią się nie interesowałam;)

      Usuń
    4. tak przynajmniej pierwsze powieści Mastertona odbierałem - chłam straszny, na szczęście u mnie już śladu w domu nie ma bo "poszło do pieca". A jak znajdą coś z moich półek to będę wiedział czy nie za wcześnie. Marzy mi się wspólne przejście przez Narnię Lewisa (moje dzieciaki młodsze od Twoich), ale przeraża je grubość. No nic - najwyżej poczeka na synka szwagierki

      Usuń
    5. ~ To może najpierw film? Moje dzieciaki i te moje-moje (objaśniam, że chodzi o osobiste i szkolne) często po adaptacji sięgają po lekturę, żeby przedłużyć bycie z bohaterami. A potem czytanie z tatą. Wtedy żadna książka nie jest straszna - ani gruba, ani bezobrazkowa, ani z wiedźmą...

      Usuń
    6. ekranizacje znają i nawet lubią (te nowe, bo do starych, teatralizowanych BBC nie dotarłem) ale jednak nie mogą się jakoś dogadać by zacząć - albo jedna ma swoją książkę, którą woli, albo znowu druga wybiera coś krótszego...

      Usuń
    7. ~ No to przemaglują w szkole, bo pierwszy tom jest lekturą. Może się nie zrażą.

      Usuń
    8. Ostatnia powieść Delfine czeka na swoją kolejkę. Zakupiłam natychmiast po recenzji u Czary (rzadko mi się zdarza tak błyskawiczny zakup- jeszcze z przedsprzedaży). Kura z wyższej grzędy - zabrzmiało zabawie, ale nie dociekam, co to miało oznaczać, bo jak widać - jedno zdanie może być odczytanie na wiele sposobów. Nie zawsze czytałaś historyczne? - a myślałam, że to twój konik od dziecka. Tak, gusta czytelnicze się zmieniają, wyrabiają i może rzeczywiście inaczej odbierają książki nastolatki, inaczej osoby dojrzałe, a jeszcze inaczej przejrzałe. Ty ubolewasz nad lekturami dzieci, ja ubolewam, że "moje" nie chcą nawet słuchać czytania (jeszcze nie potrafią sami). Ale też mam nadzieję, że im przejdzie-odmieni się.

      Usuń
    9. ~ Chyba muszę przeczytać coś babskiego, życiowego, bo mnie do szufladki wsadzą. Na wyższą grzędę to mnie kasia.eire posadziła. Tak się kokoszę i z góry na literaturkę patrzę;) Bo co mam w takiej sytuacji robić?
      Po lekturze "Ukrytych godzin" kupuję w ciemno i zawierzam autorce całkowicie. Chyba o samotności, depresji, czyli moje klimaty.
      Co do literatury z historią w tle, to trzeba dojrzeć i nabrać samemu patyny niczym eksponat muzealny. W radosnym peerelu to nawet taty nie chciałam słuchać! Burzył moje mity przyjaźni polsko-radzieckiej, milczał, gdy mu szkolną "prawdę" o Katyniu wykładałam... Długa droga do dziś. Ziarno zasiane... Dlatego toleruję tych Mastertonów i całą resztę. Uwidim;)

      Usuń
  12. W UważamRze z tego tygodnia jeden rozdział z Karawany - o literaturze pisanej przez kobiety, jakby ktoś czuł potrzebę wyrobienia sobie choćby ułamkowo własnego zdania na konkretnym materiale.
    P.S. Coryllus na liście bestsellerów Multibooka, wysoko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Oj, to nie jest najpiękniejszy rozdział, ale mam wrażenie, że i inne fragmenty to rozsiane tu i ówdzie teksty publicystyczne, bo dziewczyny i o noblistach wspominały.
      Może dla Coryllusa i ja zapunktowałam, bo kupiłam ostatnio "Dzieci peerelu" i "Atrapię". Słodką wiadomość przyniosłaś, że ludziska takie rzeczy czytają:)

      Usuń
    2. Możliwe, że Nobliści z tej samej serii, ten nume kupilam ze względu na artykuł Moniki z Czytanek-przytulanek o dziecięcej literaturze skandynawsiej.

      A wrażenia po tym rozdziale mam raczej słabe - po pierwsze wrzuca do jednego wora produkcję feministyczną i popową wyłacznie na podstawie kryterium płci. I styl jest neistety dla mnie niestrawny, te ciągła pseudoerotyczne żarciki.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. ~ Wokół Łysiaka wrze. Spodziewałam się zresztą. I choć w wielu sprawach wycelował w sedno, larum podnosi się tu i ówdzie np. za jedno-dwa nazwiska, które czytamy, a pan umieścił je w kiepskim sąsiedztwie. Szkoda, że większość ludzi nie patrzy całościowo na poruszony w książce problem najnowszej literatury. Dla mnie agresywna odpowiedź GW to już wystarczający sygnał, żeby sięgnąć po całą lekturę. Np. moim największym zdziwieniem był fakt umieszczenia nazwiska Myśliwskiego w "łańcuszku" niekochanych. No cóż, miał Łysiak prawo i nie obrażam się, a myślę swoje.

      Usuń
    6. miał prawo? A co ma do Myśliwskiego? (bo ja też lubię)

      Usuń
    7. ~ Czyżbyś był już po lekturze? Właśnie miałam pisać ciąg dalszy "Psy szczekają..." i odnieść się między innymi do Myśliwskiego. Bo tu i tam i tak zostałam nazwana snobem, gdy wyczytano ulubioną autorkę wśród "gorszych". A Łysiak tak samo w sznureczku ustawił Myśliwskiego i nawet nie przyszło mi do głowy, żeby się o to na niego obrażać. Zdziwiłam się i zadumałam, ale autor ma prawo pisać w swojej książce, co on uważa, a nie o czym myślą inni. Moja miłość do autora "Traktatu o łuskaniu fasoli" nie zmalała ani trochę i nadal mam zamiar głosić moje uznanie do niego. Od tygodnia myślę o "Karawanie..." i powraca żal, że dyskusja skupiła się na kilku nazwiskach, a nie dotyka całości problemu. Tyle myśli nawet w poście!

      Usuń
    8. Bogusiu,
      żeby dyskutować o całości problemu (czyli, jak rozumiem, miernej jakości współczesnej produkcji literackiej), trzebaby było jednak przeczytać całość. Na razie na podstawie postu widzę wiele celnych tez, ale jednocześnie nienowych, przynajmniej dla mnie.
      Moze wartość książki tkwi w tym, że reklamuje autorów niedocenianych?

      Ala,
      mam wrażenie, że Ł nie wgryzł się w tym rozdziale w temat. Bo ostatecznei ile osób czyta takiego Vargę i Myśliwskiego, a ile powiedzmy, Grocholę, i kto tu tak naprawdę ma większy wpływ na kształtowanie postaw mas czytelniczych. I czy nei wypadałoby się pochylić trochę niżej nad tematem, zamiast ograniczyć się do cytowania pentylion razy Masłonia.

      Usuń
    9. ~ Izuś, właśnie nieswojo mi, że dyskusja poszła w kierunku kilku nazwisk - lubianych czy nie - ale jednak. Główny temat książki to diagnoza współczesnej literatury. Głównie polskiej, ale autor sygnalizuje, że to problem globalny. Wierzę, że większość z nas zgodzi się z wieloma tezami Łysiaka. Nie są nowe, jak słusznie zauważasz, ale zebrane i wygłoszone. Ba, obtrąbione! Niewiele osób ma odwagę głośno mówić o prawach rządzących mediami (bo i o teatrze, i o filmie, a nawet o czasopismach jest w książce), a on potrafi. Nie zawsze się zgadzam w pełni, bo i wojenka z Ziemkiewiczem mi nie po drodze, i Myśliwskiego cenię, ale odbieram główny ton. Sposób wypowiedzi rzeczywiście może budzić emocje, ale mi nie przeszkadza. Będę czekać na zdanie czytających całość. Dzięki, że zabrałaś głos z rozwagą:)

      Usuń
    10. no to liczę na ten ciąg dalszy, bo tu już nie wiem gdzie się pojawiają nowe posty - dużo tego. Brak kasy nie pozwala mi na razie na kupno Łysiaka. Ale jest w planach.
      Trudno jednak nie skupiać się na nazwiskach skoro sama je zacytowałaś...

      Usuń
  13. No kochana aż się zarumieniłam ze wstydu, bo wiele razy planowałam poczytać Łysiaka, raz nawet go wypożyczyłam, ale nieprzeczytany wrócił do biblioteki. To mój wyrzut sumienia. Pamiętam, że po raz pierwszy tego pana polecała mi fenomenalna polonistka z liceum, ale w otchłani innych tytułów jakoś pozostał nieznany. Po Twoim odważnym i pełnym pasji poście ( gratuluję i klaszczę za styl i za poglądy - popieram całym sercem). Myślisz, że ten tytuł jest dobry na rozpoczęcie przygody z jego książkami? Czy polecasz mi inne jego dzieło na początek? Ten wydaje mi się odpowiedni tematycznie, bo traktuje o nanowszej literaturze i podobają mi się jego poglądy. Tym bardziej, że pisze pod prąd i nieporawnie politycznie. Przykre jest to że dzisiaj właściwie każdy, bez żadnego przygotowania, porządnej korekty itd. wydaje coś co od razu czyni z niego pisarza. Masz rację, to niestety zjawisko globalne, czego dowodem jest popularność Rowling (nie czytałam jej czytadeł i nie planuję, nie poleciłabym też dziecku do lektury) czy tandetnego Coelho (który pretenduje do bycia autorem książek o ważnych tematach, a tak naprawdę jego utwory to jak dla mnie takie pomyje, lura zamiast porządnie zaparzonej herbaty; nie rozumiem jego popularności i nie zrozumiem, jego pseudofilozofia i pseudoprzemyślenia przyprawiają mnie o niestrawność).
    W tym momencie przeczytałam tlko post, ale po powrocie z zakupów powrócę do dyskusji, bo na pewno jest nteresująca. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Anetko, cieszę się, że zwróciłam uwagę na tę książkę, co wcale w zalewie łatwe nie jest. Moja przygoda z Łysiakiem już długo trwa, ale do napoleońskich powieści już raczej nie wracam. Ta książka byłaby akuratna. Bardzo cenię sobie "Cenę" - przeróbka z dramatu, intrygująca, dotyczy ważnych wyborów w życiu. Całkiem inna od pozostałych. Podobne do "Karawany...", bo rozliczające dzisiejsze mity są "Stulecie kłamców" i "Rzeczpospolita kłamców". Jednak autor odnosi się w nich do naszej polskiej rzeczywistości, nie tylko literackiej, ale styl ten sam. Uwielbiam te lektury, bo pozwalają mi zrozumieć i wytłumaczyć sobie to, co się dzieje. Innego logicznego wyjaśnienia nie widzę. Zamówiłam kolejne (tetralogię zaczynającą się od "Dobrego") i chociaż nie spodziewam się rewelacji, ale upewnienia się w słuszności poglądów z pewnością. Bez względu na to, co piszą dyskutanci. Wiem swoje i tyle. Zapraszam do lektury i serdeczności ślę:)

      Usuń
  14. uwielbiam tego typu książki, szkoda tylko, że tak mało jest czasu na ich czytanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Kocham jedno i drugie, czyli książki i czas na czytanie. Dlatego kocham lato. Byle do wakacji:)

      Usuń
  15. Rozbrajający brak logiki w Twoich wywodach, drogi Książkowcu. Ale przynajmniej nie obrzucasz homoseksualistów inwektywami, a to już jest postęp. Pięknie, pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Wchodzisz, Anonimowy, do cudzego domu i zarzucasz gospodarzowi (bez przedstawienia się)brak logiki w wywodach, czyli mówisz, że jestem głupia. Pięknie, pięknie.

      Usuń
  16. U mnie na blogu również przemyślenia na temat ,,Karawany literatury". Od prawie dwóch lat mogę powiedzieć o sobie, że jestem Łysiakomanką:)
    P.S. Coraz częściej tu zaglądam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Szkoda, że ta dyskusja właściwie zamarła, bo teraz, gdy więcej osób przeczytało, byłoby ciekawiej. A może dobrze, bo jatka by wyszła. Jednak kochający Łysiaka nadal są mniejszością;)
      Poszperałam w twoim kuferku i widzę, że mamy tych samych ulubieńców. Dobrze, że wstąpiłaś i dałaś się znaleźć, bo ja coraz mniej czasu spędzam na szukaniu piszących poczciwie czy podobnie (choć chciałabym), ale ten nieubłagany czas... Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  17. "Karawan-a literatury" ubawiła mnie setnie. Nie mogłam się oderwać od lektury... Przeczytałam od deski do deski w jedną noc.

    Po prostu: Łysiak. Nie każdemu musi się podobać. De gustibus.
    Najbardziej cenię "Malarstwo Białego Człowieka".

    http://fraszki-ulotki.info/2016/04/ut-conclave-sine-libris.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witaj w "papierowym domu" :) No tak, obok Łysiaka nie można przejść obojętnie. Ja go uwielbiam, choć nie bezkrytycznie. Ta książka była dla mnie wydarzeniem literackim roku z pewnością. Dyskusja pod wpisem mówi sama za siebie. Serdeczności:)
      PS
      Odpowiadam z opóźnieniem, bo od czasu wpisu o gender mam zablokowane powiadomienia na pocztę, więc zaglądam przypadkowo pod różne posty i jeśli trafię, dopiero komentuję...

      Usuń

Komentarze mile widziane.