DOM Z PAPIERU



piątek, 30 marca 2018

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Świat rządzony i urządzony przez mężczyzn



WAWEL - jakie masz skojarzenia? Bo moje to: Kraków, wzgórze, zamek, skarb narodowy, królowie, duma, władza, Wisła, smok, turyści, majestat, dzwon Zygmunta… Tymczasem ktoś inny opisuje: „królewski gród, rozlany pod zamkowym wzgórzem w kształt potwora o siedmiu paszczach – bramach, ze strachu odebrało jej dech. Nie przywykła do takiej ilości głazów, kamieni i cegieł, piętrzących się ku niebu w bluźnierczej pysze…” Porównanie zamku do wieży Babel zniesmaczyło mnie, a tak widzi opisane miejsce Anna Brzezińska w najnowszej powieści „Córki Wawelu”. Biorąc tomiszcze do ręki (ponad 800 stron), cieszyłam się zapowiadaną podróżą w głąb wieków średnich, zanurzeniem w koloryt grodu Kraka. Jednak zamiast spaceru po ceglanych i kamiennych wspaniałościach krakowskich ulic, ugrzęzłam w rynsztoku.
Tysiące szczegółów...
Zanim znajdziemy się na Wawelu, poznajemy służbę. Dziewczyny nie mogły żyć bez nadzoru. Pracodawca miał nad nimi niemal nieograniczoną władzę. Karane były bez ograniczeń, a okrucieństwo uchodziło sprawcom na sucho. Służące były obciążone pracą, głodzone, nosiły łachmany, spały w nieogrzewanych pomieszczeniach, a przede wszystkim zostawały ofiarami przestępstw seksualnych. Nie sprzyjały im władze ani kościół. Tym światem rządzili mężczyźni. Ojciec mógł karać członków rodziny, a żona nie miała prawa odmówić mężowi ciała. Jej zbawieniem było rodzenie dzieci, choć miejsce porodu stawało się często grobowcem… W takim świecie przyszło żyć głównej bohaterce – Dosi. To pokraczne bękarciątko, karliczka, która cudem przeżywszy, dostaje się po kilku latach na dwór królewski, by towarzyszyć Jagiellonkom.  Zmieni się wiele? Otóż nie! Bo dalej jest mroczno, trwożnie, a korytarze, krużganki i podziemia wawelskie są równie nieprzyjazne, wypełnione zabobonami i okrutnymi opowieściami.
Autorka jest mediewistką i zamiast powieści zaserwowała czytelnikom eseje z elementami rekonstrukcji historycznej. Czerpała z kronik, dokumentów, z akt przestępczych, a luki wypełniała wyobraźnią. Fabuła jest tu podporządkowana konwencji utworu, a Dosia praktycznie niknie w wielości przywołanych wydarzeń i postaci. Lubię historię, jednak ta wersja jest nieprawdziwa, bo oświetla epokę jednostronnie. Ci wszechwładni, nieludzcy mężczyźni i te biedne kobiety pozbawione jakichkolwiek praw, uciemiężone… Myślałam chwilami, jakim cudem gatunek ludzki trwał! Chyba tylko dzięki gwałtom! Bo „miłość dopiero zostanie wynaleziona”. Feminizmem zalatuje!
Zmarnowałam mnóstwo cennego czasu, a na dodatek – rozsierdziłam się. Bo jakże inny ogląd wieków średnich daje choćby „cegła” znana wszystkim filologom! Zmieniają się domy, pojazdy, stroje, ale ludzie wciąż łakną uczuć, chcą się bawić i śmiać. Taką twarz średniowiecza pokazała nam Michałowska. Niewiele zmienia fakt, że Dosia przyszła na świat w 1526 roku, skoro i tak z Krakowa Brzezińska zrobiła ciemnogród.
Kolejna nietrafiona lektura przeczytana w ramach…

piątek, 22 grudnia 2017

ANIOŁ NA NAS WOŁA Z NIEBA...

Mieniących się uśmiechem najbliższych świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim i każdemu z osobna. Pochwalony po wsze czasy!

niedziela, 3 grudnia 2017

WRACAĆ DO LITERATURY PIĘKNEJ, czyli WIELKIEJ


W zimowy wieczór usiąść w domowym kąciku, włączyć lampkę i zagłębić się w lekturę Wielkich Mistrzów.... Przenieść się w świat wyobraźni i wartości, których ze świecą szukać w dzisiejszej literaturze  zwanej tylko piękną. Może to będą książki Josepha Conrada? Zbyt zapomniany...
Józef Konrad Korzeniowski urodził się 3 grudnia 1857 roku w Berdyczowie. To

autor "Jądra ciemności", "Lorda Jima", "Tajfunu", "Nostromo" czy "Smugi cienia". Opisywał piękny i bezwzględny żywioł morski, a przy tym szukał tego, co człowieka wywyższa i czyni szlachetnym. Rzadki dziś rys, bowiem w powieściach brak piękna, miłości, a powstaje literatura (i inne tak zwane sztuki) naznaczona  defektem.
Mija rok 2017 - Rok Josepha Conrada - Korzeniowskiego. Nie wiem, co w kraju zrobiono (o ile zrobiono cokolwiek), żeby uczcić tego pisarza. Mamy jeszcze miesiąc...
 


czwartek, 16 listopada 2017

UCIECZKA OD… CZY UCIECZKA DO…



Uciec z Prowansji? Czyste szaleństwo! Żeby choć do Toskanii, ale gdzie tam! Azymut Alaska! Jest runaway. Musi wędrować, by nie umrzeć z nudów.
„Być małą kobietką, to nie dla mnie” – mówi Lili. Boi się domów, ścian i szczęścia bogatych ludzi. Uciekinierka  z pokrytego pyłem miasteczka, gdzie wszystko jest nieruchome, przeistacza się z ziemianki w rybaka (rybaczkę?). Wkracza do krainy wypełnionej lodowatą wodą i niebezpieczeństwami. Wśród szorstkich mężczyzn próbuje być taką jak oni. Nadziewa na haki przynętę, łowi karbonelę, patroszy ryby, „maluje na czerwono” portowe miasteczka (czekam, aż zacznie sikać na stojąco). Wciąż stawia opór i nieustannie walczy z zimnem, zmęczeniem, przekracza granice ciała. „Aż do śmierci jestem niepokonana” – młodsza wersja Hemingwaya?
Nie jestem w stanie zrozumieć tego wyboru. Wokół rybie wnętrzności, zaschnięta krew, przyklejone wszędzie kawałki przynęty, śmierdzące haki… Do tego seks pod mostem po wypiciu skrzynki piwa z cuchnącym „wielkim marynarzem”. Turpizm w czystej postaci budzący we mnie odrazę. Od pierwszej strony niby już wszystko wiem, ale nie dowierzam i odwracam kolejne kartki. Bezskutecznie. Szukam tropów w biografii autorki, która dokonała takiego wyboru i dziesięć lat pływała na statkach rybackich. Uwiarygodniła to w powieści choćby słownictwem. Czytam: set, poler, bakista, sejner, taklowiec, przypon, okrężnica, bojrep… Jest tu wszystko oprócz odpowiedzi na pytanie: DLACZEGO? Powieść niesie drobiazgowy opis pracy rybaków, zaciekawia przez kilkadziesiąt stron, ale później wyłącznie nuży i czytam już  tylko w poszukiwaniu odpowiedzi. Nie znalazłam. Z kartek wyciekają smutki i szarości, ziąb i brzydota. W internetowych opiniach przeważają  motywy poszukiwania siebie, ucieczki od lądu i przeszłości,  determinacji i walki, apoteoza wolności… Nieprzekonujące. Nie ujął mnie fenomen wyboru i zamiany  piękna w brzydotę,  ciepła w zimno,  bezpieczeństwa w igranie z życiem… Nie uwiodła mnie opisana wyprawa na koniec świata w poszukiwaniu nie wiadomo czego. Ta próba mojego powrotu w aktualny obieg czytelniczy skończyła się fiaskiem. Jak daleko odeszłam wybraną literacką tropą! Jakże inni autorzy wywołują zaciekawienie i wypieki podczas czytania! A przecież miałam nadzieję na dobre czytanie, bo kilka nagród literackich, pozytywne opinie... Ech...
Książkę przeczytałam w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki:

piątek, 27 października 2017

BĄDŹ WIERNY. IDŹ...



Posłowie przyjęli dziś przez aklamację uchwałę ustanawiającą rok 2018 Rokiem Zbigniewa Herberta. Oddano w niej hołd „jednemu z najwybitniejszych poetów polskich i europejskich XX w.” w związku z mijającą w przyszłym roku 20. rocznicą jego śmierci.
„Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, głęboko przekonany o wyjątkowym znaczeniu Jego twórczości, ustanawia rok 2018 Rokiem Zbigniewa Herberta” – zaakcentowano w uchwale. Podkreślono w niej, że Herbert wprowadził do polszczyzny wiele zdań „budujących naszą tożsamość i wyobraźnię”, z których najważniejsze brzmi: „Bądź wierny / Idź”.