DOM Z PAPIERU



sobota, 4 stycznia 2014

"Dachau i śmierć są synonimami"

Te słowa zanotował William Quinn - amerykański oficer będący świadkiem wyzwolenia obozu koncentracyjnego w kwietniu 1945 roku. Ewenementem na skalę światową jest fakt, że okropności, jakie zastali żołnierze, spowodowały ich natychmiastową akcję odwetową, w wyniku której zginęło 560 osób - załogi obozu. Koszmar obozowy dokumentują filmy dostępne na YT. Warto obejrzeć, bo coraz rzadziej pojawiają się zdjęcia pokazujące egzekucje wykonywane przez amerykańskich żołnierzy na esesmanach i strażnikach obozowych. Widać też reakcje "sąsiadów" - gdy Amerykanie przywozili mieszkańców miasta, by zobaczyli miejsce kaźni.
Napis - jak się okazuje - widnieje nie tylko na bramie w Auschwitz.
Obóz w Dachau powstał już w 1933 roku, tuż po dojściu do władzy Hitlera. Trafiali tu jego przeciwnicy polityczni, a także komuniści, Żydzi, Romowie, duchowni czy osoby o innej orientacji seksualnej.  Ten pierwszy niemiecki obóz stał się kuźnią kadr dla oprawców kolejnych obozów, które tworzono po wybuchu wojny. Miejsce u boku urokliwego miasteczka, wyczyszczone, niemal pozbawione oryginalnego wyposażenia, a krzyczy w ciszy. Ile modlitw wyszeptały cierpiące usta? Bo kaźń była tu codziennością.
Wejście od strony rampy kolejowej, tzw. Jourhaus. Przeszło przez tę bramę ponad dwieście tysięcy więźniów. Czekały ich głód, wyniszczająca praca, karne słupki, chłosta na koźle, strach, upokorzenie, choroby - nie tylko "losowe". Bo obóz słynął z doświadczeń pseudomedycznych. Na "ludzkim materiale" można było bezkarnie eksperymentować, wszczepiając zimnicę, ropowicę, badać krzepliwość krwi, zaspokajać ciekawość - krojąc podludzi na stołach operacyjnych. Zalecane przez Luftwaffe badanie wytrzymałości na zmianę ciśnienia i małą ilość tlenu w komorze ciśnień opisał m.in. K.Kąkolewski w książce Co u pana słychać? (autor po latach składał wizyty hitlerowskim zbrodniarzom, zadając im tytułowe pytanie).   Jako jeden z nielicznych przeżył zamrażanie Jerzy Skrzypek i w sali projekcyjnej można wysłuchać jego relacji. Nie wiem tylko dlaczego wyłącznie w języku niemieckim. Mniej szczęścia mieli współwięźniowie, których przywiązywano do noszy i wynoszono w mroźne noce. Ponieważ ich krzyki mogły niepokoić mieszkańców miasta, wydano w końcu rozkaz o przeniesieniu badań do obozu w Auschwitz.
Ślady tych działań oprawców można oglądać na wystawie umieszczonej w dawnym budynku gospodarczym, znajdującym się tuż za bramą.
 Długo błąkałam się wśród eksponatów, zanim znalazłam polskie ślady. Niewiele ich, biorąc pod uwagę fakt, że w czasie wojny to Polacy stanowili najliczniejszą grupę więźniów. Trafili tu znani literaci, jak chociażby T.Borowski, G.Morcinek czy S.Grzesiuk. Nie przeżyło wielu z 43 wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tu prawdopodobnie zginął prezydent Stefan Starzyński. Śmiało można podsumować, że KZ Dachau to miejsce kaźni polskich elit. Przede wszystkim jednak pamięć należy się osobom duchownym. Przetrzymywano w tym miejscu i znęcano się z wyjątkowym okrucieństwem nad księżmi  różnych wyznań. Spośród 2770 księży 1780 było Polakami (zmarło 868)! Przeszli przez piekło chociażby ojciec M.Żelazek, kardynał A.Kozłowiecki, arcybiskupi K.Majdański i I.Jeż.
W tej szarej przestrzeni z daleka jaśnieje (jedyny!) wieniec z biało-czerwonych kwiatów złożony przez polskich harcerzy pamiętających swojego patrona - ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego. Stracił życie, dobrowolnie zamykając się w baraku z więźniami chorującymi na tyfus, opiekując się nimi i oddając im ostatnią posługę.




 Z rosnącym zdziwieniem szukam dalej polskich tropów. Na miejscu dawnego placu apelowego pomnik z tablicą i napisami Nigdy więcej!, a wśród nich polskiego brak.


W sali filmowej można zapoznać się z dokumentem w kilku językach, jednak znów bez polskiego.





W końcu jest! Kończy się teren udostępniony zwiedzającym i coś mnie tknęło, żeby okrążyć Kaplicę Śmiertelnego Lęku Chrystusa. Na tylnej ścianie niespodziewanie odkryłam tablicę z taką zawartością:
 Tu w Dachau co trzeci zamęczony był Polakiem. Co drugi z więzionych tu księży polskich złożył ofiarę z życia. Ich świętą pamięć czczą księża polscy i współwięźniowie.
 Chciałam zwrócić uwagę na dwa fakty z tym związane. Po pierwsze - jest to miejsce, do którego trafią nieliczni. Po drugie - kto upomina się o pamięć o zamęczonych Polakach? Gdzie nasi kolejni rządzący? Jak to się dzieje, że jesteśmy stale wypychani z kolejki ofiar? 
 Charakterystyczny dla tego miejsca międzynarodowy pomnik, wykonany przez Nandor Glid,  każe pamiętać. W Dzień Bożego Narodzenia roiło się od turystów. Zdziwił mnie zwłaszcza widok Japończyków, których przecież obóz nie zagarnął. A polskiej pamięci wciąż mało. W dobie poprawności politycznej to byli współwięźniowie starali się, by w latach sześćdziesiątych nie zniszczono krematoriów, by powstało miejsce pamięci. Dziś zrekonstruowano dwa baraki, a wzdłuż alei topolowej widać fundamenty stojących tu kiedyś baraków.
Złożeniem wiązanki nie są zainteresowane nasze władze, a ostatnia (choć pierwsza w historii wizyta premiera!) wizyta w tym miejscu  kanclerz Merkel też wywołała skrajne emocje u jej rodaków. Chyba byłoby najlepiej, gdybyśmy zapomnieli o byłym obozie. Właśnie w 2013 roku zmarł ostatni kapłan, który ocalał - Leon Stępniak.
Czy poniesiemy pamięć?








41 komentarzy:

  1. Z pamięcią o Dachau chyba nie jest tak źle bo obóz zwiedza znacznie więcej osób niż np. obóz na Majdanku czy w Sztutowie, nie mówiąc już np. o Treblince. Z tego co pamiętam można nawet wypożyczyć audioprzewodnik w języku polskim za parę groszy, film faktycznie mógłby być po polsku ale oprócz wersji niemieckiej jest też angielska i francuska tak że jakoś można dać radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Myślę, że pamięć umrze wraz z ostatnimi świadkami i członkami ich rodzin. Na książki nie liczę. Historyczne czytają nieliczni, a literatura? Akurat czytam w biografii Arno, jak kajał się Borowski: " Nie umiałem klasowo podzielić obozu, przeżywając, w gruncie rzeczy, nie wiedziałem, co przeżywam. Zabawiłem się w ciasny empiryzm, behawioryzm i jak to się tam nazywa. Miałem ambicje pokazania prawdy, a skończyłem na obiektywnym przymierzu z ideologią faszystowską". Jeśli oni tak mówią...
      Audioprzewodniki są po 3,5 euro. Do obozów na terenie Polski przyjadą chociaż wycieczki, a tam dojadą takie niedobitki jak ja. Dalej trwam w przekonaniu, że proporcje liczby polskich więźniów i ich upamiętnienie są zachwiane.

      Usuń
    2. Pewnie tak, każda pamięć blednie - kto dziś przeżywa powstanie styczniowe czy pamięć poległych w I wojnie. Naturalna kolej rzeczy. Ważne że Niemcy, tę pamięć pielęgnują. Pamiętałem, że te audioprzewodniki są tanie bo za te pieniądze, chyba nawet paczki papierosów nie można kupić.

      Usuń
    3. ~ Zgadza się, paczka papierosów kosztuje piątaka;) Co do pamięci o minionym to właśnie na blogu "Notes czytelniczy" startuje wyzwanie - Projekt "Rok 1914 - czas Wielkiej Wojny". Czyli nie wszystko zapominamy.

      Usuń
    4. Myślałem, że masz na myśli osobistą pamięć a nie pamięć w ogóle, bo ta druga wiadomo, że nie wygaśnie bo przecież na niej opiera się nauka historii :-) Wyzwaniu życzę jak najlepiej bo akurat lubię literaturę poświęconą tamtemu okresowi ale los podobnego wezwania - "Polski listopad" jest pouczający.

      Usuń
    5. ~ Masz rację, bo myślę o obu rodzajach. Ta osobista wygaśnie wraz z ostatnimi świadkami, a pamięcią miejsca nie są zainteresowane obie strony, czyli Niemcy i Polacy. To wyłącznie determinacja byłych więźniów doprowadziła do powstania muzeum. Mieszkańcy Dachau stylizowali wizerunek miasta artystów, a historię chcieli wymazać. Może to naturalna obrona przed wspomnieniami. Starówka jest oddalona od kacetu ledwie o 3 km. Domy dotykają dachami drutów... Nie czują złej aury? Nie słyszą głosów? Widocznie nie.

      Usuń
    6. Nie wiem skąd u Ciebie to przekonanie o braku zainteresowania pamięcią miejsca - przecież tam naprawdę przyjeżdża dużo ludzi. Może akurat w dzień, w którym byłaś było ich mniej. Mieszkańców dzisiejszego Dachau bym nie demonizował bo to samo można by powiedzieć o mieszkańcach Oświęcimia, Sztutowa, Sobiboru, Treblinki etc. Ważne, że muzeum istnieje i pamięć o nim jest tam pielęgnowana a ludzie zachęcani do odwiedzania, bo jeśli dobrze pamiętam samo zwiedzanie jest bezpłatne.

      Usuń
    7. ~ Przyjeżdżają, owszem, tylko rzadko Polacy (może tu chociaż w części tkwi tajemnica braku polskich napisów itp.). Najwięcej samochodów z niemieckimi rejestracjami i wycieczek z Izraela. To oni czczą pamięć zgładzonych. Chyba całkiem prywatnie, skoro wspomniana wizyta Angeli Merkel odbiła się takim echem, a była to pierwsza i jedyna wizyta tej rangi; zresztą zarzucono pani kanclerz, że był to chwyt wyborczy. Naszych głów państwa tam nie pamiętam. Jan Paweł II wyniósł na ołtarze kilku duchownych-męczenników i to chyba wszystko.
      Z pewnością trudno się mieszka w takim miejscu. Wspomniany Kąkolewski nawiązuje do tego problemu w "Węzłach wojny" i dziwnie czytało mi się o sianokosach w Brzezince. Dla mnie Dachau na zawsze zostanie miastem, w którym urodziła się wnusia. To musi pogodzić te równoległe światy - przeszły, teraźniejszy i przyszły.
      Wstęp do muzeum jest bezpłatny, parking trzy euro. Czy to zachęci nas do wycieczki? Nie sądzę.

      Usuń
    8. Książkowcu, jeśli, tak jak pisałem, nie tłoczymy się by zwiedzać obozy, które są na terenie Polski to co dopiero mówić o wyjeździe gdzieś aż pod Monachium. Z Polski pewnie przyjeżdżają głównie rodziny tych, którzy tam zginęli albo byli więzieni, a że tych coraz mniej, to nie ma się co dziwić że praktyczni Niemcy doszli do wniosku, że nie ma co szaleć z polskimi napisami. Nie sądzę by cokolwiek nas zachęciło do takiej wycieczki - na szczęście innych tak.

      Usuń
    9. ~ Będąc na wycieczce, lepiej zwiedzać bawarskie zamki. Tylko takie osobniki jak ja wściubią nos tu i tam. W Niemczech też coraz więcej polskiej siły roboczej, to i może kiedyś zainteresują ich polskie tropy.

      Usuń
  2. Dziękuję za ten wpis, masz rację - Pamięć należy nieść dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Boli, ale trzeba. Wiedziałam, że tam muszę być.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Ja nie mogę oglądać filmów czy czytać książek o okrucieństwach wyssanych z palca. Natomiast historię przyjmuję z jej wszystkimi okrucieństwami. Wręcz czuję wewnętrzny nakaz, żeby tam być, bo chcą tego ci, którzy już nie mogą krzyczeć. Pogrzebać ich po raz drugi - zaniechać głoszenia prawdy - nie możemy. Tak jak pisał Herbert, że "musimy zatem wiedzieć/ policzyć dokładnie/ zawołać po imieniu..."
      Czuję aurę takich miejsc i wyszłam straszliwie poważnie na zdjęciach. Co do nazistów, to masz rację, bo czytając o kacecie co chwilę potykałam się o tych "nie-wiadomo-kogo", co to chyba po niemiecku mówią, ale to wcale nie jest pewne. Wiesz, że próbuje się nas obciążać krwią esesmanów? Bo egzekucje prowadzili Amerykanie, ale część załogi obozu zginęła w wyniku samosądów, a skoro w obozie przeważali Polacy...
      Wszystko to już było, dlatego trzeba gromadzić ważne książki, wspomnienia, zdjęcia...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. ~ Kilku oficerów było sądzonych w Norymberdze, ale co to był za proces, w którym kaci sądzili katów!
      Przypomniały mi się też publiczne egzekucje oprawców w Stutthofie. Dlaczego tak mało się o tym pisze?
      A proces zamiany ról katów i ofiar trwa już ładnych parę lat. Jeśli będziemy bierni, to finał może być tragiczny. Gdy na ostatnim spotkaniu autorskim prof. Zybertowicz powiedział, że mamy taką władzę, na jaką zasłużyliśmy, to zjeżyłam się. Jednak powolutku przyznaję mu rację, bo ktoś przecież wybrał tych a nie innych ludzi, którzy teraz lekceważą nas i nasze sprawy, nie upominają się o prawdę, przepraszają za winy niepopełnione, używają nowomowy... Przecież to wszystko wiesz:)

      Usuń
  4. Nie wiem, czy na temat, czy troszkę obok. Ale ten brak polskich napisów, tłumaczeń rzeczywiście bywa irytujący. Właściwie tylko w Londynie spotkałam całą masę mapek, informacji w odwiedzanych miejscach, audioprzewodników, a nawet książek w języku polskim. W Holandii przepraszająco kiwano głowami- nie, w tym języku nie mamy. Podobnie we Francji, czy Włoszech (choć w Rzymie zostały jeszcze jakieś pozostałości z czasów naszego papieża. Dachau podobnie, jak i inne obozy zagłady - obawiam się że nie dam rady (psychicznie) odwiedzić. Natomiast w II dzień świąt odwiedziłam Dom nazwany dziś Domem Anny Frank i też ze zdziwieniem zobaczyłam, iż w taki dzień tyle osób chciało oddać hołd tej żydowskiej dziewczynce i jej krewnym. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Londyn jest świetny, skoro nawet ja sobie poradziłam. Masz rację z brakami tłumaczeń i to nie trzeba daleko szukać, bo nawet w sąsiedniej Słowacji nie uświadczy audioprzewodników po polsku, choć nas tam pełno. Czasem zastanawiam się, czy nie zależy to od sympatii, jaką darzą nas odwiedzane narody;)
      Dziennik Anny Frank podczytywałam. Żydzi świetnie troszczą się o zachowanie wszystkich wymiarów pamięci o tym, co ich dotknęło. Tego powinniśmy się od nich uczyć. W Dachau też było sporo osób z Izraela, choć Niemców najwięcej.

      Usuń
  5. Po zwiedzeniu Auschwitz długo dochodziłam do siebie. Do tego przejmująco opowiadająca przewodniczka, której twarz pamiętam do dziś.
    Zapamiętałam wagon kolejowy stojący w Birkenau, a na nim mnóstwo małych kamieni wciśniętych w różne miejsca. To podobno obyczaj żydowski. Żydzi nie składają kwiatów, bo są nietrwałe, szybko więdną, układają kamienie, bo te są wieczne.

    Takie wizyty pozostają już w pamięci i sercu na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Ten obóz jest bardzo oszczędny, jeśli chodzi o środki ekspresji. Za szybą taczka, kozioł do bicia, zestaw naczyń... Większość ekspozycji to plansze ze zdjęciami. Prycze nowiutkie, bez zapachu, jaki pamiętam chociażby z Majdanka. Jednak wrażenie pozostaje chyba najbardziej pod wpływem aury, o której wspomina Maria. Zostały mi w pamięci też wiersze, których kopie były dostępne w segregatorze (w końcu też po polsku). Przejmujące.
      O kamykach na żydowskich miejscach wiem, odkąd próbowałam zostawić krzyżyk na przypadkowo odkrytej leśnej mogile. Nie wyobrażałem sobie, że zbiorowy grób jest bez krzyża. No nie zawsze byłam taka mądra jak teraz;)

      Usuń
  6. Ogrom smutku czuję po przeczytaniu Twojego posta. Historię obozów koncentracyjnych poznałam mnóstwo lat temu, bo i wiekowa już jestem, a w Oświęcimiu zginęły nawet dwie osoby z pośród moich krewnych, matka i córka, ale zawsze z tym samym smutkiem czytam o tym co kryło się pod nazwą obóz pracy.
    Smutne jest również to o czym piszesz, to że polskie ofiary wypierane są z pamięci. Kto za tym stoi? Czy my się kiedykolwiek tego dowiemy.
    Dzisiaj żegnano Kilara. Nie widziałam jakiś wielkich tłumów oficjalnych.Chyba dlatego, że nie był lewakiem. Gdyby nim był, byłby i może prezydent a nie wysyłałby swojej małżonki.
    Przecież odszedł wielki człowiek, piękny człowiek, ale niestety nie popraw3ny politycznie, gdyż odważnie wyznawał swa wiarę nie tylko w swej muzyce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Ja jeszcze dosmuciłam się obejrzeniem filmików na YT. Był czas w PRL-u, że czytałam nałogowo wszystkie książki lagrowe (bo o łagrach jeszcze wtedy nie było). Dlatego dziś trudno mi wybaczyć Grzesiukowi czy Borowskiemu, że doświadczyli takiej skali zła, okrucieństwa, a nie wystrzegli się -izmów.
      Bardzo cenię muzykę filmową Kilara i Kazaneckiego. Te płyty są u mnie wciąż gorące. Odchodzą wszyscy, którzy ze mną byli w młodości... Po tym podobno poznaje się starość:(

      Usuń
    2. Jaka starość. O czym Ty piszesz.
      Przecież Wojciech Kilar był tylko dwa lata młodszy od mojej mamy. To on osiągnął piękny wiek. Mojej mamie niestety się nie udało.

      Usuń
    3. ~ Nie przeczuwam, żebym dożyła tych lat. Wciąż się spieszę, dlatego tak zachłannie łapię życie. Obym zdążyła skonsumować moją biblioteczkę;)

      Usuń
    4. Też mam takie obawy, a znów ja powiększyłam.

      Usuń
    5. ~ Przynajmniej dzieciom zostawię dobre książki w spadku. I tak jest nieźle, bo podsumowałam książkowe zakupy i wyszło prawie o sto mniej niż w latach ubiegłych. Za to jakie! Sama prawda i tylko prawda. Wartość dokumentacyjna.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. ~ U mnie odwrotne proporcje zakupowo-czytelnicze. W tym roku rozgościły się na półkach 182 książki, a że czasu na czytanie niewiele, w większości czekają razem ze mną na emeryturę. Za to jestem dumna, że ograniczyłam kupno pod wpływem impulsu blogerów. Mam ochotę zrobić zdjęcia półek, gdzie stoją pozycje najwyżej ocenione przez blogujących, a ja nie mam na nie już ochoty. Wędrują po rodzinie i wśród znajomych. Nowe zakupy są przemyślane, wyważone i wartościowe. W ubiegłych latach nabywałam około 300 książek na rok. Zatem powód do radości jest. Może to dużo, ale na bibliotekę nie mogę liczyć. Kiedyś była skomunizowana, a teraz też i na dodatek biedna - zero zakupów w ciągu roku! Moje kochane dzieci zaczynają spory o spadek. Nikt nie chce mieszkania, tylko biblioteczkę. Cieszyć się czy płakać? Raczej nastrajam się optymistycznie;)

      Usuń
    8. Powinno Cię cieszyć, że chcą bibliotekę Takiej biblioteki kto by nie chciał posiadać jeżeli tylko chce czytać zdobywać dobrą wiedzę.

      Pokaż kiedyś całą bibliotekę.

      Usuń
    9. ~ Myślę nad powodami do zmartwienia, bo dzielą skórę na niedźwiedziu;)
      A moja biblioteczka? Pomijam, że wielu poważnych blogerów potępia w czambuł wszelkie stosiki i ekshibicjonizm książkowy, bo winniśmy jedynie czytać i pięknie, poprawnie pisać pod ich dyktando. Moje regały? Jednak dużo tego i trzeba by z jakimś omówieniem. Bo np. ktoś zobaczy Szymborską, Torańską czy Kapuścińskiego i jeszcze pomyśli, że ich cenię albo lubię. Kiedyś Iwaszkiewicz powiedział: pokaż mi swoją bibliotekę, a powiem ci, kim jesteś. A ja czytam kolorowo! Staram się nie krytykować przed przeczytaniem, stąd różni autorzy obok siebie. Są też książki, których autorów stać na wiele, ale stoją po niewłaściwej stronie, jednak korzystam z ich mrówczej pracy (Bikont, Szczęsna, Arno, Urbanek...).
      Może kiedyś zaplączę się w jakiś łańcuszek i dane mi będzie "się obnażyć", wtedy...;)

      Usuń
    10. W takim razie będę cierpliwie czekać.
      Fajnie określiłaś swoje czytanie jako "kolorowe".
      Moje również jest takie, tyle że o wiele lżejsze gatunkowo.

      Usuń
  7. Dobrze, że przybliżasz to miejsce straszliwe. Ku pamięci. Nie wiem, czy byłabym w stanie zwiedzić je... Obozu w Oświęcimiu nie widziałam jeszcze właśnie dlatego, że się boję, iż nie udźwignęłabym całej symboliki z nim związanej. Wszelkie książki o okrucieństwach Niemców i Sowietów długo przeżywam, a gdybym zobaczyły miejsca masowej zagłady naocznie, to chyba musiałabym odchorowywać.

    Boli mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urwało mi, więc dokończę osobno.
      Boli mnie fakt fałszowania przez Niemców historii poprzez nagminne nazywanie obozów masowej zagłady, które stworzyli, polskimi. Śledzę te sprawy, niedawno zresztą znów jakieś niemieckie pismo zastosowało ten perfidny chwyt. Trzeba więc popierać wysiłki fundacji śledzącej owe przekłamania. Pilnujmy Polski!

      Usuń
    2. ~ Dałabyś radę, jestem pewna. Czytasz książki mocniej wyrażające okrucieństwo niż w tym miejscu.
      Co do przekłamań, to święta prawda. Ileż razy słyszę o nazistach, którzy czynili zło nie tylko Żydom, Polakom, ale też biednym Niemcom! Ta poprawność polityczna była widoczna i w Dachau. Olbrzymia część ekspozycji to informacje o dochodzeniu do władzy Hitlera i walka z opozycją. Ofiary jakoś tak zostały w tle... I tak nie żałuję nawet minuty z pobytu tam.

      Usuń
  8. Nie byłam tam, widziałam kilka razy Majdanek - niemiecki obóz koncentracyjny w Lublinie. Byłam raz nawet na Drodze Krzyżowej. Za każdym razem było to mocne i niezwykłe przeżycie. Trzeba pamiętać. Na pewno zaprowadzę tam moje dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dzisiaj raczej unika się zaprowadzania dzieci tam, gdzie ludzi czekały cierpienie i kaźń, ale ja sama odwiedziłam Majdanek w dzieciństwie i wspomnienia zostały. Miejsce pamięci w Dachau wydaje się dziś sterylne w porównaniu z obozami w Polsce, jednak słyszałam ich głosy. Musiałam...

      Usuń
    2. Dzisiaj to w ogóle robi się wiele rzeczy na opak niestety. Byłam tam po raz pierwszy w podstawówce i nie miałam żadnej traumy, uważam to za ważne przeżycie, smutne oczywiście, ale dające do myślenia. Teraz jak zwiedza się Majdanek, to nie ma już tylu otwartych dla zwiedzających baraków. Kiedyś było więcej, ale w ramach współpracy polsko-niemieckiej pozamykano...

      Usuń
    3. ~ Dzisiaj dzieci są lepiej przygotowane do odbioru tego, co może być drastyczne, bo znieczuliła ich telewizja i gry komputerowe. Trochę prawdy nie zaszkodzi. U nas króluje poprawność w pokazywaniu polsko-niemieckich relacji, a wyobraź sobie, co dopiero musi być w takim miejscu jak Dachau! Ile "nazizmów" tam musiałam przeczytać, przejść, zanim znalazłam coś wartego sfotografowania.

      Usuń
    4. Niestety u syna w szkole nawet propozycja by odwiedzili Pawiak została odrzucona byłam zresztą pomysłodawczynią i jeden Pan tylko kiwnął głową z aprobatą. Większość stwierdziła że dzieci są zbyt delikatne by to oglądać i wygrało oglądanie Zamku z ulicy !!!
      Co do napisów uważam że powinny być również polskie i o to powinno się państwo nasze upomnieć.

      Usuń
    5. ~ Niezmiennie dziwię się Warszawie. Mieszkam praktycznie w lesie i jedynie internet zapewnia mi dopływ świeżego powietrza. Skąd taki brak świadomości? Skąd taka a nie inna pani prezydent na stolcu? Sama jestem nauczycielką, ale poglądy pani od wycieczki jakoś dziwnie są mi znajome:(
      Nasze państwo na wszystko odpowiada: Jawohl!

      Usuń

Komentarze mile widziane.