DOM Z PAPIERU



sobota, 31 grudnia 2011

Wczoraj, dziś i jutro

Tak sobie siedzę i myślę. Podsumować, ale co? W życiu zawodowym i osobistym - mała stabilizacja. W czytelniczym - rewolucja. Bo od bloga wszystko się zaczęło. Podglądałam Was od lat i nagle decyzja, że ja też tak chcę! Stało się. W lutym minie rocznica od początku istnienia mojego "papierowego domu". Tak dla równowagi zamieszczam czwartą fotkę, która sklejona z panoramicznym zdjęciem z czołówki da wyobrażenie o moim książkowym zakątku. Wiele się nie zmieniło, jedynie zapełniły się półki. Od dwóch lat zapisuję tytuły, które się rozsiadają w biblioteczce. Chciałam odeprzeć zarzuty rodziny, że tylko książki... No i wyszło szydło z worka. W roku 2011 wprowadziło się do mnie 306 książek! Chyba sporo, jeśli wziąć pod uwagę, że nie podjęłam współpracy recenzenckiej i wszystkie są "zdobyte"  własnym sumptem ( kilka prezentów, reszta kupione tu i ówdzie, głównie przez allegro i empik). Nie martwię się nadmiarem i nieprzeczytaniem większości, bo do emerytury mam bliżej niż ktokolwiek z Was, a naliczenia ZUS są żałosne. Oby na chleb starczyło, ale czytać będę miała co! Zresztą moje powiedzenie to "dzieci i książek nigdy za dużo". Czekają m.in.: S.Marai, S.Oksanen, J.Dehnel, A.Kościów, M.Łozińska, M.Szabo, K.Mansfield, F.Goetel, A.F.Ossendowski, T.Terzani... i mnóstwo dzienników/biografii/reportaży (rozpoznajecie swoje wpływy?). Tylko czasu sobie życzyć.
Ponieważ to blog głównie książkowy, przy tym temacie zostańmy. Bardzo lubię dzisiejsze spacery po blogosferze i podsumowania czytelnicze. Skusiłam się na swoje.

Moja najlepsza tegoroczna dziesiątka:

1. D.Setterfield Trzynasta opowieść
2. M.A.Shaffer, A.Barrows Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek
3. W.Łysiak Empireum
4. D.de Vigan Ukryte godziny
5. B.Urbankowski Czerwona msza
6. S.Rawicz Długi marsz
7. A.Bennett Czytelniczka znakomita
8. T.Oleś-Owczarkowa Rauska
9. Z.Miłoszewski Ziarno prawdy
10. M.J.Chodakiewicz (red.) Złote serca czy złote żniwa

Rozczarowania roku:

1. J.Bator Piaskowa Góra
2. E.Gilbert Jedz, módl się, kochaj
3. J.Wiśniewski Bikini
4. P.Simons Jeździec Miedziany
5. A.Patchett Belcanto
6. M.Atwood Rok Potopu
7. P.Evans Stokrotki w śniegu
8. E.Szałek Sen Zielonych Powiek
9. J. Picoult Bez mojej zgody (i reszta)
10. D. Lessing Piąte dziecko

Mam nadzieję, że te najlepsze są jeszcze przede mną. Pomożecie?

Wszystkim Gościom "papierowego domu" składam życzenia - niech będą udane Wasze podróże po lekturze w 2012 roku:)

69 komentarzy:

  1. Wielu interesujących podróży po świecie oraz tych bliższych, z książką. Szczęśliwego kolejnego roku:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Imponująca liczba książkowych zdobyczy ( zazdroszczę ). Też życzę pasjonujących literackich podróży - dzięki książkom możemy udać się w najdalsze zakątki świata ( a nawet podróżować w czasie ) i poznajemy ludzi, których inaczej nie moglibyśmy spotkać, jak tylko za pośrednictwem literatury. Co do dużej liczby książek, będących tzw. literaturą faktu - wcale się nie dziwię - moim ulubionym gatunkiem stał się reportaż. Jeszcze raz pozdrawiam ( drugi raz dzisiaj, ale pozdrowień i życzeń nigdy dość ).

    OdpowiedzUsuń
  3. wszystkiego dobrego:) Lubie tu bywać:)pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. ~ Nutto, kocham jedno i drugie, zatem niech się spełnia, kiedy pełnia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Porządek na biurku masz wręcz nieprzyzwoity, to niemoralne i powinno być zakazane:) Ale w zapasach zauważyłem Magdę Szabo i Katherine Mansfield i poniekąd się poczuwam do wpływu:) Teraz mogę mieć tylko nadzieję, że nie poczujesz się rozczarowana. Najlepsze życzenia noworoczne:D

    OdpowiedzUsuń
  6. ~ Ronjo, nabytki to konieczność, gdy mieszka się w puszczy. Ale konieczność kochana i pieszczona. Też piękne życzenia z toastem na ten nowy rok ślę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. ~ Montgomerry, drzwi papierowego domu zawsze szeroko otwarte, a dziś z lampką szampana witam i pomyślności życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. ~ Zacofany, to dobrze, że poczuwasz się do sprawstwa, bo tak jest. Nie mam czasu na czytanie byle czego, więc podpatruję najlepszych. Wśród tegorocznych rozczarowań Twoich lektur chyba nie ma. Przyjmij życzenia kolorowego roku, a i rozkoszy czytelniczych niech nie braknie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książkowcu - wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, wielu ciekawych lektur - liczę na kolejne interesujące dyskusje! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z porażek to ja nawet nic nie znam, trochę mnie dziwi obecność Atwood, którą dość lubię, ale może akurat trafiła jej się gorsza książka.

    OdpowiedzUsuń
  11. ~ Manio czytania, cieszę się na te dyskusje, bo dobra książka nie zostawia obojętnym. A jak jeszcze ktoś po takiej "kłótni" chce przeczytać i sam się przekonać, to czego chcieć więcej? Wielu wspaniałych lektur życzę i na zdrowie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. ~ Zacofany, o Atwood czytałam dużo dobrego (że nawet Nobel jej się należy) i zawód tym większy. W moim raptularzu wysłałam ją do szkolnej ławy, żeby uczyła się pisać. Język niestrawny. Może kiedyś wróci dyskusja o niej.
    A co do porządku, to bronię tego skrawka terytorium jak lwica, więc nic dziwnego. Tylko kocisko ma szczególne względy. Trudno nie ulec takiemu mruczeniu:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Musiałaś mieć pecha, początkującym rekomenduję Penelopiadę, to mało typowa Atwood, ale zabawna i dość odkrywcza fabularnie:)

    OdpowiedzUsuń
  14. ~ Zacofany, czułam się jak dyslektyk podczas czytania. Okropne doświadczenie. W końcu fabuła przestała mnie zajmować i koniec świata się oddalał, a ja brnęłam, brnęłam... Brrr... Lepszych lektur sobie i Tobie w przyszłości życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hm, to chyba aż normalnie tego poszukam, bo mnie zaintrygowałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  16. ~ Aż się zaśmiałam, bo jest tak, jak Manii czytania wyżej napisałam, że najlepiej rozstrzygnąć kontrowersje samemu. Fajerwerki spać nie dają. Ładnie zaczynam Nowy Rok przed klawiaturą. Ale ktoś zwierzaków musi pilnować. Do spotkania na gali u Lirael:)

    OdpowiedzUsuń
  17. A mój smoking w pralni:( Do zobaczenia:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Co z tego, że u mnie pełna szafa, jak i tak nie mam co na siebie włożyć. Pójdę incognito.
    W każdym razie gala wieczorem, to przynajmniej zdążymy się wyspać.:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Myślałam, że kupuję sporo książek, ale myliłam się, tam dwieście tu trzysta. Dotychczas kupowałam, by czytać, ale w wieku już jestem takim, że należałoby zacząć gromadzić na emeryturkę. Dobrego, nowego roku życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. ~ Gosiu, a ja myślałam odwrotnie, że mało kupuję. Dopiero podsumowanie sprawiło, że pióro w ręce mi zadrżało. Ale grzechów nie żałuję i nie obiecuję poprawy. Na zdrowie, za ten Nowy Rok:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Podsumowanie miłe i pozytywne. Ubóstwiam czytać podsumowania!! Wszystkiego naj w nowym roku ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. ~ Avo_lusion, dziękuję.:) Też czekam na podsumowania i biegam po blogach, a potem szukam.
    Ba, już zamówiłam małe "conieco" na dobry początek. Serdeczności noworoczne:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dla mnie również, jeśli chodzi o życie czytelnicze to była - rewolucja :)I życzę Ci z całego serca również bardzo udanych podróży po literaturze :)

    OdpowiedzUsuń
  24. ~ Bibliofilko, blog uregulował mi nurt czytelniczej rzeki. No i dopinguje. Nawet nie myślałam, że będzie tak ważny. Książkowych odkryć do podzielenia się z nami życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ponad 300, czyli prawie jedna nowa książka DZIENNIE?
    Bardzo ciekawe zestawienie najlepszych (i najgorszych też). Mam w planach (choć jeszcze nie na półce) Urbankowskiego, zetknęłam się z nim w drobniejszych formach i wiem, że to dobre pióro.
    Co do Atwood- może to była kwestia tlumaczenia?
    Próbowałam ją czytać po angielsku, i używa dość wyrafinowanego języka....
    Najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
  26. ~ Izuś, miłe słowa:)
    Jedna nowa dziennie? Nie tak bardzo, bo dużo nowych/starych. Zdarzały się i zakupy za złotówkę, jak np. ostatnio wspomnienia Iwaszkiewiczowej.
    "Czerwona msza albo uśmiech Stalina" to prawie biblia dla mnie. Tu nie recenzowałam, bo to poza zainteresowaniami prawie wszystkich. Kogo dziś obchodzi współpraca pisarzy z systemem w PRL? A może jednak się zdecyduję, co tam.
    Atwood - tak nafaszerowana neologizmami, że czytać się nie da. Żeby to klasa i twórczość jak u Leśmiana chociażby, ale to zrosty, zlepki, przypadkowe składanki...- dla mnie papka niestrawna.
    Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ekhm, ekhm, mnie obchodzi. Ta współpraca rzecz jasna :, więc napisz, napisz. A przy okazji polecam "Teorię zbrodni uprawnionej" Marka Gaszyńskiego, tam nawet jest taki ciekawy wykład o takich pisarzach.

    OdpowiedzUsuń
  28. ~ Manio czytania, tak się cieszę ogromnie! Bo myślałam, że ja jakiś dinozaur z historycznym garbem jestem. No to jesteś Ty, Iza też przeczyta, może odezwie się właściciel Fotela przy kominku (historyk, człek zdroworozsądkowy), to już obiecuję poświęcić parę godzin dla tak zacnego gremium. A sprawa wielkiej wagi. Postaram się jeszcze w styczniu. Sto uśmiechów ślę:)))

    OdpowiedzUsuń
  29. ~ A, jeszcze cd. - Gaszyńskiego nie znałam, więc chętnie zanurkuję w poszukiwaniach.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ten wykład u Gaszyńskiego to jak dla mnie jeden z mocniejszych punktów książki. taka perfidna szczepionka na ewentualne pozytywne wpływy, którym ewentualnie mogłaby ulec młodzież...

    OdpowiedzUsuń
  31. Urbankowskiego chętnie przeczytam, szczególnie że on chyba sam taki stalinowsko święty nie był:P A potem sobie pojeździł po kolegach, ale może się mylę:)

    OdpowiedzUsuń
  32. ~ Izo, za Gaszyńskim będę patrzeć.
    ~ Zacofany, ja tylko żałuję, że mam jednotomowe wcześniejsze wydanie. Co do zanurzenia się w -izmach, to najważniejsze jest, żeby głośno powiedział, przyznał się, a nawet przeprosił. Wolę rude lisy niż farbowane. Nie wiem, jak z Urbankowskim, ale brakuje mi tego u wielu współczesnych pisarzy (ba, nawet noblistów, których z tego powodu skrzętnie omijam w postach, ale chyba trzeba się kiedyś zmierzyć).

    OdpowiedzUsuń
  33. Otóż to, ujęłaś właśnie sedno sprawy. Różne przecież były przyczyny, dla których ludzie podejmowali współpracę, tudzież "zachwycali" się danym systemem. Ale chodzi o ta podstawową odwagę obywatelską, żeby się potem do tego przyznać.

    OdpowiedzUsuń
  34. ~ Manio czytania, melduję, że "Teoria zbrodni..." zakupiona. Jaki piękny ten świat! Siedzi sobie człowiek w fotelu, mądrzy ludzie podpowiadają mądre książki, a ty klikasz i masz.
    Polacy to ciekawy naród, wybaczy wiele, ale prawdy żąda. I tyle. Tak trzymać!:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Bennet i Shaffer & Barrows - popieram, podobały mi się, takie typowo książkowe pozycje, żeby nie powiedzieć "książkowcowe" ;)
    Zaniepokojona jestem, że "Jeździec miedziany". tak nisko, bo mam na półce i już łapki zacieram. A Bator w planach. No nic, zobaczy się.

    Biureczko cudo, ach i och, zazdroszczę niezawistnie.

    OdpowiedzUsuń
  36. No to książek sporo przygarnęłaś w tym roku, zazdroszczę ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.Jak Agnes napisała biurko też mnie urzekło. Cieszę się,że zostałaś i już niedługo rocznica. W 2012 roku życzę tego co tylko Ci się wymarzy :).

    OdpowiedzUsuń
  37. zwl
    Urbankowski na stalinizm się już chyba nie załapał, nie ten rocznik:). Ale chętnie się dowiem na czym polegały uwikłania Urbankowskiego przed lekturą:). Jak masz coś konkretnego to wrzucaj.

    OdpowiedzUsuń
  38. Uj, to skrzywdziłem pomówieniem niewinnego:) Przepraszam. Muszę teraz dociec, skąd mi się ta insynuacja wzięła, trochę się domyślam, ale w domu sprawdzę konkretnie.

    OdpowiedzUsuń
  39. ~ Agnes, książki z książkami w roli głównej są na pozycjach uprzywilejowanych i u mnie mają przeważnie 6/6.
    W "Jeźdźcu..." był dobry pomysł, czas, miejsce, ale zawiodła chyba narracja - język byle jaki, schematyczne postacie, wkurzający, niezrozumiale dla mnie postępujący bohaterowie. Brrr...
    O książce Bator mogłabym długo. Też recenzja w raptularzu, czyli bałam się stawania oko w oko z fankami. Wałbrzych to moja mała ojczyzna, rodzina robotniczo-chłopska jak moja, ale dlaczego taka odrażająca i głupia? Oj, nie widziała autorka w bohaterach wartościowych, myślących i czujących ludzi. Na "Chmurdalię już się nie skusiłam. Smutny PRL.
    Biureczko i fotel to mój ukochany azyl:)

    OdpowiedzUsuń
  40. ~ Agnieszko, jak miło Cię widzieć:)
    Kocham, co stare, stąd i biurko, i fotelik... Tu siedzę teraz i uśmiechy ślę! Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  41. ~ Izuś, Zwl, jak dobrze, że Urbankowski niefarbowany. Zaciekle będę czytać i uszczegóławiać sobie fakty.:)

    OdpowiedzUsuń
  42. Patrzę na rozczarowania i cieszę się jak głupia. Oj, mamy podobnie, szczególnie rozbawiła mnie Picoult "Bez mojej zgody" i reszta :D:D:D Coś z tej reszty zaczęłam, ale skończyłam po kilku stronach i postanowiłam: Nigdy więcej.
    Pozdrawiam
    A swoją drogą - ciekawam, ile książek przygarnęłam w tym roku. Może lepiej nie wiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  43. ~ Monotemo, jak miło!:) Aż się bałam, gdy wszyscy na "tak", a ja jakaś osobna, odwrotna... Właśnie na DKK był kolejna propozycja wymienionej autorki (nie rozsławiajmy jej) i wyszłam bez książki. Panie o mało co nie zamordowały mnie wzrokiem!:)
    Ale przygarnięte sierotki przeliczaj. Dziwię się, gdy ktoś się martwi nadmiarem na półkach. Ja to kocham! :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Bator jakoś nie ruszyłam, zawsze miałąm wrażenie, że to taka zadzierająca nosa pani z "Twojego stylu" i jakoś jeszcze nie przelamałam tego uprzedzenia.
    Co do Picoult- wchodzi jej nowa książka, gdy przeczytałam jej pełne streszczenie na angielskojęzycznej wikipedii ręce mi opadły do samej ziemi.
    link tutaj http://en.wikipedia.org/wiki/Sing_You_Home_%28novel%29
    Konkluzja (spoilery, bo i tak pewnei nei bedziesz czytać) jest taka, że cudownie jest mieć 2 (a w zasadzie 3 ) mamusie i jednego tatusia.....

    OdpowiedzUsuń
  45. ~ Izuś, no widzisz, a ja drżącą ręką wklepywałam "Piaskową Górę", bo kupiłam i czytałam po samych (!) dobrych recenzjach. Czyli znowu ja jedna jakaś nienormalna.
    A na DKK miałam wziąć "Linię życia". Właściwie mogłam się spodziewać, w jakim kierunku będzie zmierzać jej pisanina. To takie trendy dzisiaj - "znakomita, literacka marka, uczucia bliskie każdemu z nas, szczęśliwy, kto czyta..."- czytam na portalu. Żałosne. Wiesz, co jest w tym najgorsze? Że wszyscy z mojego otoczenia też tak mówią i patrzą na mnie jak na raroga. Ciekawe, kiedy się obudzą albo czy w ogóle...:(
    Dobrze, że jesteś:)))

    OdpowiedzUsuń
  46. Książkowcu- dzięki za miłe słowa:).

    Co do JP: może na początku to były powieści obyczajowe, ale ta ostatnia wygląda na czystą agitkę.
    "Linia życia" jest wczesna książką Picoult i przynajmniej na oko zapowiada się jako zupełnie "zwyczajny obyczaj". Ale moze i tak szkoda czasu...

    OdpowiedzUsuń
  47. Ponad 300 książek w rok, to ogromna liczba, ja kupiłam kilkadziesiąt, ale mojej liczbie daleko do Twoich zdobyczy. Masz rację, książek nigdy za dużo. Ja też nie rozumiem narzekań, że regały aż uginają się od nieprzeczytanych zdobyczy. Moje nieprzeczytane książki cieszą me oko i czasami sama zmuszam się, by odłożyć w czasie lekturę, by móc cieszyć serce nową zdobyczą :) Masz rację z pieniędzy na emeryturze będzie ciężej robić zakupy, ale Ty masz tyle woluminów, że możesz czuć się usatysfakcjonowana :) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  48. ~ Anetko, ja też kocham ten stan - półki pełne nieprzeczytanych książek! Marzenie. Uwielbiam ten błogostan, a raczej książkostan. Tragedia byłaby wtedy, gdybym nagle nie miała nic ciekawego do czytania. Żelazna zasada: dobre książki się nie starzeją. Więc skąd to larum na blogach, że nie mają ludzie czasu czytać? Zupełnie nie rozumiem. Dla mnie "najsmacznejsze" to te sprzed kilku/kilkudziesięciu lat. Nowości bywają kapryśne.
    Zresztą tę samą politykę uprawiam w przypadku innych zakupów. Ubrania kupuję wtedy, gdy mi się coś spodoba, a gdy nadchodzi okazja, to jest jak znalazł. Udanych łowów książkowych i serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  49. Ja też mam więcej niż jestem w stanie na bieżąco przeczytać, ale nie martwię się, bo na pewno kiedyś po nie sięgnę.
    A mnie się Bikini podobało, chociaż do Wiśniewskiego mam stosunek ambiwalentny i na pewno nie jestem fanką tej książki w sieci, jak jej tam.
    Pisz jak nadłużej, mam wielką przyjemność z odwiedzania cię.

    OdpowiedzUsuń
  50. ~ Kasiu, ja nie tylko się nie martwię nadmiarem nieprzeczytanych książek, ale to błogostan! I poczucie bezpieczeństwa.
    Wiśniewskiego "W sieci" - kiedyś mi się podobało. Szczególnie było dla mnie objawieniem, że facet tak może znać psychikę kobiety. Do "Bikini" podeszłam już od strony historycznej i daleko mi do podzielania wspólnego zdania z autorem. Zatem skrytykuję. Jest w kolejce do postu z serii: z raptularza. Miałam pisać w tym tygodniu o J.Picoult, ale jak zobaczyłam, że pojawiło się nawet wyzwanie z jej nazwiskiem, chyba odpuszczę, żeby nie rozsławiać.
    Dzięki za miłe słowa:)))
    Oglądałam w tym tygodniu program o Irlandii, mignęło nawet Twoje miasto/region (?) - baaaardzo mi się podoba krajobraz: fiordy, morze, kamienie, zieleń.... Może kiedyś zareklamujesz na blogu swoją nową "małą ojczyznę"? Z przyjemnością bym obejrzała.:)

    OdpowiedzUsuń
  51. Książkowcu - ja Cię ładnie proszę, ja już od dawna czekam na ten Twój wpis o Picoult. Myślę, że przyda się łyżka dziegciu ;)

    OdpowiedzUsuń
  52. ~ Manio czytania, rozdziobią mnie kruki i wrony...:)
    A do "Bikini" nic nie masz?

    OdpowiedzUsuń
  53. E tam ;) W razie czego kilka nas do obrony się znajdzie ;) A czekam, bo nic jej jeszcze nie czytałam, o kilku słyszałam, po paru Twoich komentarzach gdzieś tam, wstrzymałam się jeszcze bardziej, liczę więc bardzo na Twoje wrażenia i przemyślenia na jej temat.

    "Bikini" nie czytałam, ale bronić go raczej nie będę ;)))

    OdpowiedzUsuń
  54. ~ Manio..., niech się tak stanie.
    A "Bikini" nie czytaj; szkoda czasu.:)

    OdpowiedzUsuń
  55. Fajne masz biureczko, ja oczywiście wypatrzyłam tam piękną filiżankę, po prostu padłam na plecy z zachwytu.

    OdpowiedzUsuń
  56. A jeszcze do Bikini - ja po prostu nie jestem tak mądra historycznie i mi tam nie zgrzytało, bo moja niewiedza na to nie pozwoliła, haha.
    Mężczyzna, który TAK zna psychikę kobiety mi podpada :-)
    Picoult, chciałabym coś u ciebie o tym pcczytać, może wyjaśni się, dlaczego nie mogę się do niej zmusić.
    Niedobrze jest, kiedy tylko peany pieją. Też o łyżkę dziegciu poproszę

    OdpowiedzUsuń
  57. Kasiu, dzięki za pomoc w ustawieniach komentarzy.:)
    Nie będzie problemu z zamieszczeniem recenzji "Bikini", bo mam w raptularzu gotową. Tylko nie wszystko mogę przenieść żywcem, bo jest niecenzuralnie. Tak, potrafię, gdy się zdenerwuję. I to było moje ostatnie spotkanie z tym panem.:)

    OdpowiedzUsuń
  58. O Bikini też bym chciała, ale raczej miałam na myśli Picoult, bo to od niej mnie jakoś odrzuca,, mimo, że wszyscy szaleją. A może nie wszyscy właśnie?

    OdpowiedzUsuń
  59. Kasieńko, wyłączyłam moderowanie i dopiero teraz przyszły mi na pocztę mejle. Jak ja nie lubię zmian!
    Filiżanka kupiona na pchlim targu w zestawie 4 sztuk (komplet pewnie 6, a tu bez dwóch), ale z czajniczkiem i mlecznikiem. Nadruk, że porcelana angielska i bardzo też ją lubię.:)
    Dziś wpis, którego też się boję, czyli miało być o gejach, ale będzie tylko w teleekspresowym tempie, żeby mi blog nie zniknął.

    OdpowiedzUsuń
  60. Bogusiu - a dlaczego miałby ci zniknąć? Przecież nie nawołujesz do niecnych czytnów, a swoje zdanie, o ile merytorycznie uzasadnione, masz prawo mieć

    OdpowiedzUsuń
  61. Kasiu, to jest silna grupa walcząca o swoje prawa. Kto przeciw nim, to od razu ciemnogród, homofobia i jeszcze bezlik innych określeń. Myślę, że u nas mniej wolności słowa niż gdziekolwiek na świecie. Wyławiają słowa z sieci i atakują. Tak jak ostatnio zostałam zaatakowana za sprzeciw wobec in vitro. Zresztą - zabieram się za pisanie. Zobaczę.
    Ale cieszę się, że komentarze działają jak należy. Hurrrra!:)

    OdpowiedzUsuń
  62. Nie wiem, czy mamy takie same poglądy na temat, który chcesz poruszyć, ale otwarta jestem na dyskusję merytoryczną. Każdy ma prawo do swojego zdania. Jeśli mi ktoś mówi - nie bo nie, wtedy mnie krew zalewa.

    OdpowiedzUsuń
  63. Kasiu, napisałam. Niech się dzieje, co chce. Sumując - nie mam ochoty na czytanie zaprezentowanych scen, a jak komuś to odpowiada, to proszę bardzo. Oczywista oczywistość, chociaż - jak się pewnie okaże - nie dla wszystkich. Żałuję, że mnie nikt nie uprzedził o zawartości książek, bo bym ich nie kupiła. Tak samo, jak nie kupuję o wampirach, bo mnie to nie interesuje. Dlaczego nikt o tym nie napisał? Tego właśnie nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  64. Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek to książka, któej sie nei zapomina! Bardzo sie cieszę, że znalazłam kolejną jej entuzjastkę!
    Pozdrawiam,
    magda
    tajemnicezatoki.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  65. ~ Magdo, witaj w papierowym domu. Dotknęłaś dwóch moich ukochanych książek - dla dużych i małych. "Stowarzyszenie Literatury..." w moim raptularzu dostało maksymalną notę, chociaż niektórzy uznają ją za mało ambitną i zarzucają autorce brak sprawności we władaniu piórem. To nic. Czytało mi się wyśmienicie. A Wojtek Widłak to odkrycie w galimatiasie produkcji dla dzieci. Miło, że mnie znalazłaś w blogowym gąszczu. Cieplutko pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  66. Dziwię się że Urbankowskiego Pani lubi, a on przecież Żydów sprowadził nam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Urbankowski? W "Czerwonej mszy" ostro rozprawia się z bolszewicką zarazą i z Polakami, którzy poszli na współpracę. Jeśli dowiem się czegoś więcej, z pewnością napiszę. A jego książka o Herbercie ubogaciła mnie ponad miarę.
      Może jakieś źródło proszę? Chętnie poczytam.

      Usuń
    2. Ułć co ja napisałam ... To przez ten browarek który łyknęłam dla zabicia samotności. To Piłsudski sprowadził żydów rosyjskich. Ale ale. W mojej pomyłce jest źdźbło prawdy, bo Urbankowski widziałam to w tv chwali Piłsudskiego. Źródła nie podam bo ja czerpię wiedzę z takich źródeł, że ludzie starsi mówią a ja słucham. Stąd wiem.

      Usuń
    3. ~ No to się zgadza. Urbankowski cenił Piłsudskiego i przede mną lektura dwóch tomów. Liczę na nowe fakty, ale nie na to, że będę płonąć w podzięce. Od kilku lat zbieram się do napisania tego, co myślę o wodzu, ale dziś - gdy chwali go lewica i prawica - można zgłupieć. Zdarzyło się to nawet dwóm cenionym autorom - Urbankowskiemu i Łysiakowi - wydają się elokwentni, a tu biją czoła przed "Dyzmą". Po prostu faceci, dla których wódz znaczy więcej niż człowiek.
      Swoją drogą masz szczęście, że czerpiesz ze źródeł, jakimi są starsi w otoczeniu. Ja takiej możliwości nie mam, dlatego bloguję. Nikt obok mnie nie jest zainteresowany sprawami Polski i jej prawdziwą historią:(

      Usuń

Komentarze mile widziane.