DOM Z PAPIERU



piątek, 26 lipca 2013

Zabijanie prawdy o KL Warschau


OBŁĘD `44 czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując powstanie warszawskie. 
 Czym się różni amator od zawodowego historyka? Tym, że historyk kończy swoją pracę o 15 (def. Coryllusa).  Mam wejść w spór z Piotrem Zychowiczem? Nie czuję się na siłach, ale o emocjach powiem, owszem. Na wielu stronach pojawiła się zapowiedź książki, której tytuł mówi sam za siebie: Obłęd '44, czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując powstanie warszawskie. Jak to w zwyczaju, jeszcze zanim przemówi książka, autor udziela wywiadów. Czytam, że w czterdziestym czwartym powinniśmy byli pozostać bierni. Nasz los został wcześniej przypieczętowany, a skutkiem powstania było  doprowadzenie do ruiny miliona obywateli, zagłada elit; przy okazji to AK kolaborowała z Sowietami, a Bór-Komorowski był nieudolny... Dużo takich "odkryć" młodzieńca, który wcześniej też gdybał nad aktem Ribbentrop-Beck. Smutek bezbrzeżny mnie obejmuje, bo pozytywnie o książce piszą i Cenckiewicz, i Masłoń... Co ja w końcu będę czytać?
Jednak głównym tematem dzisiaj ma być Obóz Koncentracyjny w Warszawie. Ciekawa jestem, czy Zychowicz wspomina o nim w swojej pozycji? Czy odnosi się do planu Pabsta, który już przed wojną przewidywał zrównanie Warszawy z ziemią, zagładę jej mieszkańców i stworzenie nowego niemieckiego miasta Warschau? Powstanie Warszawskie przerwało ludobójczą działalność całego kompleksu Obozu Koncentracyjnego w Warszawie na pół roku przed wkroczeniem Armii Czerwonej do stolicy. Na tym również polegało jego historyczne znaczenie. Z tego punktu widzenia Powstanie Warszawskie było polskim aktem zorganizowanej samoobrony, koniecznej wobec planów ostatecznej zagłady miasta, co nobilituje je nie tylko w historii, ale także współcześnie (Maria Trzcińska).

Maria Trzcińska KL Warschau w świetle dokumentów

Książka arcyważna. Sędzia Maria Trzcińska w osamotnieniu prowadziła walkę o odsłonięcie prawdy o KL Warschau. Zgromadziła czterdzieści tomów dokumentów, które obalają tezy o "rzekomym" istnieniu obozu, o liczbie i narodowości zgładzonych. Rozbudzała pamięć o tragicznych losach warszawiaków poddawanych zaplanowanej, konsekwentnej eksterminacji. Warszawa ciągle krwawi. 

Garść faktów.
KL Warschau działał przez dwa lata: od października 1942 roku, tj. od głównej likwidacji getta, do sierpnia 1944 roku, czyli do Powstania Warszawskiego, które przerwało ludobójcze działanie obozu i zmusiło Niemców do ewakuacji obozowego kompleksu. Rozpoczęcie działalności wiąże się z rozkazem Himmlera z dnia 9 października 1942 r., a 16 lutego 1943 roku pada kolejny rozkaz, by zmniejszyć obszar Warszawy i jej mieszkańców o 500 tys.  W lagrach rozmieszczonych na obszarze trzech dzielnic Warszawy - na Kole, w okolicach Dworca PKP Warszawa Zachodnia oraz w byłym getcie - łącznie przez zagazowanie i rozstrzeliwanie Niemcy wymordowali ok. 200 tysięcy Polaków w ramach planu zagłady Stolicy oraz kilka tysięcy więźniów innych narodowości.  KL Warschau był obozem zagłady, bo realizował plan eksterminacji miasta w zakresie ludzkim i urbanistycznym; posiadał urządzenia masowej zagłady, tj. komory gazowe i krematoria; posiadał specjalne komanda do ich obsługi; mordy przeprowadzano w sposób masowy, według kontyngentu po ok. 400 Polaków na dobę.

Począwszy od łapanek i obław na mieście, poprzez "transporty niewiadome", egzekucje uliczne, rozstrzeliwania obozowe, zabijanie w komorach gazowych, spalanie zwłok w krematoriach, a kończąc na zacieraniu śladów tych zbrodni poprzez rozsiewanie prochów ofiar na rozległych gruntach podmiejskich, to były systemowe działania KL Warschau jako ośrodka planowej, zorganizowanej eksterminacji biologicznej miasta.(...) Zagłada inteligencji polskiej oraz Stolicy jako centrum dyspozycyjno - kierowniczego miały - według planów niemieckich - pozbawić Naród Polski "mózgu", bez którego już nigdy więcej nie będzie w stanie się odrodzić. [s.232-233]

Dlaczego panuje powszechna niewiedza o świadomie i cynicznie przemilczanych dziejach KL Warschau?
Sięgnijmy do roku 1945, gdy śledztwo zostało zamknięte, bo obóz był wykorzystywany przez NKWD do więzienia i likwidacji polskich patriotów, zwłaszcza z AK. Na IV Procesie Norymberskim obóz występuje obok Majdanka i Oświęcimia, ale strona polska nie przeprowadziła śledztwa i nie dostarczyła wymaganych dokumentów. Gdy w 1973 roku niemiecka Prokuratura w Monachium zwróciła się do Polski o pomoc prawną w związku z wszczęciem śledztwa, sprawą zajęła się sędzia Maria Trzcińska, a strona polska w 1976 roku zawiesiła postępowanie! O kolejnych poszukiwaniach, gromadzeniu dokumentów (np. zdjęcia lotnicze, zeznania świadków, znaczek niemiecki z KL Warschau, raporty niemieckiego dowództwa...) można przeczytać w książce będącej jednocześnie raportem dla Prezesa IPN. Do dzisiaj trwają świadome zwłoki w śledztwie, zaginięcia akt, niszczenie dowodów... Przez wiele lat w oficjalnych przekazach obozu wcale nie było (!), a gdy materiał dowodowy podważył tę opinię, czynniki oficjalne skłaniają się do przyjęcia tezy, że KL Warschau istniał, ale w imię politycznej poprawności zaniża się liczbę ofiar albo wprost sugeruje, że to nie Polacy ulegli tej hekatombie. Do takich wyników przychyla się praca pana B. Kopki, który podważa dowody niepodważalne. Zachęcam do samodzielnej lektury zgromadzonych przez Marię Trzcińską dokumentów.

Do dziś nie powstał żaden znak pamięci związany z tą zbrodnią. Jedynie na maleńkim Skwerze  Alojzego Pawełka stoi krzyż usytuowany w kopcu z kamieni. Polegli czekają na pomnik.


Gdy zobaczyłam książkę innego autorstwa pod tym samym tytułem, nie miałam nawet cienia wątpliwości, że muszę przeczytać. To KL Warschau. Historia obozu zagłady w Warszawie Aldony Zaorskiej.
Autorka dedykuje swoją książkę niezłomnej bojowniczce prawdy sędzi Marii Trzcińskiej. Główne tezy są podobne. Popularno-naukowy charakter pracy pozwala przystępnie, aczkolwiek dokładnie zapoznać się z funkcjonowaniem warszawskich lagrów. Padają tu też nazwiska współczesnych historyków, którzy wypowiadali się na ten temat. Zaorska podaje swoją interpretację ciszy panującej wokół obozu. Przechowanie pamięci o KL Warschau jest zasługą garstki osób, które za wszelką cenę postanowiły nie dopuścić do zapomnienia obozu. Ignorowani, czasem wręcz wyśmiewani, traktowani jak dziwacy, od lat wciąż uparcie walczą o prawdę.

Pani sędzia zmarła samotnie w swoim domu w grudniu 2011 r.

ponieśmy tę pamięć... nic jej nie zabije...
żadna zmowa milczenia... układy na górze...
trzeba nad kłamstwo podnieść dziś wysoko głowę
nie będą nam historii wciąż pisali tchórze...

Cytaty kursywą pochodzą z książek:
Maria Trzcińska, KL Warschau, Polwen, Radom 2007
Aldona Zaorska, KL Warschau, Wydawnictwo Bollinari Publishing House, Warszawa 2013
Na zdjęciu obok - druga książka Aldony Zaorskiej - Sąsiedzi. Najbardziej okrutni oprawcy polskich patriotów. Nie ma związku z tematem obozu, ale z autorką owszem.
Zdjęcie okładki książki Zychowicza pochodzi ze strony Księgarni "Gandalf".




33 komentarze:

  1. Zapowiadałaś trudny temat i jest. Trudny i mnie osobiście nieznany, ale dlatego również bardzo ważny. Niestety nie interesowałam się na tyle historią współczesną by wiedzieć o istnieniu KL Warschau z tym większym zainteresowaniem przeczytałam Twój post. Ja uczona byłam historii niedługo po wojnie, gdy ją kształtowano jaki plastelinę, ale dzisiaj śmiem twierdzić jest źle, bardzo źle a może jeszcze gorzej. Wiem na czym kończyły naukę historii moje dzieci w liceum. To przykre, że prawda tak trudno sie przebija, jakby nikt jej nie chciał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Jest trudny post, a przyspieszony po zapoznaniu się z książką Zychowicza. Trzeba przygotować się na kolejną falę ataków na Powstanie. Ci, którzy walczyli, są godni pamięci, ale już dowództwo nie! Winni śmierci Warszawy! Warto zauważyć, że obwinia się ofiary, a nie mówi się wcale o tych, którzy tę hekatombę przeprowadzili! Zaciera się granicę między agresorami i ofiarami. Okłamywano nas przez kilkadziesiąt lat i - jak się okazuje - manipulacje i propaganda ciągle żywe. Z naszych czasów pamiętasz pewnie "Kanał" Wajdy. Już wtedy poruszył środowiska, które czekały na upamiętnienie bohaterskich czynów, a dostały zbiorowy portret skazanych na klęskę żołnierzy. Za granicami podobał się bardziej.

      Usuń
  2. Jeżeli chodzi o pana Zychowicza, to byłam na spotkaniu z nim a propos jego I książki, która jako, tako wydawała mi się w miarę ciekawa i mimo, że kontrowersyjna, jakoś tam pomysłowa, sam autor okazał się inteligentnym człowiekiem. Jeżeli chodzi o powstanie, to wiadomo, zawsze będzie wiele spojrzeń na nie i wiele osądów.
    O KL Warschau nie słyszałam wcześniej, co mnie zszokowało, jako miłośniczkę historii. Koniecznie muszę nadrobić tę niewiedzę!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ To z pewnością inteligentny człowiek, skoro w tak młodym wieku został redaktorem naczelnym mojego ulubionego czasopisma! Stąd mój lament nad tym, co mi zostało z prawej strony do czytania:(
      Jednak jego argumenty ukazujące "prawdziwe" oblicze powstania są nie-do-przyjęcia! Wyręczył propagandystów peerelowskich, którzy nam sączyli je od dziesięcioleci. Zarzucano AK, że czeka z bronią u nogi, a autor proponuje bierność. Tylko czy wtedy w ogóle istnielibyśmy jako państwo? Wokół Powstania narosło tyle kłamstw i manipulacji, że czas napisać historię na nowo. Źli dowódcy, którzy zawiedli dzielnych żołnierzy - schemat wpisujący się w lansowany obraz bardzo poprawny politycznie. Komu i czemu służy zmasowany atak na naszych bohaterów? Może autor wspomina o losach powstańców po wojnie? Jak np. o aresztowaniu 32 żołnierzy Batalionu "Zośka" i ich wyrokach?
      Może po lekturze wysuniemy wniosek, że Niemcy nie byli tacy źli, bo niepokorni Polacy sami sobie zgotowali los?
      PS
      Przeczytałam ostatnio wyniki badań: na francuskim uniwersytecie spytano studentów, jakiej narodowości byli naziści. 70% odpowiedziało, że polskiej. Dalej walczmy o prawdę jak walczymy:(

      Usuń
    2. Niestety ciężko to przyznać, ale świat nie ma pojęcia o wojnie. Ale co mogą wiedzieć Francuzi, którzy w połowie kolaborowali z III Rzeszą, a reszcie osłanialiśmy tyły, kiedy uciekali.

      Powstanie warszawskie zawsze było ciekawą historię, ale przede wszystkim piękną (jak Monte Cassino, które dało chwałę i sławę, ale nie pomogło przy zdobyciu wsparcia aliantów podczas powstania; jak Westerplatte, które dodawało otuchy reszcie walczącej, ale skończyło się kapitulacją). Powstało wiele wersji historii powstania. Jednak czy aby na pewno to my mamy prawo je ocieniać? To była decyzja ludzi, którzy do niego poszli i może rzeczywiście sam dowódca nie chciał nim dowodzić i wylał na powstanie wiadro krytyki (za co cierpiał do końca życia), ale wciąż walczył. Takie typowe polskie powstanie: zryw serc, niezgoda na niewolę, nawet jeżeli większość wiedziała, że to zwyczajnie samobójstwo. Ale samobójstwo za swój kraj, to chyba cechuje Polaków. Jak trzeba, jak już jest naprawdę źle - idziemy walczyć. Ale oczywiście dla większości jest to arcyciekawy temat do artykuł, do manipulacji. Bo to co sporne, zawsze się dobrze sprzeda. Rzeczywiście PRL piękną propagandę fundował. Chociaż czy PRL musiał? Czy sam fakt, że AK-owcy mordowali AK-owców wg "prawa" PRl-u nie wystarczy? Suma summarum chyba nie za bardzo mamy co rozwodzić się nad powstaniem, to była decyzja tamtych ludzi i tylko oni wiedzą jak to było i co czuli. Należy się im szacunek i pamięć i przede wszystkim: święty spokój. Gdyby jeszcze dziennikarze to uszanowali...
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Niestety to walka z wiatrakami.

      Usuń
    4. ~ W sieci krąży zestawienie dwóch powstań. W getcie - powstanie słuszne, uprawnione, zrozumiałe; ŻOB - waleczni bojownicy o wolność; M.Edelman - bohater; rocznica słusznie obchodzona, bo ludzie walczyli, wierząc w powodzenie; należy im oddać cześć, bo to element dziedzictwa narodowego. I powstanie warszawskie - idiotyczne, nieuprawnione, niepojęte; AK walcząca o przegraną sprawę; Bór-Komorowski winny śmierci tysięcy ludzi; rocznica zbędna, wszak ci ludzie wiedzieli, że nie mają szans zwyciężyć; niepotrzebne jest to fetowanie klęski i narodowa martyrologia, a data 1 sierpnia to nacjonalizm.
      Widać znaczne różnice w podejściu do podobnego wydarzenia, prawda?
      Rzeczywiście były bitwy, które ważne były ze względów politycznych, a nie militarnych. Do takich należą np. Lenino, Monte Cassino czy właśnie walki powstańcze. A za polityką zawsze idą manipulacje.
      Chyba nie jest do końca tak, jak piszesz, że dowódca krytykował powstanie i cierpiał do końca życia. Słyszałam, że po powstaniu dowódcy przeszli przez obozy, później dostali się do Londynu i właśnie całe lata walczyli z fałszowaniem obrazu powstania - spisywali wspomnienia, przedstawiali dokumenty... Głos najważniejszy powinien należeć do uczestników, a powstanie potwierdzone było jednością wszystkich, nie tylko akowców, bo włączyły się nawet oddziały AL, a przede wszystkim cywile. Mam ochotę na książkę Jacka Sawickiego "Bitwa o prawdę. Historia zmagań o pamięć Powstania Warszawskiego 1944-1989". Może rozwieje chociaż część moich wątpliwości. Tymczasem będę śledzić dyskusje po ukazaniu się książki Zychowicza.

      Usuń
    5. O dowódcy mówiłam o "Monterze", który otwarcie mówił, że powstanie nie powinno wybuchnąć (chodziło mu o przygotowanie, zapasy i przygotowanie ludności cywilnej). Krytykował je i kiedy osiedlił się w Londynie (bo oczywiście komuniście odebrali mu obywatelstwo) został odrzucone przez swoich dawnych kolegów za krytykę powstania. Umarł samotnie, nawet nikt nie zauważył. (ostatnio siedzę w temacie, więc akurat czytałam o tym sporo Jednak o ile on ma prawo do takiego osądu (wziął udział w powstaniu, starał się walczyć, potem "na trzeźwo" oceniał), to jednak współcześni dziennikarze robiąc z tego sensację nie mają.
      Dyskusje "aby dowalić powstaniu" są poniżej pewnego poziomu. Można mieć swoje zdanie, ale porównywanie powstań jest dość bezsensowne. A czasem i błędne.
      Zobaczymy czy będzie kolejna wielka dyskusja, bo i ile z pierwszej pan Zychowicz wyszedł całkiem nieźle (mówię o spotkaniu z nim na UW a propos jego "Pakt..."), to jednak obawiam się, że powstaniem nie można sobie tak łatwo manipulować.
      Dobra książka o powstaniu... tylko jaka? Każda będzie przedstawiała jednak punkt widzenia autora. A właśnie ostatnio szukam. Na razie jestem przy Baliszewskim (jakoś cenie go jako bezkompromisowego historyka)i chyba zaraz sięgnę po Daviesa (acz nie jest on Polakiem, co jest zarazem jego wadą i zaletą - może dowiem się, jak to "inni" widzą nasze powstanie). Ale wiadomo, że najlepiej byłoby przeczytać/ poznać opinię każdego kto brał udział w powstaniu, każdego kto był w Warszawie w tamtych dniach. Każdy będzie miał swój osąd, bo ile ludzi, tyle opinii.

      Usuń
    6. ~ Chyba dobieramy sobie takie książki, które są w dużej mierze zgodne z naszymi poglądami. Ja nie mam ochoty na Zychowicza, bo po samym tytule i wywiadach jestem najeżona. Zatem będę wyłuskiwać opinie potwierdzające moje odczucia. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest najlepszy sposób poznawania historii, ale czuję się lepiej, gdy dowiem się, że ktoś uważa podobnie, a intuicja mnie nie zawiodła.
      Chruściel miał prawo - jak najbardziej - wyrażać nawet krytyczne oceny powstania. Ciekawa jestem, czy też uważał, że AK współpracowała z Niemcami.
      Baliszewskiego również bardzo cenię:) Mam jego "Rewizję nadzwyczajną" i "Trzecią stronę medalu".
      N.Davies jest wspomniany w książce Aldony Zaorskiej. Opinię (błędną!) o KL Warschau oparł o wywiad z Bartoszewskim, co zaowocowało wycofaniem się z pierwotnie publikowanego zdania na temat obozu. Tenże sam autor podpadł mi po książce "Orzeł biały, gwiazda czerwona", a ostatnio znów przekazywał wypaczone poglądy na temat rzezi wołyńskiej. Temu panu dziękuję:(

      Usuń
    7. Nie, Chruściel aż tak nie fantazjował ;)
      Właśnie z "Trzeciej strony medalu" biorę informacje o "Monterze", bardzo dobry rozdział.
      O czyli jednak! Zawsze coś czułam, że Davies jest coś nie tak! W takim razie poszukam gdzie indziej cennych informacji! Dziękuję za uchronienie mnie przed błędnym źródłem.

      Usuń
    8. ~ Przeczytałam o "Monterze" - rozdział lakoniczny, ale dający do myślenia.
      Przychodzi mi na myśl wspomnienie więzienne mojego Taty. Podkreślał, z jakim ogromnym szacunkiem wszyscy więźniowie, nawet kryminalni, odnosili się do powstańców. To jest chyba najlepsza puenta.
      A gdy słyszę dzisiaj, że kręci się takie filmy jak np. "Obława", żeby odbrązowić bohaterskich żołnierzy, to przychodzi do głowy jedyna racjonalna myśl: żeby odbrązowić pomnik, to go trzeba najpierw wznieść. Ile filmów nakręcono o Pileckim? Ile ma pomników? A ile wspaniałych życiorysów utknęło w aktach i zasypano w bezimiennych grobach? Nie mogę się pogodzić z propagowanym wizerunkiem naszej historii. Tylko zastanawiam się coraz częściej, czy właśnie w tej części blogosfery jest moje miejsce:( Czas myśleć o przeprowadzce...

      Usuń
    9. Film o Pileckim "śmierć Rotmistrza Pileckiego" moja pani od historii nam puściła. Do dziś czasem sobie go włączam, bo jest naprawdę dobry. Ale rzeczywiście, to co kontrowersyjne lepiej się sprzedaje niż właśnie prawdziwe historie. A szkoda.
      Myślę, że w blogosferze znajdzie się miejsce dla każdego. A ja bardzo lubię i szanuję osoby, które nie tylko piszą o najnowszej książce o wampirach, ale i czasem coś historycznego, klasycznego czy zwyczajne swoje przemyślenia wrzucą .

      Usuń
    10. ~ Swoim nauczycielom historii nie zawdzięczam niczego, ale to był głęboki PRL. Za to polonista zaszczepił we mnie miłość do przedmiotu:)
      I całkiem poważnie myślę, czy ja tu pasuję. Coraz mniej wejść z blogów, a więcej z googli. Tylko technicznych zmian się boję. Trwam tu, ale nagle przychodzi mi na myśl, że i słowo "Trwam" dla większości ma pejoratywne zabarwienie, ha!

      Usuń
  3. Czytałam o Kl Warschau parę lat temu i teraz widzę jak ją ściągnęłam z półki, że to książka autorstwa właśnie pani Trzcińskiej. Ale chyba inne wydanie. Nie wiem, nowsze czy starsze. Pełny tytuł "Obóz zagłady w centrum Warszawy" rok wydania 2002. Pamiętam, że mnie poskładała. Czytałam ją świadomie będąc w stolicy, a po przeczytaniu poszłam w tamto miejsce. Ostał się tunel przez, który można przejechać autem lub przejść chodnikiem. Warszawiacy pamiętają o tym miejscu. Paliły się wtedy znicze i leżały kwiaty. Będę za dwa tygodnie w Warszawie i zamierzam tam pójść i zapalić znicz od siebie ku pamięci.
    Kilka razy miałam nieprzyjemność uczestniczenia w dyskusji (takiej niby niezobowiązującej). Moje argumenty przez Ciebie cytowane nie trafiały. Jak grochem o ścianę. Szkoda czasu i nerwów. Nie przekonanych nie przekonam, a przekonani zdania nie zmienią, flagę 1 sierpnie wywieszą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Wypatruję w grafice okładek i dwie książki Marii Trzcińskiej znalazłam - ta moja ma podtytuł: "KL Warschau w świetle dokumentów. Raport dla Prezesa IPN, na potrzeby szkół i budowy Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau". Pewnie ogólny sens ten sam, tylko tu jest dużo skanów dokumentów. To ważne, bo natknęłam się kiedyś na dyskusję historyków na ich forum, gdzie poddawano w wątpliwość istnienie obozu, gdyż nie zachowały się ŻADNE dokumenty! Czego ich uczą w tych szkołach... Jeśli historycy milczą, to czego oczekiwać od przypadkowych dyskutantów. A ślady się zaciera. W 2006 bez zezwolenia rozebrano "ścianę śmierci" na Kole w Forcie Bema, z metalowymi pętlami, na których wieszano więźniów. W 1996 rozebrano urządzenia komór gazowych w tunelu u wylotu ul.Bema. Wykonawca miał zamieścić tablicę pamiątkową i nie zdążył do dzisiaj. Ja też nie wierzę w przekonanie kogokolwiek. Piszę tylko dla tych, którzy chcą szukać prawdziwej historii. Już w statystykach mam wejścia wg tytułowego hasła, czyli ludziom potrzebne są tytuły tych książek. Nie zmarnowałam czasu.

      Usuń
    2. http://niezaleznemediapodlasia.pl/wp-content/uploads/2013/03/maria-trzcinska-oboz-zaglody-w-centrum-warszawy-kl-warschau.jpg

      to moje wydanie książki. Tam w tym tunelu na Bema widziałam tablice. Muszę się jej przyjrzeć.

      Usuń
    3. ~ A widzisz, moje wydanie jeszcze ciepłe (z 2013r.) i podano, że nie wywiązał się ktoś tam z upamiętnienia, jedynie wiszą wciąż plakaty przyklejane przez pamiętających warszawiaków. Dowiemy się z pierwszej ręki:)

      Usuń
  4. Tak 1 sierpnia jestem nacjonalistką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Myślałam, że odłożę książkę i zacznę drążyć nowy temat, ale powstanie nie daje mi spokoju! Aktualnie czytam wspomnienia córki Andersa, która jeden z rozdziałów poświęca temu tematowi. U mnie też przygotowana dyżurna chorągiewka:) Nacjonaliści podkarpaccy łączcie się:)

      Usuń
  5. Myślałam, że już wiele wiem, bo w domu rodzinnym o takich rzeczach zawsze się mówiło i prawda była ważna, ale w tym momencie przeżyłam szok. Nie wiedziałam, że w Warszawie był obóz... Powinnam się dokształcić z historii, ale tej prawdziwej. Ostatnio znajomi polecili mi lekturę Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego i planuję rozpocząć poszukiwanie jego książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Czyli post był potrzebny! Tak się cieszę. Dziś, gdy trwają spory o Powstanie, warto połączyć te tematy.
      Ossendowski w moim kręgu zainteresowań i też sobie obiecałam więcej, ale zatrzymałam się po lekturze "Przez kraj ludzi...". Zajrzałam do "Lenina" i ciągnie mnie ogromnie, tylko ten bezczas... Może jak coś napiszesz, to się zmobilizuję. Teraz zajęłam się Andersem. To tak zanim stanę pod Monte Cassino, żeby wiedzieć cokolwiek.
      Pozdrawiam cieplutko:)

      Usuń
  6. Czytałam dziś krytyczną opinię P. Semki na temat książki ,,Obłęd 44". Rozprawił się z nią jak należy:)
    Nie pojmuję już po raz drugi sensu wydania kolejnej kontrowersyjnej publikacji tego autora. Nie zgadzam się z pierwszą książką, a tym bardziej z wnioskami z ,,Obłędu...".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Wierzę, że myślący ludzie wezmą Powstanie w obronę. W lipcowym "Do Rzeczy" Semka zrobił to wyśmienicie, ale w "Historii Do Rzeczy" Zychowicz nadal siedzi w swoich okopach. Też nie pojmuję takich promocji, jednak kontrowersje zawsze dobrze się sprzedają.

      Usuń
  7. Cześć. :) od jakiegoś czasu obserwuję ten blog. Bardzo mi się spodobał i z tego też powodu nominowałam go do TVB ;)

    http://krolestwo-ksiazek.blogspot.com/2013/08/the-versatile-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witam na pokładzie i dziękuję za zauważenie. Niestety jutro wyjeżdżam w siną dal. Jeśli Italia zawróci mi w głowie, to może tam zostanę;)
      Żartuję, marzenia ściętej głowy:) Zobaczę, jak zagospodaruję czas po powrocie. Miło mi cię poznać:)

      Usuń
  8. Gratuluję kolejnego szalenie ważnego posta. Nie przypuszczałam, że taki jest stan "nieświadomości" historycznej. Mnie wiedza o warszawskim tunelu śmierci towarzyszyła odkąd sięgam pamięcią, chociaż fakt,że wiedzę tę czerpałam od starszych mieszkańców Warszawy.
    Istnienie KL Warschau ma kluczowe znaczenie dla oceny zasadności decyzji o wybuchu Powstania. Właśnie ostatnio czytałam na ten temat znakomity felieton J.Narbutta "Milczenie "Bora". No cóż, "... ci co zginęli poszli w bohatery, ci co przeżyli muszą walczyć dalej".

    Muszę też stanowczo zaprotestować !!! Znowu wspominasz coś o zniknięciu z blogosfery. Ja sobie tego po prostu nie wyobrażam. To do kogo ja będę zaglądać,żeby nie dać się zwariować ze szczętem :D

    A przy okazji: czytałaś jak nam p.Horubała zjechał Miłoszewskiego ?!!! W pierwszej chwili poczułam się normalnie jak półinteligent ;)

    Pozdrawiam i cierpliwie czekam na Twój powrót z wojaży:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Wróciłam:)
      Moja wiedza o KL Warschau tylko książkowa, a jeśli żyje wśród mieszkańców, to cieszę się ogromnie. Bo panująca wokół tematu cisza wiele mówi, a nawet myślałam, że i warszawiacy dali sobie wmówić nieistnienie lagrów (chociażby brak pomnika).
      Natomiast związek między obozem a wybuchem powstania - myślałam, że tylko ja przywołuję!- wyraźnie się nasuwa. Sięgnęłam do przywołanego przez ciebie "Żniwa lat pięćdziesięciu" i jest rzeczywiście; krótko, a dosadnie. Niesamowite. Dziękuję, bo nie ogarniam wszystkiego, co posiadam:)
      No i blog:( Nie cieszy już jak dawniej, szczególnie po zniknięciu Alicji. Ciemne chmury napływają, gdy po rewelacyjnej, prawdziwej książce skomentuje kilka osób. Wyciągam wniosek, że to nikogo nie interesuje i dlatego śpiewam "co ja robię tu, uu...". Ale jestem i będę. Ktoś po tych wertepach historycznych powinien prowadzić;)
      Po powrocie z Włoch puchnę od wrażeń, ale to o Monte Cassino niesamowite. I gdzie bym o tym napisała?
      Dziękuję, dziękuję, dziękuję... Że jesteś, czytasz, zagrzewasz do walki z samym sobą:)))
      PS
      O Miłoszewskim znalazłam dwie krytyczne opinie, ale obaj recenzenci pisali w amoku zazdrości. Takie mam wrażenie.

      Usuń
    2. Witaj Bogusiu. I ja czekam na wrażenia jakie przywiozłaś z wojaży.
      Dobrego tygodnia Ci życzę.

      Usuń
    3. ~ Witaj, Aniu:) Jeszcze mi świeci słońce Italii, ale "dom z papieru" już woła. Pięknie było, a Monte Cassino zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Nadrobię domowe zaległości i lada moment wkleję parę zdjęć. Serdeczności:)

      Usuń
  9. Ksiazkowiec
    Lenina Ossendowskiego polecam.
    A co z blogiem Ali? Zniknal.

    kolysanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bloga nie ma, ale żyje i jak mi napisała zagląda na nasze blogi, tyle że nie komentuje.

      Usuń
    2. ~ "Lenin" Ossendowskiego czeka na półce. Zajrzałam tylko i wiem, że warto.
      Ala zlikwidowała blog, ale - podobnie jak Ania (natanna) - utrzymuję z nią kontakt mejlowy. Smutno tu bez niej:(

      Usuń
    3. Przyznaję Ci rację Bogusiu - smutno.
      Szkoda, że tak to się potoczyło.

      Usuń

Komentarze mile widziane.