DOM Z PAPIERU



niedziela, 5 maja 2013

Bezpańskie dzieło?

Czas wziąć się za bary z tematem, który  wielekroć wraca podczas dyskusji: czy można oddzielić dzieło od jego autora? Dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna. Dzieło (literackie i każde inne) i jego twórca są integralne. Wszak za tym zdaniem stoi biblijna tradycja: Poznacie ich po owocach.[...] Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Skąd zatem kontrowersje? Chyba nie ma wątpliwości w przypadku, gdy mówimy o wątkach kryminalnych czy o wampirycznych sagach. Problemem mogą być natomiast książki głęboko osadzone w rzeczywistości. Chociaż i tu dla mnie nie ma znaków zapytania. Jeśli chcemy zrozumieć tekst, to sięgamy do kontekstów interpretacyjnych, a wśród nich na plan pierwszy wysuwa się biograficzny, społeczny czy historyczny. To polonistyczne abecadło. A może komuś nie jest to na rękę?
Nie sposób oddzielić literatury od życia. Kompozycja utworu różni się od kompozycji obrazu. Obraz - pejzaż jest skończony - ma ramy. Nie zastanawiamy się, co jest za ramą (dopuszczam taką interpretację). Z utworem jest inaczej i myślimy - co jest dalej? Szukamy konwencji i praźródeł. Dzieła są zakotwiczone w tradycji. Istniały nurty (formaliści, strukturaliści), które programowo odrywały dzieło od procesu historyczno-literackiego i wiedzę o autorze nazywały złym narzędziem. To spróbujmy praktycznie.

W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne,
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucam.

I płytkich wód szept w jakimś zmroku ciemnym,
I dno, na którym są trawy cierniste,
Mew czarnych krzyk, zachodów zimnych czerwień,
Cyranek świsty w górze porywiste.

Śpi w niebie moim to jezioro cierni.
Pochylam się i widzę tam na dnie
Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
Jest tam, nim śmierć mój kształt na wieki spełni.

Jak możemy zinterpretować ten wiersz?  Wszak to dzieło skończone. To zadanie dla tych, którzy takie podejście do literatury mają. Dociekliwym dorzucam metatekstowe sygnały: wiersz Czesława Miłosza, Warszawa 1937 rok. I już wszystko jasne. Sięgamy do biografii i widzimy czas, a także powody, dla których poeta musiał opuścić Wilno.  Czy nasze odczytanie byłoby pełne bez tych informacji?

Dziś się nie da nie skorzystać z kontekstów! Nie izolujemy sztucznie literatury! Odrzucając wulgarny biografizm - oczywiście. Jeśli powieść nam się podoba, to szukamy informacji o autorze. Doszukujemy się literackiego alter ego. Chcemy, by osoba ceniona za swe pisarstwo, była bez zarzutu.  Nie wolno autorowi zbierać materiałów z naruszeniem etyki. Błądzić jest rzeczą ludzką, ale po upadku winien z niego powstać. Jeśli nie, definitywnie odrzucam jego twórczość. Jestem za integralnością pisarza i jego dzieła. Do takiej grupy zaliczam np.: Z.Herberta,  B.Obertyńską, H.Naglerową, J.Krasińskiego,  S.Srokowskiego, F.Czarnyszewicza, J.Narbutta, W.P.Szymańskiego, S.Murzańskiego, braci Mackiewiczów, J.M.Rymkiewicza... Jest ich wielu i to cieszy ogromnie. Nie wrócę do "tfurczości" chociażby Nurowskiej, Wiśniewskiego, Dehnela... Do poznania i przemyślenia zostawiam sobie kilku, np. Wacława Holewińskiego czy Mateusza Wyrwicha.

Wiele pytań związanych z tematem pozostaje bez odpowiedzi:
- Komu zależy na tym, by młodzież poznawała literaturę bez kontekstu historyczno-literackiego?
- Dlaczego w edukacji wszystkich szczebli preferuje się metodę eksplikacji tekstów zamiast całościowej, dogłębnej analizy i interpretacji?
- Dlaczego integralne traktowanie dzieła i autora uchodzi dziś za prostactwo?
- Kto jest zainteresowany odejściem od biografii podczas dociekania sensów utworu?
- Co (a może kto?) powoduje  powstawanie takich tworów, jak nadinterpretacje kanonu lekturowego i obrzydzenie Polakom wszystkiego, co ważne i piękne?

Pytania się mnożą, odpowiedzi brak...





55 komentarzy:

  1. Racja pytania się mnożą i życia nie wystraczy, aby znaleźć na nie odpowiedź. Podzielam Twoje zdanie - też jestem za "integralnością pisarza i jego dzieła" - pięknie napisane. I świetne nawiązanie "Poznacie ich po owocach".Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Wiem, że walka być może beznadziejna, ale będzie jej tyle, ile życia mojego. Nie potrafię już inaczej. Myślę, że kłopot z biografią mają zwolennicy "grubej kreski" i dlatego reagują alergicznie na grzebanie w życiorysach. Taki standard to tylko u nas. Dziękuję i pozdrawiam ślicznie:)

      Usuń
  2. Witaj w niedzielę Bogusiu.
    Temat rzeka i niezwykle trudny.
    Będę się "przysłuchiwać" dyskusji jaka się tu rozwinie. Trudno było żyć w latach powojennych wyznając ewangeliczne "tak,tak,nie,nie". Z pewnością. Niemniej przykrym jest uzyskanie "wiedzy" o kimś kogo się czytało i w jakiś sposób nawet ceniło, gdyż zaufanie jakim się obdarzało znika bezpowrotnie.
    Oczywiście trudno czytać kogoś takiego jak choćby Domino, gdy się już wie kim był. Ja też zawsze szukam biografii autora, którego chcę czytać. Ostatnio czytałam Mateusza Jantara/ pseudonim Eugeniusza Werstina/ i chciałam zdobyc wiedzę o jego biografii, ale niestety tylko krótką notkę znalazłam na lubimy czytać.pl/. Pisał o kresach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Już przeczytałam Zmowę i mam jeszcze jedną. Zmowa to przełom lat 20 i 30-tych - kresy na Litwie. Musi napiszę coś ale łatwo nie będzie.
      Szukałam jego biografii i nic. Tylko na LC znalazłam tyle"W czasie wojny uczestniczył jako partyzant Armii Krajowej w walkach wyzwoleńczych na kresach, był internowany w obozie dla Polaków w Połondze na Litwie i więziony w sowieckim obozie pracy dla polskich żołnierzy w okolicach Kaługi i Riazania. Na początku lat sześćdziesiątych wydał parę książek pod pseudonimem Mateusz Jantar: Samotne kruki, Zmowa, Dzieci Wdowy.W grudniu 2005 ukazała się powieść Szklana Góra wydana pod prawdziwym nazwiskiem autora.
      Wszystkie te książki dotyczą dziejów Polski kresowej w ubiegłym wieku."

      Usuń
    3. ~ Werstin przede mną, bo "Szklana góra" czeka. Pewnie dołączy do tych z góry zamazywanych, bo nie opowiedział się za "właściwą" opcją polityczną. Aż korci, żeby czytać! Po raz kolejny sprawdza się moja teoria, że im o kimś mniej, to znaczy, że ważny i wart zapamiętania.
      Mnie też jest przykro dowiadywać się tego i owego o ulubieńcach, jak chociażby o prof. Miodku. Już patrzę ze smutkiem na jego programy. Pewnie, że poprawnego języka będę uczyć się dalej, ale żal, że nie powiedziano mi, z kim mam do czynienia, zostaje. Domino chyba jeszcze tu zagości, bo przeczytałam "Bagno" (na zdjęciu). Z rzeszowskich literatów opisanych przez Zielińskiego tylko jeden potwierdził swoją niechlubną działalność, a reszta idzie w zaparte, że IPN dostarczył fałszywek. Dzieje się nie tylko w Warszawie, ale i pod moim nosem. Będę czekać.
      Pozdrawiam słonecznie:)

      Usuń
  3. Dziękuję, że ustosunkowałaś się do mojej prośby o rozwinięcie tematu. Teraz mam pełen obraz, choć z drugiej strony mam wrażenie, że rozmawiałyśmy jednak o czymś innym przy okazji ostatniej dyskusji.
    Zacznę od tego, że zgadzam się z Tobą w zupełności. Nie da się zrozumieć ani "Pana Tadeusza", ani prozy Konwickiego, w której ustawicznie wraca na Wileńszczyznę, ani prozy emigracyjnej, o ile nie zna się kontekstu biograficznego twórcy. Masz absolutną rację! Tylko w takim razie dlaczego odrzucasz Dehnela? Cóż za skaza jest w jego biogramie? Urodził się w Gdańsku, tam się wykształcił, teraz mieszka w Warszawie i w niej tworzy. Zdaje się, że to nie kontekst biograficzny Cię zraził, ale poglądy Dehnela wyrażone w jego felietonach, czyż nie tak? A przepraszam, jak się mają jego poglądy do zawartości literackiej "Lali" czy "Saturna"?
    Apropos zaś wyrywania z kontekstu, co uważasz, że nie jest dobre dla dzieła - to co zacytowałaś odnośnie naszej dyskusji o Dehnelu, to było wyrwanie z kontekstu i zasugerowanie, że Dehnel, nie wiem, wyśmiewa ofiary Katynia, czy Wołynia. Przeczytałam tekst i nic takiego tam nie znalazłam. Meritum "Powstańców kanapowych" dotyczyło zgoła odmiennej sprawy, a o przodkach, ofiarach wojen czy powstań Dehnel wypowiada się z ogromnym szacunkiem. (że zacytuję: "Nie w tym problem, że nie narażają życia, że nie są bojowcami; czasy są spokojniejsze (choć jak ktoś chce mieć pole do prawdziwych poświęceń i życie faktycznie narażać dla dobra innych, to sposób znajdzie). Nie można tego wymagać od innych, zwłaszcza jeśli nie wymaga się od siebie – a ja bohaterem nie jestem ani nigdy takich ambicji nie miałem. Lubię moją kanapę, mojego laptopa, moje książki i moje płyty. I tym bardziej cenię ofiarę tych moich krewnych, którzy narażali – a czasem i tracili – życie w kanałach Warszawy, w katowniach gestapo, w Katyniu, na zesłaniu, żebyśmy mieli normalny kraj, z książkami i kanapą. Ale mierzi mnie, kiedy ktoś się stroi w ich piórka nie ponosząc żadnej ofiary, kiedy przypina sobie ordery podprowadzone z cudzych trumien." Młodszy księgowy, str. 92)

    Podsumowując, zgadzam się z Tobą odnośnie kontekstu biograficznego, masz rację w 100%, ale nie zgadzam się na odrzucanie autora, tylko dlatego, że ma takie a nie inne, prywatne poglądy na jakiś temat. Tym bardziej gdy nie ma to żadnego związku z jego dziełem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę się powtarzać, bo zgadzam się z wypowiedzią Kasi. Abstrahując od konkretnych przykładów jestem za nieoddzielaniem pisarza od postawy-zachowań (jeśli ktoś popełniał niegodziwości, a teraz robi z tego pewnego rodzaju kapitał i czerpie korzyści tworząc to jestem przeciwko) i za oddzielaniem go od poglądów Oczywiście wyrywanie z kontekstu jakiegoś przypadkowego cytatu jest moim zdaniem naganne w każdej sytuacji, jeśli ma służyć udowodnieniu jedynie słusznej tezy, że pisarz jest ... amoralny, nieprawy, że kala własne gniazdo itp...

      Usuń
    2. O, dziękuję! :) W sumie lepiej to ujęłaś ode mnie. A z drugiej strony też głupio wyszło z moim cytatem, więc może dodam, że pełen tekst omawianego felietonu jest tutaj: http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1515604,1,kawiarnia-literacka.read

      I dodam, że rozumiem, takie na przykład odrzucanie felietonów autora, gdzie faktycznie, jest bardzo dużo jego poglądów, z którymi rzecz jasna, czytelnik nie musi się zgadzać. Ja nie zgadzam się z szerzeniem nienawiści wobec islamu jaką uprawiała Oriana Fallaci i tych jej tekstów nie czytam, ale inne, pełnowartościowe literacko? Dużo bym straciła, gdybym pomijała. Dlatego nie rozumiem odrzucania Dehnela, w sytuacji, gdy jego kolejna powieść może być utrzymana na poziomie poprzednich, a nie mieć nic wspólnego z poglądami głoszonymi w felietonach.

      Usuń
    3. ~ Kasiu, niby się zgadzamy, a jednak nie. Wróciłam do mojego postu z "Młodszym księgowym" i nijak nie widzę wyśmiewania się Dehnela z ofiar Katynia i Wołynia!!! Niepochlebnie się wyraża o tradycji obchodów katastrofy smoleńskiej. To całkiem inne odczytanie. Twój cytat jest łagodny w porównaniu z dawką nienawiści serwowaną przez Dehnela w stosunku do "powstańców kanapowych", ale nie będę tu przepisywać całego rozdziału. Kto chce, poszuka. Zjawił się osobiście na moim blogu pan JD, gdy wspomniałam "Fotoplastikon" i wtedy wspomniał o przodkach walczących i działających w PPS. To mi wskazało, jak daleko stąd do Armii Krajowej prezentowanej przez członków mojej rodziny. Co dalej? - biografia. Na nią składa się nie tylko miejsce urodzenia, wykształcenia, ale światopogląd też. Tak przecież opisujemy byt każdego pisarza. Chociaż i sam Gdańsk łączy obu panów - Wencla i Dehnela - stąd w poprzednim poście padło pytanie retoryczne: tak różnych synów to miasto wydało? A z rozdziału (s. 90 i dalej) zionie wręcz pogarda Dehnela wobec poety, który "kanapowym powstańcem" z pewnością nie jest. Zarówno on, jak Rymkiewicz czy Gadowski odważnie biorą udział w debacie publicznej, dając wyraz swojemu umiłowaniu prawdy i wolności. Dla JD groteskowe są "takie gadki" i stanowią element obłędu, że Polska jest Chrystusem i pępkiem narodów. Szkoda na nie czasu (według JD). Szkoda i mnie czasu na pana D. Nawet jeśli popełnił książki bez takiego politycznego ujadania, temu panu dziękuję. Mam mało czasu, więc muszę czytać tylko dobre książki najlepszych autorów. Rozdziały o historii rózgi czy prezentacja katalogu prezerwatyw i wibratorów kompletnie mnie nie interesują. Nawet jeśli w to wplecie erudycyjne wywody:(

      Usuń
    4. - odnośnie wrażenia że Dehnel co najmniej wyśmiewa ofiary Katynia czy Wołynia (to chodziło o komentarze, nie wpis) - To było tylko moje wrażenie, jakie odniosłam, bo nie do końca rozumiałam co Cię tak oburzyło, także przepraszam za nieporozumienie. A co do obchodów rocznicy katastrofy - według mnie Dehnel nie wyraża się niepochlebnie o samych obchodach, a o patosie jaki temu towarzyszy i ubieraniu tego w rocznicę w stylu rocznicy powstania, co robi pan Wencel (czarna koszula i "Księga narodów i pielgrzymstwa polskiego"..?). Którego skądinąd poczytałam z ciekawości i cóż, ani jego poezje, ani jego blog do mnie nie przemawiają, dlatego, podobnie jak Ty Dehnela, ja sobie daruję lekturę Wencla. Przede wszystkim dlatego, że zwyczajnie na świecie boję się takiego fanatycznego podejścia do religii. Z czegoś takiego rodzi się tylko nienawiść i wrogość (nie muszę podawać dowodów, historia podaje ich mnóstwo). A dawanie wyrazu prawdy i wolności w debatach nie zmienia faktu, że Wencel powstańcem nie jest i nie był. A nienawiści u Dehnela nie znalazłam. Co najwyżej dużo ironii.. Bardzo dużo. Co po przeczytaniu poezji pana Wencla jestem skłonna zrozumieć. Ale fakt, nie zrozumiemy się, a ja nie chcę się tu kłócić, czy coś w tym stylu. Nic z tych rzeczy. Jak już powiedziałam, szanuję inność i nie narzucam swojego zdania. Jedynie chciałam wyjaśnić swoje.

      A i zgadzam się z tymi dziwadłami Dehnela. Ta księga mnie znudziła, mimo całej sympatii do autora. Jak jeszcze o "Historii rózgi" było ciekawie, tak już broszurka o środkach antykoncepcyjnych, czy księga o skazanych na karę śmierci więźniach.. no wiem, no każdy ma swoje zainteresowania i każdy czyta co lubi. Mnie to średnio zainteresowało.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    5. ps. a do pełnego tekstu felietonu podałam link :)

      Usuń
    6. ~ Już mi jaśniej, dziękuję za dopełnienie:)
      Pojawiło się też więcej opinii dotyczących omawianej książki i mam nadzieję, że czytelnicy będą mogli rozwiązać dylemat: czytać - nie czytać. W momencie gdy ja sięgałam po nią, takich dyskusji mi brakło. Nie ma nic złego...
      Moje poglądy są stosunkowo dobrze widoczne w kolejnych postach i stąd łatwo wywnioskować, że Wencel jest mi bliski. Jest to pisarz integralny, bo pracuje nad utworem i nad sobą. Nie widzę i nie czuję rozdźwięku pomiędzy dziełami i autorem, a to jest piękne, choć dziś niemodne.

      Usuń
    7. Taka dyskusja mi się podoba :) Każdy wyrazi swoje zdanie, poprze argumentami i choć zapewne przy swoim zdaniu zostanie nie obrazi innych. I tylko jeszcze raz powtórzę, co napisałam wyżej nieodzielam osoby od biografi czy nagannych zachowań polegających na czynieniu krzywdy, ale oddzielam pisarza od jego światopoglądu. Pozdrawiam i .... może w końcu oderwę się od internetu :)

      Usuń
    8. Też wolę takie dyskutowanie, niż kłótnie, czy narzucanie komuś na siłę swoich opinii :)
      A internet potrafi wciągnąć..niczym nałóg ;)

      Usuń
    9. ~ Gosiu, gdy pisałam fragment o analizie obrazu, że nie wychodzimy poza ramę, to myślałam o tobie! Chyba łatwiej nie myśleć o cudzych poglądach, gdy stoimy przed dziełem skończonym. Mogę podziwiać Pietę bez wchodzenia w biografię... Chociaż ile kontrowersji wywołała Sykstyna! Eeee, to nie był dobry przykład;)
      Ja czytam sporo wspomnień i to z historią w tle, więc takie antagonizmy są nieuniknione. Jakoś nie ciągnie mnie do powieści, ale miały swoje pięć minut. O ile życie byłoby prostsze bez interpretacji i nadinterpretacji!
      To słonecznego spaceru życzę:)

      Usuń
    10. ~ Kasiu, wciąga... Ma się parę tych nałogów:) Ale bez nich byłoby nudno!

      Usuń
  4. Ciekawy tekst. Popieram szukanie kontekstu, zastanawianie się nad intencjami autora, w ogóle popieram zastananiwanie sie i myślenie :)
    Obce mi jest za to skupianie się na tym: Komu zależy...? Kto za tym stoi...?

    Myslę, że stoją za tym po prostu pewne procesy kulturowe, tendencje społeczne, a nie konkretni ludzie. I tak np. mnie także martwi koncentracja uwagi ucznia w polskiej szkole na fragmentach tekstu, bo nawet nie na całym tekście... Wynika to z tendencji, żeby koncentrować się na mitycznej "komunikacji" i związanymi z nią kompetencjami. I tu jest robiony błąd. Analizując komunikat, trzeba przecież analizować nie tylko, co jest mówione, ale i dlcazego! A dzieciakom się wmawia, ze jak rozumieją posczególne słowa i składnię oraz mają dostęp do internetu, gdzie sobie w razie czego WSZYSTKO (sic!) sprawdzą, to wystarczy.
    Nie wystarczy.
    To jest nauka bezmyślności, a nie myślenia. Co to za kompetencja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Bez kontekstu nie ma interpretacji - z tym wszystkie się zgadzamy. Jeśli jednak przyjrzymy się listom nagradzanych, to pojawiają się te same nazwiska osób o podobnych poglądach, a za nimi stoi ta sama opiniotwórcza gazeta. Jak zatem nie dopatrywać się głębi? Ja nadal niczym dziecko pytam wciąż: dlaczego?
      Przypomniał mi się znowu klasyczny cytat: "Nie polezie orzeł w GóWna" (Wyspiański oczywiście);)
      Koncentracja uczniów na fragmentach literackich jest obecnie mocno promowana, bo tak pracują w USA czy Francji i jest dobrze. Tylko o kontekstach można wtedy zapomnieć. Zdarza mi się często, że zadanie dotyczące opracowania biogramu pisarza dzieci mają identyczne. Nie, żeby odpisywały, ale korzystały wszystkie z jednego źródła i nie był nim "Leksykon pisarzy i poetów". O źródłach zapaści edukacyjnej przydałaby się druga dyskusja:)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak na takim poziomie nie ma co dyskutować, tylko w takim razie po co zamieszczać wpis, jeśli nie dopuszcza się zdania innego niż własne.
      Pozdrawia idiotka

      Usuń
    2. ~ Alu, Gosiu, spokojnie! Przecież obie napisałyście, że nie oddziela się pisarza od zachowań i jego twórczości! Dla jednych to jest mniej czy bardziej oczywiste, każdy poda inne przykłady, ale wynik jest zbliżony.
      Aluś, podchodzisz bardzo emocjonalnie do tematu;) Ja też mam wypieki, bo do furii doprowadzają mnie opinie, że czytam Iksińskiego i nie obchodzą mnie jego poglądy... Stąd próba podsumowania. Też jasno się wyraziłam i rozbieżności nie widzę. No, poza paroma nazwiskami, bo ulubieńców mamy bardzo różnych, co nadal potwierdza postawioną tezę:)

      Usuń
  6. Masz rację - jest taki piękny, słoneczny dzionek.
    A Ala sama kiedyś przyznała, że język ma niewyparzony :) Pozdrawiam wszystkich myślących tak samo i wszystkich myślących inaczej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Z Tobą, z Alą - barwniejszy blog:)

      Usuń
  7. Przeczytałam... i mam mieszane uczucia. To nie jest dla mnie takie proste.
    Z jednej strony powinno się wiedzieć choć trochę o osobie autora i jego życiorysie - szczególnie w przypadkach, gdy wcześniej doszły do nas niepochlebne opinie o jego postawie, przeszłości, poglądach. A z drugiej strony, czy zawsze trzeba takich informacji szukać? Czy utwór nie powinien być przez nas oceniany jako dzieło samo w sobie? Musimy za każdym razem szukać haka na autora?

    Nie mówię tu o takim poszerzaniu wiedzy jak w przypadku podanego przykładu z Miłoszem. To jest jakby oczywiste, że nie powinno się oddzielać autora od utworu. Natomiast chodzi mi o to, że takie stałe łączenie twórcy z jego dorobkiem, dla mnie stałoby się rodzajem czytelniczego szpiegostwa, światopoglądowej cenzury w prywatnym wydaniu.
    Nie mówię również o pracach naukowych, szerokim spektrum badań literackich, wielostronnej analizie. Myślę o swoim czytaniu i blogowym pisaniu, w którym nie mam tak poważnych ambicji krytyczno-literackich. Przekazuję swoje uwagi o książce, a nie piszę artykułów poddających ocenie moralność autora.

    Nie do końca chyba określiłaś w swoim wpisie zakresy naszego poszukiwania i opisywania owych kontekstów (a może ja nie zrozumiałam w pełni). Z pytań bez odpowiedzi wynika, że chodzi Ci chyba głównie o szkołę? A w jakim stopniu o blogi?

    Bezdyskusyjny jest naukowy i szkolny zakres - tzn. dostarczanie uczniowi i zainteresowanemu tym czytelnikowi jak najpełniejszej rzetelnej i obiektywnej (podkreślam obiektywizm) wiedzy o pisarzu, poecie, dziennikarzu. Podkreśliłam obiektywizm, choć to jest bardzo trudne w każdym ustroju. I tak jak poprzednio, tak i teraz mamy do czynienia z przesadnym doszukiwaniem się czarnej przeszłości wszędzie, gdzie to tylko możliwe.

    Natomiast nie do końca rozumiem, czy tego rodzaju misyjność widzisz w blogach?
    Bo ja akurat tutaj nie stawiałabym takich wymagań blogerom. Wiem, blogi są dla młodzieży na pewno równie ważnym źródłem informacji, jak podręczniki i lekcje polskiego (a może ważniejszym). Jednak dla wielu osób prowadzenie bloga jest tylko dodatkowym zajęciem w wolnym czasie, swego rodzaju hobby. Oddzielam blogi współpracujące z wydawnictwami, których autorzy starają się umieszczać w miarę profesjonalne recenzje książek. Piszemy więc te nasze blogi tak jak chcemy i (co ważniejsze) na ile nam pozwalają nasze umiejętności, wykształcenie, zakres wiedzy.

    Nie chciałabym tu usłyszeć odpowiedzi, że "skoro piszemy to powinnyśmy świadomie podchodzić do własnego tekstu i zdawać sobie sprawę z ciężaru odpowiedzialności. Swoim pisaniem kształtujemy przecież w pewien sposób poglądy młodego czytelnika."
    Ja jednak nie chcę się wtłoczyć w takie ramy przymusu, bo to by dla mnie oznaczało natychmiastową rezygnację z prowadzenia bloga.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Elu, jakoś czarno wszystko widzisz. Może po kolei. Pomysł posta kiełkował, a zmaterializował się po dyskusji nad filmem "Syberiada polska". Kategorycznie wypowiedziałam się wtedy, że filmu nie obejrzę ze względu na postać autora, który był umaczany we współpracę z systemem totalitarnym. Dla mnie to jest oczywiste, że życie i sztuka winny być integralne. Nie stawiam tego wymogu, gdy mam do czynienia z kryminałem Marininy, "Jeźdźcem miedzianym" P.Simons czy "Kryształowym aniołem" Grocholi. Jednak trudno czytać w ten sposób "Kolumbów" Bratnego, "Pamiętnik z powstania..." Białoszewskiego czy wywołanego (na zdjęciu) Kapuścińskiego. Zaglądanie do ich biografii nie jest szpiegostwem, szukaniem haków ani doszukiwaniem się czarnej przeszłości. To elementarne prawo czytelnika. Wspominałam o wulgarnej biografii i to jest granica, której nie powinniśmy przekraczać. Dużo było ostatnio o Dehnelu i gdybym - pisząc o jego książce - podkreślała kontakty z P., który pojawia się na kartach "Młodszego księgowego", to właśnie tę granicę bym przekroczyła.
      Co jest złego w tym, że nie chcę czytać książek autorów, którzy współpracowali ze zbrodniczym systemem, podpisywali lojalki, donosili na kolegów? DLA MNIE TO JEST NIEETYCZNE.
      Nie chciałabym wypowiadać się jako nauczyciel, tylko jako bloger. Choć trudno uciec od kanonu lektur. Zawsze był on i jest upolityczniony. Od lat trwają te same lektury, bo przy władzy jest jedna ekipa (wszyscy, którzy byli w Magdalence na zdjęciach, tylko posiwieli nieco). Wyjątkiem był krótki czas Giertycha, który najlepszym ministrem był.
      Blog jest moim hobby; nie współpracuję też z wydawnictwami. Nie wymagam od innych blogerów tego, czego wymagam od siebie. Na wiele stron po prostu nie zaglądam i myślę, że inni postępują analogicznie. Stali bywalcy spodziewają się określonych lektur. Jestem konserwatywna, dlatego coraz mniej i krócej komentuję, by mnie nie postrzegano jako "misjonarza". Zdaję sobie sprawę z osobności, jednak nie sądzę, by ta moja pisanina była jakimkolwiek naciskiem. Gdy czytam książkę, nie odkładam jej na półkę. Ciekawi mnie intertekstualność. Szukam odniesień, poznaję autora. Często to widać we wpisach. Nie czuję się jak inkwizytor ani szpieg:(
      Dużo przemyśleń przede mną...

      Usuń
    2. Pamiętam wpis o "Syberiadzie" - wtedy, czytając go i również teraz zgadzam się z głównymi tezami dzisiejszego posta. Chociaż nie jestem aż tak radykalna i nie zawsze odrzucam przed lekturą książki autorów z niechlubną przeszłością. Natomiast chciałam uściślić spojrzenie na nasze blogowanie :)

      Usuń
    3. ~ I jak wypadło uściślenie? Dziwię się, bo u ciebie też szerokie spektrum okołoksiążkowe. Lubisz konteksty i wycieczki wspomnieniowe, czyli dość podobnie. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    4. No i wpadłam :). Lubię konteksty, to prawda. Uściślenie (moje prywatne) wypadło nieźle.
      I ja pozdrawiam serdecznie pozostając stałą czytelniczką - cenię Twoje pisanie, a problemu "osobności" nie widzę. To, co masz na myśli, to właśnie jest wspaniałe - niezależność myśli i odwaga wypowiedzi. :)

      Usuń
  8. Trudny temat - i trudno mi się wypowiedzieć. Trudno się wypowiedzieć, bo trudno mi zająć jednoznaczne stanowisko. Bo z jednej strony - zgadzam się z Tobą. Z drugiej - uwielbiam "Lalę" i "Saturna" - i nie chcę się jeszcze zamykać na resztę. Z jednej strony - masz rację, z drugiej strony - uwielbiam poezję Szymborskiej - choć nieciekawy czas w swej poezji miała, czy w swym życiu. Z jednej strony zgadzam się z Tobą - bo, kurczę - całe studia mi tłukli, że nie autor, tylko "podmiot liryczny". Bardzo tłukli, bardzo mocno, aż momentami było to zastanawiające. Mieli na to - owszem - teoretycznoliterackie mocne argumenty, do których mi się nie chce wracać, bo zapomniałam - nie mam z teorią literatury do czynienia od lat i jest mi z tym dobrze. I - popieram Ciebie, a jednak - kocham muzykę Jacka Kaczmarskiego, która mnie ukształtowała swego czasu, a który - alkoholikiem był i bił swoją córkę - bo i w takie rejony można zabrnąć w kontekstach biograficznych, nie tylko w opcje polityczne. I dużo bym tak mogła mówić. I nie wiem, czy stać mnie na radykalny wybór jednej z opcji. Chyba pozostanę gdzieś pośrodku. Czujna, zdystansowana, ale nie potrafiąca sobie odmówić przyjemności czytania - mimo wszystko. Choć może to się zmieni - wiele poglądów zmienia się z czasem, mam nadzieję, że sporo go przede mną.

    Tymczasem - dzięki za ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Oleńko, z pewnością zabrzmi to banalnie, ale może do radykalizmu trzeba dojrzeć. Kiedyś wystarczył mi piękny język i zachłysnęłam się Anną Janko i jej "Dziewczyną...", a potem przyszło opamiętanie po "Pasji...", że jednak sam język to za mało, gdy ktoś wartości gubi po drodze. Podobnie rzecz się miała z Dehnelem, którego ceniłam po "Lali", a teraz odczytałam inaczej "Młodszego księgowego" i akcje spadły. Z Jackiem Kaczmarskim podobnie, tylko że nie chodzi mi o to, że bawię się w prokuratora czy sędziego. Wiem, jak postępował w życiu osobistym, a mimo to słucham jego piosenek. Chodzi mi o fałszowanie swojego "ja" w utworach w imię korzyści, np. Kosiński, o nieprzyznawanie się do przeszłości, do błędów... Sam Kapuściński w "Lapidariach" napisał: Nie umiałem oddzielić literatury od życia. Zatem dlaczego my mamy oddzielać? Tak jak powiedziała kiedyś Stefania Grodzieńska, że już nic nie musi. Ja też nie. Nie muszę czytać tego, co inni. Kilka lat - które mi może zostały - chcę poświęcić na szukanie prawdy, dobra i piękna. Może nawet powinnam napisać je wielkimi literami. Temat potrzebny. Pozdrawiam najgoręcej:)

      Usuń
    2. Może trzeba do tego dojrzeć, masz rację - i bardzo szanuję Twój wybór. Dobrze, że wyczulasz na problem. Mnie po prostu na taki wybór nie stać. Wystarcza mi książka - przede wszystkim. Czasem uzupełniam ją biografią, czasem nie. Mimo wszystko nie chcę się zamykać - na innych ludzi - tak ogólnie, po prostu. Szeroki temat, wieloaspektowy. Ty mówisz o fałszowaniu swojego "ja" w twórczości; ja mówię chyba o czymś szerszym - systemie wartości, poglądach, cechach osobowości... Kapuściński pięknie też pisał o tym Innym. Ja po prostu nie wiem, czy mam monopol na prawdę, czy mam podstawy do niektórych ocen. Uważam, że jestem za mała, za głupia - i że wciąż szukam. I staram się nie zamykać, co nie znaczy oczywiście: być bezkrytycznym. Bo może w spotkaniu z innymi, czy też w konfrontacji - ta prawda się bardziej odsłoni lub wyostrzy...? Oczywiście prawdę rozumiem tutaj bardzo szeroko - bo z tą prawdą i z tymi wartościami, których Ty szukasz - całkowicie się zgadzam. Ech - naprawdę lepiej dyskutowałoby mi się o tym wszystkim nie pisząc, a mówiąc. Za dużo chciałabym powiedzieć... :)

      Usuń
    3. ~ Oleńko, ależ trzeba wszystko czytać, żeby mieć swoje zdanie. Po wielu lekturach można dopiero uogólniać. Gdybym blogowała 30 lat temu, to zadziwiłabym blogerski świat swoją "rozrzutnością" w czytaniu i opiniowaniu. Swoją drogą szkoda, że odeszły te odczytania w niepamięć. To dopiero by się działo:)
      Bardzo logiczny wywód. Wszystko rozumiem:)))

      Usuń
  9. Wydaje mi się, że nie ma jedynie słusznej odpowiedzi. Niekiedy biografia ma znaczenie, niekiedy nie. Niekiedy człowiek będący "mało ciekawą" postacią jest autorem dzieł wybitnych, niekiedy człowiek wybitny jest autorem "takich sobie" dzieł. Z pewnością nie zawadzi wiedzieć co nieco o autorze ale nie zaryzykowałby twierdzenia, że życiorys zawsze determinuje dzieło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Może to specyfika mojego bloga, że królują wspomnienia wojenne, reportaże, biografie... Wtedy naprawdę trudno uciec od życiorysów. Same wypływają na powierzchnię;)
      Dalej jednak obstaję przy integralności dzieła i twórcy. Dawno, dawno temu było inaczej, ale już nie jest.

      Usuń
    2. To pewnie zostaniemy na "z góry upatrzonych pozycjach" mimo "rys na życiorysach" np. Borowskiego, Broniewskiego, Tuwima trudno skreślić ich twórczość, Grass był w SS a walorów "Blaszanego bębenka" raczej z tego powodu się nie kwestionuje, z kolei ci którzy mieli za sobą chwalebną kartę wojenną popełniali książki, o których pewnie woleliby zapomnieć.

      Usuń
    3. ~ Głęboko się nad tym zastanawiałam w momencie zmian nazw ulic, patronów szkół itp. Czy mają prawo w wolnej Polsce funkcjonować przedszkola czy szkoły noszące imię Brzechwy czy Tuwima? Odebrać dzieciom "Lokomotywę"? Rozumiem te dylematy, które rosną wraz z czytelnikami. Jednak w jednym się zgadzamy - że życie pisarza splata się z jego twórczością. Badanie wymiaru prawdy i fałszu to już inna sprawa.

      Usuń
    4. :-) właśnie o to chodzi, że czasami tak a czasami nie :-)

      Usuń
    5. ~ No tak mniej - więcej;)
      O jedno będę walczyć do ostatniej kropli ... atramentu - by polskiej historii nie pisali oprawcy. Howgh!

      Usuń
  10. "Komu zależy na tym, by młodzież poznawała literaturę bez kontekstu historyczno-literackiego?"

    Tak sobie Braszka duma, że to taka nasza współczesna gradacja:

    odcinamy autora od dzieła,
    dzieło od historii,
    historię od rzeczywistości

    Dlaczego?
    Myślę że najlepiej ujął to ś.p. profesor Paweł Wieczorkiewicz:
    " Wiele poglądów i teorii, w które wszyscy głęboko wierzymy, nie ma nic wspólnego z prawdą. W dużej mierze to wina polskich historyków, o których – mówię to z bólem – mam bardzo złe zdanie.

    Dlaczego?

    To grupa osób o bardzo zachowawczym sposobie myślenia. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że w rzeczywistości mogło być inaczej, niż im się wydaje. A poglądy i teorie wyrabiali sobie, czytając prace swoich poprzedników pracujących w warunkach komunistycznego zniewolenia. Polscy historycy to grupa skostniała intelektualnie. Oskarżam polskich historyków o brak wyobraźni i elastyczności, o niemożność oderwania się od schematów. A w pokoleniu 60-latków są to schematy wypracowane w PRL. Wszyscy jesteśmy ich więźniami."
    http://niepoprawni.pl/blog/164/rewelacyjny-wywiad-z-sp-prof-pawlem-wieczorkiewiczem-dlaczego-rzeczpospolita-czekala-2-lata

    więc skoro u podstaw leży historia
    a historia jest zafałszowana
    to najlepiej odciąć od niej dzieło
    i twórcę

    ale ale takie blogi Jak Twój Droga Gospodyni
    czy Ali - takie blogi właśnie
    dają nadzieję,
    że młodzi zaczną szukać
    szperać i tworzyć historię na nowo
    a przecież szukanie to efekt inteligencji

    Może jeszcze nie jest
    z nami tak źle :-)


    z szacunkiem
    odwiedzająca Blog Szanownej Gospodyni
    po raz pierwszy, ale w żadnym wypadku nie ostatni

    Braszka

    p.s i widzisz Alu znów dzięki Tobie
    bez wazeliny oczywiście
    :-)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Znalazłaś:) Witaj!
      Post kończą pytania retoryczne. Niewiele osób się do nich odniosło, bo przecież najważniejsze są nazwiska ulubionych autorów, na których ktoś krzywo spojrzał. Ile osób przytaknęło, że dzieło bez osobowości autora i znajomości jego biografii niewiele znaczy? Albo że zależy od tła historycznego?
      Niewiele. Więc co dziwić się młodzieży, którą od źródeł odcina się zupełnie. Zawieziona przez nauczyciela na "Syberiadę" (fajnie, bo lekcje przepadają), dowie się, jak to na Sybirze ładnie. Nic to, że historię piszą oprawcy. Nadzieja w internecie, bo może poszukają, bo może się skrzykną, bo może - gdy pracy nie będzie i kraj opuścić trzeba - pomyślą: dlaczego?
      Naszą historię trzeba napisać na nowo. Rozglądam się, kto podoła. Na wszelki wypadek jednak zbieram znalezione okruchy. Zmarszczone, zasuszone, ale i tak mówią więcej niż "prawda ekranu".
      Sporo o Wieczorkiewiczu w wydaniu specjalnym "Do Rzeczy - Ludzie". Czyta się;)
      Pozdrawiam i zapraszam o każdej porze:)

      Usuń
  11. Brak odpowiedzi na Twoje pytania wynika z faktu, że cały czas poruszamy się w orbicie tych samych problemów, wynikających z zafałszowania naszej historii.
    Jednych pisarzy się "zamilcza", innym usuwa się z życiorysu niewygodne fakty itd. itd. itd. Dla mnie jest oczywiste, że dzieło jest nierozerwalnie związane z jego twórcą i jako odbiorca mam prawo do informacji. Jest wiele przykładów na to,że czytelnicy potrafią wybaczyć niejedną "wpadkę"(Rymkiewicz, Herbert, Kaczmarski, prof. Wieczorkiewicz), ale podstawą naszych ocen i wyborów musi być wiedza.
    Częściowo muszę przyznać rację Alicji2010. Oparcie się tylko i wyłącznie na samym utworze, oprócz tego, że znacznie zubaża jego interpretację, jest po prostu pójściem na łatwiznę.
    Śledzę systematycznie Twój blog i mogę tylko pogratulować kolejnego kija włożonego w sam środek mrowiska:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Telepatia!!! Właśnie czytałam wpis ze stycznia (też popularny post - o wolności słowa) i myślałam, co u Ciebie:)
      Według mnie sprawa pisarzy integralnych jest jednoznaczna, ale problem narastał z postu na post i zebrałam przemyślenia na kupkę. Wyszło z tego mrowisko, tylko najsmutniejsze jest to, że mrówki przeniosły się na inny blog i sporu ciąg dalszy. Nie wchodzę w dyskusyjny krąg, bo o ile mogę rozmawiać spokojnie o książkach i ich autorach, to w sprawie wartości nadrzędnych jestem niewzruszona. Takimi są dla mnie religia, patriotyzm, wolność, rodzina. O nich się nie dyskutuje. Słyszę też wciąż zarzuty, że u mnie politycznie, że forsuję własny światopogląd. A przecież ja uparcie trwam przy książkach. Polecanie zaś lub krytykowanie to funkcja bloga. Przecież nie zmuszam nikogo do czytania.
      Tak mi smutno jakoś, ale przyszło mi dziś tyle wspaniałych książek, że serce rośnie. Same "polityczne" oczywiście, bo jest wreszcie najnowszy Polkowski, stary ale jary Cat Mackiewicz, dwóch Wyrwichów, jeszcze poczciwy Łojek na pociechę. Zero bestsellerów i o czym tu ze mną można rozmawiać? Nic z polecanych przez "różowych". Jak widać nadal mozolnie buduję swój "papierowy dom", a wiatr niech przegania chmury i daje się przebić słońcu. Tobie też dużo słońca:)

      Usuń
  12. Drogo Książkowcu, więcej optymizmu:) Jedne mrówki się wynoszą, za to inne przybywają. Przecież licznik wciąż bije!!!
    Z lekturami mam ten sam problem co Ty. Rzadko już kupuję coś w księgarniach stacjonarnych, gdyż na półkach leżą same "najlepsze" pozycje.
    Bardzo jestem ciekawa pana Wyrwicha, bo to dla mnie ktoś zupełnie nowy, więc czekam niecierpliwie na wpis.
    Życzę, mimo wszystko, miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. ~ Nieustająco podziwiam mrówczą społeczność, że każde rozsypane mrowisko natychmiast pracowicie odbudowuje:)
      O, Wyrwicha koniecznie! Oczywiście przeciwnicy rozdzielania biografii i dzieła skrzywią się niemiłosiernie, ale u tego pana inaczej się nie da! Pierwszą książką, którą miałam, był "Łagier Jaworzno" - gdzie stalinowcy znęcali się nad młodocianymi polskimi "przestępcami", którym nowa, czerwona ojczyzna się nie podobała. O książce nie może być głośno, bo przecież jeszcze żyją oprawcy albo ich dzieci. Na dodatek jak pączki w maśle. Wstrząsające wspomnienia z cel śmierci, o których wspomina Ala. I jeszcze "Ogłoszono mnie szaleńcem". Z tym tytułem natychmiastowe skojarzenie, że Wyrwichowie (autor z małżonką) odmówili przyjęcia wysokiego odznaczenia od obecnego prezydenta, skoro ten miejsca dla krzyża nie znalazł na Krakowskim Przedmieściu. Jak tu nie cenić człowieka? Z pewnością o nim napiszę.
      Pozdrawiam słonecznie:)

      Usuń
    3. Ja również pozwolę sobie wtrącić się w rozmowę.
      Czytam na bieżąco komentarze, nadal myślę na ten temat (dałaś do myślenia tym postem!) i doszłam do wniosku, że chyba nie napisałam wcześniej dość jasno tego, o co mi chodzi. A co napisał później Marlow. Chcę więc dopisać.

      Chodziło mi o literaturę w ogóle.

      Biografia i dzieło na pewno nie powinny być rozdzielane w tym zakresie naszej polskiej najnowszej, najczęściej nierozliczonej historii, gdy minione wydarzenia mają jeszcze żyjących świadków. Gdy żyją bliscy potomkowie zbrodniarzy wszelkiego rodzaju. Gdy piszący autorzy mają za sobą podejrzaną przeszłość, z którą żyją sobie wygodnie i nic ich nie uwiera. Gdy ich poglądy wpływają na wypaczanie historii, wykrzywianie opinii.
      Tego właśnie nie sprecyzowałam, ale też jakoś to mi się wydało zbyt oczywiste. Jak widać trzeba jednak pisać dokładnie.
      I to także jest dla mnie osobiście wskazówka, żeby zbyt szybko nie pisać komentarza. Muszę czasami bardziej przemyśleć temat, a nie tak rzucać się spontanicznie z opinią.

      Mam też pytanie do Twojego ostatniego wpisu - czy tu nie chodziło Ci o zwolenników, a nie przeciwników:
      "O, Wyrwicha koniecznie! Oczywiście przeciwnicy rozdzielania biografii i dzieła skrzywią się niemiłosiernie, ale u tego pana inaczej się nie da!"
      Chyba, że ja źle zrozumiałam całość. To byłoby kolejnym sygnałem, że z wiekiem coraz trudniej mi czytać ze zrozumieniem.

      Pozdrawia mrówka, która nie zmienia mrowiska tak łatwo :)

      Usuń
    4. ~ Elu, myślę, że książki dzisiejszych autorów - na dodatek dotykających bolącej, niedawnej historii - trudno oddzielić od twórców. Tu się zgadzamy. Jednak moim zdaniem tych wcześniejszych też. Czy wyobrażasz sobie analizę np. "Pana Tadeusza" bez informacji, w jakim momencie życia był wtedy Mickiewicz? Co czuł, rozżalony, stęskniony... Niech będzie Kraszewski, bardzo czytany ostatnio. Tyle powieści, że z pewnością to czysta fikcja, a nie odbicie biografii. Jednak wsączył tyle dookolnych informacji, tyle swoich myśli! Chociaż zdecydowanie mniej. Tu ustępuję. Natomiast Wyrwich to już całkiem dzisiejsza twórczość i podlega prawom, które dokładnie opisujesz. Wprawdzie nie przeszedł przez ubeckie cele, ale walczy o prawdę nie tylko piórem, ale i życiem. Cisza wokół niego najdobitniej świadczy o niepokoju tych, których nazywa, bo fikcyjnych postaci u niego nie ma.
      No a z przeciwnikami i zwolennikami POMYLIŁAM!!! Nie będę już kasować komentarza, a edytować się chyba nie da. Może blogerki tu doczytają.
      Tobie dziękuję ogromnie za wnikliwe czytanie. Też nie powinnam zbyt szybko odpisywać:)

      Mrówki, choć czasem zostawiają bolący ślad, jednak czyszczą i leczą. Nie bez przyczyny mrowiska są pod ochroną:)

      Usuń
  13. O relacjach biografia – dzieło nie chce się wypowiadać, bo to temat za bardzo złożony do jednoznacznego krótkiego podsumowania. W każdym razie, w sprawie Domina zgadzam się w całości.
    Natomiast niewątpliwie fundamentalny jest kontekst w jakim dzieła powstają. I tu przy okazji warto wspomnieć o „Popiele i diamencie”, który z trudnych do zrozumienia powodów uchodzi za książkę bardzo ciekawą, jeżeli nie arcydzieło, a jako żywo takim nie jest i to niezależnie od kontekstu, w jakim powstał. A kontekst był wyjątkowo podły, bo Andrzejewski pisał tę powieść na zamówienie UB i w oparciu o materiały UB ze śledztw. Na dodatek faktografię kluczowych postaci ze strony komunistycznej przekręcił o 180 stopni, bo takie było zamówienie.
    Pamiętam wstrząsającą dla mnie rozmowę z profesorką polonistyki, i to z tych „uczciwych”, która uparcie twierdziła, że jakość tekstu opublikowanego trwa niezależnie od kontekstu, a wspomniany „Popiół i diament” zaliczała do arcydzieł.
    Ciekaw jestem, czy i dzisiaj zwolennicy czytania bez kontekstu w tym przypadku będą bronili Andrzejewskiego i jego dzieła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dla mnie relacja dzieło/autor jest jednoznaczna. Więcej lub mniej - i tu mogą padać różne tytuły - ale zawsze.
      Co do Andrzejewskiego, to pisałam w sierpniu 2011 roku (http://dom-z-papieru.blogspot.com/2011/08/tylko-wybrani-dostana-sie-do-nieba.html). Dokładnie to, o czym piszesz. O jego uwikłaniu, rozmowach z Trznadlem, a przede wszystkim o "odnalezieniu" pierwowzoru Maćka przez Krzysztofa Kąkolewskiego. Polecam jego "Diament odnaleziony w popiele". Z komentarzy pod postem nie wynika, by Andrzejewskiego krytykowano za postawę. Pamięta mu się rangę tematu w czasie, gdy o AK nie wolno było mówić, w filmie zauważono mistrzostwo Wajdy. Do tego pana też mam wiele "ale" i pewnie tu kiedyś trafi. Może okazją będzie film o "Bolku".

      Usuń
    2. Ups, nie pamiętałem Twojego wpisu o Andrzejewskim, Kąkolewskiego oczywiście znam, stąd jestem taki „mądry”. Pozytywnych opinii o „Popiele i diamencie” nie rozumiem. Jeszcze w zamierzchłych czasach szkolnych było dla mnie jasne, że to politgramota nie warta zachodu, nie tylko ja zresztą tak myślałem, i pomimo, że był to socjalizm, to książkę omawialiśmy bardzo skrótowo, bo skoro jest w programie, to trzeba. Jak to się stało, że w wolnej Polsce przez lata była w lekturach obowiązkowych nie rozumiem do dziś, podobnie jak nie rozumiem pozytywnych opinii na jej temat.
      Niewątpliwie pozostaje faktem, że dla rozumienia tej książki kontekst jej powstania jest kluczowy. Pisanie na zamówienie UB to jednak coś odrażającego.

      Usuń
    3. ~ Jednak to już trzeci rok blogowania i bardziej zdziwiłabym się, gdybyś pamiętał każdy wpis;)
      Dziewczyny usprawiedliwiały się, że "Popiół..." nie był już lekturą w ich szkolnych czasach, ale jednak każdy oglądał film Wajdy, który mówił tym samym językiem! Ja jestem "skażona" rodzinnie, by szukać prawdy, a trwanie przy podawaczach medialnych jest grzechem zaniedbania. Andrzejewski z okna, gdzie pisał, patrzył na ubecką mordownię... Mnie to wystarczy.

      Usuń
  14. What's up, yes this post is genuinely fastidious and I have learned lot
    of things from it regarding blogging. thanks.

    my website - minuman berenergi aman

    OdpowiedzUsuń

Komentarze mile widziane.