DOM Z PAPIERU



piątek, 5 kwietnia 2013

Reinterpretacja lektur

Trudno przejść obojętnie wobec faktów. Środowiska lewackie przypuściły atak na polskich patriotów walczących z Niemcami. Właśnie dowiedziałam się - dzięki wnikliwości pani Janickiej - że Zośka i Rudy byli homoseksualistami. "Kamienie na szaniec" to sztandarowa pozycja w kanonie lektur, więc czas, by listę uaktualnić zgodnie z genderowymi trendami. Bo jak na faceta można wołać "Zośka"? Albo jak przyjaciel może głaskać skatowanego, umierającego Rudego po ręce?

Podobny los spotkał "Kazachstańskie noce" Herminii Naglerowej. Autorka pisząca o sowieckich łagrach została przez cenzurę hermetycznie odcięta od potencjalnych czytelników. Jeśli jednak zachował się tu czy tam zaczytany egzemplarz, to i ten trzeba opluć. Znalazła się kolejna pani naukowiec (naukowczyni?), która również tropi wątki homoseksualne i z pisarki czyni lesbijkę. Dowód? Proszę fragmencik: Zapadałam w długie, nieznośne majaczenia głodowe. Jarzyny - marchew, cebula, ogórki, kapusta, buraki, kartofle - surowe, soczyste, ich chrzęst między zębami, słodycz w podniebieniu, ostrość ich zapachu, ich mączność wtłaczająca się w przełyk... Osłabiony z głodowania żołądek spełniał urojoną pracę aż do omdlałego zmęczenia. Ten fragment został tak zinterpretowany: Jednak można to odebrać inaczej. Głód może być głodem seksualnym, a warzywa to pochłaniane ciało, w którym bohaterka zatraca się bez reszty. Metafora soczystych warzyw, niczym części pochłanianego w rozkoszy ciała, pozwala zgłębić nam doznania kobiety. I tak dalej, cytując wersy, a jeszcze więcej doszukując się między wierszami.
Gdyby ktoś chciał posłuchać i sam wyrobić sobie opinię, to Radio Wolność udostępnia cały tekst tytułowego opowiadania Naglerowej. [polskieradio.pl - nagrania na temat: deportacje].

W tym świetle jakże łagodne zdaje się być potraktowanie kolejnej lektury, gdy Sienkiewiczowi przyglądamy się przez lupkę i wyławiamy ledwie wątki kolonialny i feministyczny.
"W pustyni i w puszczy" od stu lat czytane z wypiekami, zostało zaatakowane z dzisiejszej perspektywy. Ja tymczasem skupię się na czasie, gdy książka powstawała, bo inaczej nie można. Co działo się w kraju, który pod zaborami powoli  zapominał, czym jest wolność? Minęła rewolucja 1905 roku, która była chlubą dla władzy ludowej i w PRL nie wybaczono Sienkiewiczowi krytycznego spojrzenia na te wydarzenia, o czym świadczy przemilczanie powieściowych "Wirów". W powieści PPS pokazana jest jako mafia niosąca śmierć i rzucająca bomby, a socjaliści to siejący nienawiść bandyci. Ostrych słów o socjalistycznych rewolucjonistach nie wybaczył pisarzowi Piłsudski i znalazł sobie innego wieszcza, którego z lubością cytował, czyli Słowackiego. Widzimy tu prawicowe sympatie Sienkiewicza i bycie w kręgu konserwatywnym. Jaki to ma związek z lekturą? Ano ma. Pisarz uważał, że czas najwyższy, by edukować naród, uczyć patriotyzmu  i odkopywać polskość z popiołów. Zaangażował się w utworzenie szkolnictwa polskiego w ramach Macierzy Szkolnej. Liczył na  uświadomioną politycznie młodzież, na chłopców, którym nieobce będą patriotyczne ideały. I to dla nich - młodzieńców dorastających w zaborczym jarzmie - napisał "W pustyni i w puszczy"!

Poznajemy przeszłość ojca Stasia - powstańca 1863 roku - który zbiegł z syberyjskiego zesłania. Rzutuje to na postawę, gdy patriota uczy tego samego syna. Co dzieje się po zakończeniu akcji? Młodzi małżonkowie wrócili do kraju. Powrót do ojczyzny był patriotycznym obowiązkiem (Mościcki!). Cechą powieści dla młodzieży jest "nagroda za..." - tą nagrodą dla rycerza jest kobieta. Powieść jest adresowana do dzieci i młodzieży, stąd postać chłopca i dziewczynki, czyli dla obu płci. Kali i Mea uprawdopodobniają podróż przez Afrykę. Gdyby autor nie wprowadził tych postaci, trudno byłoby uwierzyć, że ucieczka się powiedzie (nie stworzył postaci z pobudek kolonialnych). Podobnie rzecz miała się z formą powieści, czyli "robinsonadą" - ta forma kompozycyjna też jest akuratna dla adresatów. Widział Sienkiewicz, że morale polskiej młodzieży jest zagrożone, chciał propagować skauting, znał Afrykę z podróży... - to geneza powieści. Stworzył Stasia Tarkowskiego w konwencji małego rycerza, a damą jest Nel. Niczym w koncepcji przedmurza chrześcijaństwa dominuje triada: BOGU-OJCZYŹNIE-DAMIE.
To ona buduje kolejne wydarzenia. Wątki religijne burzą dziś krew antagonistom, bo jakże to biały mógł "przekabacić" towarzyszy podróży (aż się boję napisać - Murzynów!). Giną wątki ojczyźniane, również w filmie, gdzie  nie ma mowy o słowach Jeszcze Polska nie zginęła pieczołowicie rytych na skale przez Stasia. Wyparowała też, bo niepoprawna politycznie, teoria moralności Kalego. W książce wzruszały mnie już dawno rozważania na temat, kiedy można zabić drugiego człowieka. Dziś zastąpiono je etyką relatywną. W nowszej wersji filmowej "przerobiono" też  kolonialnego Sienkiewicza i teraz to Staś jest głupi, a poucza go - niczym mędrzec - Kali. Nawet w pewnym momencie Staś dziękuje słońcu za uratowanie Nel!  Mam wrażenie, że autor powieści w grobie się przewraca...

Odejdę od powieści, ale zostanę przy polityce kolonialnej. Początek XX wieku (powieść ukazała się w 1911) to czas potęg kolonialnych, wśród których dominowały: Anglia, Francja, Rosja, Portugalia, Niemcy, Belgia, Dania, Hiszpania, Włochy, Holandia... Długo by tak wymieniać, ale polskich kolonizatorów nie wytropimy. A może by tak Niemcom przywrócić pamięć? Ot, taka ciekawostka z Afryki, dokładnie wtedy, gdy Sienkiewicz zasiadał, by napisać "kontrowersyjną" (bo kolonialną) powieść, Niemcy prowadzili eksterminację dwóch narodów namibijskich. Plemiona Hererów i Nama przeszkadzały osadnikom i w 1904 roku rozpoczęła się ich rzeź. Ocalałe niedobitki znalazły się w obozach koncentracyjnych, gdzie zabijano nawet kobiety i dzieci, przeprowadzano eksperymenty medyczne, wyniszczano więźniów nieludzką pracą. Gdy niemieccy żołnierze wracali do domów, żartowano, że przemalowują swoje żony na czarno, żeby robić to, co dotychczas. Dziś te wydarzenia wymazano z turystycznych folderów, a z hotelowych tarasów pokazuje się piękny widok na Wyspę Rekinów, nie wspominając, że na brzeg wywożono ciała więźniów, by przypływ zabierał je na pożarcie ludojadom. O tych zapomnianych kartach historii wspomina Wikipedia. Może ci, którym Sienkiewicz nie przypadł do gustu, znajdą w tej historii coś dla siebie. Ach, jaką powieść można napisać!

Dlaczego nasilają się ataki na najbardziej wartościowe książki i ich autorów, którzy wychowali całe pokolenia? Dlaczego podrzuca się nam do recenzowania chłam z wydawnictw, a skazuje  na literacki niebyt najlepszych autorów, a tych, którzy jakimś cudem się ostali, których kochamy i cenimy, obrzuca się plugawym jadem? Dlaczego...?

57 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowcu, chyba nikt nie twierdzi, że swego czasu nie czytało się "W pustyni i w puszczy" z wypiekami na twarzy i to nie tylko, w czasie kiedy książka powstała. Również i dla mnie była tego typu lekturą, rzecz w tym, że Sienkiewicza powoli dotyka to, czego dawno doświadczyli już inni pisarze czyli bezlitosne działanie czasu. W czasach PRL-u, z pewnością Sienkiewicz nie był sekowany - takich ekranizacji jego powieści nie miał chyba żaden pisarz, podobnie jak masowych nakładów. A i dzisiaj nie ma się źle - niezależnie od jakości ekranizacji "W pustyni i w puszczy" (a co powiedzieć o "Ogniem i mieczem") trudno powiedzieć, że jest przemilczany (co przy pluralizmie mediów i wydawnictw jest raczej niemożliwe). Po prostu okazuje się dla współczesnego czytelnika zwyczajnie nieatrakcyjny. A jeśli chodzi o polski kolonializm - mam wrażenie, że ominął on nas trochę mimowolnie bo nie mieliśmy w czasie podbojów kolonialnych własnej państwowości, bo że generalnie byliśmy "nie od tego" tylko się "spóźniliśmy" świadczy chociaż Liga Morska i Kolonialna czy wyjazd Arkadego Fiedlera na Madagaskar.

      Usuń
    2. ~ Tylko częściowo się z tobą zgadzam. Nie mówię, że Sienkiewicz nie patrzył z wyższością na Murzynów. Chodzi o to, że nie można go mierzyć dzisiejszą miarką, stąd moje wywody o tamtym czasie i co inni wtedy mieli na sumieniu. Sienkiewicz w PRL-u był wydawany, ale "Wiry" się zagubiły. Wspominając wielkich zapomnianych, mam bardziej na myśli np. Naglerową, Obertyńską, Narbutta i innych, o których czasem tu wspominam, a byli świadkami tamtych dni. Chyba tylko zarysowałam narastający, bolący problem. Nie mogę milczeć, gdy jestem przekonana do swoich racji. Boli mnie czytanie podsuwanych "bestsellerów", a zapominanie o ważnych, wartościowych książkach. Może młodzi czytelnicy nie widzą, że to problem, bo nie mają perspektywy i nie mogą porównać wczoraj i dziś. Ja mogę, więc to robię. Może ktoś przeczyta i zatrzyma się na moment. Może zamiast kolejnej Picoult i jej pseudokontrowersji, poszukają w bibliotece wspomnianych polskich autorów. Bez tej nadziei nie mogłabym pisać. I przy okazji - moje dzieci (te szkolne) czytały lekturę z przyjemnością. Trudno było im przebrnąć przez początek, ale dokładnie takie same miny miały, czytając "Tajemniczy ogród". Musiałam tłumaczyć, dlaczego dziewczynka spędziła dzieciństwo w Indiach i mówiła do indyjskich służących: ty świnio! Lektur co niemiara do reinterpretacji! Nie tylko polskich.

      Usuń
    3. Książkowcu, co do "Wirów" Sienkiewicza, to były one wydane w najgorszym okresie PRL-u w 1951 r., tak że czasami się odnajdywały :-). Ale niezależnie od tego, mam wrażenie, że udało Ci się nie odnieść to mojego postu :-) ja nawet nie stawiałem w nim zarzut poczucia wyższości Sienkiewicza wobec Murzynów :-) ale pomijam już to. Rzecz w tym, że jako współcześni czytelnicy wydajemy sądy współczesne, a to jak oceniali książkę powstałą 200 czy 100 lat temu ówcześni czytelnicy jest dla jej aktualnej recepcji bez znaczenia. Co z tego, że np. kiedyś "Poganka" Żmichowskiej, czy "Pamiątka pod dobrej matce" Hoffmanowej były bestsellerami skoro dzisiaj są to książki wybitnie dla "bardzo mocno zdeterminowanych"? Z problemem weryfikacji przez czas musi zmierzyć się każde dzieło bez względu na tematykę i niewiele wychodzi z tego obronną ręką.

      Usuń
    4. ~ Nadal nie jestem przekonana, że dzisiejszy ogląd lektur jest właściwy i że taką miarką należy traktować Sienkiewicza. Pisał tak, jak myślano w tamtym czasie i tak powieść oceniam. Nie sądzę, żeby na moim stosunku do Murzynów zaważyła postać Kalego. Nie mógł źle pisać o czymś, czego nie wiedział.
      Problem istnieje. Słyszałeś pewnie o oczyszczeniu z zarzutów o rasizm komiksu o przygodach Tintina - "Tintin w Kongo". W powstałym w 1930 roku komiksie jest scena, w której Murzyni niosą w lektyce bohatera. Jednak odniesiono zarzut do czasu, gdy utwór powstawał. Nie miał on na celu poniżenia kogokolwiek, a jedynie miał być rozrywką. No a patrząc dzisiaj...

      Usuń
    5. A czy ktoś twierdzi, że odmienne od dotychczasowego spojrzenie to jedynie słuszny ogląd? Mam wrażenie, że paradoksalnie to właśnie dotychczasowe podejście do wielu książek jest traktowane jako "jedynie słuszne" a każda odmienna interpretacja traktowana jako zamach na "narodowe świętości". Terror politycznej poprawności oczywiście istnieje ale jest on tylko jednym z elementów interpretacji literatury.

      Usuń
    6. ~ Ja idę dalej w swoich poglądach. Nie tylko uważam, że taki terror istnieje, ale dominuje w analizach lekturowych i narzuca jedynie słuszny sposób ich widzenia. Spróbuj napisać inaczej, to zostaniesz w najlepszym wypadku rasistą, faszystą, homofobem, ciemnogrodem i Bóg jeszcze raczy wiedzieć, czym. Tropienie "mowy nienawiści" zaknebluje tych, którzy mają cokolwiek jeszcze do powiedzenia. Ale są i jaskółki czyniące wiosnę. Właśnie trwają przymiarki do oprotestowania wypowiedzi pani Janickiej. Siła w sieci:)
      Że warto czasem spojrzeć pod innym kątem na nauki pobierane w szkołach, przekonuje np. Gabriel Maciejewski. Właśnie dziś dostałam wiadomość od Autora, że trzeci tom "Baśni jak niedźwiedź" jest w sprzedaży. Już się uśmiecham na myśl o lekturze:)

      Usuń
    7. Książkowcu, właśnie casus Janicka pokazuje to o czym piszę - inne spojrzenie niż to, które wynieśliśmy ze szkoły traktowane jest jako "szarganie świętości" a nie głos w dyskusji. Przecież Janicka nie zakwestionowała bohaterstwa Zośki i Rudego a jedynie wysunęła supozycję o ich homoseksualizmie, co przecież w żaden sposób nie umniejsza ich postaw w czasie okupacji. Co do "Baśni jak niedźwiedź", to nawet miałem zamiar ją kupić ale trafiłem na recenzję wytykającą autorowi taką ilość błędów faktograficznych, że książkę można traktować rzeczywiście tylko w kategoriach baśni :-) a nie poważnego spojrzenia na historię więc sobie odpuściłem.

      Usuń
    8. ~ Nie traktuję wypowiedzi Janickiej poważnie. To nie jest jedynie inne spojrzenie. Takie pseudonaukowe postępowanie budzi politowanie. Pani wykazała się ignorancją, gdy na podstawie jednego fragmentu snuje swoje fantazje. Może to projekcja jej marzeń, by po kilku dniach katowania, głodu, umierać w objęciach przyjaciółki i przeżywać seksualną rozkosz. Ponadto ma jeszcze pretensje do Kamińskiego o to, czego nie napisał! To czytelnicy mają decydować o treści książek? Autor nie ma prawa pisać "po swojemu"? No nic, artykułów w sieci pojawia się sporo i dzięki Bogu, że są myślący ludzie. Do takich zaliczam też Maciejewskiego. Nie sprawdzam drobiazgowo każdego faktu historycznego (choć to autor eksponuje przemilczenia i zniekształcenia, dlatego budzi czyjąś nienawiść), ale zawdzięczam mu inne spojrzenie. Jeśli ktoś/coś jest marginalnie potraktowany przez historię, to odczytuję, że odegrał ważną rolę i natychmiast czuję doń sympatię. Z jakiegoś powodu jest niebezpieczny. Wiesz, że zgadza się niemal w stu procentach? Zresztą wiele razy pisałam o takich zapomnianych, wymazanych. Ja tylko o literatach, a Coryllus traktuje poszukiwania szerzej. Chwała mu za to:)

      Usuń
    9. Co do Janickiej to rzeczywiście masz racę - jej zarzuty, że coś w książce jest albo czegoś nie ma zupełnie abstrahują od okoliczności w jakich powstawała i można nad tym wzruszyć tylko z politowaniem ramionami. Ale jest jeszcze kwestia współczesnej interpretacji książki a w tej kwestii zamiast rzeczowej polemiki widać tylko egzaltację. Co do "Baśni" to gdyby tam była jedna, dwie, pięć pomyłek to pewnie machnąłbym na to ręką ale autor sprawie wrażenie, że nie za dokładnie zna fakty, o których pisze a ja aż tak wyrozumiały nie jestem :-).

      Usuń
    10. ~ To już jakiś konsensus. A jeśli chodzi o Maciejewskiego, to sam podkreśla w wywiadach, że nie jest historykiem. Jeśli jednak fachowcy nie zajmują się reinterpretacją ważnych wydarzeń z naszej przeszłości, to jestem wdzięczna i amatorowi. Ważny jest impuls, a potem myślący człowiek sięga do źródeł:)

      Usuń
  2. Słyszałam o tej interpretacji "Kamieni...", ale nie wnikałam w szczegóły, bo stwierdziłam, że ludzie naprawdę nie mają co robić, skoro takie bzdury wypisują. Poza tym, abstrahując już od tego przykładu, orientacja seksualna ani wyznanie, ani kolor włosów itp.itd.nie ma nic wspólnego z patriotyzmem. Rudy i Zośka byli bohaterami i kropka!

    A co do drugiego przykładu... To chyba ta "naukowczyni" czuła taki głód, skoro w warzywach ciała rozkosznego się dopatrzyła... Ech, naprawdę, nie mają co robić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Gdy przechodziłam wczoraj koło dworca, zobaczyłam dwóch młodzieńców witających się radośnie "na misiaczka". Pomyślałam o czymś, co nie przyszłoby mi do głowy jeszcze kilka lat temu. Czy to nie wpływ grup, które się promują? Co innego przyznawać się do wybranej orientacji, a co innego przypisywać ją komuś. Czy "Rudy" życzyłby sobie tego? Podobną walkę toczyłam o Konopnicką. Nie mnie ustalać, kim była, ale przypisywać jej skłonności, gdy ona sama się nie wypowie, uważam za niemoralne.
      Gdy przeczytałam interpretację opowiadań Naglerowej, serce mi pękło. Tyle czytałam literatury łagrowej i lagrowej, przechodziłam katusze, współczułam, a tu ktoś głód przeinacza. Straszny głód, który czasem uwięzionych posuwał do kanibalizmu. W cytowanym opowiadaniu jest mowa o dziewczynie, która została w nocy zastrzelona za kradzież warzyw. To potrzeba seksu ją tak pchała do ryzykowania życiem!!!
      Smutne tematy:(

      Usuń
  3. Ciekawa jestem bardzo, czy reinterpretatorzy zdają sobie sprawę, że przekraczaja granice śmieszności i paradoksalnie najwięcej stracą na ich pomysłach właśnie osoby homoseksualne?

    P.S. Naglerową starzy emigranci wymieniali JEDNYM TCHEM zaraz po Dąbrowskiej, albo i przed. A teraz jest niestety całkiem zapomniana:(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Patrząc na komentarze pod postami pokazującymi "Kamienie na szaniec" w nowej szacie, wcale nie wydaje mi się, że czytelnicy się nie zgadzają z przedstawioną opinią. I to budzi niepokój.
      Naglerowej udało mi się kupić "Wierność życiu". Dobre i to. Przynajmniej na tyle, by nie zapomnieć nazwiska.

      Usuń
  4. Wspomniałaś o swoich szkolnych "dzieciach" i ich zdziwieniu na temat zachowania małej dziewczynki w "Tajemniczym ogrodzie" i o tym, że musiałaś im tłumaczyć skąd taka jej postawa.

    Czy nie można też tak robić z budzącymi kontrowersje wśród niektórych ludzi książkami lub ich fragmentami? Czy tak ciężko o rzetelny komentarz do niezrozumiałych z dzisiejszych czasów postaw i zachowań?

    Lepiej jest powycinać i powyrzucać "niewygodne" fragmenty zamiast podejść do sprawy racjonalnie i logicznie.

    Każda epoka interpretuje po swojemu klasykę i zastaną literaturę. To akurat nie jest żadne nowe zjawisko. Można to robić na bardzo wiele sposobów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Nie tylko można, ale trzeba tłumaczyć, podpowiadać. Pokolenie wychowane na przygodówkach Verne`a czy Szklarskiego nie ma problemu z kolonializmem. Dzieci nie słyszały w ogóle. Chyba dwa lata temu lekturą na konkurs był "Piętnastoletni kapitan". Dzieci były zszokowane niewolnictwem w Afryce! Też musiałam "opowiadać im świat".
      Jednak z interpretacjami trzeba uważać. Jeden z komentatorów podał przykład, jak w Tuwimowej "Rzepce" wszyscy na siebie poupadali, co pachnie niektórym orgią. Daleko mogą zaprowadzić takie dowolne, dalekie od warsztatu naukowego, zapędy.

      Usuń
    2. Cóż we wszystkim można się dopatrzeć wszystkiego (taki truizm, ale tak jest). Polecam lekturę tekstu, który swego czasu krążył po sieci, a dotyczył sekciarskiej natury "Pana Kleksa". Służę linkiem do odpowiedniego wpisu na moim blogu:

      Drugie dno "Pana Kleksa"

      Pal sześć, jeśli ktoś w ten sposób parodiuje dany utwór w celach rozrywkowych i dla zabawy, ale jeśli ktoś zaczyna na poważnie brać takie wywody powinna mu się zapalić czerwona lampka.

      Literatura jest pomnikiem epoki, w której powstała. Nie można jej zmieniać, trzeba starać się ją wyjaśnić i zrozumieć.

      Gdzieś kiedyś obiło mi się o uszy, że muzłumanie chcą zakazać "Boskiej komedii" Dantego, dlatego, że napisane w niej jest, że Mahomet trafił do któregoś tam kręgu piekła.

      Usuń
    3. ~ Przeczytałam, obejrzałam filmiki:) Przyszło mi też do głowy, że pana Kleksa nie nazwali jeszcze pedofilem;)
      Wszystko można zrobić z każdą książką. Udowodniłeś:)

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. ~ Alu, mam pomysł! Może nowy blog założymy? Taki z genderową interpretacją lektur. Ale byśmy miały wejść! Nagroda w konkursie na najlepszy blog roku gwarantowana, a po drodze zmiotłybyśmy wszystkie "buki" i "złote zakładki". I pewne grupy popatrzyłyby na nas łaskawym okiem;)

      Usuń
  5. Smutny to znak czasów, gdy księgarnie pełne są książek-koszmarków, wszędzie widać krzyczący do nas wyraz "bestseller" z kolorowych okładek. Tylko prawdziwej literatury coraz mniej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Cieszę się, że widzą to nie tylko czytelnicy, ale i Autorzy:) Kłaniam się:) Biografie cenię szczególnie i oby było ich na rynku więcej.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Ja dalej o moich szkolnych dzieciach. Gdy czytaliśmy głośno fragment "Tomka w krainie kangurów", przy opisie, gdy Tomek dostał od ojca sztucer i złapał go podniecony, wybuch śmiechu. Czy to nie skutek mediów, że piękne książki odbiera się inaczej? Znak czasów? Ja tam też pielęgnuję swoje odczucia i pierwsze odbiory. Bezcenne.
      Pocałunki sekretarzy? Wierzę w zapobiegliwość internatów, którzy takie historyczne momenty przechowają na swoich dyskach. Bo ostatnio np. zniknęły zdjęcia naszego prezydenta z polowań. Ciekawe, dlaczego? Sto całusów bez podtekstów;)

      Usuń
    2. Ala jak coś wymyśli, to boki zrywać. A było tych pocałunków sporo, całe lata im to zabrało.)

      Usuń
    3. ~ Aniu, nasze pomysły przechodzą ewolucję. Czas się bać;) Nawet nie patrz wyżej...

      Usuń
  7. To nie ciekawe czasy nastają, to straszne czasy nastają.
    Skoro co niektórzy tzw., naukowcy doznają całkowitego zaćmienia półkul to czego oczekiwać od społeczeństwa, które wierzy w słowo w tv mówione, jak w Biblię.Zastanawiam się skąd oni wynajdują te szemrane autorytety, których głos się najbardziej liczy.
    A to wszystko skwitować można tylko jednoznacznie, że głupota ludzka granic nie zna.
    Młode społeczeństwa zaś ma być tylko i wyłącznie posłusznym i bezmyślnym konsumentem wszystkiego co mu się podsunie.
    Dobrze, że piszesz o tym wszystkim, gdyż sama tak głęboko nie sięgam więc tym bardziej wiedza zdobywana u Ciebie jest cenna.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Takie parytety na uczelniach:( A młodzi pseudonaukowcy chcą robić kariery. Społeczeństwo łyka papkę, jednak wciąż mam nadzieję, że w potrzebie potrafi być ofiarne i solidarne.
      Sama nie wiem, jak te "kawałki" mi wpadają przed oczy. Chyba tak ma być, żebym się dzieliła z innymi:)

      Usuń
  8. Uwielbiam ten blog :) Bądź tu na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Jestem:) Póki mnie nie namierzą...
      Ale się uśmiechnęłam dzięki tobie:-D

      Usuń
  9. Wiesz, normalnie ręce opadają - jakiś czas temu ataki na Konopnicką i Rodziewiczównę, teraz Kamiński...
    A później wrzawa, że nauki się nie dotuje. Już nie powiem gdzie ja mam taką naukę, co z bohaterów (bo dla mnie chłopaki z "Kamieni" to bohaterowie są)robi to co robi. Przykro, bo nawet poprzedni ustrój im tego nie zrobił - czytałam "Kamienie na szaniec" jako lekturę w ósmej klasie w roku szkolnym 1983/4, oglądaliśmy film "Akcja pod Arsenałem" i nawet moi koledzy, twarde chłopaki, po kryjomu jakąś łezkę uronili...
    Słuchać hadko! - jakby rzekł pan Podbipięta.

    Co do Sienkiewicza - jak czytam to co napisałaś, to dochodzę do wniosku, że chyba ten świat w jakąś paranoję popada. Pisał w tych czasach w których żył i tak wtedy świat wyglądał - był kolonializm, było niewolnictwo, był wyzysk i nic tego nie zmieni. Zresztą, czy teraz jest tak cudnie i kolorowo? Coś mi się widzi, że chyba nie... Jeszcze trochę i wywali się ze szkół historię, bo przecież promujemy (my historycy)różne niezdrowe wzorce - ja na ten przykład miałam dziś lekcję na temat początków pańszczyzny, więc może któryś 15-latek z mojej IIA za parę lat wykorzysta wiedzę wyniesioną z tej lekcji i w swoim przedsiębiorstwie nie będzie płacił pracownikom?

    Młodzież dzisiaj ma bardzo nikłą wiedzę historyczną i polonistyczną, jeśli ktoś czyta książki uznawany jest za dziwaka, a już o znajomości klasyki to szkoda gadać. Nie dość, że w programie podstawówki i gimnazjum nie jest jej za wiele to zwyczajnie nie chce się czytać, bo jest tyle ciekawszych zajęć.
    Nasze pokolenie czytało, bo nie miało zbyt wiele innych możliwości - w telewizji dla młodego odbiorcy prawie nic nie było, można było ew. pograć w piłkę czy pospacerować z koleżanką, a i to tylko jak pogoda była. I tyle - przynajmniej u mnie na wsi. To człowiek brał książkę i czytał. I nie miał pretensji do losu, że "Qvo vadis" ma 500 stron tylko łykał te strony jedna za drugą i czekał co będzie dalej.

    No, ulało mi się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Pięknie wylałaś swoje i nasze żale. Nic dodać...
      Nad ograniczaniem liczby godzin historii boleję okrutnie i nie przekona mnie stu ministrów edukacji, że to z korzyścią dla kogokolwiek. Komuś bardzo zależy na tym, by polską kulturę położyć do grobu, bo zaściankowa, a uniwersalna ma być. Stąd te ataki. Bo nie ze strony czytelników pochodzą. Dla odmiany wzięłam sobie, żeby przypomnieć - "451 Fahrenheita". No przecież gość to wszystko opisał! Wiemy przynajmniej, czego się spodziewać, to i walczyć można. Dzięki za taki pojemny wpis i serdeczności:)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. ~ Obiecuję tak ustawiać kaganek, żeby oświecał tę lepszą część literatury. No i troszkę historii, bo bez niej omawiania literatury nie ma:)

      Usuń
    4. Po mojej lekcji, na której przybliżyłam kontekst historyczny omawianego utworu (II wojna światowa), do mojej dyrektorki przyszedł rodzic ze skargą, "że to propaganda, że na polskim powinien być polski, po co się mieszam do historii i po to komu" :) Na szczęście mam mądrą panią dyrektor.
      Dbamy o to, żeby do biblioteki szkolnej nie kupować "koszmarków".
      "Kamienie na szaniec" zwykle robią ogromne wrażenie na młodzieży. Kilka lat temu, po omówieniu lektury, byliśmy na wycieczce w W-wie, z inicjatywy uczniów pojechaliśmy także na Wojskowe Powązki, żeby zapalić znicze na grobach harcerzy.
      Dziękuję Ci za ten wpis.

      Usuń
    5. ~ Pewnie rodzic należy do kręgu walczącego z porządkiem historyczno-literackim na lekcjach? Według mnie on najlepszy, jedyny. A tak ogołociło się nasz potencjał poznaczy z elementów historycznych, w tym z polskości i mamy to, co mamy. Trzeba walczyć o nasze dzieci. Dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń
    6. e-ka:
      Zapomniałam o tym właśnie napisać - "Kamienie" to chyba jedyna lektura, którą czyta większość gimnazjalistów w mojej szkole. Nawet ci odporni na słowo pisane. I podoba im się. Więc może jest chociaż nikły promyczek nadziei?

      Usuń
    7. ~ Będzie promyczek, o ile będziemy walczyć. Właśnie zaczęła się batalia o usunięcie "Kamieni..." z listy lektur. Może zatem wystąpienie pani pseudonaukowiec nie było całkiem przypadkowe?

      Usuń
  10. To, co napiszę, to żadne odkrycie. Truizmy, ale ja także z przerażeniem patrzę wchodząc do księgarni na półki oznaczone napisem literatura piękna, a tam ..., co leży każdy widzi. Rozumiem różnorodność- sama bardzo ją cenię, każdemu według upodobań, tylko szkoda, że te upodobania ukształtowały społeczeństwo kultury obrazkowej. A kiedy szuka się choćby klasyki to znajduje zaledwie pojedyncze jej egzemplarze. Czyżby wydawcy wychodzili z założenia, że po klasykę należy udać się do biblioteki, a co jeśli ktoś chce mieć na własnej półce. Z przerażeniem patrzę na to, co dziś interesuje ... chciałam napisać młodych (ale to przecież nie do końca prawda), generalnie i dzieci i młodzi i starsi zadowalają się tym co lekkie, łatwe i przyjemne, tym co nie wymaga ruszenia szarych komórek, a jakże chętnie tym, co pikantne, sensacyjne, obrazoburcze. I to występuje we wszelkich dziedzinach życia -niestety- należałoby odnieść to nie tylko do literatury, ale także np. do teatru (o czym wielokrotnie pisałyśmy), muzyki, malarstwa, itp, itd... Może wyszłam trochę poza ramy powyższej dyskusji, ale przedmówcy powiedzieli już wiele i nie chcę powtarzać. Ja w każdym razie z sympatią czytałam W pustyni i w puszczy i odczytywałam ją jako kolejną Sienkiewiczowską pozycję "ku pokrzepieniu", że jeszcze nie zginęła i nie zginie. I niech tam mówią sobie co chcą, że się przeżył, że ramotka, ale ja lubię Sienkiewicza. A całość chciałabym spuentować cytatem z wypowiedzi profesora Jerzego Jedlickiego - "bo ta cywilizacja dopuszcza istnienie masowego społeczeństwa sprawnych głuptasów, którzy potrafią dokonywać niezwykle skomplikowanych i wyrafinowanych operacji technicznych, nic nie wiedząc o takim świecie, który nie da się opanować i posiąść przy pomocy klawiatury komputera. To będą w przyszłości królowie życia, którzy za nic będą mieli kulturę duchowego doświadczenia, namysłu, głębokich emocji. Ale ta kultura nie zaniknie, bo zawsze będą ludzie łaknący skupienia, ciszy i zachwytu. I zarazem przerażeni światem, jaki stworzyliśmy czy jaki nam stworzono". A teraz pomyślałam sobie, że mój komentarz jest kolejnym potwierdzeniem tezy, że każdą książkę (wpis) można odczytywać na wiele sposobów i każdy widzi w niej to co jego najbardziej .. dotyczy, boli, porusza. Pozdrawiam wiosennie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Cieszę się, że tak ważne sprawy nie tylko mnie uwierają. Komentarz Jedlickiego przenikliwy, trafny, z nutą optymizmu. Z klasyką źle się dzieje. Nie dość, że rzadko po nią sięgamy (jako społeczeństwo), to jeszcze się nam ją obrzydza. Ciekawa jestem, jakie pokolenie wyrośnie po lekturach Dahla, Rowling, Meyer... Nie wymieniam dalej nazwisk, żeby nie wywołać kolejnej burzy. Nie krytykuję książek, tylko co będzie, gdy dzieci przejdą wyłącznie taką inicjację czytelniczą? Gdy patrzy się na czytelnictwo przez pryzmat blogów, targów, to nie jest źle. Jednak szkolna rzeczywistość jest inna. Dlatego smutkuję. Promyk słońca ślę:)

      Usuń
    2. Potrzeba więcej blogerów czytających i prezentujących klasykę literatury, gdyż wówczas "młodzież blogerska", która głównie recenzuje nowości dla kolekcjonowania literatury nie zawsze wysokich lotów ma szansę poznać również książki warte przeczytania, o których w szkole nie słyszała. I jak sądzę z ciekawości choćby sięgnie i po nie.
      Chwała tym, którzy już to robią.)

      Usuń
    3. ~ Aniu, był chyba, a może jeszcze jest, blog poświęcony klasyce i... umiarkowane zainteresowanie. Najwięcej do zrobienia mają szkoły i czytające rodziny. My tutaj też, więc róbmy swoje:)

      Usuń
    4. Blog- wyzwanie klasyka literatury popularnej istnieje i ma się dobrze. Sama zamieściłam tam 78 recenzji a ostatni wpis z 4.04.br. dotyczy Zbrodni i kary Dostojewskiego. Co prawda zdarzają się i tam pozycje, których tytuły budzą we mnie wątpliwości, dlaczego autor-ka wpisu uważa, że należałoby je zaliczyć do klasyki (ale są to jednostkowe przypadki). Choć z drugiej strony napawają obawą komentarze typu - fajny wpis, ale nie znam pisarza/pisarki i nic jeszcze jego nie czytałam- pora to nadrobić. Ja mam świadomość własnych braków, ale nie znać nawet nazwiska... hmmm to jakoś tak głupio chyba, nie? W moim komentarzu chciałam się powstrzymać od wymieniania nazwisk, bo zdarzają się słabości do pewnych pisarzy, którzy - no cóż - wielkimi pisarzami nie są (mnie się zdarzają i innym także i doceniam odwagę przyznania się do takich słabości). Jak ktoś kiedyś napisał - jeśli zachwycasz się czymś (podoba ci się coś)co nie należy do literatury wysokich lotów i masz tego świadomość i nie chcesz nikogo przekonywać, że jest to literatura wybitna - to nie ma w tym nic nagannego. Dopiero, kiedy próbujesz przekonywać, że coś co jest miernej jakości należy zaliczyć do kanonu literatury to zaczyna być niebezpieczne. I przyznaję, że zarówno polityka wydawców, jak i system nauczania budzą moje ogromne wątpliwości, co do przyszłości społeczeństwa, nie tylko polskiego, ale chcę wierzyć jak profesor Jedliński, że jest nadzieja. A twój promyk słońca dotarł nad morze- dziękuję.

      Usuń
    5. Może trzeba po prostu przemycać na własnych blogach tę literaturę. Ja staram się tak w miarę swych możliwości robić i inne blogerki też. Ale cenne są takie blogi jak ten właśnie, gdyż dzięki niemu i moja świadomość się podnosi.
      Ale faktycznie to rola szkół i nauczycieli od języka polskiego i historii by zachęcać, wskazywać co warte jest czytania, gdyż to budzi świadomość, ale świadomość na razie to mam ja , że jest to trudne w sytuacji, gdy rządzącym na tym nie zależy, a przeciwnie robią wszystko by młode pokolenie tej świadomości narodowej pozbawić.)

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    7. Oczywiście masz rację, przecież to idealne miejsce by dotrzeć do młodych ludzi przede wszystkim. A trollizm internetowy na portalach niezależnych kwitnie.)

      Usuń
    8. Siły anty nie zasypiają gruszek w popiele. Owładnęły mediami a teraz próbują i internet przejąc.)

      Usuń
    9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    11. ~ Kota nie ma, myszy harcują. Taka kreatywna dyskusja, a ja w polu;)
      Gosiu, może rzeczywiście nie przyjrzałam się należycie blogowi z klasyką. Widać zanurzył się w powodzi innych, a mam zbyt mało czasu, żeby czytać wnikliwie wszystko. Obiecuję się przyglądać, zanim coś chlapnę;)
      ~ Aniu, dokładasz swoją cegiełkę. Że są próby kontrolowania wpisów, mam świadomość. Jednak innej możliwości dziś nie ma, żeby dotrzeć z dobrą książką do wielu. Zresztą dzięki zaistnieniu w blogosferze znalazłam WAS:) Pewnie, że i trolle bywają, ale zło dobrem zwyciężaj.
      ~ Aluś, często mam mieszane uczucia, gdy wczytuję się w komentarz, bo nie wiem, "co autor miał na myśli". A potem próba siły niczym przeciąganie liny - pójdzie w prawo czy może drgnie w lewo? Nie mam pojęcia, z kim mam do czynienia. Stąd twoje teorie są bardzo prawdopodobne. Otwieramy szeroko oczy i uszy. Tyle - póki co - możemy zrobić;)

      Usuń
  11. Naczytałam się i posta i komentarzy:) Piękna dyskusja się rozwinęła i bardzo ważna. Teraz wszystko jest odnoszone do homoseksualizmu i na przymus szuka się odniesień w literaturze. Dla mnie to chore nieco.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ I trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Cieszy mnie frekwencja, bo temat ważny i każdy głos w dyskusji pozwala mieć nadzieję, że mamy świadomość naszych czasów i właściwy ogląd tego, co się dzieje dookoła. Dziękuję i też serdeczności moc:)

      Usuń
  12. Tak, trudno przejść obojętnie wobec tego, co dziś wyprawiają środowiska lewackie... Dobrze, że pojawia się odpór przeciwko tej głupocie ludzi z tytułami naukowymi. Takie pseudonaukowe wywody budzą politowanie, żenadę, a nawet bunt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Też starałam się nie wkraczać na śliski teren, ale zadziałał przymus wewnętrzny. Ba! Widzę, że o problemie z tą lekturą coraz głośniej. Wyśmienicie. Nie będzie lewak pluł nam w twarz...:)

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Czytaj, bo dyskusja narodowa się szykuje. Sprawa nie dotyczy już tylko tej powieści, ale całego kanonu. Tak się cieszę, że dzięki jednej pani pseudonaukowiec ludzie sięgną po "Kamienie..."!
      Pamiętam łzy podczas lektury. Czy to wtedy postanowiłam o Nich nie zapomnieć?

      Usuń

Komentarze mile widziane.