DOM Z PAPIERU



sobota, 27 kwietnia 2013

Książki o książkach

Dwie skrajne opinie. Najpierw na TAK.
Ray Bradbury 451 stopni Fahrenheita
Rzadko wracam do wcześniejszych lektur, jednak tym razem stało się. I dobrze. Ta powieść nie wymaga streszczenia, bo zna ją każdy książkoholik. Mam też przed oczyma adaptację filmową Truffauta, mimo to czytałam z narastającą grozą. Antyutopia sprzed 60 lat okazała się  wiernym odzwierciedleniem dzisiejszej rzeczywistości. Kto szuka odpowiedzi na dręczące go pytania, znajdzie wiele wyjaśnień. Czy zostanie nadzieja? Trudno oczekiwać. Jaki obraz społeczeństwa wyłania się po lekturze?
Gorzki. Ludzkość stacza się na intelektualne niziny z własnej woli. Myślenie i wyższa kultura nie są zakazane, lecz pogardzane. Cywilizacja podąża stopniowo ku analfabetyzmowi rozświetlanemu błyskami sztucznych ogni i monitorów. To teleściany wyrugują z serca najbliższych i same staną się rodzinką. Telewizja wychowa to, co jej się żywnie podoba i będzie rzeczywista jak świat. Rządzącym jest bardzo na rękę, by ludzie interesowali się tylko seksem i mordobiciem. Istnieje zakaz posiadania i czytania książek. Przetrwały jedynie komiksy i trójwymiarowe pisma erotyczne. Jeśli chłamu będzie mnóstwo, a wartości mało, każdy sięgnie po chłam - z lenistwa czy braku orientacji. Ludzie bezpiecznie zamknięci w niepalnych domach czasem ruszają do parków rozrywki. Wielka ucieczka na skrzydłach benzyny. Ścigają się, mordują. Młodzież rozmawia o markach samochodów, ciuchów, o basenach... Podziwia się sztukę abstrakcyjną, bez treści, inna została wyeliminowana. Eskadry odrzutowców nie pozwalają zapomnieć o zagrożeniu wojną. A ile cytatów, które nasi rządzący wzięli sobie do serca!

No i trzeba mieć na względzie mniejszości. Im większa populacja, tym jest ich więcej. [...] Nie można urazić nawet najmniejszej z najmniejszych mniejszości.

Domowe środowisko potrafi zniweczyć mnóstwo wysiłków czynionych przez szkołę. To dlatego wiek przedszkolny został obniżony tak dalece, że praktycznie porywamy dzieci z ich kołysek.

Organizuj konkursy, które można wygrać dzięki wykuciu na pamięć słów popularnej piosenki. [...] Wtedy lud będzie wierzył, że myśli.

Systematycznie skraca się szkołę, rezygnuje z dyscypliny, stopniowo zarzuca filozofię, historię, języki obce, lekceważy angielski, macha ręką na ortografię. Liczy się chwila bieżąca, praca i rozrywki. Po co uczyć się czegoś prócz naciskania guzików, ciągnięcia za przełączniki, przykręcania śrubek?

W takiej rzeczywistości tkwi główny bohater - Guy Montag. Należał do ludzi ognia i palenie sprawiało mu przyjemność. Palił książki i był szczęśliwy do czasu, dopóki jednej z nich nie schował i nie zaczął czytać... POLECAM.

Druga opinia na NIE.
Jacek Dehnel Młodszy księgowy
Jeśli spytać przeciętnego Polaka, z czym kojarzy mu się "księgowy",  z pewnością odpowie, że to  osoba zajmująca się prowadzeniem ksiąg rachunkowych. Ile osób pomyśli, że źródłosłów to księga? Jednak w przypadku wywołanej książki to pierwsze skojarzenie jest bardzo adekwatne do zawartości. Bo Dehnel rozlicza osoby medialne z tego, co powiedziały lub napisały, a skojarzenie z księgowością owszem jest, wszak czyni to bardzo skrupulatnie.

Pierwszy oberwał Tomasz Sobieraj, co to mieszka sobie na tej ziemi Asnyka i Konopnickiej. Po "soczystym"  opisie sposobu życia poety dowiaduję się,  czym tak podpadł panu Dehnelowi. Otóż nie spodobała mu się proza Masłowskiej, późna twórczość Miłosza, dalej padają "wielkie" nazwiska - Świetlicki, Gretkowska, Tokarczuk, Huelle, Pilch... No jak można ich nie kochać? To o nich się pisze, a o Sobieraju media milczą!

Następnie dostaje się Witoldowi Gadowskiemu. Ten pan dziennikarz-wykładowca-dyrektor jest klinicznym przypadkiem "powstańca kanapowego" (co to siedzi na kanapie czy fotelu i snuje bohaterskie opowieści; przypina sobie ordery podprowadzone z cudzych trumien). Nie mnie rozliczać - kto, kiedy i jak walczył - ale szyderczy ton felietonu snuje się nieeleganckim zapachem.
Do tej samej kategorii zostaje zaliczony poeta Wojciech Wencel - mój ulubiony zresztą. Rozdział "Powstańcy kanapowi" aż kipi od złych słów. Autor wyśmiewa (delikatnie powiedziane) tradycję obchodzenia katastrofy smoleńskiej; patriotyczne akcenty w twórczości poety, chrześcijańskie korzenie... Tak różnych synów Gdańsk wydał?

Nawet jeśli przyszło mi czytać całkiem dobre felietony, jak np. "Sztambuszek", natychmiast uśmiech gasł po wyznaniu autora: strasznie trudno przychodzi mi czytanie różnych koszmarnych wierszydeł patriotycznych. Że o pisaniu nie wspomnę. Ta retoryka jest zupełnie popsuta, wytarta, jałowa, dudniąca pusto.

Czas na kolejną postać, której  lewicowość Szymborskiej się nie podoba. Tym razem cięgi zbiera Krystyna Pawłowicz, bo stwierdziła, że poetka nie kojarzy się jej z Polską, z polską przyrodą ani historią. Zaś teza, że "poeta ma obowiązki wobec kraju i narodu" jest - według Dehnela - banalna.

Patriotyzm i religijność to słowa, na które autor reaguje chyba alergią, bo pojawiają się co rusz. Podczas zwiedzania Jerozolimy notuje: Niedługo potem ja też dotarłem do Bazyliki Grobu, gdzie pooglądałem sobie kolejnych fanatyków, tym razem rzucających się na kamień (ponoć obmywano na nim ciało Jezusa). 
Na s. 243 czytam:  Dziś widać, że zawłaszczenie przestrzeni publicznej symbolem jednej religii jest nie do przyjęcia dla wielu Polaków - czy to ateistów, czy wyznawców religii innej niż katolicka.

Autor zabrał też głos w sprawie kanonu lektur. Uznał  powieści Dobraczyńskiego i teksty Wojtyły za niegodne, by na liście lektur się znaleźć. Karol Wojtyła wielkim papieżem może i był, ale literatem nietęgim, a książka "Wujek Karol" w spisie lektur przywodzi na myśl "Opowiadania o Leninie" Zoszczenki. 
 No pewnie. Lepiej pisać o historii rózgi czy wibratora.

To by było na tyle. Mam żal sama do siebie, że dałam się zwieść pozytywnym opiniom na blogach i wybrałam tę książkę wbrew intuicyjnym podszeptom. Z zasady nie zamieszczam  krytycznych opinii (wszak Tajny Detektyw czuwa  i znajdzie mnie, żeby złajać), jednak czynię wyjątek, bo jeśli ktoś ma konserwatywne poglądy, może poczuć się urażony niektórymi felietonami. Jednocześnie przyznaję, że Pan Dehnel erudytą jest i jeśli komuś "właściwa" opcja polityczna nie przeszkadza, to po książkę spokojnie sięgajcie.






70 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Zastanawiam się, co czuł przed śmiercią Bradbury, gdy widział samospełniającą się przepowiednię. Żył na tyle długo, by widzieć i wiedzieć.
      A pan Dehnel dołącza do Nurowskiej, Wiśniewskiego, Rylskiego i paru innych nazwisk, po które już nie sięgnę. Wpadłam w pułapkę, myśląc, że to książka o książkach.

      Usuń
    2. Alicjo2010- Odnośnie chipów: na początku motywowano ich użycie częstymi zaginięciami dzieci, starszych osób - dzięki nim niby można byłoby błyskawicznie odnajdywac tych ludzi. Jednak od początku było pewne, że chodzi o masową kontrolę nad ludźmi.

      Usuń
    3. ~ Jestem zwolennikiem teorii spiskowych. Np. ta o NWO jest bardzo prawdopodobna. Tamże o czipach;)

      Usuń
  2. Ja też się spotkałam z pozytywnymi opiniami jeżeli chodzi o drugą książkę, ale nie zamierzałam jej czytać.
    A autor pierwszej jak wieszcz przewidział w jakim kierunku społeczeństwa się będą rozwijały. Niestety nie czytałam, muszę to koniecznie nadrobić. Tak myślę, że telewizja to był jeden z gorszych wynalazków, gdyż ograbił ludzi z tego co najcenniejsze, z czasu. Niestety po pokoleniu telewidzów rośnie nam pokolenie internautów.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Aniu, generalnie książka może się podobać, ale masz podobny ogląd świata - tak myślę - i pewnie zwróciłabyś uwagę na te same fragmenty. Zatem owijam się moherowym szalem i pogrążam w lekturach kresowych.
      Z zasady nie czytam SF, ale wszelkie antyutopie spokoju mi nie dają. Czas na Huxleya, bo aż wstyd, że znam tylko z bryków. Przekonam się, czy jego wspaniały świat będzie taki jak Bradbury`ego. Pozdrawiam prawie majowo:)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. ~ Właśnie czekam na książkę. Fajnie będzie czytać równolegle:) O in vitro znowu głośno, więc pamiętaj, żeby "nie urazić nawet najmniejszej z najmniejszych mniejszości";)
      Kiedyś zabrałam głos w tej sprawie (po filmie "Eugenika" G.Brauna), to przeszłam swoje:(

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. ~ Śliski temat, chociażby w kontekście ostatniego "wyjazdu" zarodków do Niemiec oraz buntujących się "dzieci z probówki", że niby Kościół je odrzuca. Każda okazja jest dobra, żeby zaatakować księży.
      Z Lemem nie zawsze się zgadzam, ale tym razem robię to z przyjemnością:)

      Usuń
    6. Miałam przejść obojętnie obok tego co napisała pani Alicja 2010 a propo in vitro, ale nie mogę przejść obojętnie. Zagotowało się we mnie pani Alicjo. Abstrahując od tych 40 letnich mam (które dzieci nie miały wcześniej z różnych powodów), to co mają zrobić te pary (te, które chcą dzieci rodzić za młodu), które dzieci mieć nie mogą, a pragną tego jak niczego na świecie?
      Poza tym ludzie nie mają dzieci z różnych powodów w owym najodpowiedniejszym czasie. Nie wystarczy tylko pragnienie. Hej siup zróbmy sobie dziecko, bo wiek odpowiedni. Ja mam lat 34 i bije mi zegar już dość mocno. Nie mam jeszcze dzieci, bo zwyczajnie mnie na nie nie stać. Walczę o jakąś normalną umowę w pracy, żeby móc ze względnym spokojem i z pełną świadomością zdecydować się na dziecko. Powinnam już dawno urodzić, robić już kolejne okrążenie, ale jak w tym kraju ja mam wyżyć z dzieckiem za takie pieniądze? Już nie wspomnę, że moja umowa w żaden sposób mnie nie chroni. Inaczej jeśli dziecko już jest, to zawsze jakoś się układa. Ale jeśli ma się podjąć świadomą decyzję to to już nie jest takie proste. Brzmi to jak kalkulacja, wiadomo dziecko powinno powstać z miłości i wielkiego pragnienia. Uważam jednak, że odpowiedzialnym jest zadbać o to żeby mamusia miała chociaż pracę i tatuś też, o własnym mieszkaniu nawet nie marzę.
      Więc odkładamy, bo już niedługo się wyjaśni co z moją umową. Nie wiem czy będzie problem, ale może być...
      Kwestia zabiegów in vitro powinna rozgrywać się w sumieniu indywidualnie. Nie popierasz, jesteś przeciw? Ok. Nie rób tego i nie potępiaj (Ty człowieku ogólnie) innych, że szukają szansy na spełnienie się jako rodzice. Nie rozumiem dlaczego grupa ludzi o takich, a nie innych poglądach ma dyktować mi co mam myśleć, co mam czuć i jakie ma być moje sumienie. Nie ma we mnie na to zgody, ani na jakiś taki ton nie wiem pogardy (proszę wybaczyć pani Alicjo 2010 jeśli się mylę) w poście powyżej.
      P.S ja też wcale nie jestem taka pewna czy finansowanie wszystkich zabiegów przez państwo był dobrym pomysłem. Tak gwoli ścisłości.
      Dziękuje za uwagę.

      Usuń
    7. ~ Papryczko kochana, odbiegamy od tematu, ale tak chciałabym dodać coś od siebie! Gdy czytałam ostatnio "Starorzecza", Kroh wspominał o jego urodzeniu się w czasie wojny, gdy wszyscy stukali się w głowę i mówili jego matce, że to nie jest dobry czas. Każdy czas jest dobry! Gdy byłam po raz trzeci w ciąży, mąż stracił pracę, chwilę potem zachorował na raka... Czas straszny. Teraz mam wspaniałą, piękną, wrażliwą córcię, która jest radością mojego życia. Sprawdziło się powiedzenie, że da Bóg dzieci, da i na dzieci.
      Piszę, żeby udowodnić, że rozumiem tęsknotę kobiet za dzieckiem, jednak jestem przeciw in vitro z różnych powodów. Przede wszystkim budzi podejrzenie, że rząd forsuje refundację zabiegów (czyli pochyla się nad rodziną), a z drugiej strony mnożą się apele o ratunek dla dzieci, dla których nie ma na leczenie. Czy to nie rozdźwięk? Komu zależy na tym, by zabiegi stały się normą? Najpierw małżeństwom, a potem...? Jakie lobby naciska? Zgłosi się potem osoba samotna... Zaczną się horrory opisane przez J.Picoult, gdzie są procesy o wynajęcie brzucha, o wskazanie prawdziwej matki, o handel zarodkami, o selekcję... Na Zachodzie to wszystko już jest. Narzuca się nam schemat myślenia, że skoro jesteś przeciw tej metodzie, to jesteś przeciw bezdzietnym małżeństwom. To nieprawda! Czy wokół mało przykładów, jak rząd o nas dba? Wybacz tę wypowiedź i wtrącanie się, ale tak chciałam postawić jasno sprawę;)

      Usuń
    8. Dobrze piszesz Bogusiu. Gdyby rząd dbał o dzieci robiły wszystko, żeby dzieci nie trafiały do domów dziecka tylko do rodzin zastępczych. Też jestem przeciw in vitro, gdyż dzieci nie można produkować. To rodzi opory moralne, ale i skutki moralne.
      Dzisiaj styl życia poszedł w innym kierunku, liczy się standard, a nie jakość życia rodzinnego. Dziecko nie musi mieć mnóstwa rzeczy, jemu potrzebny dobry, kochający dom.)

      Usuń
    9. ~ Aniu, pewnie wiele osób się z nami nie zgodzi. Jednak doświadczenie wskazuje, że zawsze, gdy człowiek postąpi wbrew naturze (przeciw Bogu), zwróci się to przeciw niemu. Z czasem przekonuję o tym coraz bardziej. A media najlepiej wyłączyć;)

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  3. bardzo dziękuję Ci za te opinie. Pierwszej książki- nie znam, a drugą nie czytałam, bo już czytałam kilka różnych opinii dających do myślenia. Taką ksiązkę o książkach jak popełnił pan Dehnel mógłby chyba napisać każdy czytający i orientujący się w literaturze. Tyle, że po co? Nie będzie ani drugiej Szymborskiej, ani drugiej Osieckiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Gdybym wcześniej przeczytała taką opinię, pewnie bym westchnęła i tyle. No ale jestem w końcu "ksiazkowcem", więc musiałam sama spróbować;)

      Usuń
  4. "451 stopni Fahrenheita" - czytałam bardzo dawno temu. Muszę sobie przypomnieć, bo pamiętam, że po pierwszej lekturze wynotowałam sobie mnóstwo fragmentów, cytatów, które chciałam zapamiętać. Zeszycik jednak zaginął...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Jak widzisz, to też moje po latach kolejne czytanie tej książki, bo mi spokoju nie dawała. Aż nabrałam ochoty na inne powroty;)

      Usuń
  5. ,,451 stopni Fahrenheita" już rezerwuję w bibliotece:)
    Natomiast druga książka wydaje mi się żenująca, zwłaszcza słowa o nietęgim poziomie literackim warsztatu Wojtyły... Brak słów jak można dziś z podniesionym czołem podzielic pisarzy na ,,jedynie właściwych" i ,,oszołomów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Bradbury koniecznie:)
      A JD jawnie opowiada się za tę jedyną poprawną opcją polityczną. Było jeszcze sporo innych smaczków, np. o panach z IPN, o posmoleńskich tworach Rymkiewicza, o kserówkach ze strasznymi wierszydłami rozdawanymi na Krakowskim Przedmieściu... Niektórzy to lubią. Niech czytają:)

      Usuń
  6. Oj, nie każdy książkoholik zna "451 stopni Fahrenheita"! Ja nie znam, ale jak najszybciej to nadrobię, bo mnie bardzo zachęciłaś :)
    A dlaczego nie sięgniesz już po Rylskiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Może w recenzji Bradbury`ego zbyt mało skupiłam się na czytaniu, a to powieść o roli książek w życiu. Niesamowita!
      Rylskiego podziwiałam za poprzednie utwory; byłam na spotkaniu autorskim i mówił całkiem do rzeczy. Niestety przy okazji promocji "Obok Julii" usłyszałam słowa, które niebacznie wypowiedział - "ci popieprzeni kombatanci". Zawarł w nich wszystko:(

      Usuń
  7. Powieść Bradbury'ego czytałam dawno, ale pamiętam, iż byłam przerażona wykreowanym przez autora światem, w którym nie chciałabym żyć. Czasami powroty są warte uwagi.
    Jeżeli chodzi o Dehnela to w odpowiedzi na Twój komentarz ostrzegałam... Teraz wiesz dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Nie powinnam czytać tej książki. Nie dla mnie ona. Prawdę mówiąc spodziewałam się, że mogą nie podobać mi się wątki osobiste (które są prywatną sprawą autora), jednak przeszłam obok nich obojętnie, a zabolały inne:(
      Nadal muszę się uczyć czytać ze zrozumieniem;)

      Usuń
  8. Również zawstydzona przyznaję, że nie znam "451 stopni Fahrenheita" i że też muszę nadrobić.
    "Młodszego księgowego" mam na półce i generalnie czuję, że ja będę na tak. Ale jedno mnie intryguje - nie znam tekstów Karola Wojtyły więc nie mogę ich w żaden sposób ocenić, ale zastanawia mnie, czy jeśli Dehnel ma rację (bo nie wiem czy ma czy nie) i nie są one najwyższych lotów pod kątem literackim, to dlaczego na siłę je wrzucać na listę lektur szkolnych? Tylko dlatego, że autor był papieżem? To chyba za słaby argument jeśli chodzi o lekturę. Aczkolwiek ja nie znam dokładnie aktualnej listy lektur, więc nie wiem, czy na tle innych pozycji ta akurat jest/nie jest dobrze dobrana. Ciekawa jestem po prostu czy oceniasz lekturę przez pryzmat tego, że Wojtyła był papieżem, czy przez pryzmat jej wartości literackiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Kasiu, właściwie wszystkie znalezione w sieci opinie są na tak. I wcale się nie dziwię. Poza wyłuskanymi przeze mnie poglądami, podziwiać można olbrzymią wiedzę, język, znajomość literackiego światka... Jednak nigdy nie oddzielam twórczości od autora i boli, gdy ktoś z taką niechęcią, czy nawet pogardą traktuje bliskie memu sercu osoby. To nie pierwsza moja notka atakująca polityczną poprawność, a taka - wydaje mi się - jest postawa autora.
      Twórczość Wojtyły nie jest łatwa w odbiorze. Cenię zwłaszcza "Tryptyk rzymski" (czytany, nie śpiewany przez Soykę). Zbyt malutka jestem jednak, by oceniać czy krytykować. Dyskusja na temat kanonu toczyła się w czasie, gdy ministrem edukacji był Giertych. Kanon lektur jest zawsze upolityczniony, więc wiadomo, że nie chodziło o konkretnych autorów, tylko o poglądy osoby w rządzie. Ja tam wolałabym Wojtyłę niż Lenina na półkach szkolnej biblioteki. Nie podobali się Giertychowi Gombrowicz, Białoszewski... Mnie też nie.

      Usuń
    2. Co do mojego tak - wynika ze znajomości dwóch książek autora, polubiłam jego styl i na razie tylko mam takie przeczucie, że będę na tak. Jak będzie na pewno - dowiem się po lekturze.
      Rozumiem, że może być bolesne atakowanie bliskich ci osób. Ale z drugiej strony, czy Łysiak nie robił tego samego odnośnie komuś bliskich osób, a jednak go mocno zachwalałaś? Nie, nie czepiam się, tylko może próbuję pokazać, jak wiele z naszych ocen może wynikać z osobistych predyspozycji, co czasami może w ogóle nie mieć związku z wartością literacką danego utworu. I też mówię o sobie, wcale nie jestem od tego wolna.
      Być może kiedyś sięgnę po coś Karola Wojtyły, choćby po to by poznać i wiedzieć o czym mowa. Ale mi Gombrowicz i Białoszewski się podobają. I żałowałabym gdyby zniknęli z listy. Martwi mnie polityczne podejście do książek. Bo jednak zawsze stawiam na pierwszym planie wartość literacką, estetyczną, kulturową. A polityka? a ile jest jej w książkach a ile dotyczy tylko samych autorów? Może jednak czasami warto oddzielić twórczość od osoby...Gdybym tego nie robiła podejrzewam, że nie mogłabym przeczytać wielu książek, obejrzeć wielu filmów, wysłuchać wielu utworów... Nie muszę przecież zgadzać się z prywatnym zdaniem autora w jakiejś kwestii, żeby docenić jego warsztat. Nie muszę popierać czyjejś postawy tylko dlatego, że podoba mi się jak zaśpiewał piosenkę..

      Usuń
    3. ~ To ja może wprost. Dużo polityki w felietonach Dehnela. Bardzo dobrze czytało mi się "Lalę" czy "Fotoplastikon", bo to były po prostu dobre książki! Teraz nie chodzi mi nawet o obronę konkretnych nazwisk, tylko o wartości, w które JD uderza. A są to m.in. patriotyzm i religia. Przytoczę fragment dotyczący wiersza Wencla, który Dehnel nazywa histerią:"jeszcze Polska nie zginęła póki my giniemy[...] gdy przestaną nas hartować strzałem w potylicę [...] mroźny wiatr ze wschodnich kresów wciąż nam wieje w plecy". Jak oddzielić, czy to atakowanie autora czy poglądów? Jeśli zaglądasz do mnie częściej, to wiesz, że sporo miejsca poświęcam i mordowaniu patriotów, i Kresom, i rozliczeniom z komuną. Zatem bolą takie słowa wymierzone przez młodego człowieka, który na dodatek uchodzi za dżentelmena (cylinder, laseczka), a strzępi język niczym jakiś nędzny pisarzyna.
      Przyznaję, że moje oceny są bardzo osobiste. Ponieważ temat - autor i jego twórczość oraz ich powiązanie - wraca często, chyba poświęcę im odrębny post. Dla mnie autor i dzieło są nierozdzielne. Rzeczywiście przestaję sięgać po książki, jeśli ich autorzy stoją na antypodach i nie widzę szansy na znalezienie wspólnych punktów. Chętnie podyskutuję.

      Usuń
    4. Mówiąc od oddzielaniu autora od treści jego utworu miałam na myśli ogólne postępowanie wobec książek, a nie konkretnie wobec tej Dehnela. Bo jak już się przyznałam, nie znam jej na tyle, żeby wiedzieć, o czym w szczegółach się rozpisał autor "Lali". A jeśli jest wyrazem jego postaw i poglądów, to wiadomo, że w tym przypadku jest trudno o taki rozdział. W każdym razie chętnie przeczytam odrębny wpis dotyczący nierozdzielania autora i dzieła. Może zrozumiem Cię lepiej, może będę miała inne argumenty w dyskusji, bo będę miała do czego się odnieść nieco konkretniej.
      A że tu często zaglądam to już chyba się kiedyś przyznawałam. Szanuję Twoje wartości i poglądy, choć z wieloma się nie zgadzam. Ale jak widać, nie jestem typem, który atakuje, czy szkaluje. Lubię dyskutować kulturalnie i szanuję indywidualność :)

      Usuń
    5. ~ Będę śledzić pojawiające się opinie. Chętnie odezwę się, gdy przeczytasz:) Miernikiem mojego czytania jest siostra, która po przeczytaniu tej samej książki i moich wyimków, pyta zdziwiona: to naprawdę cytaty z tej książki? Każdy jednak podchodzi do lektury inaczej, stąd powroty do wcześniej przeczytanych są wskazane.
      Wiem, wiem, że mamy inne poglądy, dlatego też zaglądam do ciebie, choć rzadko się odzywam:)

      Usuń
  9. Nie znam ani książki na Tak, ani książki na nie. Pierwszą kojarzę z ekranizacją. O drugiej czytałam w sieci; rzeczywiście prawie same pozytywne opinie. Lubię twórczość Dehnela, choć z pewnymi jego poglądami się nie zgadzam. Moje poglądy na politykę znasz, a co do oceny książek pod kątem sympatii i antypatii politycznych ich twórców już dyskutowałyśmy i pewnie każda pozostanie przy swoim zdaniu. I rozumiem, jak przykro, kiedy ktoś szarga nasze świętości, dlatego staram się tego nie robić w stosunku do żadnego z pisarzy; zarówno tych których lubię, jaki i tych, których nie lubię. Generalnie jestem podobnego zdania, co Kasia. Czy chcę przeczytać- sama nie wiem, niektóre spostrzeżenia wydają mi się trafne, ale są i takie, które mi się nie podobają. Wyraziłam gdzieś tam chęć przeczytania książki, ale ostatnio ciągnie mnie w innym kierunku, ale nie zarzekam się z góry, że nie, bo nie. Szkoda, że książka o książkach nie przypadłą do gustu książkowcowi :( dobrze, że powrót okazał się przyjemnością. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Gosiu, to pamiętna ekranizacja skłoniła mnie przed laty do Bradbury`ego. Cieszę się, że wzbudziłam chęci przeczytania, a i mój własny egzemplarz już zamówiony.
      Też chciałabym oddzielać politykę od lektur, ale nie jest to możliwe w obszarach, po których się poruszam i które obejmuję czytelniczym zainteresowaniem. Zdarzają się wyrafinowane wyjątki, ale rzadko. Nie pisałabym recenzji "Młodszego księgowego", gdyby nie ogromne poczucie zawodu. Właśnie chęć ostrzeżenia innych - jeśli mają podobne poglądy - zadecydowała o zamieszczeniu tego wpisu. Oj, jak nie lubię krytykować! Więc próbuję ratować notkę, że Dehnel rozkochany w literaturze, w polszczyźnie, że bibliofil znakomity... Tylko czy jestem wtedy wiarygodna?

      Usuń
  10. "451 stopni..." miałam, ale zanim przeczytałam - poszło w świat... i nie wróciło... Niemniej mam nadzieję, że kiedyś w końcu dotrę to tego, czy innego egzemplarza.
    Księgowego zaś przeczytam - przejrzę, gdy w przyszłości napatoczy się w bibliotece ( teraz mam i tak co czytać, a czasu będę mieć na to mniej) Dehnela lubię, choć tylko z prozy go znam, nie z felietonów/esejów. I tak jak Kasia Sawicka - odzielam twórczość od poglądów politycznych autora. Może dlatego też, że w nie nie wnikam... Cóż, głupiutką gąską jestem ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Akurat "Fahrenheit..." to niekontrowersyjna lektura i trudno nie zgodzić się z wizją autora. A przy tym uczta czytelnicza. Masz dowód, skoro książka nie wróciła. Chłam by oddali:)
      Na opinię o felietonach Dehnela będę czekać. Trudno będzie w trakcie lektury nie zwrócić uwagi na zacytowane fragmenty, ale bez nich też można się zaczytać.
      Że nie wnikasz... Masz prawo i to o niczym nie świadczy. Ja też "taka" się nie urodziłam, tylko długo dojrzewałam do swoich poglądów i potrzeby ich wyrażania. Mam nadzieję, że komuś są potrzebne. Świat mnie za bardzo rani, żebym nie próbowała zrozumieć - dlaczego? Serdeczności:)

      Usuń
  11. Wiarygodna? Nie nazywałabym tego wiarygodnością. Piszesz, o tym, jak odbierasz książkę, z czym się zgadzasz, a z czym się nie zgadzasz, a czytelnik z kolei może się zgodzić lub nie z twoimi argumentami i poglądami. Bo chyba jednak wszystko rozbija się o kwestię poglądów i światopoglądów. Osobiście staram się oddzielać je od lektury, ale mam świadomość, że czasami się nie da. Dlatego każde piętnowanie jakiejkolwiek opcji nie budzi mojego zaufania; nie wyśmiewam się z poezji patriotycznej, choć nadużywanie pewnych pojęć budzi mój wewnętrzny sprzeciw (zwłaszcza sformułowanie- ja prawdziwy Polak-Patriota-Katolik - powoduje cierpnięcie skóry), tak jak nie wyśmiewam się z czytających harlequiny (choć mnie osobiście nużą), tak jak nie wyśmiewam się z tysiąca innych rzeczy.
    A poczucie zawodu? rozumiem, jakże często nas dopada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Myślę, że stali bywalcy "papierowego domu" oczekują jasności w poglądach i to dla nich machnęłam ręką na obroty licznika, pisząc o książkach mniej znanych. W każdym razie wiedzą, czego się spodziewać. Goście też bywają różni, ale mam nadzieję, że czują swobodę w wyrażaniu swoich poglądów. Sama widzę, jak odbieram bestsellery i jak trudno "piszą się" opinie krytyczne, dlatego nie chcąc ranić autorów (bo miłe to z pewnością nie jest), pomijam ich w dalszych planach czytelniczych. To najuczciwsze.
      Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego bardziej lubię rozmawiać z niektórymi osobami. Doszłam do wniosku, że to wcale nie jedność poglądów zbliża, ale to, czy ktoś jest otwarty na dyskusję, czy podaje argumenty warte przemyślenia.
      Dojrzewam do dyskusji na temat: autor i jego dzieło - razem czy osobno? Oj, będzie gorąco. Może w majowy weekend? Pozdrawiam również gorąco:)

      Usuń
    2. Ja od wpisów na blogach oczekuję relacji, wrażeń,odczuć. Mogą być i poglądy, o ile nie ranią innych. U ciebie- w moim odczuciu- nie została przekroczona ta delikatna linia za którą ktoś mógłby poczuć się zraniony, dlatego też jestem tu wciąż częstym gościem. Czasami się nie odzywam, bo rzeczywiście piszesz często o osobach mało lub wcale mi nie znanych i trudno mi się wypowiadać. Muszę przytoczyć pewien cytat filmowo-serialowy (jeśli już go przytaczałam wcześniej to przepraszam, ale bardzo go lubię i często używam) dopóty ludzie do ciebie przychodzą, ścierają się z Tobą, dyskutują, zadają pytania- wszystko jest w porządku, jeśli zaczną Ci przytakiwać znaczy, że przegrałeś. Dlatego dobrze, jeśli umiemy się ze sobą porozumiewać, nawet, jeśli nie łączy nas jedność poglądów- no tak, ale to banał, wszyscy o tym wiemy, tylko jakże często zapominamy. Wszyscy, ja także. Uśmiecham się na stwierdzenie dotyczące obrotów licznika- bo myślę, że właśnie takie wpisy powodują ich skok w górę. A zresztą, kto z nas "starych" blogerów jeszcze patrzy na licznik :) Gorące pozdrowienia chyba sprawiły, że zawitało do nas słoneczko i jest całkiem przyjemnie, czego i Tobie życzę.

      Usuń
    3. ~ Będę się starała z tą cienką, delikatną linią;)
      A cytat ciekawy. Tak trudno nie lubić, gdy przytakują, chwalą i klaszczą;)
      Na licznik patrzę na tyle, by widzieć, czy w ogóle się kręci. Jeśli stanie, to będzie znaczyć, że czas na blogową emeryturę.
      Słońce w weekend zawiodło, ale nic to - byle w przyszłym tygodniu grzało:)

      Usuń
  12. Dopiero co przeczytałam post, komentarze wybiórczo, więc trochę obok podjętych wątków się wypowiem.
    Cytaty z "451 stopni..." rzeczywiście jakoś dziwnie się nie zestarzały. Muszę to sprawdzić w wolnej chwili i przeczytać. "Podoba" mi się (by nie nadużywać przerażenia) ta myśl o trywialnych konkursach, które ogłupionych przekonają do własnej inteligencji. Byłoby nawet zabawne, gdyby istnieli ci, którzy potrafią spojrzeć na to z dystansu i mieć poczucie własnej słuszności (i gdyby nie czuli się w tym osamotnieni).

    Co do Dehnela - książkę mam na półce i jestem zainteresowana. Nie wierzę, że inteligencja musi być złośliwa i atakująca. Śmiem twierdzić, że wolę inteligencję autoironiczną, o sprawnych receptorach wychwytujących zachwyt. Ale jednego modelu nie oczekuję i wielorakość dopuszczam.
    Co do zarzutów wobec Szymborskiej - staję zdecydowanie po stronie pani Wisławy. Nie, no dajcie żyć. Kryterium patriotyzmu nie może być przykładane do wszystkiego. Zwłaszcza, że to kryterium jest relatywne. Naprawdę relatywne. A sztywne definiowanie miłości do ojczyzny może zabić największą miłość. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witaj, Tamaryszku:)
      Miło, że wywołałam we wspomnieniach ważną książkę. Myślałam, że Bradbury jest w żelaznym kanonie moli, a jednak nie.
      Nie wątpię, że książka Dehnela może się podobać. W przypadku Szymborskiej sądzę, że autorowi bardziej chodziło o posłankę Pawłowicz niż o samą poetkę. Teraz w kontekście kolejnej wypowiedzi na temat osoby posługującej się dokumentami na nazwisko Grodzka, pan JD skrobie pewnie następny felieton. Albo już go stworzył.

      Ja osobiście wiersze noblistki oceniam wysoko, ale przeszłość pamiętam. Zresztą nie jest ona taka zamierzchła, bo poglądów poetka nie zmieniła po latach:(

      Usuń
  13. I pomyśleć, że chciałam książkę Dehnela kupić... Podziękuję jednak. Nie mam nerwów do czytania pełnych zajadłości książek poprawnych politycznie. Lepiej na przykład po "Pamiętniki" Władysława Mickiewicza sięgnąć:) Grube tomiszcze, tak że trzymanie jej w dłoni przez długi czas lektury nadweręża nawet siły fizyczne, lecz za to jakże ciekawe świadectwo minionej epoki!!! Że nie wspomnę o możliwości z obcowania z wyższymi rejonami ducha i staropolską, więc znacznie bogatszą niż dzisiejsza polszczyzną.
    Przyznam się szczerze, że nie czytałam jeszcze Bradbury'ego i nie czuję się z tym dobrze. Będę mieć na uwadze "451 stopni Fahrenheita". No i Huxleya.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Przeczytać może i warto, ale kiedyś przy okazji, bez inwestycji i przy nadmiarze wolnego czasu. Przypuszczam, że wnioski wyciągnęłabyś podobne:)
      Widziałam, że czytasz "Pamiętniki" i bardzo jestem ciekawa, co wyłuskasz. Bo podobno o słynnym ojcu mało. Co do tomiszczy, to dawno temu szczęśliwa zakupiłam "Trylogię" trzy w jednym. Nie do udźwignięcia, czyli nie do przeczytania. Ale to był czas, gdy cieszył każdy książkowy zakup. Pozdrawiam z rodzinnych stron:)

      Usuń
  14. Ksiazkowcu, jeszcze tobie zareklamuje moje nowe nabytki, bo w twoim guscie, pozwolisz ze tu, choc nie na temat:

    J. Waydel Dmochowska - Jeszcze o dawnej Warszawie.
    Jest tez pierwsza cz. - Dawna Warszawa. W drugiej autorka opisuje swoj swiat dziecinstwa w Warszawie konca 19 wieku - jak wygladaly pierwsze telefony, ile wynosila pensja kucharki, gdzie sprzedawano najlepsze ciastka itd. Widzialam rozdzial o kapeluszach, i jak ubierano choinke, cudo. Jeden rozdzial przeczytalam - o kartach wizytowych, Toz to byl caly rytual! Gosc przychodzi z wizyta, chyba niezapowiedziany, pytal, czy panstwo go przyjma, jak panstwo nie chcieli, to zostawial swoja karte wizytowa i ochodzil, wcale nie obrazony!
    Kolejne ksiazki:
    J. Kasprzycki, M. Stepien - Warszawskie Pozegnania
    H. Fukier - Wspomnienia staromiejskie
    J Kruszewski - Przed pol wieku w stolicy (to sa gawedy o starej Warszawie)

    Oczywiscie zawsze chetnie sie podziele tym co mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Ze starociami zawsze do mnie jak w dym! Zapisuję:)
      Teraz żyję oczekiwaniem na powieść Polkowskiego, bo fragment przeczytałam w "Do Rzeczy". Drugi ekscytujący tekst w "Akcencie" to spory kawałek zapowiadanej kolejnej powieści Myśliwskiego. To będą książki roku! Dziękuję za pamięć o moich miłościach:)

      Usuń
  15. Bradbury'ego czytałam. To raczej nie kanon molowy a sci-fi, pewnie dlatego jednak wiele osób tego w praktyce nie zna.

    A Dehnela sobie daruję. mam uczulenie na szeptanę propagandę, chociaż ani Rymkiewicza, ani Wencla specjalnie nie wielbię.

    Co do tych mam po 40-stce - tylko taka jedna anegdota. W ostatniej ciaży byłam będąc juz po tej mniej bezpiecznej stronie 35 roku zycia. I faktycznie czułam się dużo gorzej i czepiały się mnie różne przypadłości, o których wcześniej tylko słyszałam.
    Co ja się wtedy naczytałam tekstów propagujacych późne macierzyństwo. Np pani Maciąg, która mówiła, że lepiej znosi ciążę po 40stce, niż ok 20stki. I jak to wchodziła na śnieżkę w 9 miesiącu, bo zna swój organizm.
    Nagroda Darwina dla tego, kto pójdzie w jej ślady.
    Ale to też taka szeptana propaganda. Ludziska się naczytaja, i wydaje im się, że mają hektar czasu. A niekoniecznie tak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Izuś, kiedyś skwapliwie kompletowałam listę książek o książkach i Bradbury był wskazywany praktycznie przez każdego, stąd moje przekonanie, że chyba wszyscy znają. Bo film, to już starsza produkcja i trudno młodym się dziwić. Pamiętam projekcję ze wstępem Torbickiej w programie "Kocham kino".
      Co do późnego macierzyństwa to rzeczywiście wmawia się kobietom, że to normalne, ale biologii nie oszuka. Też miałam wieloletnią różnicę i synowie śmiali się ze mnie, że będę chodzić na wywiadówki Julii z laską;)

      Usuń
    2. No to jeśli kompletujesz, to dopisz "Odeszli w zmierzch" Cata Mackiewicza. Ja nie przeczytałąm całoci, gdyż traktuje o wielu książkach, których nie znam, ale te kawałki, których próbowałam, są nader przyjemne.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. ~ Izuś, Aluś, a ja już myślałam, że mam tak dużo książek o książkach, bo aż kilkadziesiąt pozycji! Tymczasem nie słyszałam o żadnej, które proponujecie. Dzięki!
      Dziś przyjechały do domu ze mną: J.Kolbuszewski "Kresy" i A.Huxley "Nowy wspaniały świat". Ale piękny weekend majowy się szykuje!!! Dla Was też słoneczka i radości:)

      Usuń
    5. Ala,
      znam. Ale muszę powtórzyć!

      A tu opinia z b-netkowego forum o Dehnelu.

      Z Wątku książkowe wspomnienia z kwietnia 2013, autor: Monika W.

      6. Młodszy księgowy: O książkach, czytaniu i pisaniu (Dehnel Jacek) [do książki dodano opisy lub recenzje] , ocena: 3,5
      Wielkie rozczarowanie. Wręcz zirytowała mnie ta książka. Może za dużo się spodziewałam? Miały być piękne eseje o książkach. A były felietoniki internetowe o okolicach książek. Prawie żadnych rozważań o treści jakiejś sensownej książki (może poza jednym tekstem o „Pninie”). Do takiej Pani Fadiman to Dehnel nie dorasta. Może po prostu felietony z WP nie powinny były zostać zebrane w formie książkowej, a do tego opatrzone hasłami zapowiadającymi (jak dla mnie) wysoką literaturę? No a irytację spowodowało dołożenie polityki i jej komentowanie. Niech sobie autor ma, jakie chce poglądy polityczne i niech je rozgłasza. Ale niech mi ich nie wciska w książce, która miała być (według zapowiedzi) zbiorem esejów o książkach.

      Usuń
    6. ~ Proszę bardzo! To naprawdę nie ja pisałam!!!

      Usuń
  16. Dla wielu czytelników Dehnel wyciągnął z "ukrycia" Sobieraja, Gadowskiego i Wencela więc jakiegoś pozytywu w jego książce jednak można się doszukiwać :-), a to że ich twórczość może mu się nie podobać to jego "święte" prawo, tak jak to że i książki Dehnela mogą nie przypaść do gustu :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Jeśli mam ochotę na spotkanie z Gadowskim czy Sobierajem, to sięgam do prasy, a po hucznych zapowiedziach, że Dehnel popełnił książkę o czytaniu, o ulubionych książkach, bibliofilskich białych krukach... - czuję się zawiedziona. Tak po prostu. A Wencel zagości na blogu z pewnością, bo mam kilka dobrych książek jego autorstwa. Czekam na najnowszą o Wierzyńskim. To dopiero będzie lektura!
      Że są różne gusta, to oczywiste, a że mój i pana Dehnela to jak ogień i woda, przekonałam się;)

      Usuń
  17. Ostatnio byłam na spotkaniu biblionetkowym i z zajęciem przysłuchiwałam się rozmowie o książce Dehnela. Koleżanka chwaliła formę, treść już nie bardzo przypadła jej do gustu. Kolega z kolei większą wagę przywiązywał do treści, odniosłam wrażenie, że podobało mu się tępienie grafomaństwa. Sama nie mogłam się ustosunkować, bo znam tylko "Lalę" tego autora (dobra książka, naprawdę). Może kiedyś sięgnę i sama zobaczę...
    A Bradbury to klasyka, piękna książka. Wcale się nie zestarzała. Dobrze, że o niej napisałaś, trzeba odkurzać, rekomendować miłośnikom książek. Tobie się udało znakomicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Agnieś, forma też mi się podoba. Największe niebezpieczeństwo na czytelnika czyha w dobrze napisanych książkach. Sączy się ten poprawnościowy eliksir...
      Bradbury zawsze i wszędzie. Dziękuję i pozdrawiam rozanielona zbliżającym się majowym lenistwem:)

      Usuń
  18. Hmm, chyba okażę się ignorantką, bo Bradbury jest mi nieznany (ekranizację kojarzę przez mgłę), na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że ja prawie nigdy nie czytam książek sci-fi. Ale powoli czuję, że chyba do nich dojrzewam ;)
    I jestem też ignorantką, jeśli chodzi o J. Dehnela - nie czytałam nic, ale może wkrótce nadrobię - mam "Lalę", mam i tego "Młodszego księgowego".

    P.S. piszę w rzadko ostatnio pojawiającej się wolnej chwili w ferworze przygotowań do Pierwszej Komunii mojego dziecka, ale chętnie poczytam o tym, czy da się oderwać dzieło od autora, zwłaszcza, że ostatnio sama zabrałam głos w dyskusji na pewnym forum (a'propos "Syberiady polskiej" zresztą). Pozdrawiam i czekam na wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Chyba powinnam wykazać się większą odwagą w odkopywaniu starych lektur;) Obu autorów polecam: pierwszego, bo mistrzowska powieść, która - jak widać - nie zestarzała się ani krzynę; drugiego - żeby mieć swoje zdanie.
      Co do "Syberiady" to z czystym sumieniem zabrałam głos u siebie. Ba, poszłam dalej! Udało mi się kupić "Bagno" Zielińskiego, które traktuje szerzej o rzeszowskim środowisku literatów. Jest bardzo ciekawy rozdział o Dominie. Myślę głęboko nad tym, czy publikować na blogu te sensacje, ale okazuje się, że dotknięci literaci odgrażają się procesami, że niby narusza się ich dobre imię (bo przecież skany dokumentów z IPN są sfałszowane!). Wciągające bagno.
      Kolejny temat dojrzewa. Pozdrawiam w ten piękny majowy czas:)

      Usuń
    2. O "Syberiadzie ..." u Ciebie czytałam i nawet się odezwałam, że obejrzałabym ze względu na udział w produkcji bliskiej mi osoby. Ale na razie obydwoje ( i ja i ta osoba) jakoś nie mamy ochoty i pewnie mieć nie będziemy dłuższy czas, może kiedyś przypadkiem ;)

      Usuń
    3. ~ Pojawiają się kolejne głosy na NIE i rośnie nadzieja, że ludzie ocenią racjonalnie, czy na taki film czekali Sybiracy. Ktoś na forach napisał, że syn po wyjściu z kina powiedział, że chciałby tam być! Tak ma zostać zapamiętana gehenna Polaków? Może kiedyś, przypadkiem...:)

      Usuń
  19. Bradbury nie jest mi znany, ale zaintrygowała mnie recenzja, taka na czasie jeśli chodzi o sytuację ogólną na świecie, w Polsce. Fakt z tym upadkiem kultury, teraz tylko chwała telewizji i monitorom komputerów. Temat rzeka... Mam telewizor, oglądam, ale wybiórczo, nie wiem jak niektórzy mogą dać się zaślepić programom zamiast myśleć samodzielnie, ale to chyba długo się nie zmieni.

    Panu Dehnelowi dziękuję, byłam kiedyś na spotkaniu literackim z nim na uczelni, miałam ochotę wyjść w trakcie... Nie będę zagłebiać się w szczegóły, ale po tego autora na pewno nie siegnę i nie wydam ani złotóki na zakup jego książki choćby dookoła były same zachwyty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Książka Bradburego tak uderzyła mnie trafnością, że natychmiast sięgnęłam po Huxleya. Taki odskok od przeszłości do przyszłości dobrze mi zrobi. Jaką rolę tv odgrywa w życiu, widzę chociażby na przykładzie najbliższych mi osób. Smutne to, a nawet przerażające.
      Co do pana JD - szkoda, że uczę się na własnych nietrafionych wyborach. To zachłanność na temat, który tak dopieszczam od lat. A zachwytów dokoła sporo, jak sama zauważasz. Nigdy więcej! Może choć moje uwagi przydadzą się zaglądającym tutaj. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Aluś, to żaden dług, to walka o człowieczy los!
      Orwell pręży się na półce, a z odsieczą przyszedł w tym tygodniu sam Huxley!
      Warto wracać do starych lektur, ale też wyłapywać nowe. Właśnie zmagam się z kolejnym postem i rewelacyjnymi zapowiedziami. Ale ciekawy ten świat:) Z majowym uśmiechem:)))

      Usuń
    2. Czyzby Alicja odeszla z blogosfery? Widzialam, ze jej blogi zniknely:(, a wszystkie komentarze, takze u mnie, zostaly usuniete:(
      Myslalam, ze to dluzsza przerwa od blogowania, a tu wychodzi na to, ze to odejscie :(

      Usuń
    3. ~ Smutne, ale tak jest. Alicja skasowała blog, bo wpisy nie wszystkim były na rękę. Myślę też o sobie, ale mi żal i będę trwać. Może komuś się przydam, a zniknięcie nie będzie z mojej winy. Żal po stokroć, bo miałyśmy podobne czytelnicze preferencje. Kto mi teraz wskaże lektury wygrzebane z niepamięci, skazane na niebyt, niepoprawne?
      PS
      Przepraszam za późne odpisanie, ale dopiero wróciłam z urlopu.

      Usuń
    4. Ogromnie zaluje, ze tak sie stalo. Nie zawsze sie z nia zgadzalam, ale bardzo ja cenilam. Szkoda, ze odeszla:(.
      Ty trwaj, nawet nie miej takich mysli.
      Mam nadzieje, ze urlop byl udany.

      Usuń
    5. ~ Z Alą piszę sobie, więc mam namiastkę kontaktu:)
      Urlop piękny, bo jakże nie zakochać się w Italii:) Gdy odeśpię, wypiorę, posprzątam... - popełnię wpis, choć nieksiążkowy będzie.

      Usuń
    6. Z niecierpliwoscia bede czekac na wloski wpis. Milej niedzieli.

      Usuń

Komentarze mile widziane.