DOM Z PAPIERU



niedziela, 14 kwietnia 2013

Raport poety z Kresów

Można zacząć tak:
11 kwietnia miałam przyjemność uczestniczyć w Pierwszym Wieczorze Kresowym zorganizowanym przez Rzeszowski Oddział Stowarzyszenia "Wspólnota Polska". Gospodarzem spotkania był Mariusz Jerzy Olbromski - filolog, poeta i eseista, muzealnik, badacz kresowych wątków kultury. W czasie tego niezwykłego wieczoru promował swą najnowszą - dziewiątą już - książkę Róża i kamień. Podróże na Kresy.

Niby wszystko wiadomo, a właściwie niewiele. Bo jak oddać niezwykłość kresowej ballady, wskrzeszonych pejzaży, ich piękna i świętości? Poeta przecierał literackie ścieżki pamięci, wodząc nas do miejsc utraconych, lecz zachowanych w pamięci. Wspominał wielowiekowe bogactwo i kresowe pamiątki. Słowem i obrazem prowadził po śladach zarastających dzikim winem, po cmentarzach, gdzie obcują żywi z umarłymi,  po szutrowych drogach prowadzących do miejsc urodzenia naszych wielkich... Pozwalał oczy w krajobrazy Kresów zanurzyć.

Magia wieczoru  przenosi nas do Lwowa, zwanego metaforycznie "księgą ksiąg". Tu w jednej z kamienic urodził się Szymon Szymonowic, a w tejże samej malarz - twórca obrazu Matki Boskiej Łaskawej. To przed nim w archikatedrze modlił się król Jan Kazimierz i składał śluby w czasie szwedzkiego potopu. Kilkadziesiąt metrów dalej urodził się poeta wierności Zbigniew Herbert - przy Łyczakowskiej 55.  To w kulturze tego miasta kształtował swoją osobowość przyszły wieszcz. Potem spacerujemy po arkadowych krużgankach królewskiej kamienicy, gdzie Marysieńka wyczekiwała listów od Sobieskiego. Dziś można tu usiąść, wypić kawę, napisać wiersz... Ot, odpryski doświadczeń podróżnych.

Po kosmicznym Lwowie przenosiny do secesyjnego i cynamonowego Drohobycza, do srebrnego Krzemieńca, do cichych miasteczek podolskich, gdzie życie kwitło i jak zjawa znikło. Chwila ochłody nad maleńką - choć wielką w literackich przekazach - Ikwą, by przenieść się nad rozlany Dniestr.
Rej nad Dniestrem drogę swą rozpoczął, 
a Słowacki znad Ikwy na Wawel podążył.
Niespodzianka z Rejem, który kojarzony jest z Nagłowicami, a to tu w Żurawnie nad Dniestrem wolał strzelać kaczki niż się uczyć. Ród Rejów zamieszkiwał Kresy do 1939 roku. Po pięciuset latach potomek - też Mikołaj Rej - ambasador USA odsłonił tablicę pamiątkową wmurowaną w ścianę miejscowego ratusza.
Śladów Słowackiego też pełno. Przede wszystkim dwór - muzeum. Słynne Liceum Krzemienieckie, gdzie kształciła się elita kultury polskiej. Wokół góry Bony ukryte w jarach, rozsiane dworki, które magnaci budowali dla swych dzieci. W kościele św. Stanisława pomnik Słowackiego. Twórcą ekspresyjnej rzeźby był Wacław Szymanowski, ten sam, co Chopina w Łazienkach zaprojektował. Ale nie tylko wielkich pamiętamy. Jak  powiedzieć o Irenie Sandeckiej, która wykształciła około dwustu osób w swoim maleńkim domku, ucząc języka polskiego i historii od klasy pierwszej do matury? Bohater dla  miejscowej diaspory, reduta polskiego ducha dla poety. 

I tak co kilkanaście kilometrów miejsca związane z polską literaturą: Sambor, Rudki - gdzie grobowiec Dzieduszyckich, Okopy Świętej Trójcy - opisane przez Krasińskiego, Kamieniec Podolski grający główną rolę u Sienkiewicza, podobnie jak Raszków i Chreptiów (istnieją naprawdę!), Cecora - gdzie zginął hetman Żółkiewski...
Miejsca, które trwają we wspomnieniach i tęsknotach wielu Polaków, uwiecznione zostały też w przywoływanych co chwilę wierszach. W tomiku Róża i kamień odnajdziemy cykle: Lwowska odyseja; Miasto, gdzie sklepy były cynamonowe; Przez krainę jarów i rzek; Mozaika krzemieniecka; Niedokończone msze wołyńskie. Czytam  sercem, pragnąc jak najdłużej pozostać wśród zapodzianych klejnotów przeszłości, gdzie umilkła polska mowa, a jednak usta ciszy mówią najgłośniej. Bo róża trwalsza od kamienia.

Książka pięknie wydana. Oprawa graficzna to pomysł lwowskiej artystki Krystyny Grzegockiej. Miejsce wydania też ważne i wiele mówiące: Londyn-Przemyśl-Rzeszów. Jak trudno wypromować literaturę kresową! A dla nas to wciąż księga niezamknięta.



32 komentarze:

  1. W jakim pięknym i pouczającym spotkaniu wzięłaś udział. Książkę kupiłaś po zakończeniu?
    Z takim przewodnikiem warto by było pojechać na byłe Kresy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Kameralne spotkanie, w zacnym towarzystwie. Dowiedziałam się o planowanym wznowieniu "Śladami słów skrzydlatych. Pomniki pisarzy i poetów polskich na Kresach...". Już się cieszę! A tomik oczywiście mam i to z serdeczną dedykacją:)

      Usuń
  2. Z literaturą "kresową" chyba nie jest aż tak źle skoro na przykład Marek Krajewski zdecydował się przenieść akcję swoich kryminałów z Wrocławia do Lwowa i skoro ciągle kresy są tematem książek. Inna sprawa to poziom tych książek ale na to nie pomoże żadna tematyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Tu nie chodzi o ilość tych książek, nawet może nie o jakość - w znaczeniu wartość literacką - ale o to, że o Kresach mamy zapomnieć. Tak jak przez lata mieliśmy zapomnieć chociażby o Katyniu, żeby nie drażnić sąsiadów. I nic się nie zmieniło. A konkretnie to na spotkaniu pojawiła się wyłącznie redaktorka katolickiego radia Via. Brak było lokalnej prasy czy telewizji. Codziennie lokalne wiadomości podają informacje miałkie, a wydarzenia kulturalne omijane są szerokim łukiem. Dlaczego wydaniem dobrej książki mogło być zainteresowane wyłącznie wydawnictwo w Londynie czy małe rzeszowskie? Tak w Polsce dba się o kulturę pamięci.

      Usuń
    2. Ależ Książkowcu przecież sama sobie zaprzeczasz - skoro wydaje się tyle różnych książek "kresowych" to tym samym nie daje się o nich zapomnieć. Nie wiem do kogo "uderzał" Autor "Róży i kamienia" ale dopuszczam myśl, że nie każdego czytelnika książka może interesować i podobnie rzecz ma się w przypadku wydawców. To że nie przeczytam tej książki wcale nie znaczy, że o Kresach zapomnę.

      Usuń
    3. ~ Nie widzę tu zaprzeczenia. Czy naprawdę tyle się wydaje? Ile książek o tematyce kresowej naliczymy po wejściu do dowolnej księgarni? Cały czas trwam przy problemie promocji. Ile było w mediach o wspomnianym Krajewskim? Gościł w każdym programie i w każdym otwartym czasopiśmie. Pamiętam też nachalność mediów, gdy na półki trafił chociażby "Dom na Kresach" P.Marsdena, że o zawartości nie wspomnę. A kto zna Olbromskiego? Możesz wyguglować najwyżej sprawę odwołania go ze stanowiska dyrektora muzeum w Przemyślu. Był i jest niewygodny, bo do przodującej partii nie należał, a związany był z Solidarnością.
      Nie liczę na wielu czytelników, bo tylko "niektórzy lubią poezję", ale autor sam w sobie jest osobą wartą zapamiętania. Uwielbiam pasjonatów, którzy z pełnym przekonaniem oddają się sprawie.

      Usuń
    4. Moim zdaniem wydaje się dużo, zawsze można oczywiście wydawać jeszcze więcej, jeśli kogoś stać na to. Problem promocji to już problem wydawnictwa. Pamiętam swoje zaskoczenie gdy małe prywatne wydawnictwo z małego miasta potrafiło wypromować album o moich rodzinnych stronach w TV. A biorąc pod uwagę Krajewskiego i Marsdena widać, że WAB umie sobie z tym radzić i trudno chyba robić mu z tego powodu zarzut. To że Olbromski jest osobą szerzej nieznaną nie jest żadnym problemem - większość współczesnych poetów i pisarzy jest szerzej nieznana. Nie każdy interesuje się poezją i zmianami personalnymi w muzeum regionalnym. Równie dobrze można zapytać o nazwisko dyrektora MN w Warszawie. To po prostu kwestia zainteresowań jednych interesuje to a drugich tamto a jeśli tylko znajdą się czytelnicy to książka z pewnością prędzej czy później zostanie wydana.

      Usuń
    5. ~ Mali z wielkimi przegrywają. To nie zarzut tylko polska rzeczywistość. Mariusz Olbromski to nie tylko "pan od poezji". Stworzył Muzeum Dzwonów i Fajek. Współpracuje z zagranicą, by tworzyć oddziały muzealne na Kresach. Przywrócił lwowiakom pamięć o Herbercie (wystawa "Zbigniew Herbert - epilog burzy")... Nie płaci mi za promocję, ale wspominam o nim z przyjemnością. To nie pierwszy wpis, gdy wspominam, co dobre, bo polskie.

      Usuń
    6. To jest zwykła rzeczywistość - Mariusz Olbromski nie jest jedynym założycielem muzeum, którego nazwisko jest nieznane szerszej publiczności. W Polsce jest kilkaset muzeów - nazwiska założycieli ilu z nim są znane?, podobnie i z organizacjami wystaw. Nie żebym nie doceniał wysiłku Mariusza Olbromskiego ale to że jego nazwisko nie jest znane jest po prostu konsekwencją tego, że działa jakby to nie brzmiało w niszowej działce. Zresztą mam wrażenie, że kultura w ogóle staje się niszowa.

      Usuń
    7. ~ W stu procentach zgadzam się z ostatnim zdaniem, że kultura staje się niszowa. Natomiast w odniesieniu do Olbromskiego - nie umniejszam niczyjej wiedzy z powodu nieznajomości poety i jego twórczości. Właśnie polecam dlatego, że nieznany. Przyczyny możemy upatrywać różne. Ponieważ porusza się po obszarze bardzo mi bliskim (poezja, Kresy), doceniam w dwójnasób jego działalność. Jeśli zainteresuje mnie w tym samym stopniu inny dyrektor muzeum, chętnie wspomnę na blogu. Wraz z wiekiem podoba mi się coraz bardziej patyna;)

      Usuń
  3. Marlow, tutaj też chodzi o jakość pisania, bo literatury kresowej, jak zauważyłeś, jest sporo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Mam dokładnie takie same odczucia. Nawet jeśli ktoś własnym sumptem wyda cokolwiek, to promocji brak.

      Usuń
    2. Oczywiście, że chodzi o jakość (broń Boże nie stawiam żadnych zarzutów "Róży i kamieniowi" bo książki nie znam i pewnie nie poznam bo poezja "to nie moje klimaty") a z tą jest różnie. Wiadomo, że Kresy w literaturze to wspomnienia a te z niejako definicji to proza i w zestawieniu z nią poezja stoi na z góry przegranej pozycji.

      Usuń
    3. ~ Oj, może lubisz poezję, tylko o tym nie wiesz;) Może chociaż jeden wiersz - "Cisza pełna obecności" [s.132]:

      Wyjechały Madonny ze swymi wiernymi,
      w bydlęcych wagonach, z płaczem i modlitwą,
      w chuścinę zawiniętą garstką ziemi ojców,
      z prastarym żarnem, dziecięcą kołyską.

      I tylko cisza trwa tam pełna Obecności
      wśród pogorzelisk świątyń i zniszczenia,
      bo wszystko nadal jest tam święte:
      próchna ołtarzy, kości rozwleczone,
      sczerniałe freski, nadpalona belka.

      Pusto tam dziwnie deszcze tylko szepczą
      zdrowaśki przez dziurawe dachy,
      kadzidła mgieł się rankiem wznoszą.
      Słońce odprawia drżące podniesienia,
      w organach nagle wiatr zahuczy basem,
      żywym kobiercem pachnie ziemia.

      Czasem ktoś bramę tylko tam uchyli
      i wtedy - drży powietrze jak serce - - -

      Usuń
    4. Byłem kilka razy w miejscowości, z które pochodzi moja mama (ta, w której urodziła się moja babcia - nie istnieje), żaren już nie ma, cmentarza nie ma, w kościele jest cerkiew ale na pomniku przed nim, o dziwo, jest upamiętniony mój dziadek. To wizyty były ważne dla mojej babci, mamy i dla mnie ale pamiętając o tym, patrzę na to z dystansem bo jak długo można żyć z głową ciągle odwróconą do tyłu.

      Usuń
    5. ~ Niektórzy tak mają;)
      Kresy w sercach Polaków trwają swym nieistnieniem. Czy to tylko nostalgia? Może przynależna im pamięć. Trudno wymazać 600 lat historii. Nie wiążą mnie z tematem więzi rodzinne, a zainteresowanie zawdzięczam nucie patriotyzmu, co mi w duszy gra. Tkwię tu i teraz, ale bez przeszłości nie widzę przyszłości.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    7. ~ Alu, optymistyczna wersja:)
      A na koniku jeździłaś?

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    9. Książkowcu, właśnie - "przynależna pamięć", moim zdaniem, ona jest, tyle że wyraża się w różny sposób, czasami bardzo prozaiczny - np. chyba każde biuro turystyczne ma w swojej ofercie wycieczki na Kresy. Więc zainteresowanie regionem i jego historią istnieje tyle, że nie zawsze musi nabierać patetycznego wymiaru.
      Alicjo, myślę że Kresy do nas wrócą zaraz potem jak Niemcy wrócą na ziemie zachodnie i północne, z których ich wypędzono. Ciekawe tylko co na to Litwini, Białorusini i Ukraińcy :-)

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    11. Naturalnie Alicjo, pełna zgoda, szkoda tylko że psujesz nastrój swoimi "natręctwami" - błędnie odczytałem Twój post jako odnoszący się do mojej wymiany poglądów z Książkowcem i dlatego też Ci odpowiedziałem, ale to mój błąd i proszę potraktuj odpowiedź jako non existens.

      Usuń
    12. ~ Marlow, bo się pogubiłam. Czy przytoczony wiersz to patos? Czy moje o poezji pisanie?

      Usuń
    13. ~ I uściślam sprawy z "wypędzonymi", jak to poprawnie, Marlow, napisałeś. Że Niemcy byli przesiedleni, to dla mnie jasne. A Polakom chociażby na Wołyniu nawet takiej szansy nie dano. Do tematu wrócę przy innej lekturze.
      PS
      A Ala żadną miarą nastoju popsuć nie może. Jest moim gościem. Znalazłam u ciebie wpis, gdy jakiś historyk chciał dyskutować o moich poglądach i grzecznie mu odpowiedziałeś, że nie będziecie tego robić za moimi plecami. I za to ci dziękuję:)

      Usuń
    14. Książkowcu, może to nie tyle patos (mowa o wierszu) ile podniosła tonacja - ja wolę bardziej prozaiczne klimaty ale to oczywiście rzecz indywidualnych upodobań :-).
      PS.
      Proszę bardzo :-)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Oj, podobałoby ci się, Alu. Nie sposób w notce zmieścić więcej, ale spotkanie trwało trzy godziny i nikt się nie spieszył, nie wychodził. Odbiór polisensoryczny - naprawdę magiczny. Usłyszałam o "Mohorcie" Wincentego Pola i już zamówiłam. Prowadzący spotkanie dr Jan Wolski z URz to też ciekawa postać. Między innymi ocalił z niepamięci Wacława Iwaniuka. Tworzy ruch literacko-naukowy związany z Kresami...
      Co do stosunku różnych nacji do nas, to mam poczucie, że im bardziej ktoś nas skrzywdził, tym bardziej nas nienawidzi (i dotyczy to nie tylko sąsiadów zza wschodniej granicy). Co nam zostało? Pamiętać. "Archiwa serc nigdy nie płoną" - jak pisze pan Olbromski.

      Usuń
  5. Ależ wspaniale piszesz:) Takie spotkania i książki są bardzo wartościowe i wnoszą wiele do naszego życia.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dziękuję:) To udaje się tylko w odniesieniu do ważnych przeżyć i lektur. Tak naprawdę to nadal tkwię w kręgu kresowym, co owocuje szukaniem, czytaniem, zamawianiem. Za mało wiedziałam do tej pory. Serdeczności:)

      Usuń
  6. Znakomita notka. Jestem za każdym razem pełna podziwu dla Twej wiedzy i tego jak ją pokazujesz. Twoi uczniowie to szczęściarze.
    Ja znam Kresy tylko z literatury i biografii naszych wielkich. Nic osobistego mnie z nimi nie łączy.
    Ale tkwi we mnie świadomość, że tam, we Lwowie było centrum kultury polskiej, tej przez duże K. Dlatego żal.
    Mam jednakże również świadomość, że tego status quo nie da się zmienić na drodze pokojowej, a więc Kresy muszą pozostać tylko w naszej pamięci i oby tak było.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Tym razem to właśnie zobaczyłam, jak mało wiem! I dobrze, że nie uczę historii, bo pewnie byłabym już zarejestrowana w urzędzie pracy i czytałabym ogłoszenia na tablicy;)
      Nie odwrócimy losu żadną miarą, ale warto wspominać i pamiętać. Dziś kolejny zakup związany z tematem - "Lepszy dzień nie przyszedł już" A.Ziółkowskiej-Boehm. Tak codziennie kap, kap..., a Kresy jaśnieją w poświacie. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. A ja sobie lubię u Ciebie o Kresach poczytać i przy okazji dowiedzieć się czegoś czego nie wiem , a nie wiem dużo.)

      Usuń

Komentarze mile widziane.