DOM Z PAPIERU



niedziela, 27 maja 2012

Stosik i raptularz

Gdy przychodzi pora na niedzielny rosół z kury, zawsze zastanawiam się, co decyduje, że gospodarz wybiera to, a nie inne stworzenie. Dawniej na wsi mawiano: Trzysta jajek do roku trzyma siekierę na boku.
Co to ma wspólnego z książkami? Ano ma. Jeśli nie przygarnę  300 książek do roku, czuję wewnętrzny niepokój. Na razie trzymam tempo. Oczywiście w kupowaniu, trochę gorzej w czytaniu, a już całkiem kiepsko w pisaniu. Co dzisiaj? Od dołu...


- W.Łysiak Wyspy bezludne - podobno lektura konieczna, by wstąpić do klubu "łysiakomanek";
- W.Grzelak Wśród autorów i książek - mortkowiczowska drukarnia, międzywojenna Warszawa, twórcy książek - smakowita lektura;
- L.Ulicka Daniel Stein, tłumacz - czytałam już Sonieczkę i Medeę... tej autorki, więc z pewnością się nie zawiodę;
- S.Koper Polskie piekiełko. Obrazy z życia elit emigracyjnych 1939-1945 - ukochanej epoki c.d.
- M.Nowakowski - Stygmatycy i Pióro. Autobiografia literacka - za sprawą Beaty:)
- J.Narbutt - dwie książki w stosiku, jedna obok, dwie w podróży do mnie - o nim napiszę za 2-3 dni, bo pamięć mu się należy;
- Polacy wobec przemocy 1944-1956 red. B.Otwinowska i J.Żaryn - ciąg dalszy spraw poruszonych w ostatnim poście;
- Z.Chądzyńska Nie wszystko o moim życiu - miła autobiografia;
- M.Kalicińska Widok z mojego okna - dodatek ( majowy "Bluszcz").


Czas na raptularz. Kiedyś przeczytałam  Piaskową Górę, ale niepochlebne recenzje chowałam przed światem. Gdy emocje opadły, pozwolę sobie na przytoczenie fragmentu wpisu.

"Doczekałam się i za pół ceny kupiłam Piaskową Górę Joanny Bator. Głośna, nagrodzona, chwalona. Więc czytam.
Czytam, czytam... Ciekawa. Najpierw mi trudno wejść w narrację, bo dialogi w tekście, bez wyróżnienia graficznego. Przyzwyczajam się. Poznaję bohaterów. Dotykam małej ojczyzny - a to zamek Książ, gdzie spacerowałam z mamą, tu Pełcznica na granicy Wałbrzycha i Świebodzic. Łza kręci się w oku od wspomnień. Przywołane drobiazgi z PRL-u: wygody blokowiska po wiejskim paleniu w piecu i bieganiu za potrzebą do wychodka; częstowanie gości cukierkami z kryształowego koszyczka; małe buteleczki po wódkach napełniane herbatą... I niby wszystko jak ma być, ale narasta niechęć. Jeszcze nie rozumiem. Śledzę losy bohaterek, uśmiecham się, a złość narasta. Co się dzieje? Nagle zauważam, że bohaterowie są odrażający, brudni, źli! Autorka ich nie lubi! Szydzi, pokazuje w krzywym zwierciadle. To nic, że portrety dokładne, jakby doświadczenia czerpane garściami z autopsji, ale nic dobrego w nich nie ma. Prymitywni! Żadnych ciepłych uczuć, marzeń, dążeń. O miłości czy przyjaźni mowy nie ma. Też o kulturze. Odczłowieczeni, sprowadzeni do roli roboli. Tragiczni! A ja stamtąd!
Na nic nie zdają się recenzje, że proza wyrazista i autentyczna, że celność obserwacji i epicki rozmach, że mocna, wartościowa rzecz. Ja wpisuję ją do loży feministek, które mierzą w wartości, w rodzinę, deprecjonują macierzyństwo, chcą uwolnić kobietę z jarzma małżeńskiego. Ja tego nie kupuję. [...]"

Minął rok od czasu napisania tej notki, a ja po wyjęciu książki z półki mam nadal uczucia, jakbym o slamsach czytała. I świadomość, że według autorki uczucia wyższe przynależne są elitom jedynie.

Żeby odgonić koszmary, wspomnienie wczorajszej wycieczki do Sandomierza.


34 komentarze:

  1. "Piaskowej góry" nie czytałam, więc nie wypowiem się na jej temat, ale czytałam niedawno "Nie wszystko o moim życiu" i mogę potwierdzić, że to rzeczywiście miła autobiografia :) Choć mogłaby byc dłuższa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ I nie czytaj, bo nie warto. Tyle jest ważnych i dobrych książek! A biografię Chądzyńskiej, to może u Ciebie widziałam, bo inaczej - jak bym ją znalazła? Dzięki za podpowiedź.:) Może i dłuższa mogłaby być, ale autorka w tytule ogranicza, że "nie wszystko jest na sprzedaż". I to mi się podoba - pokazać, ile chcę, a nie dawać żer mediom.

      Usuń
  2. Z Twojego stosika mam książkę pana Kopra i mam zamiar w czerwcu ją przeczytać.
    "Piaskowej góry" nie czytałam, mimo że mam również, bo wygrałam w konkursie. Zastanawiam się, czy zadaniem autora jest tylko szydzenie z ludzi. Nawet w najbardziej żałosnym strzępie człowieka po przejściach odnajduje się pokłady marzeń, odruchy dobroci i to też trzeba wydobyć.
    Na jednej z fotek widzę piękną filiżankę. Czy to ta z targu staroci?
    Zaproszenie do wiosennego Sandomierza zachęcające:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Koper-kowa półka mile mnie zachęca. Jeśli nawet brak szczegółów, to z bibliografii wyciągam ciąg dalszy. A ludzie i epoka - wyśmienite.
      Co do "Piaskowej..." to może próbuj, bo ja mam czasem dziwne widzenie świata. Mnie osobiście ta książka dotknęła, bo w każdym człowieku widzę człowieka - po prostu.
      Z filiżankami nie będę robić Ci konkurencji, bo Twoja niedzielna kawa smakuje wybornie, ale kubkomaniaczką jestem i już. Oczywiście giełda staroci to główne źródło zaopatrzenia. Najpiękniejsze jest to, że łączy dwa w jednym - urok zakupów z czarem Sandomierza.:)

      Usuń
  3. "Piaskowej góry" nie czytałam i pewno czytać nie będę.
    Dobrze,że dałaś wyraz emocjom związanym z książką.
    Jak czytam ten wpis to mi się przypomina film "Wesele", w którym reżyser podobnie pokazał społeczeństwo wiejskie PRL jako odrażające i złe.
    Pozdrawiam i życzę Ci dobrej niedzieli.)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Kochana, nie było moim zamiarem odwodzić kogokolwiek od lektury. Jeśli jednak zauważasz u "mistrza" to samo co ja, to chwała. W każdym filmie bierze na warsztat ważny dla Polaków temat, żeby go przekłamać. Przyznaj, że trudno mówić czy pisać przeciw uznanym (okrzyczanym) autorytetom. Tak więc miło mi za nas podwójnie. Życzę uśmiechu przy dobrej książce:)))

      Usuń
  4. Pozdrawiam z Sandomierza! Mam nadzieję, że wrażenia są pozytywne? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witaj, Cinnamon, w papierowym domu. Jakiekolwiek masz związki z Sandomierzem, to oświadczam, że jestem w tym mieście zakochana permanentnie. Dawno temu poznałam tam na zimowisku obecnego męża i często odbywamy podróże sentymentalne, zawsze z tkliwym uśmiechem. To miasto - nie dość, że piękne - to jeszcze tętni kulturą. Robiłam wczoraj zdjęcia z trasy po lekturze "Ziarna prawdy". Teraz miasto nie kojarzy mi się wyłącznie z Myśliwskim, bo doszedł Miłoszewski. O tym mieście nigdy dość:)

      Usuń
  5. Hmm ja akurat należę do entuzjastek prozy pani Bator(obu części). Nie wiem czy koniecznie sposobu widzenia świata przez nią oferowanym w Piaskowej, i niektórych może zniechęcić do książki jako takiej. Ja to rozumiem. Choć mnie absolutnie nie zniechęciła, co najwyżej zasmuciła. To zwyczajnie bardzo dobra proza jest, godna uwagi i wyróżnień szkoda by było chociaż nie spróbować wejść i zaakceptować taką optykę widzenia świata dla samego smakowania dobrej literatury.
    Cały ten świat był filtrowany przez główną bohaterkę, która widziała go w taki, a nie inny sposób, bo wychowywała się i żyła z dość mocno zaburzoną matką, w nie specjalnie dobrej (a nawet mocno złej) dzielnicy i do tego miała tendencję do czarnowidztwa i każde jej radosne zachowanie, każda jej chęć zrobienia, zauważenia czegoś jasnego w świecie, czy w ludziach było kwitowane przez matkę fiksum -dyrdum. Dlatego wnoszę, że taka wizja świata jest zasadna. Taki świat także niestety istnieję i nawet jeśli w każdym człowieku jest tak jak piszesz człowiek, to autorka nie musi go szukać.
    Niestety zdarzyło mi się czytać książki, w których świat przedstawiony był w obrzydliwy sposób, a z treści nie wynikało nic, co by uzasadniało ten obraz. I takie książki odkładam. Ale rozumiem, że Tobie może nie odpowiadać taki rodzaj pisania, ale tak mocne odradzanie w gruncie rzeczy naprawdę dobrej literacko i fabularnie książki tak jak w pierwszej odpowiedzi na komentarz wydaje mi się dość mocno krzywdzące.
    Pozdrawiam serdecznie i ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Toteż zachęcam komentujących do wyrobienia własnego zdania. Ja po "Chmurdalię" nie sięgnę z pewnością. Według mnie autorka zrobiła krzywdę tysiącom (milionom?) zamieszkującym osiedla robotniczo-chłopskie. Pokazała ich przez pryzmat swoich bohaterów, nie jednej głównej, na którą wpływ miała toksyczna matka. Czy ktoś tam jest myślący, czujący, wrażliwy, inteligentny? Spragniony kultury? Sięgający tam, gdzie wzrok nie sięga? Gdzie tam! Pospólstwo! Ile im dała wrażliwości? Ciemna masa robotnicza tkwiąca jedną nogą w chłopskiej tradycji. Z jednym się zgadzam - język jest dobry. Dla mnie to za mało. Nie sądzę, żeby moja opinia była tak miarodajna, że autorka straci fanów. Takie te moje raptularzowe reminiscencje.
      Pozdrawiam z daleka i z bliska:)

      Usuń
  6. Nie znam książek z twojego stosiku, ale mam wielką chęć na Wyspy bezludne. I Łysiak i tytuł mówią same za siebie. A co to za książeczka stoi obok z Koloseum na okładce?, bo nijak nie mogę dopasować do tytułu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łysiakomanki co chwilę strzelały cytatami z "Wysp bezludnych" właśnie, że czym prędzej dokupiłam. A obok stosiku stoi cieniutka książeczka Jerzego Narbutta "Z ziemi polskiej, z ziemi włoskiej". Poświęcę autorowi kolejny wpis. Znam go od strony twórczości patriotycznej, nieco z poezji, a ten tomik to trochę jak nowelki - zdarzenie z biografii i refleksje, z ciekawą puentą. Więcej tu ich z ziemi polskiej niż z włoskiej, pewnie wolałabyś odwrotnie. Mam nadzieję, że zarażę Was miłością do autora.:)

      Usuń
  7. Jak ja lubię, Książkowcu te Twoje stosiki cotygodniowe :). Zawsze mogę coś ciekawego wypatrzeć i te zdjęcia są takie urocze, przepełnione bogactwem każdej pory roku.

    O "Piaskowej górze" słyszałam, aczkolwiek nigdy nie byłam nią zainteresowana. Uwielbiam, w książkach, gdy jest coś ponad zwykłą codzienność, jakiś rodzaj magii, zresztą kto wie...

    Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Też lubię stosiki, bo są esencją czytelniczą. Przeczytam większość, a czas pozwala mi na opisanie 1-2 pozycji. Za dobre słowa - uśmiech ślę:)))
      Co do "Piaskowej..." to myślałam, że wszyscy mają za sobą, skoro tak była nagradzana i reklamowana. Ostatnio u kogoś na blogu przeczytałam "letnią" recenzję i przypomniałam sobie o moim raptularzu. Liczyłam na wspomnienia z czasów młodości, a dostałam obraz klasy robotniczej w krzywym zwierciadle z porcją złości i niechęci.
      Pozdrawiam cieplutko:)))

      Usuń
  8. Z twoich stosików zawsze można wybrać coś ciekawego. Bardzo mnie zaciekawiła książka z Koloseum w tle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Oj, Wy podróżniczki:) Mam na myśli Ciebie i Gosię. Też chciałabym tam być.

      Usuń
  9. Bogusiu,
    ze stosika mruga na mnie przede wszystkim autobiografia Zofii Chądzyńskiej. na nią bym miała chęć. Pamiętam ją z wywiadów jakichś, ze wspomnień o Gombrowiczu. I w z pamięci wyłania się świetna babka, kobieta, która można jeść garściami. Więc nie odkładaj na półkę, tylko bierz poza kolejką.

    A nawiasem wtrącę, że "Piaskowa góra" i "Chmurdalia" to świetne książki. Pochłonęłam jak zaczarowana. Jadzine "fiksum dyrdum" do dziś wspominam i cytuję. Owszem, to nie jest książka, w której z sentymentem wspomina się mądre patronki domowego ogniska. Może jest w tym Batorowym świecie coś z karykatury, choć mnie się nie wydaje. To nie jest obśmiewanie. Co z tego, że Jadzi horyzonty są ograniczone? Jadzia jest prawdziwa, więc od żadnych elit nie gorsza. Choć naśladowania bynajmniej nie zalecam.
    No ale w tej kwestii nie dojdziemy do konsensusu, bo nie ma potrzeby. Kompromis to czasem nijakość, więc zostańmy na antypodach. :) Pozdrawiam Cię, raptularzystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Tamaryszku, Chądzyńska może po Narbutcie.
      A co do Bator, mamy prawo mieć własne zdanie. Nauczyłam się już u kogoś nie zamieszczać swoich "innych" opinii i raczej jestem grzeczna w gościach, ale tu nabrałam odwagi, by pisać, co czuję. Bez uników i niedopowiedzeń. Wiem, że książka może się podobać, bo jest odkrywcza, tylko że zbyt identyfikuję się z opisywaną grupą społeczną (nie samą Jadzią) i dlatego boli. Jeśli wystąpił tu bohater zbiorowy, to jego portret tak właśnie odebrałam.
      Za to przede mną same piękne lektury. Serdeczności:)

      Usuń
  10. Cieszę się niezmiernie, że chociaż jedną osobę być może uda mi się zarazić miłością do twórczości Marka Nowakowskiego;) Dziś w całej okazałości widzę sens swojego blogowania:):):) Sandomierz to cudne miasto. Również mam do niego sentyment i miło wspominam wypad do niego jakieś dwa, trzy lata temu. Urzekło mnie to miasto.
    Co do Twojego zacnego stosika - chętnie bym sięgnęła po Jerzego Narbutta. Zawsze chciałam poznać choć namiastkę jego dorobku. Może uda mi się jakąś jego książkę znaleźć w czasie krakowskiej akcji antykwariatowej lub w księgarni "Czytanie". Będę polować.
    A "Wyspy bezludne" to najbardziej osobista książka Łysiaka i jako że zaliczasz siebie do "łysiakomanek", trza ją znać:) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Oj, zaraziłaś. I to kilkoma miłościami. Najbardziej jestem Ci wdzięczna za poetyckie i patriotyczne odkrycie... Wiesz, o kim myślę? Wojciech Wencel oczywiście. Odwzajemniam się odkryciem Narbutta. Jeden tomik czy raczej arkusz poetycki z drugiego obiegu kupiłam za całą złotówkę! Tak więc miłego myszkowania po antykwariatach. Sandomierz i Łysiak to miłości nieustające.
      Co do blogowania, to się uśmiecham:) Miałam wzloty i upadki, a teraz sobie mówię, że będę pisać, aż licznik się zatrzyma! Do ostatniego czytelnika, choćby jeden jedyny się ostał! Zatem pisz, choćbym ja tylko została:)))

      Usuń
  11. Sandomierz, piękne miasto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Awiolu, też tak uważam. Na dodatek oprócz zewnętrznego piękna ma jakąś magię przynależną tylko królewskim, starym miastom. Uwielbiam spacerować po sandomierskich zaułkach. Myślę, że napiszę jeszcze o tym mieście:)

      Usuń
  12. Z "Wysp bezludnych" najbardziej pamiętam jeden cytat"

    "...wśród wrzeszczących jestem niemową, wśród dewotów ateistą, wśród krwiożerczych antysemitów Żydem, wśród fanatycznych lewaków oficerem białej gwardii, wśród zwariowanych ekologów, którzy mylą elektrownie jądrowe z bombą atomową, jestem radioaktywną cząsteczką wzbogaconego uranu, a wśród głodnych chciałbym być manną. Lecz wychodzę z tej przygody pisarskiej smutniejszy i głębiej pogrążony w samotności".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Właściwie to mi wstyd, że jeszcze do tej pory nie zawędrowałam na te wyspy. Coś smutny ten cytat. Chociaż - jak pisałam już kiedyś - samotność w dzisiejszym świecie to norma. Nie mogę się doczekać, aż zacznę czytać. Dzięki za inspirację:)))

      Usuń
  13. Książek J.Bator nie znam , więc niczego o nich nie napiszę.Chyba tylko - nie ciągnęło mnie do jej powieści. I chyba dobre skojarzenia miałam.
    Niegdyś zaczytytwalam się w książkach Łysiaka, mam niemal wszystkie na własnej półce :)Ciekawej lekturyCi życzę.
    A w Sandomierzu zakochałąm się od pierwszego pobytu. I wracałam tam kilka razy , choć daleko mam. Kiedy przekraczam Bramę Opatowską ( wchodzilam na nią, dużo tych schodów), jestem szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Głośno o nich było i dawniej bardzo się starałam, żeby czytać nagrodzone, recenzowane. Teraz sfolgowałam i wierzę intuicji. Idę tropami po rekomendacjach dobrych ludzi. Dobro to dla mnie słowo piękne i pojemne, ale zawsze znaczy to samo. Więc i wybrane książki warte, by im czas poświęcić.
      Sandomierz nie znudzi mi się nigdy. Latem i zimą. Dniem i nocą. Gdy woła, jadę. Podziwiam skarby światowej kultury, ale wracam i tu jestem szczęśliwa. Jak Ty:)))

      Usuń
  14. Bator - nie czytałam nic, ale z ciekawości chciałabym zajrzeć, choćby dlatego, że było nominowane do Nike.
    Łysiak- hmmm, też nic nie znam, ale jakoś mnie nie ciągnie, nie umiem tego wytłumaczyć.
    (A propos wysp - mam "Wyspy pamięci" Kuncewicza!)
    Ulicka - czytałam "Medeę..", dawno, podobało mi się raczej.
    Chądzyńska - "Przez ciebie, Drabie" ;-) Muszę sobie kiedyś odświeżyć jej powieści młodzieżowe, ale żebym była zainteresowana biografią - to nie.

    Też mam więcej książek nabytych niż przeczytanych ostatnio, a z pisaniem to chyba sobie odpuszczę nieco. Piszę nieraz długaśne "wypracowania" o tym, co przeczytałam, a po co tak dokładnie to sama nie wiem. I jeszcze mam "wyrzuty", że nie wszystko ujęłam, nie wszystkie tematy poruszyłam. Wracam do krótkich uwag, spostrzeżeń. Mam od pewnego czasu wrażenie, że zeszłam nieco na manowce - w sferze blogowej. Czas wrócić na własną ścieżkę.
    Pozdrawiam serdecznie życząc codziennie pysznej kawy w przepięknym kubeczku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dokładnie przyglądnęłaś się stosikowi. Biografie uwielbiam, stąd Chądzyńska. Drab i wszelakie czworonogi to radości mojego życia. Jeśli z poglądami Ci bardziej w prawo niż w lewo, to Łysiak koniecznie. Ja go cenię od tej strony, ale też penetruje zagłębie sztuki, kultury... No i bibliofil z niego znakomity.
      Co do recenzji to dokładnie jak piszesz - też skracam, na ile to możliwe. Czasem hurtowo zamieszczam "kiermasz rozmaitości", bo inaczej ludziki by się nie dowiedzieli w ogóle, co czytam. "Wysp..." Kuncewicza nie znam, ale to słowo - jak widać - bardzo pojemne. Można ponumerować rozdziały, ale za to jak interesująco brzmi - WYSPA!
      Kawkę popijam właśnie. Każda dobra, ale ta gorąca, czarna i słodka ponad wszystko:)))

      Usuń
  15. Chcesz być łysiakomanką? A niech to :) "Wysp bezludnych" nie znam, znam za to "Wyspy zaczarowane", ciekawe, na ile te dwie pozycje są zbieżne...

    Bator i jej "Piaskowa Góra". Właśnie to całkiem niedawno czytałam (słuchałam) i coś mi tam nie grało, sama nie wiedziałam dokładnie co, czyżby udało Ci się uchwycić to, co mnie umknęło? Muszę się nad tym zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Pewnie, że chcę. Nawet już czasem mam cichutką nadzieję, że jestem. Rozpoczęłam studiowanie wysp wszelakich i wydaje mi się, że to słowo - klucz w twórczości Łysiaka. Wyspy bezludne prowadzą nas na manowce samotności, te zaczarowane - w głąb kultury śródziemnomorskiej, a są jeszcze wyspy wirtualne, gdzie o autorze poczytać możemy. Nie przypuszczałam, że to tak pojemne słowo.
      Ze smutkiem wracam do Bator.:(
      Pisałam wyżej, że czytałam gdzieś "letnią" recenzję "Piaskowej Góry", a to u Ciebie właśnie! Przypomniałam sobie o książce, wygrzebałam raptularz, no i masz babo placek. To całkiem prywatny mój odbiór. Gdy szukam idei książki, klucza interpretacyjnego, to pomaga mi odpowiedź na pytanie, kto jest adresatem książki. No i wyszło, jak wyszło. Widzę, że też nie wpadła Ci "w ucho", więc gdzie tu pies pogrzebany? Zachwyca, a nie zachwyca. Hmmmm....

      Usuń
  16. "Wyspy bezludne" mam rozgrzebane od miesięcy, na razie odłożyłam, gdyz zniesmaczył mnie lekko rozdział o Sylvii Plath. Na razie więc nie wiem, czy padnę ofiarą Łysiakomanii.
    Joanna Bator zaś nieodmiennie kojarzy mi się z jej pisaniem w Twoim stylu, co jest raczej antyrekomendacją:).W ogóle mnie nie ciągnie do Piaskowej Góry.
    Pozdrowienia:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Też jestem zniesmaczona niektórymi ostatnimi wypowiedziami Łysiaka, szczególnie na łamach "Uważam, Rze", ale podziwiam go za erudycję i odwagę kreowania siebie wbrew mediom. Za "Wyspy..." wezmę się w przyszłości i zobaczę. Kobiet to on chyba nie ceni.
      A Bator? - nareszcie światełko w tunelu, że jeszcze gdzieś płomyki pełgają.:) A moje serce jest przy tej prawdziwej, wałbrzyskiej Piaskowej Górze, nie przy literackiej. Pozdrawiam cieplutko:)

      Usuń
  17. Mam "Piaskową górę", ale ciągle brak mi na nią czasu, bo pojawia się coś ciekawszego. Przeczytam ją, bo chcę wyrobić sobie własne zdanie. Zaś Twoje raptularzowe recenzje cenię ogromnie, bo pachną prawdą, a teraz często jej na blogach ze świecą szukać, niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Książka ciekawa, głośna, więc próbuj rzeczywiście. Praktycznie jestem odosobniona w swoim odbiorze. Dziękuję za miłe słowa:)
      Musi tak być, jak piszesz, bo inaczej nie potrafię. Tysiąc rzeczy się poskładało na mnie - na taką, jaką jestem - i jeśli miałabym pisać wbrew sobie, to lepiej byłoby wcale. Pozdrawiam z uśmiechem serdecznym:)

      Usuń

Komentarze mile widziane.