23 kwietnia - data bliska sercu każdego książkowca. Ale my przecież ŚWIATOWY DZIEŃ KSIĄŻKI obchodzimy codziennie. Wszystkim molom książkowym, bibliofilom i maniakom czytania składam życzenia z efektywnym czytaniem i dalszych cudownych wirtualnych spotkań :)
Od siebie - pochwalę się ostatnim zakupem - jeszcze ciepłym wydaniem biografii Herberta autorstwa Franaszka.
Pyszna lektura, ale niemal dwa tysiące stron nie dadzą się połknąć w jeden wieczór. Ze smutkiem też zauważam, że pomimo ogłoszenia Roku Herberta - jakaś niepokojąca cisza... Zatem polecam. I pamiętajmy o Panu Cogito...
DOM Z PAPIERU
poniedziałek, 23 kwietnia 2018
piątek, 30 marca 2018
poniedziałek, 15 stycznia 2018
Świat rządzony i urządzony przez mężczyzn
WAWEL - jakie masz
skojarzenia? Bo moje to: Kraków, wzgórze, zamek, skarb narodowy, królowie,
duma, władza, Wisła, smok, turyści, majestat, dzwon Zygmunta… Tymczasem ktoś
inny opisuje: „królewski gród, rozlany pod zamkowym wzgórzem w kształt potwora
o siedmiu paszczach – bramach, ze strachu odebrało jej dech. Nie przywykła do
takiej ilości głazów, kamieni i cegieł, piętrzących się ku niebu w bluźnierczej
pysze…” Porównanie zamku do wieży Babel zniesmaczyło mnie, a tak widzi opisane
miejsce Anna Brzezińska w najnowszej powieści „Córki Wawelu”. Biorąc tomiszcze
do ręki (ponad 800 stron), cieszyłam się zapowiadaną podróżą w głąb wieków
średnich, zanurzeniem w koloryt grodu Kraka. Jednak zamiast spaceru po
ceglanych i kamiennych wspaniałościach krakowskich ulic, ugrzęzłam w rynsztoku.
Tysiące szczegółów...
Zanim znajdziemy się na
Wawelu, poznajemy służbę. Dziewczyny nie mogły żyć bez nadzoru. Pracodawca miał
nad nimi niemal nieograniczoną władzę. Karane były bez ograniczeń, a
okrucieństwo uchodziło sprawcom na sucho. Służące były obciążone pracą,
głodzone, nosiły łachmany, spały w nieogrzewanych pomieszczeniach, a przede
wszystkim zostawały ofiarami przestępstw seksualnych. Nie sprzyjały im władze ani
kościół. Tym światem rządzili mężczyźni. Ojciec mógł karać członków rodziny, a
żona nie miała prawa odmówić mężowi ciała. Jej zbawieniem było rodzenie dzieci,
choć miejsce porodu stawało się często grobowcem… W takim świecie przyszło żyć
głównej bohaterce – Dosi. To pokraczne bękarciątko, karliczka, która cudem
przeżywszy, dostaje się po kilku latach na dwór królewski, by towarzyszyć
Jagiellonkom. Zmieni się wiele? Otóż nie!
Bo dalej jest mroczno, trwożnie, a korytarze, krużganki i podziemia wawelskie
są równie nieprzyjazne, wypełnione zabobonami i okrutnymi opowieściami.
Autorka jest mediewistką i
zamiast powieści zaserwowała czytelnikom eseje z elementami rekonstrukcji
historycznej. Czerpała z kronik, dokumentów, z akt przestępczych, a luki
wypełniała wyobraźnią. Fabuła jest tu podporządkowana konwencji utworu, a Dosia
praktycznie niknie w wielości przywołanych wydarzeń i postaci. Lubię historię,
jednak ta wersja jest nieprawdziwa, bo oświetla epokę jednostronnie. Ci
wszechwładni, nieludzcy mężczyźni i te biedne kobiety pozbawione jakichkolwiek
praw, uciemiężone… Myślałam chwilami, jakim cudem gatunek ludzki trwał! Chyba
tylko dzięki gwałtom! Bo „miłość dopiero zostanie wynaleziona”. Feminizmem
zalatuje!
Zmarnowałam mnóstwo
cennego czasu, a na dodatek – rozsierdziłam się. Bo jakże inny ogląd wieków
średnich daje choćby „cegła” znana wszystkim filologom! Zmieniają się domy,
pojazdy, stroje, ale ludzie wciąż łakną uczuć, chcą się bawić i śmiać. Taką
twarz średniowiecza pokazała nam Michałowska. Niewiele zmienia fakt, że Dosia
przyszła na świat w 1526 roku, skoro i tak z Krakowa Brzezińska zrobiła ciemnogród.
Kolejna nietrafiona
lektura przeczytana w ramach…
piątek, 22 grudnia 2017
ANIOŁ NA NAS WOŁA Z NIEBA...
Mieniących się uśmiechem najbliższych świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim i każdemu z osobna. Pochwalony po wsze czasy!
niedziela, 3 grudnia 2017
WRACAĆ DO LITERATURY PIĘKNEJ, czyli WIELKIEJ
W zimowy wieczór usiąść w domowym kąciku, włączyć lampkę i zagłębić się w lekturę Wielkich Mistrzów.... Przenieść się w świat wyobraźni i wartości, których ze świecą szukać w dzisiejszej literaturze zwanej tylko piękną. Może to będą książki Josepha Conrada? Zbyt zapomniany...
Józef Konrad Korzeniowski urodził się 3 grudnia 1857 roku w Berdyczowie. To
autor "Jądra ciemności", "Lorda Jima", "Tajfunu", "Nostromo" czy "Smugi cienia". Opisywał piękny i bezwzględny żywioł morski, a przy tym szukał tego, co człowieka wywyższa i czyni szlachetnym. Rzadki dziś rys, bowiem w powieściach brak piękna, miłości, a powstaje literatura (i inne tak zwane sztuki) naznaczona defektem.
Mija rok 2017 - Rok Josepha Conrada - Korzeniowskiego. Nie wiem, co w kraju zrobiono (o ile zrobiono cokolwiek), żeby uczcić tego pisarza. Mamy jeszcze miesiąc...
czwartek, 16 listopada 2017
UCIECZKA OD… CZY UCIECZKA DO…
Uciec z Prowansji? Czyste
szaleństwo! Żeby choć do Toskanii, ale gdzie tam! Azymut Alaska! Jest runaway.
Musi wędrować, by nie umrzeć z nudów.
„Być małą kobietką, to nie dla
mnie” – mówi Lili. Boi się domów, ścian i szczęścia bogatych ludzi. Uciekinierka
z pokrytego pyłem miasteczka, gdzie wszystko
jest nieruchome, przeistacza się z ziemianki w rybaka (rybaczkę?). Wkracza do
krainy wypełnionej lodowatą wodą i niebezpieczeństwami. Wśród szorstkich
mężczyzn próbuje być taką jak oni. Nadziewa na haki przynętę, łowi karbonelę,
patroszy ryby, „maluje na czerwono” portowe miasteczka (czekam, aż zacznie
sikać na stojąco). Wciąż stawia opór i nieustannie walczy z zimnem, zmęczeniem,
przekracza granice ciała. „Aż do śmierci jestem niepokonana” – młodsza wersja
Hemingwaya?
Nie jestem w stanie zrozumieć
tego wyboru. Wokół rybie wnętrzności, zaschnięta krew, przyklejone wszędzie
kawałki przynęty, śmierdzące haki… Do tego seks pod mostem po wypiciu skrzynki
piwa z cuchnącym „wielkim marynarzem”. Turpizm w czystej postaci budzący we
mnie odrazę. Od pierwszej strony niby już wszystko wiem, ale nie dowierzam i
odwracam kolejne kartki. Bezskutecznie. Szukam tropów w biografii autorki,
która dokonała takiego wyboru i dziesięć lat pływała na statkach rybackich.
Uwiarygodniła to w powieści choćby słownictwem. Czytam: set, poler, bakista,
sejner, taklowiec, przypon, okrężnica, bojrep… Jest tu wszystko oprócz odpowiedzi
na pytanie: DLACZEGO? Powieść niesie drobiazgowy opis pracy rybaków,
zaciekawia przez kilkadziesiąt stron, ale później wyłącznie nuży i czytam już tylko w poszukiwaniu odpowiedzi. Nie
znalazłam. Z kartek wyciekają smutki i szarości, ziąb i brzydota. W internetowych
opiniach przeważają motywy poszukiwania
siebie, ucieczki od lądu i przeszłości, determinacji i walki, apoteoza wolności… Nieprzekonujące.
Nie ujął mnie fenomen wyboru i zamiany piękna w brzydotę, ciepła w zimno, bezpieczeństwa w igranie z życiem… Nie uwiodła
mnie opisana wyprawa na koniec świata w poszukiwaniu nie wiadomo czego. Ta
próba mojego powrotu w aktualny obieg czytelniczy skończyła się fiaskiem. Jak
daleko odeszłam wybraną literacką tropą! Jakże inni autorzy wywołują zaciekawienie
i wypieki podczas czytania! A przecież miałam nadzieję na dobre czytanie, bo kilka nagród literackich, pozytywne opinie... Ech...
Książkę przeczytałam w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki:
piątek, 27 października 2017
BĄDŹ WIERNY. IDŹ...
Posłowie przyjęli dziś przez aklamację uchwałę
ustanawiającą rok 2018 Rokiem Zbigniewa Herberta. Oddano w niej hołd „jednemu z
najwybitniejszych poetów polskich i europejskich XX w.” w związku z mijającą w
przyszłym roku 20. rocznicą jego śmierci.
„Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, głęboko przekonany o
wyjątkowym znaczeniu Jego twórczości, ustanawia rok 2018 Rokiem Zbigniewa
Herberta” – zaakcentowano w uchwale. Podkreślono w niej, że Herbert
wprowadził do polszczyzny wiele zdań „budujących naszą tożsamość i wyobraźnię”,
z których najważniejsze brzmi: „Bądź wierny / Idź”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







