DOM Z PAPIERU



piątek, 25 marca 2016

EX LIBRIS



Tak się cieszę! Nick „książkowiec” zobowiązuje, a więc wszystko co związane z książkami, nie jest mi obce. Teraz mam swój ekslibris! Wikipedia informuje: „Posługiwanie się ekslibrisem jest uważane za wyraz wysokiego szacunku i dbałości o książki, jak również wysokich potrzeb kulturalnych ich właściciela.” Ba! Raz mogę jej przyznać rację. Pierwsza próba bicia pieczęci nieprzypadkowa. A poza tym - ile pięknych chwil przede mną! To będą najmilsze godziny nadchodzących świąt! Opieczętować tyle miłości...


9 komentarzy:

  1. Też kiedyś sprawię sobie ex libris, ale dopiero wtedy, gdy mój zbiór będzie większy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Cudnie, że podzielasz miłość do tego drobiazgu. I nie czekaj, bo od pieczętowania całej biblioteczki ręka boli ;) Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Jestem zachwycona Twoim pomysłem!
    Twoje książki będą teraz jeszcze bardziej Twoje :)
    Polski ekslibris ma już 500 lat i z tej okazji w krakowskim Muzeum Narodowym jeszcze do 3 kwietnia można oglądać piękną wystawę - "Ekslibris polski. Między herbem a obrazem".
    Może i ja kiedyś nad tym pomyślę? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Madziu, temat Twoich zainteresowań i kolejne książki Twojego autorstwa aż się proszą o uszlachetnienie ekslibrisem! Już go widzę oczyma wyobraźni:) Szkoda, że nie obejrzę wspomnianej wystawy. Jak również żal, że nikt (chyba?) w blogosferze nie wspomniał.
      Świąteczne serdeczności:)

      Usuń
  3. W swoich nastoletnich czasach zainteresowałam się ekslibrisem dzięki mojemu Tacie, któremu w ogóle zawdzięczam całą miłość do książek.
    Teraz przypomina mi się, że wtedy zaczęłam zbieranie ekslibrisów i kilka egzemplarzy ten mały zbiór tworzyło.
    Mam również własną prościutką kompozycję (obrazek naszych imion i półek z książkami), stworzoną dla nas przez mojego męża... i tu proszę nie śmiać się - z wykorzystaniem zabawki "Mały drukarz". Ale to było w latach 70-tych, kiedy nikomu nie śniły się dzisiejsze możliwości techniczne, a my zapoczątkowaliśmy naszą wspólną biblioteczkę i chcieliśmy to podkreślić.

    Nigdy nie przechodzę obojętnie obok takich znaków w książkach, które trafiły do naszych domowych zbiorów poprzez antykwariat. To zawsze jest materiał do zamyślenia się nad losem książki rzuconej w obce ręce i jej właściciela, o którym taki znak czasami może coś nam powiedzieć. Oczywiście nie wtedy, gdy jest to tylko stempelek z imieniem i nazwiskiem.
    A Twój ekslibris do tego pierwszego rodzaju właśnie należy.
    Pozdrawiam świątecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Piękne tradycje rodzinne! Ja też kiedyś miałam taki prymitywny stempelek z sową. W ogóle zastanawiałam się, czy to nie "zbrodnia" stemplować książki, że może kiedyś ktoś wolałby otrzymać czystą... Ale miłość własna zwyciężyła... Bo przecież sama też oglądam z ciekawością nabytki antykwaryczne z pieczątką albo wytłoczeniem. Zatem - niech żyje ekslibris!
      Pozdrowienia gorące z jajkiem i zającem :)

      Usuń
  4. Już Ci pozazdrościłam. A zazdrość to brzydka przywara niestety.
    I tak myślę kto zrobiłby mi takie cudo....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Zazdrość może prowadzić do dobrego;)
      Aniu, miałam wysyłać zamówienie przez internet, ale okazało się, że w miejscowym punkcie wyrobu pieczątek (i coś tam jeszcze) panowie robią takie cuda. Czekam na Twój ekslibris, bo biblioteczkę też masz do pozazdroszczenia!

      Usuń
    2. Zainspirowałaś mnie bardzo więc pomyślę o nim, bo faktycznie mam trochę książek, które warte by były ekslibrisa.

      Usuń

Komentarze mile widziane.