DOM Z PAPIERU



sobota, 5 października 2013

Cenzury nie ma, blokady są

Dziś o kanonie czytelniczym. Temat często gości na blogach, portalach... Prześledziłam forum Golden Line, zapoznałam się z rankingiem Salonu Kulturalnego, wysłuchałam debaty krytyków Klubu Trójki. Dyskusje są zawsze gorące i rozjeżdżają się w różnych kierunkach. Teoretycznie łatwo ustalić, że kanon to lista ksiąg o podstawowym znaczeniu. Interlokutorzy zgadzają się z tym, że kanon, klasyka i lista lektur to nie synonimy. Klasyka na ogół nie budzi wątpliwości i nawet licealista wymienia z pamięci znaczące nazwiska. Zestawy lektur - tu też mamy świadomość - są uwikłane w kontekst ideologiczny. Dyskusje nabierają rumieńców, gdy padają nazwiska i przystępuje się do próby ustalenia listy lektur serdecznych. Bo istnieje kanon miłośników literatury fantastycznej, kanon literatury popularnej (ze sztandarową Grocholą), swój kanon mają środowiska uniwersyteckie czy szeroko rozumiani intelektualiści. Ale kogo zaliczyć do tych wykształconych? Czy ma to być osoba z naukowym tytułem, a oczytany absolwent szkoły zawodowej już nie? Może zanegować istnienie elit?  Swoje mody czytelnicze ma też młodzież, która za parę lat dołączy do powyższych grup... Zresztą czy jest ktoś, kto kanon ogarnie, pozna?  Nikt jednak nie odżegnuje się od potrzeby stworzenia list książek, które znać wypada. Wszak kanon pełni rolę doradczą - co czytać?

Pytania się mnożą, a zdań tyle, ilu rozmówców, dlatego ograniczę się do wyrażenia swojego stanowiska w odpowiedzi na dyskurs w Klubie Trójki (26 września `13).  Pierwszy odważny podaje swoich kandydatów, pozostali uzupełniają i tak oto tworzy się kanon (warunek - publikacje po 1989 roku): Pilch, Stasiuk, Witkowski, Filipiak, Masłowska, Chwin, Świetlicki, Sosnowski, Podsiadło, Głowacki, Kapuściński, Szejnert, Mrożek, Herbert, Różewicz, Miłosz, Szymborska, Tokarczuk, Sieniewicz, Hartwig, Lipska... Padają też nazwiska młodych, ale ci - niech się jeszcze "cukrują".
Zastanawiam się, co łączy te nazwiska? Z pewnością to, że o nich głośno, są nagradzani i pełno ich w księgarniach. Ciepło się robi, gdy zaszczytu dostępuje sam Rafał Ziemkiewicz. To nic, że jego twórczość zaliczona została do literatury socjofantastycznej, ale jest. W studiu zawrzało po wypowiedzeniu przez prowadzącego nazwiska - Rymkiewicz! Litościwie pochylono się nad widoczną w jego utworach urodą polszczyzny. Językowo zachwyca, ależ tak, ale to pisarz publiczny, który przypomina, że czasem literatura pełni rolę służebną. W końcu nie wiem, czy doszlusował do kanonu.
Wspomniano za to o literatach emigracyjnych. Kiedyś czytaliśmy ich z wypiekami, dziś  egzemplarze z "Novej" są pamiątką na półce. Ale czy wszystkie?

Teraz garść moich refleksji. Cenzury nie ma - jak zaznaczyłam w tytule - a jednak wielu tytułów na polskim rynku wydawniczym też nie ma. Jak to tak?  Istnieje literatura emigracyjna, ale ta związana z paryską "Kulturą", z londyńskimi "Wiadomościami" już nie. W czym jedni literaci gorsi od drugich? W Paryżu dopuszczono dyskusję z komunistami, a w Londynie emigracja pozostała konserwatywna, bezkompromisowa, jednoznacznie antykomunistyczna!
Przykłady? Proszę bardzo. Ile wydań w Polsce mieli, np. Herminia Naglerowa, Zygmunt Nowakowski, Anatol Krakowiecki...? (pozostałych znajdę!)  To samo dotyczy pisarzy i poetów, którzy znaleźli się na amerykańskiej ziemi, chociażby Wierzyński, Lechoń, Czarnyszewicz. Oni do końca zachowali niezłomną postawę i potępili sowiecką okupację kraju. I trochę później. Komu przeszkadzała autobiograficzna książka Piotra Skórzyńskiego? Dlaczego wstrzymuje się sprzedaż chociażby Nocnika Żuławskiego, Kapuścińskiego non - fiction Domosławskiego, Bagna Zielińskiego i wielu, wielu, o których pewnie nie wiem. Nie ma cenzury, to jest ochrona czyjegoś dobrego imienia. Ktoś się boi tych tekstów, bo za wiele mówią. Nie mam przekonania, że żyjemy w demokratycznym państwie.

Pewnie niektórzy goście bloga byliby zawiedzeni, gdybym nie podała swoich kandydatów. Moje sentymenta literackie ujawniam tutaj dość często, więc teraz posłużę się spisem tworzonym w Internecie przez cenionego Grzegorza Brauna. Oto wybrane nazwiska: J.Mackiewicz, A.Krakowiecki, F.Czarnyszewicz, I.Bączkowska, E.Kurek, R.Gan-Ganowicz, ks.W.Nowobilski, G.Maciejewski. Do tytułów nietrudno dotrzeć. Swoją listę "lektur obowiązkowych" podał też Jacek Bartyzel. Zgadzam się z nim, że Polacy winni się posługiwać kodem kulturowym opartym o naszą literaturę, a w ostatnich dwóch dekadach dochodzi do kulturalnej katastrofy, autentycznej zapaści cywilizacyjnej: bez księdza Robaka i pana Zagłoby Polak osuwa się w totalne neobarbarzyństwo, jego dusza zieje pustką, którą wypełnia jedynie brudny potok wybroczyn i ekstrementów wszechobecnej cywilizacji obrazkowej. I dalej mówi o obronie kanonu, gdyż od dawna jest atakowany pod rozmaitymi pretekstami, skrywającymi zamiar kulturowej amnezji, potrzebnej do tego, aby na ogołoconych duszach uprawiać społeczną inżynierię podług tej lub owej ideologii.

Jeśli pozbawimy kanon lektur naszej narodowej tożsamości, będziemy jak wydmuszki... Czas kompletować biblioteczkę.



62 komentarze:

  1. Książkowcu, mam wrażenie, że to najzwyklejszy brak popytu dyktuje decyzje wydawców - a mówienie o kanonie w odniesieniu do okresu 30 lat traktować należy raczej w kategoriach chwytu marketingowego bo nie ma żadnej gwarancji, że dobre książki, które zakładam, że się tam znalazły, nie zostaną wyparte za jakiś czas przez jeszcze lepsze :-) a nie ma powodów by dzisiaj okres od 1989 r. już zamykać. Czemu nie jest wydawany "Nocnik" i "Kapuściński non-fiction" to akurat wiadomo - bo powodowie uznali, że zostały naruszone dobra osobiste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Na argument z brakiem popytu się nie zgadzam, bo nie mam ochoty na coś, jeśli nie wiem, że w ogóle istnieje. Łatwiej kupić książkę, gdy ją trzymasz w ręce i przekartkujesz niż masz o niej tylko mgliste pojęcie.
      Data 1989 została ustalona przez dyskutantów Klubu Trójki. Oczywiście zostaje pytanie, czy podane tytuły obronią się za 50 lat i tu się zgadzam, że kanon to nie moda i okres mianowania powinien być dłuższy. W "Nocniku" autor za dużo powiedział o życiu w Polsce i można się przychylić do stwierdzenia, że wielu osobom nie było to na rękę (choć nazwisk ponoć nie wymieniał, ale bohaterowie dopatrzyli się swoich portretów). "Kapuściński..." - sprawa jeszcze ciepła. Dobrze, że mam. Za to wspomnienia Skórzyńskiego bez wątpliwości. Podobnie z "Bagnem".

      Usuń
    2. Co do popytu, Książkowcu to oczywiście rozumiem, Twój punkt widzenia jako czytelnika, tyle że wydawca niezbyt chętnie ryzykuje własne pieniądze jeśli wie, że szanse na ich zwrot nie mówiąc o zysku są umiarkowane. A nie ma co ukrywać Twoje zainteresowania są raczej niszowe :-). Akurat Rosati złożyła pozew nie z powodu opisów życia w Polsce :-). "Non-fiction" też czytałem i rozumiem wdowę po Kapuścińskim i jego córkę, że uznały niektóre części książki za zbyt drążące ich życie osobiste.

      Usuń
    3. ~ Niszowe, hmm... Sporo ludzi czyta podobnie, tylko na odwiedzanych blogach cisza, więcej w prasie. Wierzę wciąż, że te moje "wybory serdeczne" komuś się przydadzą, doradzą:) A wydawcy? Każdą książkę można wypromować - tylko nie chcą albo nie mogą.
      Żuławskiego cytował w "Karawanie..." namiętnie Łysiak i nie o samych scenkach z Esterką tam była mowa. Kapuścińską rozumiem, ale nie mogę wykrzesać sympatii.

      Usuń
    4. Wart "Nocnik" "Karawany ..." a "Karawana ..." "Nocnika" :-). Oczywiście, że każdą książkę można wypromować, tylko trzeba chcieć i mieć pieniądze. Tyle jest dzisiaj wydawnictw, że to pewnie kwestia czasu (ale też praw autorskich i pieniędzy) gdy autorzy, o których piszesz znajdą swoich wydawców :-)

      Usuń
    5. ~ Okazyjnie bym kupiła, ale niestety;)
      Piękny sen niech mi się przyśni - z księgarnianych półek patrzą na mnie Obertyńskie, Naglerowe...:-D

      Usuń
  2. Piękna wypowiedź, konkretna i mądra.
    Kłaniam się nisko ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ A ja dziękuję za podsunięcie pomysłu:) Temat mnie nie opuszczał od tygodnia. Dzięki szperaniu w sieci znalazłam tyle dobroci! A przy okazji odchudziłam portfel;)

      Usuń
  3. Piękna wypowiedź - zgadzam się i piękny stosik po prawej :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dziękuję:)
      Jeszcze siedem z tyłu, bo starsze wydania :-D

      Usuń
  4. Świetny, trafny tekst. Życzę miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dziękuję, będę kontynuować:) Oczywiście mam na myśli tematykę, czyli londyńską i nowojorską emigrację. Czy uda się wykrzesać świetne teksty? - chciałabym;)

      Usuń
  5. Lista lektur serdecznych to dla mnie lista lektur, które budzą we mnie emocje (nie zawsze miłe), a których czytanie wzbogaca bądź raduje. W spore mierze pokrywa się ona z gatunkiem zwanym klasyką. Piszesz, że co jest klasyką każdy wie, wyczuwa intuicyjnie. Nie byłabym taka pewna, na blogu Klasyka literatury popularnej zdarzają się czasami wpisy, które wywołują moje zadziwienie, więc chyba nie do końca wiemy, co jest klasyką. Jak każde pojęcie będzie ono budziło wątpliwości. Pani w bibliotece zapytana o półki z klasyką wskazała mi półki z literaturą niesklasyfikowaną, jako biografie, historyczne, sensacyjne, dla dzieci, po prostu półki nazwane literatura polska, francuska, niemiecka, rosyjska ...itp. :) Wiem, że piszę troszkę obok tematu, ale nie chcę wdawać się w dyskusję, do której nie jestem przygotowana. Książki, które są Ci szczególnie bliskie są mało mi znane. Pozdrawiam niedzielnie siedząc na walizkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ ~ Masz rację, że lektura serdeczna ma poruszyć umysł i emocje. Gdy wrzało na forach, zadecydowałam o nieumieszczaniu konkretnych nazwisk, co nie znaczy, że sprawa ustalenia kanonu odpływa. Zbiorę kiedyś na pewno. Nie podobało mi się, gdy odzierano kanon z elementów patriotyzmu, czyli - jak rozumiem - Polak a człowiek oczytany i kulturalny to różne pojęcia!? Wynaradawianie polskiej młodzieży trwa w najlepsze.
      Nie będę już przynudzać, bo otwiera się przed tobą cudny czas. Nasyć oczy pięknymi widokami i wracaj z fotorelacją. Szczęśliwej podróży:)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. ~ Sięgam do słownika. Klasyka - dzieła uznawane za najważniejsze dla danego gatunku. Może recenzentom wydaje się, że to najważniejsze i reprezentatywne dzieła?
      Często myślę, że nie mówi się o rzeczach oczywistych, uznając, że wszyscy wiedzą o tym. Pokutuje pojęcie "smrodku dydaktycznego", gdy ktoś wprost chce coś powiedzieć. A czasem trzeba nazwać, że to czarne, a to białe.

      Usuń
    4. Tu matka-założycielka ;)
      Pozwalam zazwyczaj współpiszącym na duża swobodę, nie chcę być sztywnym cenzorem.
      Guciamal i Mario Orzeszkowa - jeżeli podacie mi czy tu, czy może lepiej na maila (maniaczytania@gazeta.pl) konkretne przykłady, to nad każdym się pochylę i rozważę jego usunięcie. Jednego się domyślam, ale przyznaję, że ostatnio czasu nie mam na nic, na swojego głównego bloga też.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ No właśnie bardzo drażliwy temat. Nie tylko salon i antysalon mają swoje kanony. Podejrzewam, że każdy bloger też. Mnie nurtuje - jak pisałam wyżej do Guciamal - że oburzenie internautów wywołuje wrzucanie do zestawu pozycji choćby z nutą patriotyzmu! Stworzę kiedyś, oj stworzę KANON MOICH MARZEŃ. Klasyka zajmie zaszczytne miejsce.
      Do dyskusji warto też wrócić w kontekście lekcji języka polskiego w szkołach średnich. Czy nie powinny być zdominowane przez polską literaturę (jak sama nazwa przedmiotu wskazuje)? Według mnie tak. Żaden inny kraj nie pasjonuje się książkami obcych literatów, mielą swoich bohaterów, a my czujemy się obywatelami świata, nie Polakami. Ilu czytelników zaczyna post słowami: "Bardzo rzadko czytam polską literaturę..." I czują się bardzo kulturalni i oczytani. Ale młode pokolenie strasznie drażliwe jest - masz rację:)

      Usuń
    2. Patriotyzm i wiara są be u większości blogerów.
      Młodzi kierują się tym co modne i promowane. Reszta ich nie interesuje. Ciekawa jestem Twego kanonu bardzo.

      Usuń
    3. Książkowcu, co do lekcji języka polskiego, to nie wiem, jak to wygląda dzisiaj, ale za moich czasów (czyli jakieś trzydzieści lat temu z górką) z tego co pamiętam dominowała literatura polska wśród lektur (w moim zestawie lektur szkolnych - nie było Balzaka (poza ojcem Goriot), Zoli, Hugo, Dickensa, Szekspira (poza Makbetem), nie mówiąc o Prouście, Joysie, Hemingwayu, Steinbecku, Flaubercie, Wirginii Woolf, Dostojewskiego - czyli całej plejady pisarzy wybitnych, bez znajomości których trudno dziś uważać się za człowieka oczytanego). Za to doskonale pamiętam Chłopów Reymonta, Lalkę Prusa, Potop Sienkiewicza, Nad Niemnem Orzeszkowej, całą masę Żeromskiego (Ludzie bezdomni, Popioły, Syzyfowe prace, i inne), Mickiewicza (od Pana Tadeusza po Dziady), Nałkowską i całą plejadę innych polskich klasyków. I oczywiście nie mam nic przeciwko takiemu rozłożeniu akcentów, ale może właśnie efektem tego jest mój (a może nie tylko mój) niedosyt literatury obcej, choć przyznaję, że i polskiej nie znam tak dobrze, jakbym tego sobie życzyła. Być może dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej, więc trudno mi tu polemizować. Aha i w moim komentarzu zakradł się błąd. Napisałam W sporej mierze pokrywa się ona (lista lektur serdecznych) z gatunkiem zwanym klasyką. Miało być dla mnie pokrywa się ona.... Przecież dla wielu będzie to zupełnie inna lista :)

      Usuń
    4. ~ Aniu, dlatego pisałam, że każda grupa - wiekowa też - ustaliłaby swój kanon. Ze zgrozą myślę o wyborach młodzieżowych, ale ja trzydzieści lat temu także czytałam w wolnych chwilach badziewie, więc moja nadzieja nie gaśnie. Tyle, że miałyśmy solidną podbudowę klasyki ze szkół średnich.
      ~ Gosiu, wydobyłam sens pisania o klasyce, pięknie ujęłaś.W odniesieniu do dzisiejszego kształcenia mam żal, że usuwa się wartościowe lektury, zapomina o polskich, a wtłacza obcych autorów (i to nie klasykę!). Biedni gimnazjaliści muszą czytać chociażby "Buszującego w zbożu", jakby nie było polskich książek o dojrzewaniu. Po poznaniu polskich lektur dopuściłabym analizę dzieł zagranicznych autorów, ale metodą eksplikacji tekstu, czyli we fragmentach. W końcu mamy lekcje języka polskiego i niech tak zostanie. Niezadowolonym polecam zebranie głosów i przeprowadzenie referendum, by wprowadzić lekcje literatury obcej. MEN z pewnością przyklaśnie takiej inicjatywie!

      Usuń
    5. Niemniej nasze badziewie było i tak w lepszym gatunku.
      Cieszy jednak, że zainteresowanie klasyką też jakby odżywa. Poza tym blogi takie jak Twój są kopalnią wiedzy i książkach nie wydawanych i to jest cenne, gdyż myślę sporo osób będzie tej literatury szukać.

      Usuń
    6. ~ Oby szukali! Taki cel mojej pisaniny:)
      Czasem z żalem myślę o książkach, na które kiedyś nie zwróciłam uwagi. Może dlatego tak kocham antykwariaty. Kiedyś pisarz tworzył, gdy miał naprawdę coś do powiedzenia i umiał machać piórem. Dziś... - różnie. Pewnie dlatego przywołane w Klubie Trójki nazwiska z ostatnich lat budzą mój grymas. Prawie wszystkich czytałam, ale wyprowadzam ich z mojego "papierowego domu".

      Usuń
    7. Zgadzam się z Tobą. Dlatego tamte książki nieraz miały pozytywny wpływ na życie czytelnika, a dzisiaj niejednokrotnie jest zupełnie odwrotnie. Książki to teraz zwykły artykuł konsumpcyjny i głównie mają szokować czytelnika.Osobiście jestem mocno zdegustowana tym co młodzi ludzie czytają i tym, że nikt tym nie steruje. Jak sobie przyniosłam w ósmej klasie/ moja pierwsza liceum/ Annę Kareninę to ciocia, u której mieszkałam kazała mi ją zwrócić, gdyż stwierdziła, że jeszcze jestem za młoda a jak przyniosłam Dekameron było jeszcze gorzej.
      Dzisiaj gimnazjalistki, licealistki czytają książki pełne scen erotycznych i to mocnych i nikt im nie mówi, że ich wyobraźnia zostaje w ten sposób zbrukana i wypatrzona. Podobnie się ma z różnej maści horrorami.
      A z listy czytałam Kapuścińskiego. Ale tam również jest Herbert i Hartwig. O Herbercie myślę.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. ~ Aniu, wspominałam kiedyś, że właśnie książki mnie wychowywały. Tomek Wilmowski, bosman Nowicki, Winnetou, bohaterowie Verne`a - to moi nauczyciele.
      A Herbert zawsze i wszędzie. Wprawdzie zagarnęła go Gaduła Wyrodna, ale jego poezja i eseje same się wybronią.
      ~ Szanowna pani Orzeszko;) Gdy w telewizji pokazywano pocałunek, musiałam pokój opuszczać;)

      Usuń
    10. Czy teraz te książki są czytane? Być może tak, ale jedynie o Harry Potterze jest głośno. Ja je pochłaniałam.
      Świat się zmienił od czasów naszej młodości o 360 stopni i myślę Bogusiu, że to nie odwracalny proces.

      Usuń
    11. ~ Wiem, że Winnetou jest dziś anachroniczny, ale poszukująca młodzież dostała nowych bohaterów, o których wolno w końcu mówić, chociażby o rotmistrzu Pileckim czy Łupaszce. Jestem optymistką. Mnożą się portale, które w tytule mają: prawy, narodowy, polski, konserwatywny... Czyli wszystko idzie we właściwym kierunku.

      Usuń
    12. Trzeba przyznać, że wiele w tej materii jest robione w Radiu Maryja. I to przez młodzież właśnie, która mając swój program kilkakrotnie już przypominała biografie obu tych bohaterów.

      Usuń
    13. ~ Moje nędzne radyjko w lesie odbiera tylko trzy stacje, ale to najważniejsze tak:)

      Usuń
  8. Na blogu swego czasu pisałam o książce Domosławskiego ,,Kapuściński non-fiction" i uważam, że jest jedną z lepszych biografii. Teraz, po tym jak usłyszałam (filmik Ziemkiewicza na fb:)) iż zakazano jej rozpowszechniania, będę musiała ją kupić póki jeszcze jest dostępna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. ~ Ziemkiewicz wprost powiedział, że chodzi o cztery rozdziały poświęcone współpracy ze służbami specjalnymi. Życie prywatne żona znała pewnie z autopsji.
      Książkę mam. Udało mi się kupić tanio, gdy był likwidowany chyba Świat Książki. Rzadko się zdarza, żeby głośny tytuł tak uwierał wszystkie strony;)
      Jeśli będzie mieć kiedyś na allegro takie ceny jak wspominany już "Nocnik", to rzeczywiście pamięć czytelników zostałaby oczyszczona po kilku latach.

      Usuń
    3. Książkę za 30 zł można nabyć jeszcze w Empiku. Właśnie sobie kupiłam, na allegro najtańsza cena bez licytacji 55 złotych. Życzą sobie już za nią nawet 220 zł.

      Usuń
    4. ~ Kiedyś była jeszcze tańsza, ale można było się spodziewać skoku. Gdyby tak wiedzieć dziś, co jutro będzie za szlabanem...;)

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Tak to wygląda, ale jak praktycznie się sprawdzi nie wiadomo. Niemniej jestem zszokowana cenami na allegro. To jest żerowanie chyba na naiwności, w sytuacji gdy jeszcze można kupić w niektórych księgarniach te książkę.

      Usuń
    7. Kupiłam właśnie 2 egzemplarze w Matrasie za 25 zł za sztukę:) Dziękuję za ten post, ponieważ przyspieszył tylko podjętą wcześniej decyzję o zakupie.:)
      Ceny na allegro porażają.

      Usuń
    8. A ja patrzyłam w matrasie i wydawało mi się, że nie mają na stanie.

      Usuń
    9. Złożyłam zamówienie i opłaciłam przez internet. Za tydzień odbiorę w księgarni.

      Usuń
    10. I już nie mają, ale ja nabyłam tylko trochę drożej w empiku.

      Usuń
    11. ~ Kapuś-ciński przeze mnie reklamowany? No nie;)
      Ale dobrze, bo jeśli ceny w przyszłości będą zbliżone do tych "Nocnikowych", to absolutnie nikt nie przeczyta o współpracy gościa z niewłaściwymi urzędami. I o to chyba w tym wszystkim chodzi.

      Usuń
    12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    13. ~ Czytają i zachwycają się. Niestety. A ja sobie wtedy myślę, ilu zdolnych reportażystów przepadło i nie mogło wyjechać, bo nie podpisali właściwych papierków. Nie pojechali, więc nie napisali. Cisza po nich, a ku czci Kapuś-cińskiego hymny nie milkną.

      Usuń
    14. A to już niestety dziejowa niesprawiedliwość.
      Dzisiaj nie muszą się opowiadać, ale za to z różnych przyczyn nie wydadzą, albo zakażą wydawać mimo, że niby jest wolność słowa.

      Usuń
    15. ~ Niby jest wolność słowa - to wystarczy za cały post:)

      Usuń
    16. Książki ,,Kapuściński non-fiction" już mam. Niestety w Matrasie nie są już dostępne. Twój post pojawił się w najodpowiedniejszym dla mnie momencie, gdy mogłam jeszcze dostać ostatnie egzemplarze:)

      Usuń
    17. ~ Mamy. Duch książki nie zginie;)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawa notka, a tytuł 'Cenzury nie ma, blokady są', zaczął mnie zastanawiać nie tylko pod względem książek. Ciekawie tu!
    Coolturalny-tygodnik.blogspot.com! Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ U mnie tak zawsze;) Pozdrawiam i zaglądnę:)

      Usuń
  10. Lista Brauna to z tego co zrozumiałam propozycja lektur dla młodszej grupy wiekowej. Dlatego jest tam np. najbardziej skondensowany treściowo tom Mackiewicza.
    Widziałam Nocnik w bibliotece, ale wzgardziłam. Żuławski to dla mnie dziwny facet i trochę nie mam ochoty na jego wynurzenia.Czyżbym zrobiła błąd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Rzeczywiście Braun podaje lektury obowiązkowe z myślą o młodych. Zestawy z "prawej" strony (ten i inne) pod linkiem: http://www.pch24.pl/kultura-ksiazki,852,858,1,i.html
      Żuławski pokazuje polską rzeczywistość z innej strony. Niczego się nie boi i stać go na wyrażenie swojej opinii. Garściami czerpał cytaty z "Nocnika" Łysiak w słynnej "Karawanie literatury" i wtedy nabrałam ochoty, ale mój zapał natychmiast ostudziły ceny na allegro. Chętnie przeczytałabym całość;)
      Mackiewicza zamówiłam, Krakowieckiego też, Reklewską-Braun właśnie przeczytałam i chyba w tym tygodniu wspomnę hurtowo.

      Usuń
  11. Czekałam na ten Twój wpis i się nie zawiodłam :)

    Ale u nas to w ogóle brak przede wszystkim kanonu książek polskich autorów nie tylko dla dorosłych, ale i dla dzieci. Takiego, który byłby czytany przez pokolenia. Ciekawe, czy to się kiedyś zmieni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Kto zmieni, jeśli nie my? Wyłącznie z braku czasu nie pokusiłam się, by tu i teraz wstawić tytuły, ale chęć mam wciąż. Jednocześnie mam świadomość, że podanie zestawu może od razu wywołać grymas niechęci na wielu twarzach. Całkiem niedawno przeczytałam bardzo negatywną recenzję historycznego elementarza dla dzieci "Kocham Polskę" Joanny i Jarosława Szarków wyd. Rafael. Tymczasem ta pozycja powinna być w każdym polskim domu! I tak dalej... Coraz więcej osób usuwa mnie z zakładek, ale widocznie to nie byli docelowi adresaci mojego bloga. Profil się klaruje i nie mam zamiaru zacząć czytać Picoult, żeby zdobyć poklask. Ci, którym moje lektury przypadają do gustu, może wesprą mnie w dziele przygotowania listy tych NAJ.

      Usuń
    2. Seria Kocham Polskę jest straszna pod względem graficznym. Ale planuję przyjrzeć jej się ponownie, bo nie kojarzę innej w miarę krótkiej i przystępnej historii Polski dla kilkulatków.
      Maniaczytania,
      rzuć okiem na serię Polska na 6 http://www.veda.com.pl/oferta/index.html
      na końcu strony.
      Niestety ukazały się tylko 4 tomy.

      Usuń
    3. Iza - zajrzałam, interesują mnie bardzo, chyba się wybiorę i kupię. Te warszawskie przydadzą mi się na spacery. Ale weszłam też na stronę serii i na razie zaległa tam cisza ... , więc nie wiadomo, czy będzie kontynuowana.

      Książkowcu - czekam na te Twoje tytuły, i pewnie nie tylko ja :)

      Usuń
    4. ~ Izuś, zajrzałam na podaną stronę. Rzeczywiście grafika ładna i tyle mogę powiedzieć na podstawie zdjęcia. Dlaczego cenię serię Szarków? Bo to ludzie wykształceni i badający historię z bliskiej mi strony, czego przykładem chociażby "Wołyń we krwi". Krytycy zarzucają serii "Kocham Polskę", że tekst pisany przez narodowców, a mi w to graj! Grafika może być uznana za mało współczesną, ale rzeczywiste wizerunki w życiu muszą poprzedzić okres uproszczeń, symboli. Dzieciom się podoba.
      ~ Manio... zbiorę te najważniejsze z pewnością, tylko luksus czasu muszę mieć:)

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. ~ Dziękuję za odwiedziny. "Krzaczków" nie odczytam;)

      Usuń

Komentarze mile widziane.