DOM Z PAPIERU



sobota, 8 września 2012

Co nam zabrano i podmieniono

Krajobraz z wilgą
W tej okolicy jest zbyt uroczyście.
Jaskółki kreślą nad wodami freski,
w dzbanie jeziora drzemie chłód niebieski
i usta mówią to, co widzą oczy.
Światło szeleści, zmawiają się liście
na baśń, co lasem jak niedźwiedź się toczy. (...)
- Tadeusz Nowak


Czy znasz to uczucie, gdy podczas układania puzzli brakuje ci jednego elementu? Denerwujesz się, przykładasz, przyglądasz się, sprawdzasz. Nagle... jest! Tak właśnie się czuję. Amatorsko zgłębiam historię i nijak mi idzie ta układanka. Luki, niemożności, zniechęcenie, aż tu staje na mojej drodze Gabriel Maciejewski ze swoimi tomami Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie. Tytuł nie powinien zmylić, choć baśni w środku nie ma. Tytuł ma przykuć uwagę, ma z mocą zakotwiczyć się w wyobraźni. Cóż to za książki? Każda nieco inna, więc o kolejnych tomach z osobna.
Tom pierwszy to sześćdziesiąt trzy luźne, intensywne historie z polskich dziejów. Cofniemy się do XVII wieku, by skończyć gawędą o tym, co ledwie wczoraj. Różni bohaterowie i wydarzenia, o których się nie pisze, nie mówi, a jeśli już, to reflektor z innej strony oświetla scenę. Bo autor przyjął bardzo ciekawy punkt wyjścia - jeśli o kimś się tylko wzmiankuje, oznacza to, że mamy do czynienia z bardzo ważną osobą. Po kilku miniaturach przyznajemy mu rację! To skondensowane obrazki, które rysują nam epizody. Widzimy je w krótkich migawkach, a sami dopełniamy całość. Zostajemy z tym, co wiemy albo biegniemy szukać dalej. W końcu np. dowiedziałam się, dlaczego pałam irracjonalną niechęcią do Gombrowicza czy Wańkowicza. Bo przecież pisarzami wielkimi byli!
Po kilku Wańkowiczowych lekturach czytam "Kundlizm" i wylazło szydło z worka! To szlachtę należy winić za upadek naszej potęgi Rzeczpospolitej, bo jest "z ojca miecza i matki sakiewki". Walnie pisarz przychylił się do niszczenia warstwy ziemiańskiej, która w innych krajach jest chroniona, ceniona.  Nawet w "Szczenięcych latach" brak opisu szlacheckich rytuałów. Czerwonym podobały się opisy uwodzenia służącej czy oddawania swoich żon panom na pierwszą noc. Więc wydali. I zabiegali, by powrócił z emigracji. Ech, idę dalej.
Piękne karty poświęcił Maciejewski Jerzemu Dąmbrowskiemu. Przez żonę i córki nazywany Żorżem. Dla większości był Łupaszką od wyłupiastych oczu (cierpiał na chorobę Basedowa). Pułkownika widzimy w ostatnich chwilach życia. Żołnierz leżący z Łupaszką w więziennej celi opowiada, że pułkownik nie mógł się poruszać, bo miał połamane ręce i nogi, wybite oko, zerwane paznokcie... i czekał śmierci. Z kilku relacji chcemy uwierzyć w tę, gdy doprowadzony do względnego porządku Dąmbrowski prowadzony był na sfingowany proces. Skuty, prowadzony przez uzbrojonych enkawudzistów, zareagował na uderzenie w twarz Ireny Krzywickiej (nie tej od "gorszycielki"). Strzelił w twarz strażnika skutymi rękami, kopnął w jądra i usiadł na ławie oskarżonych. Po odczytaniu wyroku zwrócił się do reprezentanta ZSRR ze słowami:
- Wysoki sądzie! Job waszu mać!
Zabito go tej samej nocy.
Ulubioną opowieścią autora jest ta o bokserach, którzy doszli do finału Mistrzostw Europy. Zdarzyło się, że mieli walczyć Polacy i pięściarze Kraju Rad. A był rok 1953 i rzecz działa się w Warszawie. Publiczność była pilnowana przez panów w gumowych płaszczach, a jednak na trybunach raz po raz rozlegały się okrzyki: bij ruska! Hala ryczała ze szczęścia, gdy polscy zawodnicy wygrywali kolejne rundy. Czekała na to cała Polska!
Siłą rzeczy mnie najbardziej wciągnęły opowieści z literackim rodowodem. Po raz pierwszy usłyszałam o Stanisławie Rembeku, bo pamięć o nim zakopano głęboko. Jak mogło być inaczej, gdy tematyka jego książek dotyczyła relacji pomiędzy Polakami a Rosjanami? Co dzisiaj daje się nam zamiast? Kolejne wydanie Normana Daviesa Orzeł biały. Czerwona gwiazda albo Dziennik 1920 dostępny nawet w kioskach (Izaak Babel). Ciąg dalszy życia autora opisuje Archiwista z Łubianki i właśnie powinniśmy się wzruszyć losem czerwonego uczestnika wojny polsko-bolszewickiej, a nie bohaterstwem czy śmiercią naszych patriotów!
Podobnie rzecz ma się z innym poetą - Zygmunt Rumel nie istnieje w zbiorowej świadomości, tak jak jego wiersze. Jak zginął? Rzecz działa się na Wołyniu.
W nocy z 10 na 11 lipca 1943 roku trzej młodzi mężczyźni, pobici i okrwawieni zostali przywiązani do koni za ręce i nogi. Ktoś krzyknął "wio" albo "hej", albo tylko strzelił batem. Konie ruszyły gwałtownie z miejsca. Wszystko trwało zaledwie kilka minut. Jednym z przywiązanych był Zygmunt Rumel, poeta i żołnierz Batalionów Chłopskich.
To tak przy okazji w odniesieniu do mojej poprzedniej lektury.
Są też znane nazwiska. Jest opis dzielnej, choć morderczej, pięcioletniej wyprawy rowerowej przez Afrykę, a czynu tego dokonał Kazimierz Nowak. Możemy zobaczyć inną twarz majora Henryka Dobrzańskiego, która kojarzyła mi się li tylko z Ryszardem Filipskim. Wraca na karty Maria Rodziewiczówna, dla której najważniejsze były praca i ziemia (choć dzisiaj są tacy, co wiedzą więcej). I Zofia Kossak, która z takimi cechami jak patriotyzm i przywiązanie do katolickiej tradycji powinna wrócić do łask czytelniczych.
Nie wspomnę wszystkich osób, miejsc i zdarzeń ważnych dla naszej historii. Książka i jej autor to moje ostatnie największe odkrycia. Wnikliwi czytelnicy znajdą Coryllusa na moim blogrollu. Można go zobaczyć i posłuchać. Podziwiam, idę jego tropem, choć dużo spraw zostawiam sobie pod rozwagę. Gdy np. dwóch cenionych pisarzy pisze o jednej osobie tak sprzeczne opinie, to jeden pewnie nie ma racji (chodzi o Samuela Zborowskiego opisanego przez Maciejewskiego i Rymkiewicza).
Tom drugi to już całkiem inna baśń. Potoczy się jutro.

Gabriel Maciejewski, Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie, t.I-II, Klinika Języka
Cytaty zaczerpnięte z tomu pierwszego s.16 (wiersz Nowaka) i s. 193 (poeta rozerwany końmi).






47 komentarzy:

  1. Tak ,masz rację , to niezwykła książka.A o Łupaszce miałam okazję dwukrotnie wysłuchać w Radiu Maryja wspomnień. Przy okazji wymieniono metody jakie stosowano w trakcie przesłuchań.Wierzyc się nie chce , że to Polacy je stosowali , ale nie to nie byli Polacy to byli UBecy, którzy do dzisiaj jeżeli żyją mają się znakomicie.
    Warto mieć tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Czytać, pisać i mówić na ten temat nigdy dość. Sprawa "Żołnierzy Wyklętych" jest mi zawsze bliska i nigdy nie ulegnie przedawnieniu. Do książki Maciejewskiego będę wracać, bo nie trzeba czytać po kolei, a można wybierać interesujące nazwiska. Pchało mnie "co dalej?", a teraz czas na powolne odkrywanie prawdy.

      Usuń

  2. I znowu za Twoją sprawą będę poszukiwała książki! To nie wyrzut, przyszłam powiedzieć dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Moje ukochane powiedzenie to - dzieci, szklanek i dobrych książek nigdy za wiele:) Dziś cały dzień autor miał być na katowickich targach książki, to mam cichutką nadzieję, że będzie i na październikowych w Krakowie. Mam tyle pytań! Jestem nim oczarowana! Życzę podobnego odbioru:)

      Usuń
    2. Słuchaliśmy z mężem jego wypowiedzi na targach.
      Mąż czyta go jako coryllusa na salonie 24.

      Usuń
    3. ~ Zgadza się. Blog "Baśń jak niedźwiedź" na moim blogrollu to Coryllusa właśnie. Słuchaj męża, bo dobrze mówi:)

      Usuń
  3. Z otwartymi ustami czytałam Twoją recenzję. Szkoda, że niektóre biografie, te naprawdę warte poznania nie przedostają się do zbiorowej świadomości, a książkę muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Moja przygoda z autorem zaczęła się od wywiadu na stronie http//grzegorzbraun.pl "O zamilczanych dziejach XVIw." To o drugim tomie, ale rozmowa tak mnie wciągnęła, że minutę po audycji byłam już właścicielką obu tomów (kup teraz! - a potem wbieganie do domu z pytaniem, czy przyszła przesyłka). Męczę się nieco z drugim, ale będę czytać dopóty, dopóki niteczkami nie powiążę wszystkich postaci i wydarzeń. To jest to, czego mi brakowało - zrozumienie dzisiaj przez poznanie wczorajszego. Pocieszam się, że baśń będzie toczyć się dalej, bo w trakcie pisania autor dociera do nowych źródeł. Odechciało mi się wszystkich "najnowszych nowości" po ostatnich lekturach. Może zdążę dogrzebać się do pokładów prawdy w tym moim zabieganym życiu. Obiecuję się dzielić odkryciami:)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Alu, nie spodziewaj się pełnych biografii. Autor wybrał metodę - syntezy przez epizod. Rozszerza tyle, na ile to konieczne. Każde opowiadanie ma około czterech stron, ale jest naprawdę dynamiczne. W księgarniach tych książek nie ma, więc i biblioteki pewnie też nie kupiły. Warszawiacy mają możliwość zakupu na Żoliborzu, a w sieci rozprowadza prawicowa księgarnia "Multibook". Zostaje pisanie listu do Mikołaja i to wcale nie taka daleka przyszłość. A przeczytać trzeba:)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. ~ He he:)Czyli zostaje stary poczciwy Mikołaj. Warto zabiegać, oj warto. A gdy sobie tak w wywiadzie autor przepowiadał, że może i dziesięć tomów będzie, to czytania mam, że hej! Mogę spać spokojnie, bo czego się nie doszukam, to będę mieć podane. W kolejce czekają też wcześniejsze, np. "Dzieci peerelu" czy "Pitaval prowincjonalny".

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. ~ Też parę bym oddała w dobre ręce, ale gdy koszty wysyłki przekraczają często wartość książki, to tylko biblioteka zostaje. Gdyby ktoś "uwalniał książki" gdzieś blisko, to bym podrzuciła. Ściany nie z gumy, a dobre książki muszą się gdzieś zmieścić:)

      Usuń
  5. Nie znam autora, nie znam książki, podziwiam jak zawsze twoje detektywistyczne zacięcie i wierność tematowi poszukiwania prawdy. A mnie dręczy to samo zagadnienie, o którym wspominasz, jeśli o jednej osobie różne osoby piszą tak różnie, to komu mamy wierzyć, temu, czyjego racja jest nam bliższa, czy też temu, który reprezentuje "naszą" opcję, czy też jest większym autorytetem, ale dla kogo, dla nas. I wciąż mi tu wychodzi subiektywizm. Zadaję pytania, ale nie znam odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Czasem myślę, czy to ja znajduję, czy to mnie znajdują. Różne pisanie o jednej osobie uruchamia intuicję, a dopiero potem ruszam na poszukiwania. Chociaż czytanie zawsze będzie subiektywne. Książki Maciejewskiego dały mi właśnie taki ogląd z drugiej strony tam, gdzie widziałam tylko jedno oblicze. To dużo. Pozdrawiam cieplutko:)

      Usuń
    2. To bardzo dużo, kiedy widzimy rzecz z dwóch stron. Zawsze intuicyjnie przychylamy się do jednej z opinii, ale pewien niepokój pozostaje. Ciepełko się przyda, bo dziś na Pomorzu wiało i zimno było, tak, że zmarzłam na kośc.

      Usuń
    3. "baśń, co lasem jak niedźwiedź się toczy" - piękne to.

      Mogłabym podpisać się pod postem Guciamal - też nie znamłam książki, nie znałam autora. Przecierasz cudowne ścieżki literackie i patriotyczne.

      I po raz kolejny Twój post uświadomił mi znajomość mojej niewiedzy ;)

      Usuń
    4. ~ Cieszę się, że zajmuję jakiś tam kącik blogosfery ważny też dla innych:)
      Tadeusza Nowaka czytałam do matury "A jak królem, a jak katem będziesz". Chyba nie dorosłam wtedy do tej lektury. Polonista był fanem literatury chłopskiej, ale dziś tej powieści do nurtu chłopskiego raczej się nie zalicza. Poezji też nie znałam. Jak widzisz, wszyscy uczymy się przez całe życie. Uśmiechniętej niedzieli:)

      Usuń
    5. O Samuelu Zborowskim czytałam u JIK-a. U Rymkiewicza nie, ale na tyle dużo przeczytałąm o książce+ fragmenty, że od razu było widać, że zupełnie inna jest wizja jego osoby.
      Guciamal - chyba nei ma teraz czegos takiego, jak bezwarunkowe autorytety. chyba jedyna rada to uczyć się czytania krytycznego (np. od Książkowca).

      Usuń
    6. ~ Ale boję się ciągle, czy te moje odczytania nie będą odebrane jako ciągły sprzeciw - "nie, bo nie". Jednak po tak znaczących lekturach trudno mi przejść do książek łatwych i przyjemnych (choć tęsknię!), bo powodują one ciągły głód i chęć dowiedzenia się, co było dalej? i dlaczego?

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    8. ~ To musiałabym na stare lata jeszcze historię studiować! Bo to moje podejście od strony literatury dla historyków jest co najmniej nieprofesjonalne! Zawierzam intiucji i zdobywam się na odwagę, by o tym mówić. Jeśli odbierasz to pozytywnie, to bardzo, bardzo mi miło:)

      Usuń
    9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    10. ~ Ale czerpać wiedzę z literatury, a nie z tekstów źródłowych? Cała moja historia taka. Zaraz lawina by mnie zmiażdżyła. Pewnie tylko tu mogę napisać, co myślę i czuję. Czucie i wiara - jak w romantyzmie - nie są dziś dobrą miarką. Niedzisiejsza jestem, ale dobrze mi z tym:)
      A tak przy okazji, to niedługo Targi Książki w Krakowie i pewnie - jak w roku ubiegłym - zobaczymy mnóstwo książek niepisarzy. Tak jak wspominasz.

      Usuń
  6. No tak, już po Twoim poprzednim wpisie, gdzie w komentarzach napisałaś o "Baśni..." poszukałam sobie w internecie i wrzuciłam do zakładek, a teraz już wiem, że do listu do Mikołaja dopisać trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Sama widzisz, jak długo zeszło mi z czytaniem, bo jeszcze wejścia do wskazanych książek musiałam zaliczyć, a dalsze czekają w kolejce. Chyba nie ma szans na okazyjny zakup, dlatego odwołanie się do pomocy sił wyższych wysoce wskazane. Ale grzeczna dziewczynka jesteś, to pewnie się uda:)

      Usuń
  7. Jak to dobrze, że jesteś w blogosferze! Taką arcypolską książkę muszę mieć! Nie słyszałam nic dotąd o autorze, tym bardziej chwała tobie za to wiekopomne odkrycie, naprawdę na miarę odkrycia Ameryki.:) Jesteś niestrudzonym detektywem książkowym, a dziś, gdy tak wiele wartościowych publikacji jest spychanych do podziemii i przemilczanych przez prasę i media zaprzyjaźnione z władzą, taka umiejętność wyszukiwania perełek jest niezwykle cenna. Skoro Gabriel Maciejewski był na targach katowickich, to i na krakowskich musi być! Będę go wypatrywać i wtedy kupię sobie tę zacną książkę. Już się nie mogę doczekać, by ją mieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dzięki, Beatko:) W takim razie czekamy na Kraków, bo po wywiadzie na you tube pan Maciejewski wydaje się być arcyciekawą osobą, a co dopiero w realu. Też liczę na zakup z autografem i może będzie coś wcześniejszego, bo na trzeci tom "Baśni..." chyba za wcześnie. Od perełek to ty też jesteś. Co wstąpię pogłaskać Firmina, to mój portfel chudnie, a półki puchną. Wstrzymuję się teraz z zakupami, żeby nie dźwigać książek do Krakowa, ale czuję się jak narkoman na głodzie. To już niewiele ponad miesiąc! Ale fajnie:)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Ja już tradycyjnie - ta wada przyklejona do mnie jak smoła - nie lubię mieć innego zdania. Może nie tyle mieć, ile głośno wyrażać. Wańkowicz kiedyś zagłaskany za "Monte Cassino", nagle zmienił (dla mnie) oblicze po "Erracie do biografii". Jego targi z władzami PRL o powrót do Polski były niesmaczne okropnie! Za to Gombrowicza przedstawił Maciejewski w ciekawym czasie i sytuacji. Otóż założył się tenże z Jeleńskim, że w paryskiej restauracji w czasie dyskusji o sztuce zdejmie spodnie. Panicz Witold stał tak sobie, a faceci nawet uwagi nie zwrócili, bo tak byli wychowani. Utrudniło to życie Gombrowiczowi, bo został uznany za kabotyna. No jak dla mnie to nie tylko za to tytuł mu się należy, ale uśmiechnęłam się do siebie, że gdzieś ta niechęć musiała mieć podłoże do kiełkowania. Jakieś silne lobby stoi za nim. Nawet nie będę wymieniać.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. ~ Dla mnie data 1989 nie jest szczególna i niczego nie zmieniła. Mam skopiowany z FB cytat, choć nie zapisałam autora, ale tak mi pasuje, że przytoczę (proszę autora o wybaczenie; w słusznej sprawie piszę):• "Zbigniew Herbert pisał przed laty, że jeżeli Polska odzyska utraconą niepodległość, to wybiegnie na ulice Paryża i będzie krzyczał w kierunku każdego napotkanego przechodnia Viva la Polonia. Jednak, naszemu wielkiemu wieszczowi nie przyszło do głowy wybiec na ulice Paryża w dniu 4 czerwca 1989 roku. Nie zrobił tego nigdy, aż do chwili swojej śmierci w 1998 roku." Prawda, że piękne?

      Usuń
  9. Protestuję - Wańkowicz walnie przyczynił się do niszczenia warstwy ziemiańskiej?! Na prawdę sądzisz, że to co pisał miało jakikolwiek wpływ na tych, którzy rzeczywiście ją niszczyli? Jakoś nie wyobrażam sobie funkcjonariuszy UB czytających Wańkowicza. Jakie znaczenie z tego punktu widzenia ma to czy przyjechał z emigracji? Mimo, że nie przepadam za Wańkowiczem, to jakoś ten sposób argumentacji mnie nie przekonuje. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marlow- to pewnie chodzi o niszczenie w sensie symbolicznym- taki czarny PR w oczach czytelników. Kropla drąży skałę.

      Usuń
    2. Także w takim wymiarze, moim zdaniem, pogląd wydaje się co najmniej mocno przesadzony. To, że ktoś z rezerwą podchodzi do obyczajowości warstwy, z której się wywodzi, wcale nie znaczy, że przyczynia się do jej niszczenia.

      Usuń
    3. ~ Ależ to pewne, że ubecy czytali Wańkowicza! Nie przyszło ci czasem na myśl, dlaczego zachęcali go do powrotu? A dlaczego np. nie proponowali tego Wierzyńskiemu? Tak jak napisała Iza - kropla drąży skałę. Sam tej warstwy społecznej nie zdeptał, ale się przyczynił. Wcześnie osierocony przez rodziców, wychowywał się na dworze babki. Jej dom nie podobał mu się z ważnego powodu - nie przeznaczono go dla niego. Przy wydatnej pomocy finansowej rodziny musiał sobie radzić sam. Miał dworskie zapędy, ale jego nienawistny stosunek do szlachty widać w "Kundlizmie" jak nic! Chętnie podyskutuję na temat tej lektury.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. Zachęcano do powrotu wiele osób, niektórzy wrócili, niektórzy nie. Niektórzy wrócili zachęcani a niektórzy wrócili niezachęcani. Ale czy z tego wynika jakaś ogólna prawidłowość? Wańkowicz wrócił do kraju w 1958 r., wówczas kiedy już w dużej mierze "było pozamiatane" i do tego czasu jego książki chyba nie były w kraju wydawane, choć mogę się mylić. Trudno więc uznać, że pisał dla UB-eków. Niektórzy czytali jego książki a niektórzy pewnie nie czytali i znakomicie obchodzili się bez nich bo i tak do niczego im nie były potrzebne. Nie bardzo nie mogę uwierzyć by Wańkowicz siedząc na emigracji wywierał wpływ na UB. Napiętnowanie wad, niezależnie od przyczyn osobistych, które leżą jak twierdzisz u podstaw, nie musi być od razu nienawiścią.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    7. Jeśli chodzi o mnie to nigdy nie pochlebiałem sobie bym był w stanie Cię przekonac ale miło, przynajmniej mi, było wymieniac opinie. Skoro jednak wprowadziłaś "nową jakośc" do dyskusji, to w myśl zasady Roma locuta causa finita nie zabieram więcej miejsca.

      Usuń
    8. ~ Oj! Chociaż ustosunkuj się do jego punktów, bo ja wobec takich cytatów jestem bezradna! Jak mam się przekonać do takiego człowieka, który ma świat wartości z innego bieguna? :(

      Usuń
  10. Coryllusa od przypadku do przypadku czytuję - głownie dlatego, że współpracuje z bardzo lubianym przeze mnei Toyahem, i Przyznam, że mnie on do pewnego czasu denrwował, głównie przez to krytykowanie równo każdego po kolei jak leci (chodzi raczej o sprawy bieżące, czy też nowszą historię).Dlatego też miałam opór przed zakupem "Baśni".
    Ale potem stwierdziłam, że też jest to wartość, mozna się z nim zgodzić lub nie, ale warto zawsze wziąć pod uwagę.
    P.S. Mam akurat w domu przedwojenne reportaże Mackiewicza, gdzie jednym z bohaterów jest Wańkowicz (w zaskakującym ujęciu), jak będę miała chwilę, to ci wyślę skany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Oglądałam występ obu panów - Coryllusa i Toyaha - w namiocie Solidarnych. Dają mi to, czego nie usłyszę w mediach. Budzą przy tym nadzieję, że jednak są ludzie, którym na Polsce zależy. Nie walczę o to, że ze wszystkim mają rację, bo sama - czuję się mała i nieświadoma - ale zawierzam ich słowom w wielu sprawach.
      Skany obejrzałabym z ciekawością!!!
      No właśnie, dlaczego Wańkowicz promowany w PRL nie może być krytykowany? Ta propaganda od razu budzi moją nieufność. Zgodnie z myślą Maciejewskiego - jeśli ktoś jest przemilczany, znaczy to, że ważny. A tuba propagandowa nadaje...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. ~ Świetny pomysł! Przydałby się ktoś, kto oddzieli te ważne i mniej ważne. Ja mam dwutomową "Karafkę...", ale nie o warsztat pisarski chyba nam teraz chodzi. "Monte Cassino" pewnie już ocenione i docenione. Mam też z serii "Dzieła emigracyjne Melchiora Wańkowicza", obejmujące 8 tytułów książek, tom zawierający: Klub trzeciego miejsca; Kundlizm; Dzieje rodziny Korzeniewskich. Właśnie "Kundlizm" uważany jest przez Maciejewskiego za najbardziej osobistą książkę Wańkowicza. Króciutki i taniutki. Wielki pytajnik zostawiam - ???

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń

Komentarze mile widziane.