DOM Z PAPIERU



czwartek, 19 lutego 2015

List do przyjaciela (2)



Drogi J.
            Napisałeś – znaczy się – pamiętasz o mnie;)
Zbyt szybko bieży ten czas nam dany, dlatego cieszę się z niespodziewanej rezerwy sprezentowanej przez los. Zdrowia brak, czyli widać, jak stres osłabia żywotne siły. Odpoczywam, ale  głowa zapełniona refleksjami i melancholiami.... Myśli spać nie dają, łatam poranione...
            Tradycyjnie uciekam w muzykę i książki. Co mnie zajmuje? Zbliża się pierwszy marca, a więc dzień, kiedy cała Polska upomni się o pamięć podziemnej armii. Stąd powrót do Mariusza Soleckiego i jeszcze raz kartkuję jego Literackie portrety żołnierzy wyklętych. Zwalniam i zapisuję haniebne nazwiska literatów, którzy wysługując się reżimowi, wyrzekli się prawdy i sponiewierali patriotyczne podziemie. Mało pamiętamy „inżynierów dusz” z czasu stalinizacji, lepiej z odwilży (1956), a już całkiem dobrze mamy przed oczami lata stabilizacji. Jak łatwo wybaczamy, rozgrzeszamy! Wciąż słyszę o „romansie” czy błędzie młodości, a przecież to były kolejne tomy wierszy i powieści, wysokie nakłady i lata prosperity! Dyspozycyjnym i sprzedajnym literatom zawdzięczamy utrwalony obraz szlachetnych ubeków i faszyzujących bandytów biegających po lesie z ryngrafami na szyi! Kozłowski napisał powieść o powojennym Janosiku, który się czerwonym nie kłaniał (bandyta „Ogień”), Zalewski błysnął paszkwilem na „Uskoka”, Domino na „Huzara”, Nawrocka przybliżyła nam powrót zdrajcy narodu z więzienia, a Przymanowski wydał rozkaz „Wyłaź z WiN-u, skurwysynu!”... Boli relatywizm moralny ulubieńców z młodości, bo kto nie czytał z wypiekami Pana Samochodzika albo nie szukał między wersami prawdy o Katyniu w Zasypie wszystko, zawieje... Te najnowsze nazwiska uwierają najboleśniej i podczas wyliczanki Soleckiego pcha się na usta Kmicicowe: Kończ waść, wstydu oszczędź!
            Całe szczęście, że znaleźli się i tacy, którzy nie pisali na kolanach. Cytowane gęsto Wilki Herberta znasz z pewnością, ale jest też Józef Morton ze swoim kilkutomowym Całopaleniem. Na straży pamięci stoją również: S.Murzański, J.S.Stawiński, W.Holewiński, P.Bystrzycki, M.Lubaś-Harny... A najbardziej ucieszył mnie obszerny rozdział o wciąż niedocenianym Januszu Krasińskim i jego tetralogii. Zmarły niedawno pisarz oddał wspaniały hołd „Zaporze” i jego podkomendnym, opisując ich więzienny pobyt w oczekiwaniu na kaes! Gdy za parę dni podczas marszu  narodowcy będą podnosić portrety niezłomnych patriotów, warto, żeby wiedzieli więcej o tych bohaterach.
            Czytam i uruchamiam lawinę zamówień. Mam jednak dylemat, czy czytać przekłamany Worek Judaszów Nienackiego, czy lepiej sięgnąć po powieść Z cienia Reńcy, w której autor rehabilituje wizerunek żołnierzy wyklętych? Może wziąłbyś jedną stronę na swoje barki?
            Wiem, zajęty jesteś. Pamiętaj, że gdzieś tam jestem w czasoprzestrzeni. Stęskniłam się za Twoim głosem. B.:)

26 komentarzy:

  1. M. Solecki na dniach wydaje nową książkę "Historie pisane przez wojnę", ale pewnie dotarłaś już do tej informacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Pewnie! Są autorzy, których kupuję od ręki. Nie mogę się doczekać. Jeśli wojenny świat będzie opowiedziany jak w "Literackich portretach..." to coś w sam raz dla mnie.

      Usuń
    2. ~ Ach, ten Kraków! - chciałam dodać:)

      Usuń
  2. Bogusiu czyż my nie jest zazdrosny?
    Ciesze się, gdy czytam wykaz, że mam trochę nosa do piszących, bo akurat i Holewiński i Harny są przeze mnie czytani.
    Ale może byś ten "Worek Judaszów" przeczytała jednak...chętnie bym przeczytała Twą opinię.
    Ja Nienackiego nie znam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Aniu, myślałam o tobie, gdy dotarłam do wspomnianych nazwisk. Chyba jeszcze Mortona czytałaś, bo zazdrościłam. Sama znalazłaś dobre lektury! Nienacki to moja młodość i jazda z panem Samochodzikiem, ale "Worek Judaszów" nie wpadł mi w ręce. Harnego mam "W imię zasad", a już jedzie do mnie "Urodzony z wiatru". Naprawdę mam problem, czy skupić się na lekturach oczerniających wyklętych, czy może na najnowszych powieściach. Tyle tego! Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. ~ Czekaj, czekaj! Co tam o zazdrości? ;)
      Mąż jest pochłonięty sprawami bytowymi, a J. jest postacią fikcyjną, choć ociera się o pierwowzór. Pomyślałam, że to dobra trampolina, żeby powiedzieć co nieco o sobie, o przeżyciach, odczuciach. Poza tym te listy (będą cyklicznie!) to wprawki literackie i nigdy nie były wysłane. Wspominany przyjaciel jest narodowcem z krwi i kości, interesują go moje literackie podróże, ciekaw jest prawdziwej historii, a przy tym chce działać! No, ideał! Gdzie takiego dziś znaleźć? Tylko w moich marzeniach;)

      Usuń
    3. Ty się nie tłumacz...
      Mam "Urodzonego z wiatru" - muszę przeczytać.
      Mortona czytała @koczowniczka..ja o nim myślę....

      Usuń
    4. ~ No kochana, jak zostanę pisarką, to jeszcze sceny erotyczne będę opisywać! Oczywiście fikcyjne, nie z autopsji;)

      Usuń
    5. A wiesz, że w Twojej książce czytałabym....a dlaczego nie z autopsji...co Wy białe małżeństwo czy jak...ha,ha....

      Usuń
    6. ~ Sama widzisz, że wprawki literackie niezbędne - nie rzucę się od razu na głęboką wodę. Najpierw długo patrzyli sobie w oczy, po trzech miesiącach on ją wziął za rękę, po roku się pocałowali... Chyba zmienię profil bloga! Widziałam w "taniej książce" harlekiny po złotówce, to się wczytam, bo ja może coś nie tak robię;)

      Usuń
    7. Może faktycznie zamieściłabyś czasem coś swojego....nieźle Ci idzie...
      A kiedy..no wiesz...ile musiało być randek wcześniej.../ tak z amerykańska/.

      Usuń
    8. ~ Kocham wszystko, co stare...- czasy też. Było romantycznie. O długości kolejnych etapów w moim związku opowiem ci kiedyś przy kawie, bo tu młodzi by się śmiali:) Za to miłości starczyło nam na lata...

      Usuń
    9. Trzymam Cię za słowo....
      Pozdrawiam cieplutko...

      Usuń
    10. O, poznaję karteczkę.....

      Usuń
    11. ~ Cała papeteria czeka na szczególne okazje i wyjątkowe osoby:)

      Usuń
    12. To cała Ty.......dobrych snów Bogusiu.

      Usuń
  3. A to chyba całkiem świeża sprawa.

    https://www.youtube.com/watch?v=UFq0lCqSCV4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Dzięki Bogu, że trzymasz rękę na pulsie! Obejrzałam i choć się spięłam, gdy zobaczyłam Zychowicza (za jego nazwanie powstania obłędem), potem było już tylko dobrze. Dyskredytacja rotmistrza Pileckiego zakrawa na absurd, ale kłamstwo wiele razy powtarzane uznane może być kiedyś za prawdę. Tak jak z nazistami, którzy rozpętali wojnę, jak z "polskimi" obozami koncentracyjnymi... Podlinkowałam na FB, żeby dyskusja w studiu przebiła się do szerszej publiczności.

      Usuń
    2. Może faktycznie niefortunnie nazwał powstanie obłędem, ale Piotr Zychowicz to dobry człowiek, który, gdy trzeba, broni Polski i wszystkiego, co Nam bliskie. Niezwykle wartościowa osoba.
      Natomiast co do tej paniusi, która postanowiła podważać bohaterski czyn rotmistrza...Otóż, masz rację, sprawdzają nas, na ile mogą sobie te środowiska pozwolić - zakłamują historię, szkalują osoby Polakom bliskie i czekają aż to przyjmiemy za fakt, za prawdę. Poza tym wiadomo, że na niszczeniu Polskich wartości można nieźle zarobić, wypłynąć na powierzchnię, zdobyć poklask w pewnych kręgach.
      Gdyby postępować tak jak lewica, ta paniusia powinna trafić przed sąd za pomówienia. Niestety prawica tak nie robi, ale może powinna. Gdyby ktoś powiedział np. coś niepoprawnego o tzw. holokauście zaraz byłby krzyk, a prawica zawsze spokojna, opanowana, pozwala sobie wchodzić na głowę, pozwala, by ludzie wyjątkowi, którzy już nie mogą się bronić, byli opluwani.

      Usuń
    3. ~ Samo nazwisko autorki artykułu wiele mówi. Całe szczęście, że jest coraz więcej książek o rotmistrzu, powstaje kolejna produkcja filmowa. Nie damy go sobie wydrzeć. Po niezaproszeniu rodziny Pileckiego na uroczystości w Auschwitz w internecie zawrzało i to jest realna siła. Dlatego teraz linkuję posty i to właśnie z FB wchodzą tu ludzie i czytają. O prawdziwą historię musimy walczyć!
      Goście w studiu świetnie sobie poradzili i wysokiej oglądalności im życzmy. A Zychowiczowi się przyjrzę;)

      Usuń
    4. Mnie marzy się sytuacja, kiedy to prawa strona zacznie rozdawać karty, bo na razie robią to lewusy. To My musimy się ciągle z czegoś tłumaczyć, a to oni powinni się tłumaczyć. To oni nafajdali w XX wieku i jeszcze Nam każą się z tego spowiadać, stawiają Nas pod ścianą (na razie w przenośni). Tak nie powinno być!

      Tak, duża ilość książek cieszy i to bardzo! Trzeba się z tą literaturą zapoznawać. Choć nie zawsze czas na to pozwala ;-)

      Usuń
    5. ~ Dokładnie jest tak jak piszesz. Ze wszystkim się zgadzam, a najbardziej - że marzenia trzeba mieć. Udostępniam na FB dużo materiałów dotyczących prawicy. Nie ma cię tam? Czuję, że nie nadążyłbyś z lajkowaniem ;)

      Usuń
    6. Na FB jestem, ale nie wiem czy znam Twoją stronę!

      Usuń
  4. Rozumiem co to kochać starych przyjacioł i stare wino, ale każdy nowy wiek żyje w takiej sprzeczności
    z ubiegłym, że chyba nie da się zapoprzestać na dawnym.
    Bogusiu, nigdy nie było wojny sprawiedliwej, nigdy nie było dobrej rewolucji, ale zawsze nastaje czas powojenny i z takim nam przyszło żyć. Wyobrażasz sobie jak wyglądałoby życie Francji, gdyby nie potrafiła budowac sie na nowo po najgorszych czasach terroru rewolucyjnego?
    Te wszystkie ochronki , które wspominasz z rozczuleniem, te powieści dla młodzieży, które już nijak się nie mają do dzisiejszego dnia ( tak jak nijak sie nie miały opowiastki siedemnastowieczne dwa wieki później), tak samo jak żołnierze wyklęci mogą być ju tylko cząstką historii o której nie wolno zapomnieć, ale oczekiwać, że staną się bohaterami przyszłości, to jakby chcieć nowej wojny.
    Bo oprócz raison d'état jest jeszcze coś takiego jak raison d'histoire, ktora nie ma odwrotu.
    Tak jest teraz i tak było zawsze.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i podziwiam, choć ani trochę nie podzielam Twojej zawziętości w ściganiu
    niecnych.
    Mania





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ~ Witaj, Maniu, w "papierowym domu". Po wpisie sądzę, że to nie pierwsza wizyta. Pięknie napisałaś i refleksyjnie. Ze smutkiem jednak myślę, czy trzeba być dzieckiem "bandyty", żeby walczyć z kolejnym pokoleniem ubeków? Gdy ofiary leżą w dołach pod grobami katów, gdy prześladowani odchodzą często w niedostatku, schorowani, a oficerowie śledczy czy prokuratorzy żyją jak pączki w maśle i śmieją im się w twarz, gdy resortowe dzieci brylują w mediach... Warto walczyć? Warto i trzeba, choć mam świadomość, z jak nikłą siłą przeciwstawiam się niesprawiedliwości. To nie gonitwa za cieniami, a potrzeba napisania od nowa naszej historii - rzetelnej, opartej na prawdzie. Bez dekomunizacji i rozliczeń nie odzyskamy polskości. Właśnie tego się boją - wyciągania z niepamięci naszych bohaterów - opraw patriotycznych meczy (przecież to kibole - relacjonują media), marszów niepodległości (przecież to faszyści)... Nie zmienię się, bo nie mogłabym stanąć nad grobem mojego "Żołnierza Wyklętego" i modlić się jako córka. Zawsze pod biało-czerwoną...

      PS
      Wiem, że szanse znikome, ale o rzeczy nie do wygrania trzeba bić się z największą potęgą ze względu na godność człowieka.

      Usuń

Komentarze mile widziane.